Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

fakty

fakty

kraj

kraj

świat

świat

Kraj

kraj/ block-3

Świat

świat/ block-3

Polityka

polityka/ block-11
randomposts2

Kronika policyjna

Kronika policyjna/ block-3

Kultura

KULTURA/block-3

Nauka

nauka/block-3

zdrowie

zdrowie/block-3

Gospodarka

gospodarka/block-7

Smacznego

Smacznego/block-3

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

czwartek, 21 marca 2019

Dwóch bezdomnych zatrzymanych za oszustwa w internecie na wielką skalę

Poleska prokuratura wraz z policjantami z Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością KWP w Łodzi prowadzi postępowanie dotyczące oszustw na wielką skalę przy wykorzystaniu sklepu internetowego.

foto ilustracyjne: g/w
W ostatnich dniach doszło do zatrzymania dwóch bezdomnych mężczyzn tj. 52 – latka na którego zarejestrowana była działalność gospodarcza oraz znanego mu ze schroniska 59 – latka. Prokurator przedstawił mężczyznom zarzuty związane z udziałem w przestępstwie oszustwa na szkodę co najmniej 700 osób i kwotę blisko 500 tysięcy złotych.


Środki zapobiegawcze
Po przeprowadzeniu czynności procesowych z udziałem podejrzanym prokurator podjął decyzję o wystąpieniu do sądu z wnioskiem o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania wobec obu mężczyzn.
Podejrzanym grozi kara pozbawienia wolności w wymiarze do lat 10.

Sklep zarejestrowany na dane bezdomnego
Jak ustalono, sklep internetowy prowadzony był w ramach działalności zarejestrowanej na dane bezdomnego mężczyzny, pod adresem schroniska, w którym przebywał. Sprzedaż internetową sklep rozpoczął z początkiem 2019 roku. Początkowo oferowany był do sprzedaży drobny, stosunkowo niedrogi sprzęt elektroniczny. Zamówienia były realizowane, a sprzedawca zyskał pozytywne opinie klientów w Internecie. Wszystko wskazuje na to, że był to element zamierzonego działania, mający na celu uwiarygodnienie prowadzonej działalności i wprowadzenie przyszłych ofiar w błąd.

Oszukańcze zamiary ujawniły się dopiero 8 marca,  kiedy to zaczęto wystawiać drogie przedmioty po wyjątkowo korzystnych cenach. Chętnych nie brakowało. Płatności realizowane były przelewami na podane rachunki bankowe, bądź też za pośrednictwem Krajowego Integratora Płatności Tpay. Jednakże złożonych zamówień nie zrealizowano.

Odzyskano środki w kwocie 750 tysięcy złotych
Dzięki działaniom prokuratury i policji podjętym we współpracy z bankami i Tpay udało się odzyskać i zabezpieczyć środki w kwocie około 750 tysięcy złotych.
Aktualnie trwają czynności mające na celu ustalenie zakresu procederu, powiązanych z nim osób, liczby pokrzywdzonych i dokładnej wysokości wyłudzonych środków. Szacuje się, że liczba pokrzywdzonych może przekraczać 1000 osób.

Rozpoczęła się astronomiczna wiosna

Rozpoczęła się astronomiczna wiosna, która potrwa do 21 czerwca. Od tej pory dni będą coraz dłuższe od nocy. Na wiosennym niebie można dostrzec ciekawe zjawiska astronomiczne, m.in. planety i widowiskowe zbliżenia Księżyca do jasnych planet i gwiazd.


foto: pixabay


Równonoc wiosenna (lub jesienna) przypada na moment przejścia Słońca przez jeden z punktów przecięcia ekliptyki i równika niebieskiego. Ekliptyka to okrąg na sferze niebieskiej, po którym pozornie porusza się Słońce w ciągu roku. Z kolei równik niebieski można sobie wyobrazić jako odpowiednik równika ziemskiego. Przejście Słońca przez jeden z punktów przecięcia ekliptyki i równika niebieskiego to moment równonocy: wiosennej lub jesiennej.

