Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

fakty
kraj
świat

fakty

fakty/block-7

Kraj

kraj/block-1

Świat

świat/block-7

Polityka

polityka/block-1

Gospodarka

gospodarka/block-7
randomposts2

Kultura

KULTURA/block-70

Nauka

nauka/block-2

Smacznego

Smacznego/block-2

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

piątek, 18 stycznia 2019

Pięć szczeniąt wrzucili do wiadra z wodą, a nastepnie wylali na mróz



O zdarzeniu boguszowscy funkcjonariusze zostali poinformowani 17. stycznia około godziny 21.00. Policjanci niezwłocznie udali się do Czarnego Boru i potwierdzili to, że ktoś w bardzo brutalny sposób uśmiercił nowo narodzone szczeniaki.

foto: policja

Chwilę później w ręce funkcjonariuszy wpadli sami sprawcy tego bestialskiego czynu. Okazali się nim 50-letni mężczyzna i 42-letnia kobieta, którzy działali wspólnie i w porozumieniu. Oboje w momencie zatrzymania byli nietrzeźwi. Mieli ponad 3,5 promila alkoholu w organizmie.


50-letni mężczyzna i 42-letnia kobieta włożyli do wiadra z wodą pięć nowo narodzonych szczeniąt, po ich podtopieniu wynieśli obok bloku mieszkalnego i wylali na śniegu pozostawiając, by zamarzły.


Policjanci odebrali suczkę właścicielom i przekazali fundacji dla zwierząt. Zatrzymani staną teraz przed sadem.  Za popełnione przestępstwo grozi im kara pozbawienia wolności do lat 5, a także zakaz posiadania zwierząt. 
 Krzysztof Zaporowski

Znane są wyniki sekcji zwłok jednej z trzech ofiar z Lutomi Górnej


16. stycznia informowaliśmy Państwa, że w Lutomi Górnej na Dolnym Śląsku ujawniono zwłoki trzech osób. Śledczy ustalili tożsamość 41-letniej kobiety oraz ustalono przyczynę zgonu 56-latki.


foto: g/w

W Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu wykonano sekcję zwłok 56-letniej Teresy B., mieszkanki wsi. Protokół przekazano Prokuraturze Rejonowej w Świdnicy.

- Pokrzywdzona doznała szeregu ran kłutych i ciętych m.in. szyi, brzucha, klatki piersiowej i głowy, a także wątroby. Bezpośrednią przyczyną zgonu było wykrwawienie w wyniku poniesionych obrażeń - poinformował Marek Rusin, szef prokuratury w Świdnicy.


Ustalono także personalia 41-letniej kobiety, która także zginęła w domu w Lutomi Górnej. Jest to mieszkanka województwa dolnośląskiego. Była ona konkubiną 21-latka i mieszkała z nim przed tragedią. 

Na dzień 18. stycznia i 21. stycznia zaplanowano sekcje zwłok 41-latki oraz 21-latka, którego znaleziono powieszonego. 

Śledczy prowadzą śledztwo w dwóch kierunkach: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz rozszerzonego samobójstwa. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: doba.pl

Janusz Kozioł nie żyje. Legendarny lektor przegrał walkę ze straszną chorobą



Legendarny lektor Janusz Kozioł zmarł w piątek rano. O jego śmierci poinformował serwis polscylektorzy.pl. Kozioł, którego głos zna właściwie każdy Polak, od kilku lat walczył z SLA, czyli stwardnieniem zanikowym bocznym opuszkowym.


foto: YouTube


Legendarny Polski lektor, który czytał najsłynniejsze filmy, zmarł w wieku 68 lat. Człowiek obdarzony jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów w Polsce, który nadawał specjalnego klimatu kultowym produkcjom zmagał się z bardzo ciężką chorobą.

Od 2016 roku walczył ze stwardnieniem zanikowym bocznym opuszkowym. Choroba zaatakowała narząd mowy i funkcje oddechowe. Miał problemy z jedzeniem, przełykaniem i oddychaniem. Internauci zbierali pieniądze na leki i specjalistyczną opiekę dla lektora.

Niestety, 18 stycznia nadeszła smutna wiadomość. Janusz Kozioł zmarł o godzinie 10.


źródło: rmf24/ eskarock/ natemat/ fakt

Psychodietetyk to nie fanaberia


Po co psychodietetyk? Pomaga w koniecznej zmianie nawyków, które często leżą u podłoża choroby lub powodują trudności w jej leczeniu.

foto: pixabay


W razie choroby, w której istotną rolę odgrywa sposób i jakość jedzenia, warto wybrać się do dietetyka, który  pomoże ustawić dietę indywidualnie dobraną do dolegliwości i preferencji smakowych.
Dietetyk nie tylko wskaże, jakie produkty i techniki przyrządzania potraw są zalecane, a jakich należy unikać, by objawy choroby się nie nasilały, ale uwzględni też upodobania kulinarne pacjenta, wskazując zamienniki zalecanych produktów, których pacjent nie lubi i zdrową alternatywę dla niezdrowych potraw, które pacjent lubi.
Psychodietetyka to coś więcej – łączy w sobie wiedzę z zakresu zdrowego odżywiania, psychologii i medycyny, dając emocjonalne wsparcie osobom zmagającym się z nadwagą i otyłością lub trudnymi da chorego zaleceniami.
- Psychodietetyka opiera się na założeniu, że samo przekazanie pacjentowi zaleceń dietetycznych nie wystarczy, by zmienił on swoje nawyki żywieniowe. Trzeba pomóc mu kształtować zachowania związane z odżywianiem się – tłumaczy Dorota Minta z Ośrodka Psychoterapii „Psycholodzy Lwowska”.

