Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

fakty
kraj
świat

Kraj

kraj/block-1

Świat

świat/block-7

Polityka

polityka/block-1

Kultura

KULTURA/block-70
randomposts2

Nauka

nauka/block-2

Smacznego

Smacznego/block-2

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Gospodarka

gospodarka/block-7

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

piątek, 16 listopada 2018

Radzyń Podl.: Doprowadził do wypadku, w którym zginęły dwie osoby


Do tragicznego w skutkach wypadku, w którym zginęły dwie osoby doszło wczoraj w miejscowości Niewęgłosz gm. Czemierniki. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że spowodował go 37-latek kierujący oplem zafirą, który posiadał dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Wstępne badania laboratoryjne wskazały, że kierujący był nietrzeźwy. Została od niego pobrana krew do badań na zawartość alkoholu.

foto: policja

     Do wypadku doszło wczoraj około godz. 15:55 w miejscowości Niewęgłosz gm. Czemierniki na drodze W-814. Ze wstępnych ustaleń policjantów radzyńskiej drogówki wynika, że kierujący samochodem osobowym marki Opel Zafira, 37-letni mieszkaniec gm. Milanów z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z kierującą samochodem m-ki Citroen Berlingo. W wyniku wypadku kierująca citroenem, 53-letnia mieszkanka Radzynia Podlaskiego oraz 30-letni pasażer opla ponieśli śmierć na miejscu zdarzenia drogowego. 


Do szpitala z obrażeniami ciała trafił kierujący i drugi z pasażerów opla. Od 37-latka,  została pobrana krew do badań na zawartości alkoholu w organizmie. W trakcie prowadzonych czynności funkcjonariusze ustalili, że kierujący oplem posiada dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. 

Droga w miejscu wypadku drogowego była zablokowana przez kilka godzin. Ruch odbywał się wyznaczonymi objazdami. Policjanci pod nadzorem prokuratora wyjaśniają dokładne przyczyny wypadku drogowego. Apelujemy do kierowców o bezpieczną i rozważną jazdę.
P. M.

Ryki: Tragedia na torach


Do tragicznego wypadku doszło wczoraj po południu Rykach w rejonie ul. Kolejowej w Rykach. Pociąg osobowy relacji Dęblin- Łuków potrącił mężczyznę. Jak ustalono, przechodził on w miejscu niedozwolonym i wszedł wprost nadjeżdżający pociąg. Pieszy poniósł śmierć na miejscu.

foto: policja

Do zdarzenia doszło w wczoraj po godz. 16.00. Dyżurny ryckiej komendy został powiadomiony przez pracownika kolei o wypadku na torach w Rykach w rejonie ul. Kolejowej. Natychmiast na miejsce pojechali policjanci. Ze wstępnych ustaleń wynika, że 62-letni mieszkaniec gm. Ryki przechodził przez tory kolejowe w miejscu niedozwolonym. Mężczyzna wyszedł z za stojących wagonów towarowych wprost pod nadjeżdżający pociąg osobowy relacji Dęblin-Łuków. 62-latek poniósł śmierć na miejscu.


W wyniku wypadku, ruch pociągów został zatrzymany na około dwie godziny.

Najczęstszą przyczyną wypadków w rejonach torów i przejazdów kolejowych jest lekceważenie przepisów o ruchu drogowym. Szczególnie groźne są próby pokonywania przejazdu przed zbliżającym się pociągiem, ignorowanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych, omijanie zamkniętych półrogatek, czy przejeżdżanie pod zamykającymi się zaporami. Często uczestnikami zdarzeń są osoby poruszające się pieszo po torach lub przechodzące przez nie w miejscach niedozwolonych.

Pociąg to masa rzędu kilkuset ton, a jego droga hamowania nawet przy niewielkich prędkościach jest kilkunastokrotnie dłuższa niż zwykłego pojazdu. Wypadki na torach są przede wszystkim skutkiem naruszeń przepisów. Wielu można byłoby uniknąć, gdyby górę wzięła rozwaga i wyobraźnia. Apelujemy zatem o ostrożność.
R.W.