Jeden z dwóch punktów, w których przecinają się ze sobą ekliptyka i równik niebieski, nazywany jest punktem Barana. Właśnie on ma związek z rozpoczęciem astronomicznej wiosny na półkuli północnej.

Astronomowie zaznaczają, że punkt Barana wcale nie znajduje się w gwiazdozbiorze Barana. Owszem, był na jego obszarze ponad dwa tysiące lat temu. Jednak - na skutek precesji osi obrotu Ziemi - punkt ten stale się przesuwa po sferze niebieskiej. Aktualnie punkt Barana jest w gwiazdozbiorze Ryb, za niecałe 600 lat znajdzie się w konstelacji Wodnika.

Miłośników nieba w okresie wiosennym czekają obserwacje gwiazdozbiorów - szczególnie Lwa, Panny i Wolarza. Każdy z nich zawiera jasną gwiazdę, które razem tworzą tzw. Trójkąt Wiosenny. Nazwy gwiazd w kolejności wspomnianych gwiazdozbiorów to Regulus (inna nazwa: Serce Lwa), Spica (Spika, znana też jako Kłos) i Arktur. Z kolei na początku wiosny wieczorem na niebie widać Oriona oraz gwiazdę Syriusz – najjaśniejszą na nocnym niebie.

W trakcie tegorocznej wiosny będą dość dobre warunki do obserwacji planet. Przez cały ten czas na wieczornym niebie widoczny będzie Mars, zachodzący przed północą. (Dopiero w maju zacznie zachodzić wcześniej).

Coraz lepiej widoczny będzie Jowisz – największa planeta Układu Słonecznego. Początkowo na nocnym niebie będzie on jedynie w drugiej części nocy, ale od maja zacznie wschodzić przed północą, by w końcu wiosny pojawiać się równo z zachodem Słońca. Podobna sytuacja dotyczy planety znanej ze swoich pierścieni - Saturna.

Merkury przez większość wiosny będzie widoczny przed wschodem Słońca. Nie jest to jednak najlepszy czas do jego obserwacji. Za to pod koniec wiosny, w czerwcu, zainteresowani nie powinni mieć problemu z jego odszukaniem na niebie już po zachodzie Słońca.

Najjaśniejszą z planet nocnego nieba jest Wenus, która przez całą wiosnę będzie widoczna jako tzw. Gwiazda Poranna.

Spośród planet, do których dostrzeżenia potrzebna jest lornetka lub teleskop, Uran zachodzi na początku wiosny w godzinach wieczornych, Neptun zaś wschodzi nad ranem. Jego wschód będzie następował w połowie czerwca już około północy.

Wiosną miłośników nieba czeka kilka ciekawych koniunkcji Księżyca z planetami. Szczególnie bliskie będą koniunkcje z Saturnem: 1 marca w odległości 18,8 minuty łuku, 29 marca będzie to 3,2 minuty łuku, a 25 kwietnia 22,4 minuty łuku. Z kolei z Jowiszem naturalny satelita Ziemi spotka się w nocy z 26 na 27 marca (1,9 stopnia) i 23 kwietnia (1,75 stopnia). Natomiast 9 kwietnia Księżyc znajdzie się blisko Marsa oraz jasnej gwiazdy Aldebaran. W maju (2 maja) nastąpi koniunkcja z Wenus (odległość 4 stopnie), ale też z Marsem, Jowiszem i Saturnem. Podobnie będzie w czerwcu.



PAP - Nauka w Polsce

środa, 20 marca 2019

Ratownik zmarł przez... 359 godzin spędzonych w pracy?



