Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

fakty

fakty

kraj

kraj

świat

świat

Kraj

kraj/ block-3

Świat

świat/ block-3

Polityka

polityka/ block-11
randomposts2

Kronika policyjna

Kronika policyjna/ block-3

Kultura

KULTURA/block-3

Nauka

nauka/block-3

zdrowie

zdrowie/block-3

Gospodarka

gospodarka/block-7

Smacznego

Smacznego/block-3

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

piątek, 26 kwietnia 2019

Dziecko miało uraz głowy, a także duszności. Dzięki policyjnej eskorcie chłopiec w porę otrzymał pomoc



Mundurowi ze Świecia bez chwili wahania zadecydowali o eskorcie auta, którym podróżował potrzebujący pomocy 6-latek. Dzięki sygnałom uprzywilejowania i uprzejmości innych kierowców, który reagowali na nie w kilka minut pokonali zatłoczony w tym czasie most i ulice Grudziądza. Chłopiec w porę otrzymał fachową pomoc.


foto: screen/wideo



Policjanci ruchu drogowego ze Świecia w trakcie patrolowania dróg krajowych przebiegających przez powiat po 15.00 zauważyli opla astrę, którego kierujący niebezpiecznie zachowywał się na drodze.


 Popełniał liczne wykroczenia, a w pewnym momencie wyprzedziła nawet na zakazie radiowóz. Dlatego mundurowi zatrzymali auto do kontroli. Wtedy wybiegła z niego roztrzęsiona kobieta. Oznajmiła, ze jej dziecko ma uraz głowy, a także duszności i poprosiła o pomoc w jak najszybszym dotarciu do szpitala w Grudziądzu.

Sierż. szt. Karol Marciniak oraz st. post Sebastian Schmidt widząc siedzącego na tylnym siedzeniu zakrwawionego chłopca podjęli decyzję bez zbędnego wahania. Powiadomili o całej sytuacji dyżurnego, po czym wsiedli do radiowozu, włączyli sygnały i ruszyli w drogę. Policyjna eskorta oraz uprzejmość kierowców zjeżdżających na bok pozwoliła w kilka minut dotrzeć do szpitala.

Dzięki sprawnemu pilotażowi 6-latek w porę otrzymał fachową pomoc medyczną. Jego dziadek oraz matka nie kryli wdzięczności za tak sprawną policyjną akcję.






czwartek, 25 kwietnia 2019

Tragiczny wypadek w Jeleniej Górze. 16-latek spadł ze słupa wysokiego napięcia. Poraził go prąd

W Jeleniej Górze doszło do tragicznego wypadku. 16-letniego chłopca poraził prąd. Przetransportowano go helikopterem LPR do szpitala we Wrocławiu.


foto-screen: YouTube

23. kwietnia po godzinie 18.00 16-latek wszedł na słup wysokiego napięcia. Właśnie wtedy poraził go prąd i nastolatek spadł z wysokości większej niż 6. metrów. 


Do szpitala we Wrocławiu przetransportował go helikopter LPR. Chłopiec w czasie tragicznego wypadku był w towarzystwie kilku kolegów. Być może wyjaśnią oni, dlaczego 16-latek postanowił wejść na słup wysokiego napięcia i czy próbowali temu zapobiec.

Stal 16-latka jest ciężki. Przebywa on w szpitalu we Wrocławiu. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: dolnoslaskie.naszemiasto

Śmiertelny wypadek. Nie żyje 9-letnie dziecko i 46-letnia kobieta

24 kwietnia, przed 16:00 na jednej z dróg powiatu dzierżoniowskiego miał miejsce śmiertelny wypadek drogowy. Nie żyje 9-letnie dziecko i 46-letnia kobieta.


foto: policja


Wczoraj przed godziną 16.00 oficer dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Dzierżoniowie został powiadomiony o zdarzeniu drogowym w Piławie Górnej na skrzyżowaniu ulicy Groszowieckiej z drogą wojewódzką nr 382. Przybyli na miejsce policjanci wstępnie ustalili, że 46-letnia mieszkanka powiatu kłodzkiego, podróżująca mazdą, nie ustąpiła pierwszeństwa przejazdu 20 letniemu mężczyźnie jadącemu audi i doprowadziła do zderzenia bocznego.