Leki na HIV i AIDS produkowane w Poznaniu trafiają do 131 krajów


W Poznaniu produkujemy innowacyjne leki antyretrowirusowe przeciwko HIV i AIDS, które są eksportowane na 131 rynków, na cały świat – powiedział dyrektor relacji zewnętrznych i publicznego rynku szczepionek w firmie farmaceutycznej GlaxoSmithKline (GSK) Krzysztof Kępiński.

PAP/S.Leszczyński

Przedstawiciel GSK wziął udział w debacie PAP dot. 100-lat inwestycji zagranicznych w Polsce, która odbyła się w ramach Kongresu 590 w Jasionce k. Rzeszowa, przybliżając działalność koncernu w naszym kraju.

"Przez 20 lat obecności na rynku polskim moja firma zainwestowała tu ponad 2 mld zł. W ciągu tych 20 lat udało nam się przekonać naszą firmę do rozpoczęcia produkcji 80 leków na terenie Polski. Innymi słowy wygraliśmy rywalizację z innymi krajami i bardzo się z tego cieszymy; 80 leków w 20 lat to jest niesamowity sukces" – podkreślił Kępiński.

Dodał, że nie chodzi tu o prostą produkcję, "dokręcanie śrubek". "Faktycznie jest taki stereotyp. Od lat toczy się dyskusja, czy branża farmaceutyczna może produkować leki innowacyjne w Polsce - może produkować. Firma GSK jest tego przykładem" – zaznaczył Kępiński.

Oprócz tego, że firma produkuje w Polsce leki, Poznań jest jej "sercem" usług IT - ok. 700 osób świadczy serwis IT dla ponad 100 tys. pracowników GSK na całym świecie. "To są ludzie, którzy w Poznaniu pracują codziennie nad rozwiązaniami informatycznymi i aplikacjami, by szybciej odkrywać nowe cząsteczki i opracowywać terapie, ale też zajmują się cyberbezpieczeństwem i zarządzają olbrzymią ilością danych, które gromadzone są w badaniach klinicznych" – powiedział Kępiński.

Zauważył, że zarówno polskie jak i zagraniczne inwestycje są potrzebne, żeby polska gospodarka się rozwijała. "Tak naprawdę konkurujemy z innymi krajami o to, żeby przyciągać kolejne inwestycje do Polski. I to jest największe wyzwanie. Dzisiaj tworzymy wspólnie, jako branża farmaceutyczna, 1,3 proc. PKB, ale może być to więcej" – ocenił Kępiński.

Przedstawiciel koncernu wyliczył ponadto, że obecnie firma zatrudnia w Polsce 2 tys. pracowników, a do budżetu państwa w ramach podatków CIT, PIT, VAT i składek ZUS odprowadza ponad 240 mln zł rocznie.

"Mamy nadzieję, ze będziemy się rozwijać, że to nie jest nasze ostatnie słowo. Cieszymy się, że mamy szanse pracować w Polsce" – dodał.

W debacie PAP wzięli udział przedstawiciele instytucji związanych z rozwojem przedsiębiorczości i nauki, a także reprezentanci dużych zagranicznych firm mających oddziały w Polsce oraz wiceminister inwestycji i rozwoju Adam Hamryszczak.

Zdaniem wiceszefa resortu rozwoju, szczególnie pożądani z punktu widzenia naszego kraju są inwestorzy lokujący w Polsce centra badawcze lub też badawczo-wdrożeniowe. "Inwestorzy, którzy nawiązują współpracę z polskimi instytucjami naukowo-badawczymi, którzy też są nakierunkowani na kształcenie polskich specjalistów, którzy wykorzystują ten potencjał polskich inżynierów. I o tym też wprost mówi nowa ustawa o wspieraniu nowych inwestycji" – zauważył.

Do piątku w Jasionce k. Rzeszowa trwa Kongres 590, który jest jednym z najważniejszych tego typu wydarzeń w Polsce. Dwudniowe spotkanie obejmuje panele dot. m.in. kwestii gospodarczych i środowiskowych. Honorowy patronat nad III edycją Kongresu objął prezydent RP Andrzej Duda.