Adam B. pracował ratując życie innym m.in. jeżdżąc karetką, natomiast 19 Lutego 2019 r. kolega, którego miał zmienić w pracy przyjechał do niego na interwencję i stwierdził zgon. Była 21:00 godzina. Zmarł w domu, jak twierdzi jego żona z powodu wyczerpania fizycznego, spowodowanego przepracowaniem. Widząc, że coś w zachowaniu męża jest nie tak, kiedy szykował się do pracy, wezwała pogotowie. 


foto: ratownictwo medyczne

Mężczyzna skończył dyżur we wtorek z 18 na 19 lutego o 7:00 rano, a już o 19:00 tego samego dnia miał z powrotem stawić się na służbie. Kobieta zgłosiła sprawę do redakcji „Gazety Wrocławskiej” i utrzymuje, że w styczniu jej mąż w pracy spędził aż 359 godzin, co stanowi ponad dwa pełne etaty pracownika służby zdrowia i o 43 godziny przekracza czas, jaki spędzić może ratownik zatrudniony nawet na dwóch etatach, jak Pan Adam.


Dyrekcja pogotowia ratunkowego, w którym pracował przyznaje, że faktycznie był on pracownikiem kontraktowym z dwóch różnych stanowisk, ale twierdzi również, że umowy określały maksymalny czas dyżurów.

 Większość z nas nawet, jeśli pracuje ponad 8 godzin na dobę, to ma dla siebie czas w weekend.  Praca ratownika medycznego wygląda inaczej. Szczególnie, że jak przyznała załamana kobieta, jej mąż nie umiał odmówić, kiedy dzwoniono do niego z prośbą, aby zjawił się szybciej niż planowano wcześniej. 

W grudniu  2018 r.  Adam B. wystosował pismo do wojewody, ponieważ wyliczył, że są dni, kiedy jako dyspozytor służby zdrowia oraz ratownik medyczny pełni dyżury nawet przez 48 godzin non stop.


Jak to w ogóle mogło się stać? Historia zakrawa przecież o absurd... a jednak! W kontraktach nie obowiązują sztywne normy dotyczące godzin pracy, które deklaruje pracodawca mężczyzny. Prawdopodobnie jedyne, co obejmowały kontrakty denata, to maksymalny czas dyżuru do 24 godzin, ale odstępów na odpoczynek pomiędzy nimi już nie.
Obecnie trwa śledztwo w tej sprawie, by ocenić, czy nie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci. Sprawą zajęła się wrocławska prokuratura rejonowa, jednak żona zmarłego jest przekonana, że powodem śmierci jej męża było z pewnością to, co obserwowała na co dzień – brak czasu na sen i regenerację po wielogodzinnej i wyczerpującej pracy. Dokładną przyczynę tak nagłego odejścia pana Adama pomoże ustalić sekcja zwłok.
/ak źródło: fakt24

Tragiczny finał przejażdżki quadem. 9-letni chłopiec zmarł w szpitalu

Nie żyje 9-letni chłopiec, który w sobotę jadąc quadem zderzył się z samochodem osobowym.


foto: pixabay


Niestety nie udało się uratować chłopca. Dziecko przybywało na oddziale intensywnej opieki medycznej w krytycznym stanie. W środę poinformowano, że chłopiec zmarł.

Do wypadku doszło w sobotę w miejscowości Ratułów na Podhalu. Według relacji świadków nadjeżdżający kierowca osobowego audi nie miał szans zahamować przed quadem. Doszło do zderzenia, po którym dziecko zleciało z czterokołowca i uderzyło o ziemię.

Na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który przetransportował dziecko do szpitala w Krakowie-Prokocimiu. Zanim chłopiec dotarł do szpitala, aż dwukrotnie miał zapaść. Stan dziecka jest krytyczny.

Nie wiadomo gdzie w chwili zdarzenia byli rodzice chłopca i dlaczego pozwolili mu jeździć na quadzie bez opieki i bez kasku na głowie.