Tu dochodzimy do sedna – bardzo ważnym elementem, który psychodietetyk bierze pod uwagę, jest otoczenie pacjenta i jego uwarunkowania, a także stres, jaki przeżywa w związku z chorobą. 
- Pracując ze studentami i przygotowując ich do pracy z pacjentami w klinicznymi  pytam ich, czy podaliby ostrygi pacjentowi po usunięciu żołądka. Często wprawiam ich tym pytaniem w osłupienie, a ja tym przykładem chcę im uzmysłowić , że w procesie leczenia nie chodzi o to, żeby pacjent, który całe życie był smakoszem i znajdował przyjemność w jedzeniu, zasiadaniu przy stole, nagle musiał z tego zrezygnować. Bo nie dość, że jest chory, przeszedł ciężkie leczenie, to dobija się go informacją , że od teraz będzie jadał tylko zupę zacierkową i gotowane buraczki – wyjaśnia psychodietetyk.
Interesujące jest to, że po raz pierwszy we współczesnej medycynie związek między psychiką a problemami gastrycznymi zauważono u brytyjskich żołnierzy podczas II wojny światowej. Jak pisze Ian Miller w publikacji "Stres i choroba brzuszna w Wielkiej Brytanii  1939-1945" odnotowano wtedy alarmujący wzrost schorzeń układu pokarmowego, w tym niestrawności, problemy trawienne i wrzody dwunastnicy. Choroby te przedłużały się poza okres pobytu żołnierzy w armii. Wtedy także na poważnie zaczęto zajmować się zespołem stresu pourazowego i od tego czasu zaczęto mówić o psychosomatyce.
Definicja psychodietetyki według Instytutu Psychodietetyki we Wrocławiu


Psychodietetyka to dziedzina łącząca wiedzę medyczną dotyczącą diet i zdrowia z wiedzą psychologiczną. W takim podejściu praca z klientem polega nie tylko na sformułowaniu najlepszych zaleceń dotyczących diety i aktywności fizycznej, ale także na pomocy we wdrażaniu zaleconych zmian w życie. Psychodietetyka, łącząc w sobie wiedzę z zakresu zdrowego odżywiania, medycyny i psychologii, ma na celu wprowadzenie TRWAŁYCH zmian w sposobie odżywiania i jakości życia osób zdrowych, ale też dotkniętych chorobami dietozależnymi.

Jakie porady może dać psychodietetyk

Do zadań psychodietetyka należy m.in. nauczenie pacjenta, jak ma jeść. 
- Mamy skłonność do jedzenia w międzyczasie, przy biurku, biegamy z kubkiem kawy i kanapką po domu, zapominamy, gdzie ją zostawiliśmy i znajdujemy ją następnego dnia. Tymczasem to, w jaki sposób i gdzie jemy, naprawdę ma znaczenie! – podkreśla specjalistka.
Psychodietetyk z pewnością będzie miał kilka pomysłów na zmianę takiego zachowania. Na przykład niektórzy zalecają odłożenie siedem razy sztućców w trakcie posiłku - to spowalnia proces jedzenia. 
- To może brzmi śmiesznie, ale na wielu pacjentów działa – przekonuje psycholog.

Chicagowska siódemka 

To lista siedmiu schorzeń, w których powstawaniu znaczącą rolę odgrywa psychika. Twórcą zestawienia z 1950 roku jest F.G. Alexander, lekarz oraz psychoanalityk. Powiązaniem konfliktów psychicznych ze stanem ludzkiego zdrowia zajmował się również m.in. Sigmund Freud.
Do siódemki chicagowskiej zaliczane są:
choroba wrzodowa,
nadciśnienie tętnicze,
astma oskrzelowa,
reumatoidalne zapalenie stawów,
zapalenie jelita grubego,
nadczynność tarczycy,
atopowe zapalenie skóry.
W trwałym utrzymaniu diety ogromne znaczenie ma jej społeczny kontekst. 
- Jeżeli jest pacjent, który odżywia się tradycyjnie, ale musi stosować dość restrykcyjną dietę, to najlepiej, żeby jego bliskie otoczenie też zmieniło styl jedzenia. Bo jeśli on może jeść tylko rzeczy gotowane na parze, to smażony schabowy na talerzu obok raczej nie pomaga mu w utrzymaniu diety. Zaangażowanie bliskich, współuczestniczenie ich w procesie leczenia jest bardzo pomocne – tłumaczy Dorota Minta.

Dieta wymaga asertywności

Często dietetycy i psychodietetycy muszą zajmować się z rodziną chorego, która w dobrej wierze przynosi mu jedzenie nie zawsze adekwatne do diety, zwalnia z obowiązku przestrzegania diety, usprawiedliwia odstępstwa. Stąd  psychodietetyk pomaga pacjentowi w budowaniu asertywności, czyli umiejętności odmowy propozycji zjedzenia czegoś, czego nie może, otwartego mówienia, że czegoś potrzebuje i starannego dopytywania się o składniki danego dania w restauracji. 
Monika Wysocka dla zdrowie.pap.pl

13- latek uratował starszego mężczyznę, który źle się poczuł


Do niecodziennego zdarzenia doszło we wtorek po południu w Żurominie na ul. Wyzwolenia. Wracający do domu 13-latek udzielił pomocy 68-letniemu mężczyźnie. Wiedzę o numerach alarmowych i pomocy osobom potrzebującym czerpał ze spotkań z żuromińskimi policjantami.


foto: policja

Uczeń klasy 6A Szkoły Podstawowej nr 1 w Żurominie, Kacper Świtajski, wracał do domu po zajęciach. Idąc ulicą Wyzwolenia przy ławce zobaczył klęczącego starszego mężczyznę, którego mijało wiele osób, nie zwracając na niego uwagi. Chłopiec szybko podszedł do seniora, który poprosił 13-latka o pomoc. Okazało się, że mężczyzna źle się poczuł. 


Kacper skorzystał z telefonu należącego do 68-latka i poinformował o sytuacji dyspozytora pogotowia ratunkowego w Żurominie. Opisał sytuację, podając w przybliżeniu wiek mężczyzny, na co się uskarża oraz gdzie dokładnie się znajdują. Skierowana na miejsce załoga pogotowia udzieliła niezbędnej pomocy 68-latkowi, który został przewieziony do szpitala w Żurominie. Okazało się, że mężczyzn doznał urazu nogi. Lekarze założyli mu gips, po czym opuścił szpital.