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP


Nauka jazdy na "podwójnym" gazie


30-letnią mieszkankę Chorzowa, będąc pod wpływem alkoholu spowodowała kolizję. Badanie alkomatem wykazało u niej ponad dwa promile w organizmie. na tym jednak nie zakończyła się policyjna interwencja. Jak się bowiem okazało, kobiecie towarzyszyła jej 42-letnia znajoma, a jednocześnie właścicielka samochodu, którym spowodowano kolizję. Kobieta również była pijana, a już po kolizji wsiadła do swojego samochodu i go przeparkowała. Teraz 30-latka i jej "instruktorka" jazdy staną przed sądem.

foto: policja

W środę kwadrans przed trzynastą do dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie zadzwonił mężczyzna i poinformował, że na terenie parkingu przy jednym z marketów kobieta uszkodziła dwa samochody. Na miejsce niezwłocznie zostali skierowani mundurowi z chorzowskiej komendy.


 Jak ustalili policjanci 42-letnia właścicielka pojazd, chcąc nauczyć swoją koleżankę jazdy samochodem, udostępniła jej swoje auto. Ta jednak nie zapanowała nad nim i uderzyła w zaparkowane BMW i polo. Jak się okazało to był dopiero początek problemów obydwu pań. Badanie alkomatem wykazało bowiem, że zarówno właścicielka auta jak i jej uczennica są pod wpływem alkoholu. Każda z nich miała ponad dwa promile w organizmie.

 Kobiety czeka teraz spotkanie z Temidą. Przed sądem odpowiedzą m.in. za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, gdyż jak ustalili policjanci, gdy 30-latka uderzyła w samochody, wówczas za kierownicę wsiadła właścicielka auta i przeparkowała go. Ponadto obie panie odpowiedzą jeszcze za szereg wykroczeń jakich się dopuściły. Grozi im kara do 2 lat więzienia, sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, a także obligatoryjne świadczenie pieniężne w kwocie nie mniejszej niż 5 tysięcy złotych.

Bielsko- Biała: Strzelał z kuszy do przechodniów


Policjanci z komisariatu III w Bielsku-Białej zatrzymali 29-letniego mężczyznę, który strzelał do przechodniów z kuszy. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń. W czasie przeszukania jego mieszkania policjanci zabezpieczyli narkotyki. Bielski sąd, na wniosek śledczych, podjął już decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu. Za przestępstwa te grozi mu do 10 lat więzienia.

foto: policja

Do zdarzenia doszło wieczorem na bielskiej ul. Chopina. Policjanci otrzymali zgłoszenie o mężczyźnie, który chodził po ulicy z kuszą i groził przechodniom. Z relacji świadków wynikało, że oddał dwa strzały w kierunku przypadkowych osób. Na szczęście nikt nie ucierpiał. 


Policjanci z pomocą świadków zdarzenia, szybko ustalili miejsce, gdzie przebywał sprawca. Wkroczyli do jego mieszkania. Napastnik nie chciał podporządkować się poleceniom wydawanym przez mundurowych. Szybko go obezwładniono i zakuto w kajdanki. W czasie przeszukania jego mieszkania policjanci odnaleźli i zabezpieczyli kuszę i 3 bełty. W mieszkaniu odnaleźli też blisko 120 porcji odurzających marihuany oraz krzak konopi indyjskiej.

Badanie alkomatem wykazało, że 29-latek miał w organizmie 1,5 promila alkoholu. Przewieziono go do policyjnego aresztu. Policjanci z referatu antynarkotykowego bielskiej komendy ogłosili mu już zarzuty. 

Odpowie on za narażenie osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, a także posiadanie znacznych ilości środków odurzających i nielegalną uprawę marihuany. Grozi mu do 10 lat za kratami. Sprawca odpowie też za wykroczenie, polegające na posiadaniu kuszy bez wymaganego zezwolenia. Bielski sąd, na wniosek śledczych, podjął już decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu.