źródło: rmf24/ GlosWojewódzki

Na wąskiej drodze przekroczył prędkość czterokrotnie. Wiózł dwoje dzieci

Mieszkańcy Wawrowa aktywnie korzystają z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa. Na os. Bermudy zgłaszają policjantom przede wszystkim przekraczanie prędkości. Odpowiedzią na to są częste patrole policjantów drogówki, które potwierdzają informacje o zbyt szybko jeżdżących kierowcach. Zatrzymany przez nich mężczyzna na wąskiej drodze przekroczył prędkość o 118 km/h. Dostał wysoki mandat i stracił prawo jazdy.



foto: policja


Wykorzystywana w rozsądny sposób Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa zdaje egzamin. Potwierdzeniem tego są między innymi zgłoszenia o przekraczaniu prędkości w Wawrowie. Gorzowscy policjanci we wskazanym miejscu pojawiają się regularnie. W nieoznakowanym radiowozie są w stanie kontrolować prędkość kilkudziesięciu pojazdów dziennie. Niestety spora część kierowców za nic ma istniejące tam ograniczenie do 40 km/h. Ci, którzy mają zbyt ciężką nogę ryzykują. I nie chodzi tu tylko o wysoki mandat czy utratę prawa jazdy, ale przede wszystkim o życie swoje i innych uczestników ruchu drogowego.

Odcinek drogi, na którym ponad 40 kierowców w 2019 roku straciło już prawo jazdy, to długa prosta. Nie można jednak zapominać, że jest tu ograniczenie prędkości do 40 km/h. Wiele tu wyjazdów z posesji czy osiedlowych dróg. Ograniczenie prędkości stwarza możliwość bezpiecznego włączenia się do ruchu. Nie ma tu pobocza czy chodnika, dlatego z drogi korzystają zarówno piesi jak i rowerzyści. Policjanci gorzowskiej drogówki mają świadomość, że zbyt szybka jazda w tym miejscu jest niezwykle niebezpieczna.

27-latek z województwa wielkopolskiego nie zwracał jednak uwagi na ograniczenia i ryzyko. Mężczyzna jechał 158 km/h w miejscu, gdzie powinien 40 km/h. Z taką prędkością w tym miejscu nie jechał dotychczas żaden kontrolowany przez policjantów kierowca. I nie przynosi mu to na pewno chluby. Kierowca passata stracił prawo jazdy na trzy miesiące. Kolejny raz policjanci usłyszeli, że kierowca się spieszył. Tymczasem w samochodzie razem z nim podróżowała dwójka dzieci. Jeśli na drodze wystąpiłaby nieprzewidziana sytuacja, kierowca nie miałby czasu na właściwą reakcję.

Gorzowscy policjanci ruchu drogowego prędkość kierowców kontrolują codziennie, także w miejscach wskazanych na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa. Tylko w styczniu i lutym funkcjonariusze za przekroczenie prędkości zatrzymali niemal 60 praw jazdy. Trzymiesięczny odpoczynek od kierownicy to konsekwencja zbyt szybkiej jazdy w terenie zabudowanym.

Grzegorz Jaroszewicz

Podhale: 9-latek, który wjechał na quadzie pod samochód, jest w stanie krytycznym



9-latek, który jadąc quadem zderzył się z samochodem osobowym, jest w stanie krytycznym.


foto ilustracyjne: g/w


9-letni chłopiec przebywa na oddziale intensywnej opieki Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu, jest w stanie krytycznym.


Do wypadku doszło w sobotę w miejscowości Ratułów na Podhalu. Według relacji świadków nadjeżdżający kierowca osobowego audi nie miał szans zahamować przed quadem. Doszło do zderzenia, po którym dziecko zleciało z czterokołowca i uderzyło o ziemię.

Na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który przetransportował dziecko do szpitala w Krakowie-Prokocimiu. Zanim chłopiec dotarł do szpitala, aż dwukrotnie miał zapaść. Stan dziecka jest krytyczny.

Nie wiadomo gdzie w chwili zdarzenia byli rodzice chłopca i dlaczego pozwolili mu jeździć na quadzie bez opieki i bez kasku na głowie.