Kacper uważa, że jego zachowanie w tej sytuacji nie jest niczym szczególnym. Jego zdaniem właśnie tak należało postąpić. Dodał, że taki jest obowiązek każdego człowieka, aby pomagać innym. Chłopiec nie zdaje sobie sprawy, jakim opanowaniem i dojrzałością się wykazał. Wyjaśnił, że wszystkiego nauczył się podczas organizowanych w jego podstawówce szkoleń z udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Często uczestniczył w spotkaniach o tematyce bezpieczeństwa niechronionych uczestników ruchu, które prowadzili policjanci z żuromińskiej komendy. Stróże prawa informowali dzieci także o ważnych numerach alarmowych, które każdy powinien znać i wiedzieć, kiedy z nich korzystać. Tę wiedzę wykorzystał chłopiec, aby pomóc 68-letniemu mężczyźnie.

Na pytanie, kim chciałby zostać w przyszłości, Kacper odpowiada, że jeszcze nie wie, ale bardzo lubi sport i na razie to go najbardziej interesuje. Przykład małego, skromnego bohatera z Żuromina utwierdza nas, policjantów, w przekonaniu, że edukowanie dzieci w zakresie pierwszej pomocy przedmedycznej daje efekty. Częste spotkania z uczniami szkół utrwalają tę wiedzę, a ona w przyszłości procentuje, czego doskonałym przykładem jest zachowanie 13-latka.

(KWP Radom / tb)

Prezes STOP NOP Justyna Socha skazana za petycję "Stop lobbystom farmaceutycznym w administracji publicznej"


„Prezes STOP NOP Justyna Socha 17. stycznia została skazana za petycję "Stop lobbystom farmaceutycznym w administracji publicznej" w sprawie założonej przez eksperta Ministerstwa Zdrowia, Pawła Grzesiowskiego. Wiąże się to z zapłatą 15 tysięcy zł. Wyrok jest nieprawomocny. Będzie złożone odwołanie.


foto: JustynaSocha

"Wyrok ten oznacza ograniczenie zasady wolności słowa. Obywatele, organizacje mają prawo zadawać pytania dotyczące osób, które decydują, o systemie szczepień w Polsce, mają prawo pytać o możliwe konflikty interesów, źródła finansowania tworzonych fundacji, zwłaszcza że osoby te współtworzą system przymusowych szczepień, które wiążą się z powikłaniami, a za które dziś państwo polskie nie chce ponosić odpowiedzialności.


Petycja z pytaniami została wystosowana przez organizację społeczną, która zadaje pytania w imieniu obywateli — 24 tysiące obywateli poparło petycję — 120 tysięcy osób poparło obywatelski projekt znoszący przymus i domagających się zmian systemu.

Sąd uznał, iż osoby te nie mają prawa pytać i wiedzieć.
To złe orzeczenie również z tego powodu, że w Polsce w stosunku do lekarzy, którzy podejmują dyskusję i są sceptyczni w kwestii obowiązkowych szczepień, wszczynane są postępowania przed rzecznikiem odpowiedzialności dyscyplinarnej.

W tej sytuacji, kto jak nie organizacje społeczne, stowarzyszenia, „Stop Nop”, ma zadawać pytania dotyczące bezpieczeństwa szczepień, możliwych konfliktów interesów, źródeł finansowania tworzonych fundacji?
Oskarżyciel jest osobą publiczną, rozpoznawaną medialnie, osobą która bierze aktywny głos w dyskusji w zakresie obowiązującego systemu szczepień, opowiada się za jego utrzymaniem.

W tej sytuacji prawomocne skazanie za wypowiedzi oceniające, pytania zawarte w petycji oznaczałoby ograniczenie prawa do wypowiedzi jednej ze stron w dyskusji. Powyższe byłoby sprzeczne również z orzecznictwem Europejskiego Trybunał Praw Człowieka.

43797/98 - wyrok ETPC z dnia 06-04-2006

Dopuszczalne granice krytyki polityka, a wolność słowa
"Zgodnie z art. 10 ust. 2 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z dnia 4 listopada 1950 r. (Dz.U. z 1993 r., Nr 61, poz. 284) istnieje mała swoboda wprowadzenia ograniczeń w odniesieniu do politycznych wypowiedzi bądź *debaty nad zagadnieniami interesu publicznego*. Ponadto granice dopuszczalnej krytyki są szersze w odniesieniu do polityka niż do osoby prywatnej. Polityk, w odróżnieniu od osoby prywatnej, nieuchronnie i świadomie poddaje się dokładnej analizie swoich słów i czynów przez dziennikarzy oraz ogół społeczeństwa. Musi także konsekwentnie wykazywać większy stopień tolerancji wobec krytyki."

Wydanie orzeczenia skazującego oznacza odebranie ważnego prawa obywatelskiego - prawa do informacji.
Teraz sąd sporządzi pisemne uzasadnienie wyroku od którego stronom przysługuje prawo do wniesienia apelacji do Sądu Okręgowego w Poznaniu."

mec. Arkadiusz Tetela
źródło: Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP

NOWE FAKTY: Stefan W. planował zamach w Warszawie. Chciał dostać się do Pałacu Prezydenckiego


Dzień po zwolnieniu z więzienia Stefan W. próbował wedrzeć się w nocy na teren Pałacu Prezydenckiego w Warszawie – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa w źródłach zbliżonych do śledztwa. Przyjechał do stolicy, ponieważ – jak tłumaczył – "chciał zrobić coś dużego, o czym wszyscy będą mówić".


foto: screen-wideo



O swoich planach Stefan W. miał opowiadać koledze z więzienia, którego spotkał po wyjściu na wolność. Wspominał mu o zamachu. Odgrażał się, że dokona czegoś, „co będzie słynne na cały świat”. O tym, że „zrobi wielkie wydarzenie w Warszawie”, miał opowiadać również rodzinie – wynika z ustaleń prokuratury, do których dotarła PAP.