 Uderzenie było tak duże, że mazda wywróciła się na dach. Niestety będący w tym pojeździe 9-letni chłopiec zginął na miejscu. Kierująca z ciężkimi obrażeniami ciała została zabrana przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe do szpitala. 46-latki także nie udało się uratować.



Na miejscu zdarzenia czynności procesowe, z udziałem biegłego sądowego z zakresu wypadków drogowych, nadzorował Prokurator Rejonowy. Organ ten prowadził będzie śledztwo celem wyjaśniania wszystkich okoliczności oraz przyczyn tego wypadku.


Apelujemy do kierowców o ostrożność i rozwagę, pamiętajmy o tym, aby wybierając się w dalszą podróż - być wypoczętym. Warto też zadbać o stan techniczny samochodu, oświetlenie i hamulce.

,,Linka śmierci” w świętokrzyskim lesie prawie odcięła głowę motocykliście



Uważajcie w lasach na rowerach i motorach! Ktoś rozciąga linki, druty wiązałkowe i żyłki – informuje poszkodowany motocyklista ze świętokrzyskiego. Mężczyzna prawie wbił się w drut przywiązany między drzewami. Na facebookowym zdjęciu, które wstawił chłopak, widać ,,poderżnięcie” na jego szyi.


zdjęcie: Facebook



Do wypadku doszło na pograniczu trzech gmin powiatu kieleckiego – Daleszyc, Górna i Bielin. Chłopak jednak nie zgłosił sprawy na policję, nie zamierzał roztrząsać problemu. Wiesław Janus, sołtys Skorzeszyc w gminie Górno w powiecie kieleckim mówi, że problem jest poważny. - Drut, który tutaj zawieszono może nie tylko uszkodzić kręgi, ale może nawet uciąć głowę – tłumaczy Wiesław Janus. Wyjaśnia również, że motocyklista miał dużo szczęścia z powodu małej prędkości jazdy, golfu na szyi i kasku.

O co właściwie chodziło?

Czy motywem działania osoby, która założyła pułapkę, było pozbycie się intruzów z prywatnego lasu? Sołtys Skorzeszyc uważa, że linka mogła być rozciągnięta na kilku drzewach w celu pozbycia się osób, które wyrzucają do tamtejszego lasu śmieci. A problem z odpadami jest tam bardzo poważny! Nie chodzi tylko o ogromne, wypełnione worki, ale o spalane części do aut, całe kawałki karoserii...

Nie wiem dlaczego ktoś rozwiesił tutaj linkę. Czy dlatego, żeby zaznaczyć swój teren czy po to, żeby kogoś przestraszyć. Pewne jest tylko to, że było to działanie celowe mające odstraszenie niepowołanych osób wjeżdżających na teren prywatny – zastanawia się sołtys. – Niestety to nie pierwsza tego typu sytuacja na tym terenie – dodaje.

Robią po to, żeby zabić

Poszkodowany chłopak tłumaczy, że wstawił zdjęcie na Facebooka, ponieważ chciał przestrzec pozostałych motocyklistów. Mamy bowiem do czynienia z ogromnym hejtem na miłośników tych maszyn.

Niestety, ale wszyscy motocykliści wrzucani są do jednego wora. Kilka lat temu podobna linka odcięła głowę młodemu chłopakowi, a ludzie w komentarzach pod artykułem pisali, że dobrze mu tak. O jednego śmiecia mniej – mówi Michał Romaniec, prezes Kieleckiego Klubu Motocyklowego „Wena”. Dodaje też, że jeśli ktoś nie życzy sobie u siebie motocyklistów, może powiesić tabliczkę z napisem ,,teren prywatny”. Osoby, które świadomie łamią taki zakaz, mogą zostać wezwane do odpowiedzialności karnej. - Dla mnie osoby, które wywieszają tego typu linki działają z premedytacją i podlega to pod usiłowanie zabójstwa. One robią to po to, żeby zabić - podkreśla Michał Romaniec. Wspomina też, że trzy lata temu w Kielcach wydarzyła się podobna sytuacja. Motocyklista, gdy wjeżdżał na założoną między drzewami linkę puścił odruchowo motocykl. Tylko dzięki temu przeżył.