Zgodnie z prawem quad może być prowadzony przez osobę posiadającą prawo jazdy kategorii AM. To uprawnienie można uzyskać od 14. roku życia.

źródło: rmf24/ GlosWojewódzki

Zboczeniec zatrzymany za posiadanie pornografii z udziałem małoletnich

Do aresztu trafił 43-latek, podejrzany o posiadanie w celu rozpowszechniania treści pornograficznych z udziałem małoletnich. Na jego trop wpadli "cyberpolicjanci", a przy współpracy z kryminalnymi z białostockiej "dwójki" doszło do zatrzymania mężczyzny.


foto: policja


Podlascy policjanci zajmujący się zwalczaniem cyberprzestepczości, w miniony piątek, zatrzymali mężczyznę podejrzanego o posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletnich. „Cyberpolicjanci” na trop 43-latka wpadli monitorując Internet. Z zebranych przez nich informacji wynikało, że osoba ta może być w posiadaniu niedozwolonych treści pornograficznych.

Swoje ustalenia przekazali kryminalnym z białostockiej "dwójki". Funkcjonariusze z komisariatu natychmiast zajęli się sprawą. Na podstawie zebranych informacji wytypowali użytkownika sieci i jeszcze tego samego dnia zatrzymali mężczyznę.

Policjanci w mieszkaniu 43-latka zabezpieczyli komputer, telefon, dysk zewnętrzny oraz płyty CD. Wstępne oględziny komputera oraz telefonu potwierdziły wcześniejsze ustalenia mundurowych. W urządzeniach znajdowały się zakazane pliki z filmami i fotografiami.

Podejrzany już następnego dnia usłyszał zarzut posiadania w celu rozpowszechniania treści pornograficznych z udziałem małoletnich, a decyzją sądu najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie.

(KWP w Białymstoku / mg)

Świdnik: Z trzema promilami stawił się na rozprawę sądową



Karę porządkową tygodniowego aresztu zastosował Sąd wobec 35-letniego mieszkańca gminy Niemce. Mężczyzna swoim zachowaniem naruszył powagę wymiaru sprawiedliwości bowiem stawił się na rozprawę mając w organizmie blisko 3 promile alkoholu.


foto ilustracyjne: g/w



Wczoraj o godz. 10 policjanci zostali wezwani na interwencję do Sądu Rejonowego Lublin – Wschód z siedzibą w Świdniku. Okazało się, że powodem wezwania było sprawdzenie stanu trzeźwości obecnego na sali rozpraw mężczyzny. 35- latek miał odpowiadać przed sądem jako sprawca przestępstwa.

Przeprowadzone przez mundurowych badanie wykazało, że mężczyzna jest nietrzeźwy. Badanie alkomatem wykazało blisko 3 promile alkoholu w organizmie.

W związku z naruszeniem powagi Sądu, wobec mężczyzny została zastosowana kara porządkowa w wymiarze 7 dni pozbawienia wolności. 35-latek został osadzony w areszcie.

E.D.

Biała Podl.: Dachowanie w Ossówce

Policjanci wyjaśniają okoliczności wypadku drogowego, do którego doszło wczoraj po południu w miejscowości Ossówka. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący samochodem 64-latek, w trakcie wymijania z innym autem, doprowadził do dachowania pojazdu. W wyniku zdarzenia obrażeń ciała doznały dwie osoby. Policjanci wyjaśniają wszystkie okoliczności zdarzenia oraz apelują o rozwagę i bezpieczeństwo na drodze.


foto: policja


Do zdarzenia doszło wczoraj po godz. 17:00 na drodze W-811 w miejscowości Ossówka. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący samochodem marki Geely, 64-letni obywatel Ukrainy w trakcie wymijania się z jadącym z przeciwka autem zjechał na prawe pobocze. Po tym auto zjechało na przeciwległy pas ruchu i pobocze, gdzie dachowało.