Stefan W. odwiedził Warszawę wcześniej niż rodzinny dom. Bezpośrednio z więzienia, w którym spędził pięć i pół roku za napady na banki, kazał się zawieźć taksówką na lotnisko i przyleciał do stolicy. W kasynie przegrał dwa tysiące złotych, które odebrał z więziennego depozytu.

Później, jak zeznał, około trzeciej w nocy przyszedł przed Pałac Prezydencki. Chciał się dostać do środka. Nie zdołał sforsować ogrodzenia i ostatecznie zrezygnował. Rano wrócił na gapę pociągiem do Gdańska.

Stefan W. - jak zeznał w śledztwie - był przekonany, że jest śledzony przez policję. Myślał tak, bo odgrażał się, że dokona zamachu. W śledztwie nie chce odpowiadać na pytania, skąd miał nóż, którym zabił prezydenta Gdańska, ani jak znalazł się w jego pobliżu na scenie podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.


źródło: polskieradio24/ radiozet/ PolsatNews/ rmf24

Podkarpackie: pożar w internacie, 13 osób trafiło do szpitala


Do pożaru pokoju w internacie w Trzcianie doszło o 1:30 w nocy. - Ewakuowano 232 osoby. 13 osób trafiło do szpitala na obserwacje w związku z podejrzeniem podtrucia dymem. Były przytomne. Akcja jest już zakończona - informuje mł. bryg. Marcin Betleja rzecznik KW PSP w Rzeszowie.


foto: osp


Do pożaru doszło około godz. 1.30 w nocy z czwartku na piątek. Jak dodał Marcin Betleja, płonęło wyposażenie jednego z pokoi na piętrze budynku.

Opiekunowie ewakuowali młodzież, w sumie 232 osoby.

Do szpitala na obserwację trafiło 13 osób, w wieku od 14 do 17 lat. Wszystkie osoby były przytomne, zostały przewiezione do szpitala z podejrzeniem zatrucia dymem - wyjaśnił.

Strażacy szybko ugasili ogień. Zadymienie budynku było bardzo duże. Po oddymieniu budynku i przewietrzeniu, młodzież wróciła do internatu - zaznaczył.

W gaszeniu pożaru udział wzięło w sumie 28 strażaków, osiem zastępów straży z powiatu rzeszowskiego.


czwartek, 17 stycznia 2019

Protest przed siedzibą TVP


Kilkaset osób zebrało się w stolicy przed siedzibą TVP na placu Powstańców Warszawy z transparentami „Stop propagandzie nienawiści”. Protest wobec tego, co można oglądać w TVP - zapowiadają organizatorzy wydarzenia.


foto: YouTube


Manifestacja rozpoczęła się o godz. 18 na placu Powstańców w Warszawie pod siedzibą redakcji głównych programów informacyjnych telewizji publicznej. Zgromadziła kilkaset osób. Głos zabierali m.in. Joanna Scheuring-Wielgus (Teraz!)i przewodniczący Ruchu Obywatele RP Paweł Kasprzak.


Ten protest jest przeciwko propagandzie nienawiści serwowanej przez publiczną telewizję. To nie jest protest przeciwko wolności słowa, a przeciwko serwowaniu takiego bagna jak wczoraj i przez ostatnie kilka lat za pieniądze obywateli, można było oglądać w telewizji publicznej.

Protestujący zażądali także, aby dziennikarze, którzy pracowali przy wspomnianym wydaniu "Wiadomości" wraz z Jackiem Kurskim, odeszli z pracy.

- Chcieliśmy w sposób pokojowy podkreślić swój sprzeciw wobec tego, co dzieje się obecnie w telewizji publicznej - powiedział w środę Adam Kądziela, współinicjator spotkania.

źródło: 
wyborcza/ FaktyInteria/ dorzeczy



UWAGA: Zaginęła 13-latka. Policja apeluje o pomoc


Trwają poszukiwania 13-letniej Julii Matus. Rodzina i funkcjonariusze apelują o pomoc. 


foto: policja

Dziewczynka wyszła z domu w środę około godziny 16:00. Od tamtej pory nie ma z nią kontaktu.
Zaginiona ma 166 cm wzrostu, jest szczupłej budowy ciała. Ma ciemne włosy do ramion.

W dniu zaginięcia nastolatka miała na sobie ciemną kurtkę zimową z kapturem z białymi wstawkami, czarną bluzę z czerwonym nadrukiem "pit bull" oraz czarne legginsy. Na nogach miała czarne buty z napisem FILA.

Osoby, które mają jakiekolwiek informacje o zaginionej są proszone o kontakt z Komisariatem Policji V w Krakowie. Można dzwonić pod nr tel. 12 61 52 916 lub 112, 997.

Policja zatrzymała mężczyznę, który oblał farbą pomnik Jana Pawła II


Policjanci ze Starogardu Gdańskiego zatrzymali 38-latka, który znieważył publicznie pomnik upamiętniający papieża Jana Pawła II. Do zdarzenia doszło pod koniec grudnia 2018r. Sprawca pomalował pomnik farbą oraz umieścił w pobliżu hasła krytykujące postać papieża. Szeroko zakrojona praca operacyjna, szczegółowa analiza zebranego w sprawie materiału dowodowego oraz ustalenia śledczych pozwoliły na przedstawienie zarzutów.


foto: policja


W ubiegłym tygodniu policjanci ze starogardzkiej komendy przyjęli zawiadomienie w sprawie znieważenia pomnika upamiętniającego postać papieża Jana Pawła II. Do zdarzenia doszło w sylwestra przy jednej z głównych ulic w centrum Starogardu Gdańskiego. Jak ustalili policjanci sprawca pomalował farbą pomnik, a w jego pobliżu umieścił plansze z hasłami krytykującymi postać papieża.

Interweniujący w tej sprawie śledczy przeprowadzili oględziny kryminalistyczne oraz zabezpieczyli ujawnione na miejscu ślady. Funkcjonariusze szczegółowo analizowali zapisy z kamer monitorujących teren przyległy do miejsca zdarzenia. Aby ustalić personalia sprawcy mundurowi rozmawiali również z okolicznymi mieszkańcami.