Zwrot w sprawie pijanego 2-latka. Dwóch mężczyzn zatrzymanych za upojenie alkoholem dziecka


Po informacji o pijanym dwulatku przywiezionym do bełchatowskiego szpitala przez matkę policjanci z komisariatu w Kamieńsku rozmawiali o tym zdarzeniu z wieloma osobami. Dzięki ich dociekliwości prawda wyszła na jaw. Okazało się, alkohol dziecku podali dwaj mężczyźni. Obaj trafili do policyjnego aresztu. Dzisiaj usłyszą zarzuty rozpijania małoletniego oraz narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.


foto: policja

Wieczorem, 13 listopada 2018 roku ,bełchatowscy policjanci poinformowali dyżurnego z komendy policji w Radomsku, że do szpitala zostało przywiezione nietrzeźwe dziecko. Badania wykonane w placówce medycznej wykazały, że 2-letni chłopiec miał 1,8 promila alkoholu w organizmie. Matka dziecka była trzeźwa. Lekarze natychmiast zajęli się odtruciem dwulatka. 


Do zdarzenia doszło na terenie jednej z posesji w gminie Kamieńsk, w powiecie radomszczańskim. Osoby, które były świadkami tego zdarzenia początkowo utrzymywały, że był to nieszczęśliwy wypadek. Twierdziły, że dziecko samo napiło się alkoholu z pozostawionej na posesji butelki. Policjanci dostrzegli pewne nieścisłości w zeznaniach świadków. Nie uwierzyli w opowiadaną historię.

 Okazało się, że chłopcem miał opiekować się dziadek. Kiedy obsługiwał klientów sklepu  znajdującego się na tej posesji, maluch wykorzystał nieuwagę dziadka i poszedł do znanych mu mężczyzn spożywających alkohol za lokalem. Jak wynika z zebranego materiału dowodowego jeden z nich wlał chłopcu wódki w kieliszek i kazał wypić. Dwulatek wypił najprawdopodobniej trzy kieliszki wódki. Następnie chłopiec wrócił do dziadka, który zauważył dziwne zachowanie wnuka a dodatkowo wyczuł woń alkoholu. Natychmiast zaalarmował matkę dziecka, która zawiozła 2-latka do szpitala.

Działania funkcjonariuszy doprowadziły do zatrzymania, 15 listopada br., dwóch mężczyzn w wieku 29 i 36 lat. Obaj są mieszkańcami gminy Kamieńsk. Podczas rozmowy z policjantami stwierdzili, że to miał być  żart. Za takie zachowanie grozi im kara do 3 lat pozbawienia wolności. Maluch wrócił już do domu.

(KWP w Łodzi / mw)

czwartek, 15 listopada 2018

Zaginiony 12-latek został odnaleziony


Szczęśliwie zakończyły się poszukiwania 12-letniego Daniela Sękowskiego z Izdebek. Chłopiec od wtorku poszukiwany był przez brzozowską policję. Został odnaleziony w lesie, około 5 km od swojego domu. Na jego ślad natrafił mieszkaniec Izdebek, który zauważył psa, który towarzyszył chłopcu. Dziecko odnaleźli GOPR-owcy. 12-latek trafił pod opiekę lekarzy.

foto: policja

We wtorek policjanci z Brzozowa przyjęli zgłoszenie o zaginięciu 12-letniego Daniela Sękowskiego z Izdebek. Z posiadanych informacji wynikało, że chłopiec tego dnia wyszedł z domu około godz. 14.30, by odwiedzić swoją babcię. 12-latek bawił się w pobliżu jej domu. Około godz. 16 już go tam nie było. Ustalono, że dziecko leczone jest neurologicznie i ma problemy z komunikowaniem się. Z przekazanych informacji wynikało również, że chłopcu może towarzyszyć jego pies.


Od chwili zgłoszenia brzozowscy policjanci prowadzili poszukiwania chłopca. Działania poszukiwawcze prowadzone były wspólnie z rodziną, lokalnymi mieszkańcami, strażakami Państwowej  Straży Pożarnej w Brzozowie i Ochotniczych Straży Pożarnych, ratownikami Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, członkami Stowarzyszenia Cywilnych Zespołów Ratowniczych STORAT, funkcjonariuszami Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu, funkcjonariuszami Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji, funkcjonariuszami Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie oraz członkami Stowarzyszenia Quad Team Pogórze z Izdebek. Do odnalezienia dziecka wykorzystywane były psy trapiące, śmigłowiec i dron z kamerą termowizyjną, quady i inny sprzęt specjalistyczny. W działania włączyło się również Wojsko Obrony Terytorialnej.