Gdyby aorta została przebita

– Osoba, która rozwiesza takie linki musi zdawać sobie sprawę, że ryzykuje życiem młodych ludzi. Oczywiście takie zachowania są incydentalne, ale niestety już kilka razy się z nimi spotkałem – mówi Grzegorz Rybus, prezes Brzezińskiego Klubu Motorowego. Tłumaczy również, że miłośnicy motocykli korzystają z dużej ilości tras w województwie. Większa ich część została w tym celu przygotowana, m.in. na odbywające się rajdy Enduro. – Po zawodach zostały nam tysiące wyjeżdżonych dróg i miłośnicy naszego sportu chcą z nich korzystać – tłumaczy Rybus. Mówi, że czasami zdarzy się im pojechać w miejsce, które nie jest przeznaczone dla motocyklistów. –Motocykliści wykorzystują też drogi wewnętrzne w lesie, ale zazwyczaj robią to po to, żeby przejechać z jednego miejsca na drugie – tłumaczy Grzegorz Rybus. Druty wiązałowe, czy niebezpieczne linki nie są jedyną metodą ,,pogromców motocyklistów” – dodaje. W lasach można wjechać na deski nabite gwoździami. Niektórzy w taki sposób napinają gałęzie drzew, by poruszone przez motocyklistę jadącego z przodu, z całym impetem uderzyły w człowieka, który jedzie za nim. – Dla mnie takie rzeczy są skandaliczne i powiem jedno. Chłopak, który najechał ostatnio na tę linkę miał mnóstwo szczęścia. Gdyby drut przebił mu aortę to wykrwawiłby się w trzy minuty – podkreśla Rybus.

źródło: Gazeta Lubuska

ZNP: Zawieszamy strajk nauczycieli



- Strajk nauczycieli 2019 zostanie zawieszony - powiedział w czwartek, 25 kwietnia 2019 roku, Sławomir Broniarz, prezes ZNP.



Decyzja została podjęta w porozumieniu z uczniami i rodzicami i ma umożliwić uczniom zakończenie roku szkolnego.  


Strajk zostanie zawieszony od soboty, 27 kwietnia br. od godziny 6.00. Jak podkreślił Sławomir Broniarz strajk zostanie zawieszony, ale nie zakończony. Nauczyciele wracają jednak do pracy. 

Nauczyciele strajkowali od 8 kwietnia br. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Gazeta Pomorska

Zabił swojego brata bliźniaka. Tragedia w Tudorowie

Do tragicznych zdarzeń doszło w Tudorowie (woj. świętokrzyskie) w marcu 2018 roku. 54-letni Wojciech Z. zabił tam swojego brata bliźniaka. 24. kwietnia br. zapadł nieprawomocny wyrok w tej sprawie. Sąd Okręgowy w Kielcach skazał sprawcę.

foto ilustracyjne

23. marca 2018 roku w domu jednorodzinnym w Tudorowie doszło do tragedii. Dwaj bracia bliźniacy, Wojciech Z i Maciej Z., pokłócili się. Wtedy też Wojciech Z. zadał bratu ciosy drewnianym kołkiem. Bił go po głowie, po tułowiu i ręce. W nocy, około 2.00, wezwał pogotowie, ale na pomoc było już za późno. Maciej Z. zmarł. Zatrzymano Wojciecha Z. Mężczyzna w momencie zdarzenia był trzeźwy.


Według informacji PAP wydano opinię sądowo-psychiatryczną. Wynikało z niej, że w momencie popełnianego czynu 54-latek miał ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do pokierowania swoim postępowaniem. 

W czasie śledztwa ustalono, że bracia od dawna kłócili się o pieniądze. W momencie tragedii Maciej Z. miał grozić bratu nożem. Ten w obronie własnej chwycił kołek, którym pobił Macieja. 

Wojciech Z. przyznał się do zabójstwa. Podał szczegóły zbrodni. Ułatwiło to pracę śledczym, gdyż obaj mężczyźni mają takie samo DNA. Ślady sprawcy i ofiary były więc identyczne. 


Prokurator domagał się kary 25. lat więzienia. Sąd uznał, że oskarżony zarzucony czyn popełnił z zamiarem ewentualnym, a nie bezpośrednim. Mężczyzna został skazany na 10 lat więzienia. Sędzia Krzysztof Rachwał wyjaśnił, że istotne było to, że sprawca przyznał się do zbrodni i podał szczegóły zdarzenia. Sąd zaliczył na poczet kary ponad roczny pobyt w areszcie. 