W wyniku szeroko zakrojonych działań śledczy ustalili sprawcę tego przestępstwa. Okazał się nim 38-letni mieszkaniec Starogardu Gdańskiego. Mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do komendy. W trakcie prowadzonego postępowania policjanci ustalili, że podejrzany o popełnienie tego przestępstwa mężczyzna wykonał zdjęcia pomalowanego pomnika i zamieścił je na portalu społecznościowym.

Wczoraj śledczy przedstawili zatrzymanemu zarzuty. Teraz 38-latek odpowie za publiczne znieważenie pomnika upamiętniającego postać papieża oraz obrażenie uczuć religijnych. Śledczy wystąpili do prokuratury z wnioskiem o zastosowanie wobec zatrzymanego dozoru policji. Za popełnienie tego przestępstwa kodeks karny przewiduje karę do 2 lat więzienia.


Te 2 składniki pomogą Ci pożegnać się z zapaleniem zatok, flegmą, grypą i katarem


Zapalenie zatok może być spowodowane infekcją wirusową, grzybiczną lub bakteryjną. Może też być zwiazane z alergią. Do jego objów należą gęsty śluz z nosa, ból twarzy w okolicach nosa i zatok, kaszel, zmęczenie i bóle głowy.

Lekarze najczęściej na zapalenie zatok przepisują antybiotyki, które mogą mieć niepożądane skutki uboczne. Z tego powodu wiele osób cierpiących na tę przypadłość stara się korzystać z naturalnych metod leczenia. Na szczęście istnieje środek, który złagodzi objawy i pomoże pozbyć się tego problemu.

Składniki:
  • 500 ml octu jabłkowego
  • 3–4 duże kawałki imbiru
Przygotowanie:
Obierz imbir, a następnie zetrzyj go na plasterki.

Umieść plasterki imbiru w małych słoiczkach i zalej octem jabłkowym.

Przechowuj w zakręconych słoiczkach w lodówce.

Stosowanie:
Pierwszym sposobem używania tej mikstury jest jej wdychanie przez kilka minut. Następnie należy w mieszance namoczyć chusteczkę i umieścić ją na noc na szyi. Procedurę powtarzaj przez 5 dni, a zapalenie zatok powinno stopniowo ustępować. Lekarstwo będzie również łagodzić ból.

Można także zagotować 50 g korzenia imbiru w garnku, a następnie usunąć z ognia i stosować inhalację z ręcznikiem na głowie. Jest to skuteczny środek, który zmniejszy zatory w zatokach i złagodzi objawy zapalenia zatok.
Niezależnie od wybranej metody imbir będzie skutecznym rozwiązaniem w leczeniu objawów zapalenia zatok, działając lepiej niż środki przeciwbólowe i antybiotyki.
Należy pamiętać, że ta metoda nie jest przeznaczona dla kobiet w ciąży, karmiących piersią oraz dzieci poniżej 15 roku życia. Nie należy również jej stosować w przypadku uczulenia na któryś ze składników.

źródło: healthysolutionteam.net /lolmania

Ksiądz Jacek Dunin-Borkowski ukarany za krytykę modlitw za śp. Pawła Adamowicza


"Ksiądz Dunin-Borkowski dwukrotnie otrzymał już upomnienia kanoniczne. Ponieważ nie zastosował się do nich, władza diecezjalna nałoży na niego środki karne przewidziane prawem  kościelnym" – taki komunikat wydała kuria warszawsko–praska. 


foto: YouTube

Ksiądz Dunin-Borkowski jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych, a jego wpisy budzą wiele kontrowersji.

"Modlę się za moją chorą mamę. Adamowicz jest mi obojętny. Gdyby nie był celebrytą, ogłaszalibyście akcję? Modlicie się za moją mamę? Adamowicz jest znany przez swoje draństwa. Nie widzę żadnego powodu, żebym się za niego modlił. Wy, jak chcecie. Czy Jezus modlił się za Heroda?” - taki wpis pojawił się w nocy 14. stycznia, czyli po ataku Stefana W. na prezydenta Pawła Adamowicza. 


Wpis usunął, ale na Twitterze pojawiło się kilka tweetów. W jednym duchowny napisał: "nieczego nie skasowałem (pewnie Tt), za wszystkie wypowiedzi biorę pełną odpowiedzialność. Wrogowie Kościoła chcą nam dyktować, jacy mamy być dla nich (bez wzajemności), a romantyczni katolicy nie myślą. Chrześcijaństwo jest mądre. Nie jest zbiorem miłych banałów" – (przyp. red. - pisownia oryginalna). 

Do wpisów odniosła się kuria warszawsko–praska. Jej rzecznik, Jakub Troszczyński wydał następujący komunikat: "Zarówno duchowni, jak i świeccy są oburzeni wpisem księdza Jacka Dunin-Borkowskiego na portalu społecznościowym. Nie po raz pierwszy kapłan ten w sposób niegodny zachowuje się w przestrzeni Internetu. Ksiądz Dunin-Borkowski dwukrotnie otrzymał już upomnienia kanoniczne. Ponieważ nie zastosował się do nich, władza diecezjalna nałoży na niego środki karne przewidziane prawem kościelnym”. 

Kary przewidziane w Prawie Kanonicznym to m.in. suspensa, czyli zawieszenie w wykonywaniu czynności kapłańskich. Może ona dotyczyć wszystkich czynności lub tylko niektórych, na przykład sprawowania Eucharystii.  Jej celem jest doprowadzenie do poprawy kapłana. Niezastosowanie się do kary może oznaczać ostrzejsze środki, włącznie z wykluczeniem ze stanu duchownego.

Romuald Kamiński, biskup warszawsko-praski, półtora miesiąca temu  wydał nowe zalecenia dla księży aktywnych w mediach społecznościowych. 