Dziś po godzinie 15, chłopiec został odnaleziony w lesie, około 5 km od swojego domu. Na jego ślad natrafił mieszkaniec Izdebek, który zauważył psa, który towarzyszył chłopcu. Mężczyzna dotarł do ratowników Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i wspólnie udali się w miejsce, gdzie zauważył zwierzę. Pies poszukiwawczy z grupy Podhalańskiej doprowadził do miejsca, gdzie znajdował się chłopiec. 12-latek trafił pod opiekę lekarzy.


Wszystkim osobom i instytucjom biorącym udział w poszukiwaniach serdecznie dziękujemy za pomoc.
(KWP w Rzeszowie / mg)

Opolskie: 36-letni mężczyzna wtargnął do domu i pobił roczne dziecko



Do makabrycznego ataku doszło na Opolszczyźnie. Do jednego z domów w Kadłubie wtargnął mężczyzna, który bezlitośnie pobił roczne dziecko. 


foto ilustracyjne: g/w

36- latek został zatrzymany. Narazie nie wiadomo, co było powodem.

Według nieoficjalnych informacji napastnik mógł przypadkowo wybrać dom, do którego wszedł.

Dziecko z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi zostało przetransportowane śmigłowcem do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu.

Jak informuje ordynator oddziału dr Wojciech Walas - Aktualnie 10-miesięczny chłopczyk jest podłączony do respiratora.

Jest zaintubowany, istnieje szansa, że nie ma obrażeń zagrażających życiu. W tej chwili jesteśmy na etapie diagnostyki obrazowej.

Jest pod opieką lekarzy Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dzieci i Noworodków.

Policja i prokuratura badają okoliczności tego zdarzenia.

źródło: radio.opole/ RMF24


CAŁE ICH ŻYCIE W JEDNYM POKOJU


Na progu biedy mieszka smród. Trwały związek moczu, starości, wilgoci i grzybów. Nad progiem kartka: „Lokator wracający po godzinie 22.00 jest zobowiązany do zamykania bramy na klucz”. Brama utrudnia realizację rozporządzenia – zamek już dawno zmienił właściciela.


foto: szlachetna paczka


Trzecie piętro należy do nich. Na obitych pilśniową płytą drzwiach wlepki: Wisła Kraków, Białej Gwieździe Zawsze Wierni, Nasze Miasto Nasze Zasady.
Piotr, o którym napisano, że samotnie wychowuję trzech synów, wygląd tak, że strach się bać. Wysoki, broda, ciemne, zapadnięte oczy. Do obrazu grozy nie pasują podrabiane klapki Kubota i szare, wełniane skarpety.