W wyniku wypadku do szpitala z obrażeniami ciała przewiezione zostały dwie pasażerki samochodu. W chwili zdarzenia kierowca pojazdu był trzeźwy. Potwierdziło to przeprowadzone przez mundurowych badanie.

Policjanci wyjaśniają wszystkie okoliczności zdarzenia oraz apelują o rozwagę i bezpieczeństwo na drodze.

BSP

Pabianice: Pacjent zaniedbany w szpitalu. „I tak umrze”



Paweł Tomczak, 41-letni, dotychczas zdrowy mężczyzna, dostał w pracy udaru. Przez 49 dni lekarze z OIOM-u walczyli o jego życie. Po tym czasie trafił na Oddział Neurologiczny w Pabianicach. Tu zaczęła się gehenna mężczyzny.


foto:siepomaga 41-latek leżał w moczu, pojawiły się odleżyny. Był także niedożywiony. Beata Tomczak, żona pacjenta, usłyszała „i tak umrze” na skutek powikłań. Tematem zajął się portal Pabianice.tv.


Pan Paweł 1. września poszedł do pracy. Właśnie tam dostał udaru krwotocznego do pnia mózgu. Natychmiast wezwano karetkę, która przewiozła go do szpitala w Łodzi. Tam udzielono mu pierwszej pomocy, ale z powodu braku miejsc na OIOM-ie przetransportowano go na intensywną terapię do Pabianickiego Centrum Medycznego. Tu przez 49 dni lekarze walczyli o jego życie. Gdy w końcu stan ustabilizował się, pan Paweł został przeniesiony na neurologię. To właśnie na tym oddziale zaczął się koszmar. Pani Beata w rozmowie z Pabianice.tv powiedziała, że mąż leżał w moczu, pojawiły się odleżyny, a także był niedożywiony. Powiedziano jej, że mężczyzna „i tak umrze” z powodu powikłań. 

– Zdarzało się, że kroplówka leciała w pościel, bo żyła się zapchała. Podobnie było z nieczyszczoną rurką tracheostomijną. Bywało, że leżał w moczu, bo cewnik się zagiął. Nabawił się odleżyn. Rany paprały się, przesiąknięte bandaże były całe w wydzielinie. […] Pewnego dnia wykrzyczano mi w twarz, że mój mąż zadłużył oddział, bo na neurologii leży się góra trzy tygodnie, a nie trzy miesiące – dodała w rozmowie z lokalnym portalem żona 41-latka.


Gdy 11 lutego mężczyzna musiał wyjść ze szpitala, na oddziale wykonano jeszcze badanie i wtedy stwierdzono wodogłowie. Żona mężczyzny uważa, że nie zrobiono wtedy nic, żeby mu pomóc, a dopiero po czterech dniach przewieziono go do placówki w Zgierzu, gdzie natychmiast trafił na stół operacyjny. Stan był bardzo ciężki. Lekarze stwierdzili zakażenie bakteryjne w odleżynach oraz niedożywienie.

"Po rozmowie z osobami, które miały bezpośredni kontakt z pacjentem i jego małżonką, nie mogę potwierdzić stawianych nam zarzutów. Nie możemy również odnieść się do kwestii medycznych, gdyż informacje na temat przebiegu leczenia i stanu zdrowia pacjenta możemy udzielić tylko osobie upoważnionej” – napisał w oświadczeniu wysłanym do Pabianice.tv Adam Marczak, dyrektor ds. administracyjno-skarbowych PCM.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Pabianice.tv/Radio ZET/lodz.onet.pl

Dzięki skoordynowanym działaniom zaginiona 10-latka została odnaleziona

Wczoraj wieczorem dyżurny oświęcimskiej komendy odebrał zgłoszenie o zaginięciu 10-letniej dziewczynki. W akcję poszukiwawczą oprócz policjantów różnych pionów włączyły się również inne służby a także dziennikarze. Dzięki działaniom wszystkich służb oraz publikacji wizerunku zaginionej w mediach dziewczynka cała i zdrowa wróciła do domu.