"Dyrektorium dotyczące zasad funkcjonowania w internecie kościelnych podmiotów publicznych oraz osób duchownych diecezji warszawsko-praskiej" to ośmiostronicowy dokument, który podkreśla rolę mediów społecznościowych w pracy duszpasterskiej we współczesnym świecie. Jednocześnie zobowiązuje parafie, wspólnoty religijne, kościelne fundacje i stowarzyszenia oraz osoby duchowne do przestrzegania przejrzystych zasad aktywności w internecie w kontekście nauczania Kościoła katolickiego. 


"Aktywnością duchownego w mediach społecznościowych nie powinno być tylko śledzenie treści innych użytkowników. Należy w sposób aktywny kreować wartości ewangeliczne, znajdować wartościowe treści, dzielić się nimi w poszanowaniu własności intelektualnej i obowiązującego prawa oraz zapraszać innych użytkowników do wspólnoty z Jezusem Chrystusem w Kościele" - czytamy w dokumencie, który określa media społecznościowe jako "współczesną ambonę, na której nauczanie Kościoła powinno być obecne w sposób analogiczny do świata realnego". 

Media internetowe w rękach duchownego nie mogą w żadnym wypadku służyć do prowadzenia działalności przeciwko Bogu, Ewangelii, wspólnocie Kościoła, własnym przełożonym, innym księżom oraz przeciwko jakiemukolwiek człowiekowi.
Według wytycznych profil duchownego w sposób jednoznaczny powinien zawierać informację o jego stanie poprzez umieszczenie określenia związanego ze stanem kapłańskim w nazwie konta, koloratki na zdjęciu profilowym lub wyraźnej informacji w opisie konta w przypadku już istniejących profili.

Ponadto profil prezbitera powinien być otwarty, a publikowane na nim treści powinny mieć charakter świadectwa.
"Ograniczanie dostępu do profili osób duchownych bez uzasadnienia rodzi podejrzenie braku przejrzystości w komunikacji. Wyjątkiem od tej zasady i ograniczeniem dostępu dla niektórych osób do profilu mogą być jedynie: nacechowane nienawiścią zachowania innych użytkowników i tzw. trollowanie konta. Niedopuszczalne jest blokowanie dostępu przełożonym lub osobom przez nich wyznaczonym do profilu czy konta prezbitera" – stanowi wydane dyrektorium. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: warszawa.gosc.pl

Rehabilitacja to droga do sprawności. Pomóż!



Laurka od początku swojego życia zmaga się z chorobami, które trudno zliczyć. Urodziła się z wadą mózgu, wodonerczem, niedosłuchem, cierpi z powodu padaczki.


foto: siepomaga


To wszystko sprawiło, że córeczka jest opóźniona psychoruchowo. Chociaż ma 8 lat do tej pory nie siedzi, nie mówi, nie chodzi... 


Wymaga całodobowej opieki i ogromu miłości, który każdego dnia od nas otrzymuje. Niestety, nasza miłość nie jest w stanie jej wyleczyć.

 Konieczna jest intensywna i kosztowna rehabilitacja, bez której jakość życia Laurki znacznie się pogarsza. Prosimy, pomóż naszej córeczce!

Uzależnieni od mediów społecznościowych zachowują się jak narkomani?


To FAKT! Mają problemy z podejmowaniem decyzji w identyczny sposób jak osoby uzależnione od narkotyków – dowodzą badania dr Dara Meshi z Michigan State University.


foto: pixabay


- Mniej więcej jedna trzecia ludzi na tej planecie korzysta z social mediów. Niektórzy robią to w sposób niewłaściwy. Miejmy nadzieję, że nasze badania zmotywują ludzi do poważnego postrzegania problemu nadużywania mediów społecznościowych – mówi dr Meshi.

Dotychczasowe ustalenia dowodziły, że u osób nadużywających substancji psychoaktywnych pojawiają się problemy z podejmowaniem decyzji. Nie potrafią się uczyć na błędach i idą dalej ścieżką złych decyzji, mimo nieodpowiednich wyników. Jego zespół postanowił sprawdzić, czy podobne zjawisko można zaobserwować u ludzi nadmiernie używających mediów społecznościowych.

Przeprowadził badania z udziałem 71 użytkowników Facebooka. Najpierw ochotnicy ci wypełniali kwestionariusz pozwalający ocenić, w jakim stopniu są pod względem psychicznym uzależnieni serwisu społecznościowego. Następnie uczestniczyli w tzw. Iowa Test Gambling. To narzędzie w postaci symulacji gry hazardowej, które pozwala badać przebiegu procesów decyzyjnych, m.in. w chorobach neurologicznych, uzależnieniach, schizofrenii i chorobach afektywnych.

Okazało się, że im bardziej dana osoba nie potrafiła oderwać się od Facebooka i wykazywała symptomy uzależnienia od tego medium społecznościowego, tym gorzej radziła sobie z Iowa Test Gambling. Uzyskiwane przez nią wyniki były dokładnie takie same jak w przypadku narkomanów.

Jest to badanie na bardzo małej grupie uczestników, więc konieczne będą dalsze eksperymenty, by móc wyciągać twarde wnioski, ale nawet ten jeden powinien skłonić do refleksji nad tym, czy to my mamy władzę nad naszym społecznościowym kontem, czy ono.

Apio


Londyn: Rodzinna wycieczka skończyła się tragicznie. 3-latek zmiażdżony fotelem samochodowym


3- letni chłopiec został zmiażdżony fotelem samochodowym. Partner jego matki siedzący z przodu postanowił "rozprostować nogi" Zdaniem śledczych zrobił to specjalnie.


foto: archiwum rodziny


To miała być rodzinna wycieczka z przyjaciółmi. Matka chłopca, jej partner, dwójka ich dzieci, a także para przyjaciół jechali niewielkim elektrycznym audi przez Londyn. Nie było miejsc dla dzieci, wobec czego maluchy siedziały z tyłu, w miejscach na nogi.

Z ustaleń śledczych wynika, że 25-latek nie zareagował na sygnały od malca, który alarmował, że jest mu bardzo duszno.