Do uścisku dłoni dochodzi w ciasnym korytarzu – przez próg nie wolno, będzie pech, choć Piotr zapewnia, że nie jest przesądny. Drzwi skutecznie odcinają nas od nieprzyjemnej woni klatki schodowej. Tu bieda już nie śmierdzi. W świetle ją widać: salonowy stół wciśnięty między fotel, a piętrowe, stare łóżko. Obok wersalka, rok produkcji 1982. Brudna ściana, odpadający tynk. Plakaty piłkarzy i zdjęcia stadionów. Drugi pokój tak mały, że pomiędzy przedmiotami codziennego użytku trudno postawić stopę. Ścisłe centrum Krakowa, miasta wpisanego na światową listę UNESCO. Dwa kilometry od Wawelu, kilometr od Galerii Krakowskiej.
On 
Szukałem pracy, nawet mi pomagał MOPS, ale muszę zajmować się synami. Pan wie, że ten średni ma rozszczepienie podniebienia, prawda? Rok temu zabiegi miał jeszcze w Krakowie, teraz jeździmy do Polanicy. Gdzie nie pójdę do pracy, to nikt nie rozumie, że muszę zostawać domu. Takie czasy, że trzeba być na każde zawołanie, a ja nie mogę, proszę zrozumieć.
Z żoną rozwiedliśmy się w 2008 roku. Była 11 lat młodsza, po ślubie okazało się, że to za dużo. Dla niej. Mieszkaliśmy jeszcze chwilę razem, na początku było dobrze Później Niebieska Karta, przymus spotkań z dzielnicowym. Żona powiedziała: znęca się nade mną i nad dziećmi.
Niebieska Karta – procedura opracowana przez Komendę Główną Policji i Komendę Stołeczną Policji przy współpracy z Państwową Agencją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
Tłumaczyłem, że to bzdury. Prokuratur w końcu umorzył postępowanie. Walczyłem wtedy o prawa do opieki nad dziećmi. O sto procent. I udało się, dostałem. Zdziwiony? Wie pan ilu jest teraz samotnych ojców? To już dawno nie te czasy, że Matka Polka, choćby najgorsza, to i tak dostanie. Zresztą, chłopcy zeznali przeciw niej, proszę sobie wyobrazić. W środku nocy waliła nam do drzwi, a później SMS-y, że przeprasza, że bardzo kocha. Nie płaci alimentów, został fundusz. Jak sąd przyznał, zadzwoniła z krzykiem, że nie zobaczę grosza, że robię jej krzywdę.
Ona
- Nie będę z panem rozmawiać, do widzenia
Oni
Najstarszy będzie wiercił. Platformy albo gaz łupkowy. Aktualnie w technikum górniczym, specjalizacja: technik-wiertnik. Wyniki w szkole dobre, kłopotów wychowawczych nie stwierdzono. Spokojny, wycofany. Nie chce rozmawiać.
- Tata jest dobry. Czy mogę już iść?
Najmłodszy nie ma czasu. Koleżanka czeka w bramie obok. I jeszcze piłka - musi grać. Wisła Kraków, Nasze Miasto Nasze Zasady.
Michał, 15 lat, ten średni. Usta przerwane dwoma nienaturalnymi liniami sięgającymi nosa. W dokumentacji medycznej: obustronne rozszczepienie warg, rozszczep podniebienia. Pierwszy raz szyty w trzy miesiące od narodzin. Sześć operacji za nim, pięć przed. Tata staje na głowię, żeby zabiegi miały miejsce w wakacje, albo w ferie, choć później i tak miesiąc bez życia. Boli. W styczniu będą decydować co z podniebieniem. Fragment kości zostanie pobrany z uda i wykorzystany w zabiegu.
Rozszczepienie wargi i podniebienia – wady rozwojowe związane z nieprawidłowym rozwojem twarzoczaszki. Rozszczepem nazywamy szczelinę lub przerwę powstałą na skutek niepołączenia się struktur formujących wargę (rozszczep wargi tzw. zajęcza warga (łac. cheiloschisis, ang. cleft lip) lub podniebienie (rozszczep podniebienia tzw. wilcza paszcza (łac. schisis palati, ang. cleft palate). Wady te mogą współistnieć lub występować niezależnie.
Michał martwi się o grę w piłkę, mniej o szkołę. Blisko jest Orlik, przy parafii klub sportowy. Zawody międzyosiedlowe. Z ocenami tak sobie, wystarczy, że udaje się przeskoczyć z klasy do klasy.
Kiedy leży, bo szwy, ból i tylko gęsto tarte jedzenie, pociesza się, że ma ręce i nogi, może chodzić. W telewizji widział takich, co nie mogą.
Praca
Na niewielkiej, korkowej tablicy, obok zdjęć i medali, cztery bilet na mecz krakowskiego zespołu.
- To chyba trochę kosztowało, prawda?
- Odłożyłem.
- Z czego pan odłożył?
- Z tego co jest.
A jest zasiłek Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej – 500 zł, wpłata z Funduszu Alimentacyjnego – 900 zł i wsparcie babci chłopców. Dochód na jednego członka rodziny – 219 zł. Brak długów i innych zobowiązań.