19 marca br. tuż po godzinie 19.00 Komenda Powiatowa Policji w Oświęcimiu została powiadomiona przez mieszkankę Oświęcimia o zaginięciu jej 10-letniej córki. Z relacji matki wynikało, że dziewczynka zniknęła z jej oczu w rejonie terenów zielonych przy ulicy Nojego w Oświęcimiu, tuż po wyjściu z gabinetu psychologicznego. Po ustaleniu szczegółów oraz osób i miejsc w których dziecko mogło przebywać policjanci wydziału kryminalnego natychmiast podjęli działania.


 Funkcjonariusze sukcesywnie sprawdzali ustalone adresy koleżanek i kolegów, a także rodziny. Z kolei policjanci pionu prewencji i ruchu drogowego oraz strażacy wszczęli penetrację miasta. O prowadzonych poszukiwaniach zostały powiadomione media. Do akcji poszukiwawczej włączyli się strażacy ochotnicy z Grupy Poszukiwawczo Ratowniczej OSP Kęty wraz z psami. W drodze do Oświęcimia była już Grupa Poszukiwawczo Ratownicza z Jastrzębia Zdroju również z psami. Do poszukiwań włączyli się także dziennikarze oraz żołnierze z 11 Małopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej, a także wielu mieszkańców Oświęcimia.

O godzinie 21.20 do oficera dyżurnego zadzwoniła ekspedientka jednego z oświęcimskich sklepów informując, że widziała opisywaną dziewczynkę pod opieką kobiety z dalszej rodziny. Policjanci udali się do miejsca zamieszkania tej kobiety, gdzie faktycznie znajdowała się 10-latka.

Bardzo dziękujemy wszystkim osobom, które bezinteresownie przyłączyły się do poszukiwań dziewczynki. Podziękowania należą się ekspedientce, która dostrzegła dziecko i powiadomiła Policję. Szczególne podziękowania przekazujemy dziennikarzom za szybką publikację komunikatu oraz internautom za przesyłanie informacji swoim znajomym, poprzez co informacja o poszukiwaniach dziecka błyskawicznie dotarła wielu osób.

10 lat i koniec życia?

Moje dziecko powoli umiera, staje się słabsze, cofa się w rozwoju. Nadia zapomina wszystko, czego kiedykolwiek ją nauczyłam. Nie ma już siły podnieść głowy, samodzielnie stanąć na własnych nóżkach. Każdego dnia zapomina o tym, co jeszcze kilka miesięcy temu robiła bez mrugnięcia okiem. Nie tak miało wyglądać nasze życie, nie miało się toczyć w cieniu śmierci, który każdego dnia coraz bardziej spowija moje dziecko...

foto: siepomaga

Po kolejnych badaniach usłyszeliśmy wyrok – Niemann Pick typ C. Jest to genetyczna choroba metaboliczna polegająca na zaburzeniach w metabolizmie tłuszczów np. cholesterolu, który jest odkładany w narządach wewnętrznych, wątrobie, śledzionie, płucach, mózgu, powodując ich nieodwracalne uszkodzenie. Choroba ta jest nieuleczalna i w 100% śmiertelna!