3-letni Alfie uderzył w siedzenie, prosząc by 25-letni Stephen Waterson przesunął się do przodu. Ten odpowiedział, że nie zrobi tego, ponieważ "musi rozprostować nogi". W pewnym momencie przyjaciel pary powiedział, że Alfie płacze i "brzmi jakby się dusił". Matka chłopca stwierdziła jednak, że wszystko jest w porządku.

Kiedy Alfie przestał płakać, wszyscy uznali, że zasnął. Dopiero po zakończeniu przejażdżki okazało się, że dziecko jest nieprzytomne. Alfie zmarł trzy dni później w szpitalu.

Policja oskarżyła 23- letnią matkę i jej partnera o spowodowanie śmierci chłopca.

Dodatkowo mężczyzna usłyszał zarzuty za groźby pod adresem swojej partnerki.

Kobieta przyznała się w sądzie, że 25- latek zastraszał ją, że wywiezie w bagażniku i zabije. 


źródło: rmf24/ InteriaFakty/ wp.pl

Daniel Magical - Patostreamer z Torunia i jego matka pochwalili atak na prezydenta Gdańska. „Niestety przeżył” i „niech zdycha”



Patostreamer Daniel Z. i jego matka zostali zatrzymani przez policję. Powodem były ich słowa dotyczące zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.


foto: screen-youtube


Popularny patostreamer z Torunia, Daniel Z., w trakcie nadawania transmisji na żywo na swoim kanale na Youtube odniósł się do ostatniego zamachu na śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Całą sytuacje skomentował używając słów „niestety przeżył”, po czym jego matka dodała „niech zdycha”.

Wczoraj (15.01.19) po południu w Toruniu kryminalni z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu, wspólnie z policjantami z Wydziału dw. z Cyberprzestępczością i Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zatrzymali 46-letnią kobietę i 26-letniego mężczyznę. Funkcjonariusze zabezpieczyli również sprzęt komputerowy znajdujący się w ich miejscu zamieszkania.

Dzisiaj (16.01.19) oboje zatrzymani usłyszeli zarzut, że w dniu 13 stycznia tego roku w trakcie nagrania w sieci internetowej publicznie pochwalali popełnienie przestępstwa wyrażając dla niego aprobatę.

Grozi im za to kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia jej do roku.

Łuków: Tragiczny pożar w Woli Bystrzyckiej


Policjanci ustalają okoliczności tragicznego w skutkach pożaru, do którego doszło dzisiejszej nocy w miejscowości Wola Bystrzycka. W ogniu stanął drewniany dom. W trakcie akcji gaśniczej ujawniono ciało, prawdopodobnie 53-letniego właściciela posesji.

foto: policja

Wczoraj kilka minut przed północą dyżurny łukowskiej komendy został powiadomiony o pożarze domu mieszkalnego, do którego doszło w miejscowości Wola Bystrzycka. 

W wyniku zdarzenia drewniany budynek uległ niemal całkowitemu spaleniu. Podczas prowadzenia akcji ratowniczo-gaśniczej strażacy odnaleźli zwęglone ciało, prawdopodobnie 53-letniego właściciela posesji.
Policjanci prowadzą czynności zmierzające do ustalenia przyczyn i okoliczności tego zdarzenia.
AD.


Miasta chcą, by to państwo płaciło nauczycielom


Pensje nauczycieli powinny być wypłacane bezpośrednio z budżetu państwa, w formie dotacji celowej dla gmin, powiatów i województw - uważa Związek Miast Polskich.

foto: g/w

ZMP przyjął stanowisko, w którym protestuje przeciwko przenoszeniu na samorządy terytorialne odpowiedzialności finansowej za podwyżki płac nauczycieli.

„Stanowczo protestujemy przeciwko wypowiedziom przedstawicieli kierownictwa resortu, wskazującym, że w budżetach samorządów zabezpieczone są środki na podwyżki płac nauczycielskich” – zaznacza w piśmie Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic i prezes ZMP.

Związek wnioskuje, by zmienione zostały zasady wypłacania wynagrodzeń dla nauczycieli.

„Skoro nie mamy wpływu na wysokość tych wynagrodzeń, a otrzymywane w subwencji środki finansowe nie pokrywają ich kosztów, wnioskujemy, aby wypłacane były bezpośrednio z budżetu państwa, w formie dotacji celowej dla gmin, powiatów i województw” – czytamy w stanowisku.

W opinii ZMP w ten sposób administracja rządowa „weźmie wreszcie odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje dotyczące kwestii kluczowej dla finansowania oświaty, jaką jest wynagradzanie nauczycieli”.

Związek przypomina, że samorządy terytorialne i związki zawodowe wspólnie podkreślały potrzebę zapewniania gminom, powiatom i województwom odpowiednich środków finansowych na koszty płac nauczycielskich. Według ZMP w wielu samorządach otrzymywana subwencja oświatowa nie wystarcza nawet na wypłatę minimalnych składników wynagrodzenia nauczycieli, co oznacza, że pozostałe wydatki płacowe, a także rzeczowe i majątkowe, muszą pokrywać z własnych dochodów.

Z wyliczeń ZMP wynika, że do każdej złotówki otrzymywanej z budżetu państwa na edukację, samorządy dokładają już 44 grosze z własnych źródeł. W 2018 roku niedoszacowanie środków finansowych otrzymywanych przez jst na podwyżki płac nauczycieli szacuje na 600 mln złotych, a w roku 2019 niedobór ten ma przekroczyć 1 mld złotych.

aba/

Jak przyrządzić szpinak, żeby był zdrowy


Szpinak zawiera wiele naturalnych przeciwutleniaczy, w tym potrzebną naszemu sercu i oczom luteinę. Niestety, w trakcie gotowania czy smażenia sporo tej substancji ulega zniszczeniu. Uwaga, jest naukowo udowodniony sposób na odzyskanie luteiny ze szpinaku. Sprawdź!


foto: pixabay


Szpinak nie każdemu kojarzy się dobrze: wielu z nas zachowało przykre wspomnienia z dzieciństwa i wciąż ma przed oczami obrzydliwą papkę serwowaną w zakładach masowego żywienia. Na szczęście jednak w ciągu ostatnich kilkunastu lat pojawiły się dziesiątki smakowitych przepisów ze szpinakiem w roli głównej, np. na sałatki i pierogi z tymi liśćmi, wegetariańskie lazanie, w których towarzyszy mu feta i wiele innych.