Fundusz Alimentacyjny – fundusz przeznaczony do zabezpieczania wypłacania alimentów, których płatnicy okazali się niewypłacalni lub uchylali się od ich płacenia.
Joanna Sadurska jest psychologiem. Pracuje w krakowskim MOPS, wcześniej współpracowała z Urzędem Pracy.
- To nie jest tak, że ten człowiek nie pracuje, bo nie chce, bo przywykł. Pracował, rok temu stracił pracę przez problemy z dyspozycyjnością. Brak wykształcenia pozwala mu tylko na wykonywanie prostych prac budowalnych i remontowych. Oczywiście, brak ambicji, brak wiary w to, że ta sytuacja materialna może ulec zmianie, jest niepokojąca. To jest największe zagrożenie, jakie niesie długotrwała bieda. Nie brak środków, ale to, że można się do takiego stanu przyzwyczaić i uznać, że jest normalny.
Ojciec
Nie jestem idealnym ojcem. Mam lepsze dni, gorsze. Potrafię krzyknąć. Staram się być wyrozumiały. Nie ma przemocy, nie można bić dzieci. Staram się i skarcić i nagrodzić. Jak jest elegancko to jest nagroda. Nie pamiętam, kiedy ostatnio była kara. Boże, żeby oni zawsze się tak trzymali.
Wyrozumiały, to znaczy, że nie od A do Z. Niech oni mają swoje zdanie. Rozmawiamy. To jest dobrze jak dzieci mają swoje propozycje, prawda? Nie, tak całkiem o wszystkim to nie rozmawiamy. Starsi synowie to już dziewczyny. I tu by się przydała kobieta. Matka to jednak inaczej rozmawia o takich sprawach. Ja nie umiem.
Samotne ojcostwo – w Polsce rodziny, w których ojciec samotnie wychowuje dzieci wynoszą 0,3% wszystkich gospodarstw domowych. W większości przypadków spotykają się z trudnościami w łączeniu pracy zawodowej z opieką nad dziećmi.
Czasami tęsknię do rodziny. I chciałbym, żeby ktoś mi pomógł. Właśnie wtedy, kiedy trzeba z średnim po zabiegach. Ale nie narzekam. Nie wolno narzekać. Jak zacznę narzekać, to już po mnie, umarłem. Nie mogę ich zostawić.
Pomoc
Agnieszka studiuje inżynierie środowiska. Zdobyła dodatkowe miejsce na matematycznym, ale odpuści. Już rok wcześniej chciała zostać wolontariuszem, wtedy zgłosiła się zbyt późno. Rodzina Piotra była jedną z trzech, którymi miała się zając. Ci pierwsi przestali odbierać telefon, unikali kontaktu. Drudzy na spotkanie spóźnili się godzinę. Zakupy z najdroższych sklepów, w domu pospiesznie chowany sprzęt AGD. Nie przeszli weryfikacji.
Pan, o którego pytasz, był wycofany, ale uczciwy. Nie miał pretensji, że chcemy znać szczegóły. Niektórzy mieli. Byłaś już tam? Obskurne miejsce. Całe ich życie w jednym pokoju.
Teraz każdy jest skupiony na sobie. Nawet na studiach trudno dostać notatki. Nie chcę tak. Paczka to jest lekcja tolerancji. Uczę się, żeby nie oceniać po pozorach. I doceniać, to co mam. W jednej z rodzin największy prezent, najwięcej emocji, to szczoteczki do zębów. Tam było tak bardzo mało wszystkiego, a oni nie oczekiwali wiele.
Na liście potrzeb Piotra znalazły się żywność o długim terminie ważności, środki chemiczne, przybory szkolne, plecaki, odzież na zimę. Kilka ubrań znanych marek, żeby schować biedę, nie wyróżniać się ze szkolnego tłumu. Biedny to znaczy gorszy.
Specjalne życzenie, o które wolontariusz pyta na końcu:
Oni: piłki, ochraniacze, rękawice, sprzęt sportowy. Wiadomo, Wiśle Kraków Zawsze Wierni.
On: chcę żeby oni byli szczęśliwi.
Paczka
Nie było emocji. Wolontariuszki otrzymały list - podziękowanie dla darczyńcy. Wyszły zdziwione, bo zwykle jest radość, wzruszenie, najczęściej jedno i drugie. Tu nienaturalny spokój. Najstarszy syn z babcią w pokoju obok. Najmłodszy, zawsze pełny energii, rozpakował tylko jedną z paczek.
Już w samochodzie, na parkingu, zauważyły, ze zapomniały podpisów. Wróciły bez pukania - szybka formalność. Nad otwartymi paczkami stali wszyscy. W podrabianych klapkach Kubota, obok piętrowego łóżka i meblościanki. W kamienicy, w której śmierdzi moczem i wilgocią, a bramy nikt nie zamyka.
Stali w ciszy.
On
Chciałbym komuś tak pomóc. Może za rok, albo za dwa, jak się odmieni. 
Trzeba pomagać. Dzisiaj ktoś mi, jutro ja komuś. Mnie bieda nauczyła szanować pieniądze, a ludzie nie szanują. Wydają to co jest, a różnie może być. 
Nie wiem co mam jeszcze panu powiedzieć. 
Jeszcze jeden powód, dla którego chciałbym kiedyś pomóc. 
Żeby oni byli dumni. 