Renata Zalewska-Ociepa

źródło: Fakt

Siedmiolatek i jego rodzina przeżywają horror

W miniony wtorek w szpitalu w Warszawie rozpoczął się kolejny etap walki z guzem mózgu — radioterapia. Pierwsze naświetlania miały być w poniedziałek, ale mimo wielu prób i postawienia całego personelu szpitala na nogi, nie udało się zrobić tego bez narkozy. Kubuś bardzo się bał założyć maski...Dzisiaj mija już 3 dzień naświetlań, które łącznie będą trwały 6 tygodni. Rodzice Kubusia i lekarze mają nadzieję, że uda się jeszcze wykonywać je bez narkozy, która przecież jest bardzo obciążająca dla tak małego dziecka... Trzymamy kciuki!


foto: siepomaga


Z każdym dniem bliżej do rozpoczęcia leczenia ostatniej szansy w USA. Badania kliniczne i leczenie kosztują fortunę, ale to jedyna nadzieja. Walczymy!


Pół roku — tyle walczyliśmy o diagnozę. O to, by dowiedzieć się, że nasze dziecko umiera… Pół roku — tyle życia zostało synkowi, jeśli nic nie zrobimy. W głowie Kubusia jest guz, glejak najgorszy z możliwych. To jest jak wyrok, w Polsce zostaje mu kilka miesięcy życia… Mieliśmy jednak szczęście w nieszczęściu, pojawiła się nadzieja, nowe badania kliniczne i leczenie w USA! Medycyna pędzi do przodu, a to znaczy, że Kuba może żyć! Jeśli uzbieramy gigantyczną kwotę… Mamy tylko dwa miesiące i błagamy o pomoc!
Jesteśmy świeżo po biopsji w Zurychu, bo w Polsce nikt nie chciał się jej podjąć. Badanie potwierdziło nasze najgorsze obawy: guz mózgu DIPG wielkości mandarynki, nieoperacyjny, z mutacją H3K27M. Nasza historia jest dramatyczna, jednak bardzo mocno wierzymy w jej szczęśliwe zakończenie… Pragniemy, by była przykładem, ale też przestrogą dla innych rodziców, którzy walczą lub w przyszłości będą walczyć o życie swoich dzieci…
Zaczęło się niewinnie, w czerwcu zeszłego roku, gdy robiliśmy synkowi zdjęcie do paszportu. Fotograf poprosił, by synek spojrzał prosto w obiektyw. Na zdjęciu zobaczyliśmy coś dziwnego — prawe oczko Kubusia uciekało. Poszliśmy do okulisty, zalecił okulary. Zez jednak nie pojawia się tak nagle, bez przyczyny! Szukaliśmy dalej… Kolejny specjalista zalecił ćwiczenia, a jak nie przejdzie za 2-3 lata, wtedy mieliśmy do niego wrócić. Mimo wszystko czuliśmy niepokój… Lekarz rodzinny stwierdził, że nie ma wskazań do zrobienia rezonansu i tomografu głowy. Odesłał nas do domu.
Mijały tygodnie, Kuba czuł się coraz gorzej. Chodził jak małe dziecko, podpierał się ściany. Gdy zaczął kuleć na prawą nóżkę, zgłosiliśmy się na SOR. Badanie tomografem nic nie wykazało (potem okazało się, że nie miało prawa nic wykazać — guz był zbyt głęboko), inne objawy lekarze zbagatelizowali, powiedzieli, że z Kubą wszystko jest dobrze, dali nam wypis, kolejny raz wróciliśmy z niczym. To nas trochę uspokoiło — skoro tak wielu lekarzy badało synka i wszyscy mówili, że jest dobrze, to może my przesadzamy, mamy jakąś paranoję?
Tak bardzo byśmy chcieli, żeby to okazało się prawdą… Niestety, Kubuś coraz bardziej kulał, a w międzyczasie przedszkole skierowało nas na badania psychologiczno-pedagogiczne, by znaleźć przyczynę osłabionego napięcia mięśniowego. Skończyliśmy je w styczniu tego roku i znaleźliśmy się w punkcie wyjścia… Wróciliśmy do naszego lekarza rodzinnego. Pani doktor była w szoku, że jeszcze nie mamy żadnej diagnozy. Ale jak mieliśmy ją zdobyć, skoro wszyscy odsyłali nas z kwitkiem?! W internecie wyczytaliśmy, że objawy Kuby pasują też do boreliozy, zrobiliśmy testy. Te wykluczyły chorobę. Wtedy pojawił się jeszcze większy strach…