Jak dalej żyć z czymś takim?
Ja, jako matka, nigdy nie pogodzę się z tym, że ją tracę, że każdego dnia jest w niej mniej życia, że muszę na to patrzeć i nie mogę nic zrobić. Sięgam czasem pamięcią do początków, kiedy Nadia przyszła na świat. Byłam wtedy taka szczęśliwa, taka dumna, patrzyłam na nią z taką miłością. Jako matka czułam się silna wiedziąc, że dam radę zatrzymać każde zło, jakie będzie się czaiło na moją kruszynkę.
Nadia rozwijała się prawidłowo, wspaniale, ale niepokój wzbudzał jej brzuszek. Lekarze na początku bagatelizowali problem, zrzucali to na moje przewrażliwienie. Serce mamy nie dawało mi spokoju, więc udaliśmy się z Nadką na badanie USG. Wykazało ono powiększoną wątrobę i śledzionę. Morfologia krwi też nie wyglądała zbyt dobrze. Rozpoczęło się dochodzenie przyczyn takiego stanu. Nadia zaczęła często chorować, głównie na infekcje oddechowe. Kolejne badania i wizyty u specjalistów wykazywały coraz więcej niepokojących zmian np. w sercu i płucach. Podejrzewano wiele chorób od cytomegalii po boleriozę. Coraz częściej potrzebne były hospitalizacje. Żadna jednak diagnoza nie pasowała do wszystkich objawów i nie dawała odpowiedzi na wciąż pogarszający się stan Nadusi.
Bezradność i rozpacz przygniotłyby mnie pewnie do ziemi, gdyby nie sama Nadka. Jej uśmiech i radość życia, cierpliwość i dzielność podczas niezliczonych pobytów w szpitalach sprawiły, że nie mogłam się załamać. Zaczęliśmy walkę o każdy dodatkowy dzień życia. Ponieważ pojawiły się pierwsze przykurcze i obniżone napięcie mięśni, rozpoczęłyśmy rehabilitację. Mieszkamy na wsi, skąd musiałyśmy dojeżdżać 40 km na zabiegi. Mimo tego, w ciągu 2 lat jej stan się pogorszył, gdyż same rehabilitacje nie wystarczały, potrzebny był lek, którego ze względu na cenę nie byłam w stanie jej podawać. Brak leku doprowadził do braku stabilności, dużego osłabienia i zmęczenia organizmu, przez co musieliśmy zrezygnować z rehabilitacji, na które jeździliśmy.
Obecnie Nadia ma rehabilitacje prowadzone w domu, często jest po nich bardzo osłabiona, jednak wiem, że warto, bo dzięki nim Nadusia pozostanie z nami dłużej i będzie mogła cieszyć się życiem na tyle, na ile to tylko możliwe w jak najlepszej formie. Dzięki temu, że córka dostała się na darmowe badania eksperymentalne prowadzone w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, pojawiło się też dla nas światełko w tunelu.
Niestety, po prawie 2 latach uczestnictwa w tych badaniach jej stan bardzo się pogorszył. Stała się całkowicie niesamodzielna, nie jest w stanie już nawet chodzić o własnych siłach, z pomocą drugiej osoby przejdzie z trudem małą odległość, ale przeważnie jest wożona na wózku lub musi być noszona. Już prawie nie mówi, wcale nie sygnalizuje potrzeb, ma duże problemy z przełykaniem, często krztusi się nawet przy przełykaniu śliny i dlatego nawet na chwilę nie można zostawić jej samej. Choroba ta wywołuje większą ilość i dłuższe napady padaczkowe.

W związku z nadal pogarszającym się stanem córki, chcę zacząć podawać lek, który spowalnia lub często zatrzymuje postęp choroby. Niestety, nie jest on refundowany przez NFZ, a jego miesięczna cena jest bardzo wysoka. Jednorazowy cykl kuracji nie powinien być krótszy niż pół roku. Na ponad 150 tys. wyceniono dodatkowy czas życia Nadii w Polsce. W innych europejskich krajach lek ten jest w użyciu od lat i jest on bezpłatny. Nie jest więc to jakieś leczenie eksperymentalne. Mimo wieloletniej kampanii, Polskie Ministerstwo Zdrowia pozostaje nieugięte. 
Proszę, pomóżcie Nadii w rehabilitacji i dostępie do jedynego leku, który może zatrzymać tę straszną chorobę. Chorobę, która dzień po dniu odbiera zdrowie i życie Nadusi.

Popularne na Facebooku