Konrad Kruczkowski, haloziemia.pl

Policjanci zatrzymali dwóch złodziei na gorącym uczynku. Trzeci zgłosił się sam bo… było mu zimno


Zielonogórscy policjanci zatrzymali trzech młodych mężczyzn, którzy przyjechali na teren miasta z zamiarem kradzieży paliwa i akumulatorów z samochodów ciężarowych. Dwaj mężczyźni zostali zatrzymani na gorącym uczynku kradzieży, a jeden zgłosił się po kilku godzinach, bo jak tłumaczył policjantom... po prostu zmarzł.

foto: lubuska policja

W sobotę (10 listopada) na jednej ze stacji benzynowych w Zielonej Górze zatrzymali się dwaj kierujący samochodami ciężarowymi obywatele Iranu, którzy mieli odpoczywać w oczekiwaniu na rozładunek. Przed pójściem spać po godz. 22, postanowili jeszcze zrobić nocny obchód, aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Podczas sprawdzania samochodów zauważyli, że z jednego z ich pojazdów zdjęte były osłony zbiorników paliwa i akumulatorów. 


Kierowcy natychmiast pobiegli na stację i poprosili pracowników o powiadomienie Policji. Wracając do samochodów zauważyli młodego mężczyznę w pobliskich zaroślach, a obok leżące osłony z samochodu. Gdy poszli w jego stronę, na ich widok, młody mężczyzna zaczął uciekać. Obaj kierowcy pobiegli za nim próbując go dogonić. Po chwili na miejsce przyjechali policjanci, a kierowcy wskazali im zdjęte osłony i próbowali wytłumaczyć co się stało. Gdy mundurowi zaczęli sprawdzać inne samochody, okazało się, że osłony z baku paliwa i akumulatorów są zdjęte w jeszcze w innych pojazdach. W pewnym momencie policjanci zauważyli zaparkowanego niedaleko białego busa. Do samochodu wsiadł nieznany mężczyzna i odjechał chowając się za budynkiem stacji. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić co robił o tej porze na stacji. Podczas legitymowania, dwaj mężczyźni przebywający w pojeździe zachowywali się nerwowo. Po sprawdzeniu samochodu policjanci znaleźli wewnątrz dwie plastikowe beczki, prawdopodobnie przygotowane do przewiezienia skradzionego paliwa. 

Ponadto irańscy kierowcy rozpoznali jednego z mężczyzn jako tego, którego próbowali wcześniej dogonić. Mężczyźni siedzący w busie w rozmowie z policjantami przyznali się, że zamierzali ukraść zarówno paliwo z ciężarówek jak i akumulatory. Policjanci wylegitymowali zatrzymanych, którymi okazali się 16-latek i 18-latek (mieszkańcy gminy Babimost). Podczas sprawdzania w policyjnych systemach okazało się, że starszy z nich był wcześniej karany za kradzież akumulatorów. Po pewnym czasie do policjantów podszedł kolejny mężczyzna i oznajmił, że on także przyjechał z zatrzymanymi mężczyznami. Jak tłumaczył policjantom, zgłosił się ponieważ nie mógł już dłużej czekać i było mu bardzo zimno. Także ten 18-letni mężczyzna, jest mieszkańcem gminy Babimost. 


Cała trójka została przewieziona na przesłuchanie do Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze. Po przesłuchaniu 18 i 19-latek trafili do pomieszczenia dla osób zatrzymanych, a 16-latka odwieziono do Izby Dziecka. Zatrzymani 18 i 19-latek usłyszeli zarzuty usiłowania kradzieży. Za to przestępstwo Kodeks Karny przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Decyzję w sprawie nieletniego sprawcy czynu karalnego podejmie Sąd Rodzinny.
publikacja: Małgorzata Stanisławska
loading...