Kolejny specjalista, tym razem prywatnie. Dał nam w końcu skierowanie na rezonans na… grudzień! Poprosiłliśmy o skierowanie w trybie pilnym, ale odparł, że to niemożliwe, bo objawy pojawiły się już dawno. Czuliśmy, jakbyśmy znaleźli się w centrum jakiejś tragicznej komedii… W ogromnym poczuciu bezradności i żalu kolejny raz pojechaliśmy na SOR. Powiedzieliśmy, że nie wyjdziemy, póki nie postawią diagnozy i nie zrobią wszystkich badań. Że jeśli trzeba, zadzwonimy na policję, do telewizji i wszędzie, gdzie się da. Przyjęli nas z łaską, ale najważniejsze, że Kuba w końcu miał zrobione badania. Neurolog od razu podejrzewała, że coś jest nie tak. Zapytaliśmy tylko, czy objawy wskazują na guza. Potwierdziła, a nam dreszcz przeszedł po plecach…
Kolejne wyniki kazały lekarzom zrobić rezonans w trybie pilnym, już na drugi dzień rano. W końcu, po wielu miesiącach mieliśmy odpowiedź… Ordynator zaprosiła nas do swojego gabinetu, a to oznaczało, że jest bardzo źle. Modliliśmy się, żeby to był tętniak, coś, co można usunąć. To było jednak coś znacznie gorszego…
Kuba ma w głowie ogromnego guza — tylko tyle wiedzieliśmy. Skoro nie da się go wyciąć, mogą nam zaproponować chemię i radioterapię. Jak, skoro nie wiadomo, z czym mamy do czynienia, skoro nikt nawet nie zrobi biopsji?! Niestety, tak wygląda protokół leczenia w Polsce. Mieliśmy kilka dni na decyzję. W międzyczasie znaleźliśmy forum rodziców, których dzieci mają DIPG. Dzięki temu mogliśmy podjąć jedyną słuszną decyzję.
Diagnoza Kubusia zapadła 14 lutego, a dzień później w Zurychu otworzyła się klinika, w której pracuje dr Sabine Meller — lekarka, która od 25 lat zajmuje się badaniami nad DIPG. Udało nam się uzbierać pieniądze, pojechaliśmy na biopsję, której nie dało się wykonać w kraju. 22 marca Kubuś pojechał na zabieg, a niedługo potem lekarze potwierdzili nasze najgorsze obawy. Pełna diagnostyka cały czas trwa — specjaliści sprawdzają jeszcze DNA guza i jego strukturę molekularną. Wiemy już jednak, że mamy tylko jedną szansę na ratunek…

Dr Meller wraz ze specjalistami szpitala przy Uniwersytecie w San Francisco prowadzą badania kliniczne i opracowują nowoczesną metodę leczenia lekiem Panobinostat w płynnej formie, który podaje się bezpośrednio do guza. Lek ten jest dostępny na razie tylko w USA. Żeby rozpocząć leczenie i badania, musimy mieć zabezpieczenie w kwocie 500 tysięcy dolarów… To, ile faktycznie wyniesie terapia i jak będzie wyglądała, okaże się, gdy będziemy już w Stanach.
W przyszłym tygodniu Kubuś rozpoczyna radioterapię w Warszawie w porozumieniu z kliniką w Zurychu. Po 6 tygodniach naświetlań i kontrolnym rezonansie, gdy wszystko będzie dobrze, musimy wylecieć do USA i tam zacząć leczenie. Mamy więc ok. 2 miesięcy, by zebrać gigantyczną kwotę na ratowanie życia naszego dziecka. Kubuś, na razie funkcjonuje w miarę normalnie, nie dostał chemii, nie jest osłabiony, co zwiększa jego szanse. Lekarze doradzili, by nadal chodził do przedszkola, żeby utrzymać go w jak najlepszym stanie psychicznym. Zaraz przecież rozpocznie się walka o jego życie…

Inne dzieci, których rodzice ślepo zaufali polskiemu systemowi, żałują. Tak jak mama Maciusia, którą poznaliśmy — jej synek jest już w bardzo złym stanie, właściwie wegetuje. Gdybyśmy też do tego dopuścili, dla Kuby nie byłoby ratunku. Czekałaby go powolna śmierć w męczarniach… Teraz nasz synek ma szansę na życie i na to, by przetrzeć szlak innym dzieciom w tym samym stanie. Bardzo prosimy, pomóżcie nam dokonać cudu i uwolnić synka ze szponów paskudnego nowotworu!
Dorian i Dominika, rodzice Kubusia

Tragedia w Łódzkiem. Kobieta zadźgała swojego partnera

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Brzezinach zatrzymali kobietę podejrzaną o zabicie konkubenta. O tragedii, która miała miejsce w miejscowości Eufeminów gm. Brzeziny powiadomiła córka sprawczyni. Zatrzymana kobieta usłyszała wczoraj zarzut zabójstwa i zastosowano wobec niej tymczasowy areszt. Grozi jej kara dożywotniego pozbawienia wolności.


foto: policja

21 kwietnia 2019 roku ok godz. 19.10 dyżurny brzezińskiej komendy otrzymał od 24-letniej mieszkanki powiatu brzezińskiego telefoniczne zgłoszenie, z którego wynikało, że jej 46-letnia matka trzykrotnie ugodziła nożem swojego 57-letniego konkubenta. 



Na miejsce skierowano patrol, który podjął reanimację mężczyzny, ale rany okazały się śmiertelne. Sprawczynię natychmiast zatrzymano, a pod nadzorem brzezińskiego prokuratora funkcjonariusze z tutejszej jednostki policji wykonali szczegółowe oględziny, w trakcie których zabezpieczyli ślady i narzędzie zbrodni. 


Przesłuchano również świadków zdarzenia. 23 kwietnia 46- latka usłyszała zarzut zabójstwa, za który grozi jej kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd natomiast zastosował wobec kobiety tymczasowy areszt.

13-latka z Suwałk urodziła dziecko. Ciało noworodka znaleziono 500 metrów od domu

23 kwietnia do suwalskiego szpitala zgłosiła się 13- latka. Nastolatka skarżyła się na ból brzucha. Badający ją lekarz stwierdził, że dziewczyna niedawno urodziła dziecko i zawiadomili o tej sprawie policję. Gdy zapytali ją o dziecko odpowiedziała, że zostało w domu. Policja z Suwałk odnalazła dziecko po godzinach poszukiwań.


foto: pixabay


We wtorek do szpitala w Suwałkach zgłosiła się 13-latka, która narzekała na złe samopoczucie. Badanie lekarskie wykazało, że dziewczynka urodziła dziecko.

Nastolatka twierdziła, że dziecko zostawiła w domu. Personel szpitala o sprawie powiadomił policję.

13- latka miała zeznać policji, iż noworodka porzuciła w łazience w mieszkaniu babci, ale policja nie znalazła tam niemowlaka. Po kilku godzinach poszukiwań ciało znaleziono 500 metrów od domu.


Dziewczynką opiekuje się babcia. Nie mieszkają z nimi jej rodzice. Matka podobno przebywa za granicą, a ojciec niedawno wyszedł z zakładu karnego. Oboje zostali pozbawieni praw rodzicielskich przez sąd. – Normalna nastolatka – oceniają sąsiedzi. – Grzeczna, miła. Nikomu nie wchodziła w drogę.

13-latka przebywa na oddziale pediatrycznym suwalskiego szpitala. Ani szpital, ani policja nie chcą komentować sprawy. Sprawą zajmuje się suwalska prokuratura. Trwają ustalanie tożsamości ojca dziecka.

źródło: wmeritum/ fakt24/ suwalki.naszemiasto

Cudzoziemiec wpadł na włamaniu, teraz musi opuścić Polskę

Włamanie do domu zakończy się nakazem opuszczenia Polski dla 30-letniego obywatela Ukrainy. Mężczyzna dostał się domu przy ul. Woźniaka i ukradł laptop oraz telefon komórkowy. Powiadomieni przez sąsiadów policjanci zatrzymali uciekającego włamywacza. Pijany 30-latek trafił do policyjnego aresztu. Po przedstawieniu zarzutów został on przekazany funkcjonariuszom Straży Granicznej, którzy zakwestionowali legalność jego pobytu w Polsce. Grozi mu też do 10 lat więzienia.


W drugi dzień świat wielkanocnych mieszkańcy ul. Woźniaka usłyszeli dźwięki dobiegające z jednego z domów znajdującego się przy tej ulicy. Sąsiedzi jednego z domów powiadomili policjantów. Na miejsce natychmiast pojechali mundurowi z komisariatu przy ulicy Chrzanowskiego. 


Stróże prawa zauważyli biegnącego mężczyznę, który trzyma coś pod pachą. Szybka reakcja mundurowych pozwoliła go zatrzymać. Mężczyzną okazał się włamywacz, który miał przy sobie laptop oraz telefon komórkowy warte blisko 4 tysiące złotych skradzione z jednego z domów. Zatrzymany, to 30-letni obywatel Ukrainy mieszkający w Radzionkowie. 


Dodatkowo włamywacz był pijany. Badanie alkomatem wykazało u niego około 1,5 promila alkoholu. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Gdy wytrzeźwiał, śledczy z komisariatu przy ul. Chrzanowskiego przedstawili mu zarzut. Teraz 30-latek odpowie przed sądem. 

Grozi mu do 10 lat więzienia. Ponadto dane mężczyzny przekazano funkcjonariuszom Straży Granicznej. Po sprawdzeniu pogranicznicy stwierdzili nieprawidłowości w legalności pobytu zatrzymanego. Wdrożono procedurę wydalenia oraz zakazu wjazdu 30-latka do Polski.

Premier Mateusz Morawiecki: Państwo zagwarantuje każdemu maturzyście możliwość przystąpienia do matury w terminie

"Proponujemy zmiany w prawie, które zabezpieczą i zapewnią klasyfikację uczniów oraz przebieg matur – zapowiedział szef rządu. Dziś Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy prawo oświatowe dotyczący procedur dopuszczenia uczniów szkół średnich do egzaminów końcowych.


foto: premier


Prawie 300 tys. tegorocznych maturzystów, ich rodziców i, jak przypuszczam, szerokie grono nauczycieli, oczekuje dziś pozytywnych rozstrzygnięć w sprawie dopuszczenia uczniów do matur i sprawnego przeprowadzenia egzaminu dojrzałości” – mówił premier. Jak dodał „niejasne i sprzeczne komunikaty płynące ze strony organizatorów protestów, tworzą sytuację niepewności dla maturzystów, ich rodzin i nauczycieli.

Szef rządu podkreślił, że państwo czuję się w obowiązku zagwarantować, by w każdej średniej szkole maturzyści mogli przystąpić do egzaminu dojrzałości w terminie. Premier zwrócił się także do marszałków Sejmu i Senatu o możliwie jak najszybsze procedowanie proponowanych zmian.

Przyjęty przez rząd projekt zakłada m.in., że w szkołach, w których rady pedagogiczne nie podejmą decyzji o dopuszczeniu uczniów do matury, upoważnienie takie będzie przysługiwać dyrektorowi szkoły, a w szczególnych przypadkach – nauczycielowi wyznaczonemu przez organ prowadzący szkołę.

Jeżeli 26 kwietnia br. prezydent Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy, to wejdzie ona w życie 27 kwietnia br. W związku z tym dyrektorom zostanie 29 i 30 kwietnia na przeprowadzenie klasyfikacji, tak żeby od 6 maja tego roku mogły rozpocząć się matury pisemne – wyjaśnił Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk. Zaprosił również do ogólnopolskiej dyskusji na temat kolejnego etapu reformy edukacji i systemu oświaty przy okrągłym stole.

Okrągły stół na temat edukacji odbędzie się 26 kwietnia br. W spotkaniu weźmie udział ok. 80 osób reprezentujących 3 największe związki zawodowe, stowarzyszenie pedagogów oraz 5 przedstawicieli nauczycieli niezrzeszonych, wylosowanych spośród zgłaszających się chętnych. Do wspólnej dyskusji zostały także zaproszone organy prowadzące szkoły, takie jak Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP, Związek Powiatów Polskich, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół Katolickich a także politycy. Ważną grupę stanowią także organizacje rodziców i dzieci m.in. Fundacja Rodzice w Szkole, Stowarzyszenie Rzecznik Praw Dziecka, Związek Dużych Rodzin. Istotna jest też grupa naukowców, ekspertów i organizacji NGO – mówił minister Michał Dworczyk. Dodał rownież, że jeśli chcemy przygotować dobrą reformę, to te rozmowy wymagają wielu spotkań.

Popularne na Facebooku