To dobrze, że szpinak wraca na nasze stoły, bo jest niezwykle bogatym źródłem luteiny, żółtego barwnika z grupy karotenoidów. Jest ona niezbędna do funkcjonowania naszego organizmu, ale musi być dostarczana z zewnątrz, bo nie potrafimy jej sami wyprodukować. Niedobór luteiny jest groźny - może na przykład doprowadzić do zwyrodnienia plamki żółtej (AMD, ang. Age-related Macular Degeneration). Ten barwnik chroni oczy przed wysokoenergetycznym niebieskim światłem działając jak naturalny filtr. To nie wszystko: luteina wspomaga pamięć i korzystnie wpływa na skórę.




Na co działa luteina


Badania szwedzkich naukowców z Uniwersytetu Linköping dowiodły jednak, że luteina posiadać może jeszcze ciekawe właściwości, o których nie było wcześniej wiadomo. Potrafi obniżyć stan zapalny w naczyniach krwionośnych u osób ciepiących na chorobę niedokrwienną serca. Taki stan zapalny prowadzi do zwężenia i usztywnienia tętnic, a w końcowym rezultacie - zawału serca lub udaru.

Co więcej, wykazali, że luteina może być składowana w komórkach układu odpornościowego, co oznacza, że jesteśmy w stanie stworzyć sobie „rezerwy” tej substancji na wypadek nagłej potrzeby.

Nic więc dziwnego, że Szwedzi zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób można dostarczyć naszemu organizmowi dużych ilości naturalnej luteiny ze szpinaku.
Jaka obróbka (nie) szkodzi luteinie w szpinaku

Przeprowadzili serię eksperymentów, których celem było sprawdzenie, jak różne metody przyrządzania tej rośliny wpływają na zawartość luteiny w produkcie końcowym.

– Nasze badania są wyjątkowe, bo wykorzystaliśmy w nich sposoby przyrządzania często stosowane w domu. Porównaliśmy też wiele różnych temperatur i czasów podgrzewania. Wzięliśmy też pod uwagę szpinak jedzony na zimno, w sałatkach czy w formie smoothie – mówi kardiolog prof. Lena Jonasson z Uniwersytetu Linköping.

Kupiony w lokalnym markecie młody szpinak był poddawany różnym procedurom. Po pierwsze był gotowany w wodzie przez 2, 4, 8, 16, 32, 60 i 90 minut.

Każdą z procedur powtórzono 4 razy, by zobiektywizować uzyskane rezultaty. Był również gotowany na parze przez tyle samo minut, po 5 razy. Smażenie (powtórzone 3 razy) - na maśle - trwało 2 minuty.

Mało tego, gotowany na różne sposoby szpinak, po nocy spędzonej w lodówce, był przez 2 minuty podgrzewany w mikrofalówce. Naukowcy chcieli w ten sposób sprawdzić, czy taki rodzaj podgrzewania wpływa na uwalnianie się luteiny z liści.

Badacze zajęli się też oczywiście kwestią obecności luteiny w produktach zawierających surowy szpinak. Blendując surowe liście otrzymali sok, natomiast dodając do niego odrobinę tłustej śmietanki – smoothie.

Każda przyrządzonych w powyższy sposób porcji szpinaku została poddana analizom chemicznym, mających na celu sprawdzenie zawartości luteiny. Wyniki okazały się ciekawe.
Jaka obróbka szpinaku najzdrowsza?


Oczywiście najwięcej luteiny naukowcy znaleźli w surowych, posiekanych, czy zblendowanych liściach, a więc w soku czy smoothie, przy czym ten drugi sposób przyrządzania szpinaku jest dla przyswajania luteiny korzystniejszy, bo substancja ta rozpuszcza się w tłuszczach pochodzących z mleka czy śmietanki.


Warto szpinak siekać, bo takie postępowanie powoduje uwolnienie 30 proc. więcej luteiny, niż znajduje się w surowych, nieprzetworzonych liściach.


Gotowanie przez 32 minuty powodowało utratę 60 proc. luteiny w porównaniu do surowych liści.


Ciekawe, że wcześniejsze badania wykazywały, iż gotowanie do 8 minut nie powoduje zmiany w zawartości luteiny w liściach, tymczasem szwedzkie ustalenia dowodzą, że już po 4 minutach dochodzi do utraty 40 proc. tej substancji.

Im krócej gotujemy szpinak tym lepiej.



Gotowanie na parze już po 4 minutach doprowadza do utraty co najmniej 50 proc. luteiny, warto więc go unikać. Podobne wyniki dawało smażenie.


Ponieważ przyrządzanie w domu potrawy są często podgrzewane w mikrofalówce, naukowcy postanowili sprawdzić, w jaki sposób tego typu procedura wpływa na zawartość luteiny w gotowanym szpinaku. Okazało się, że dwuminutowe podgrzewanie w mikrofalówce powoduje zwiększenie ilości tej substancji o blisko 90 proc.!


Szwedzcy uczeni twierdzą, że dzieje się tak dlatego, promieniowanie mikrofalowe (poprzez drgające cząsteczki wody w podgrzewanym pokarmie), powoduje osłabienie lub wręcz rozerwanie ścian komórek szpinaku i uwolnienie dodatkowych zasobów luteiny.

- Lepiej nie podgrzewać szpinaku w ogóle. A najlepiej jest zrobić smoothie i dodać tłuszcz w postaci produktów mleczarskich takich jak śmietanka, mleko czy jogurt. Kiedy szpinak jest posiekany na małe kawałki, więcej luteiny uwalnia się z liści, a tłuszcz zwiększa rozpuszczalność luteiny w cieczy – mówi dr Rosanna Chung, główna autorka badań.

Na wypadek jednak, gdyby szpinakowy koktajl mleczny nie był pokarmem naszych marzeń, zawsze można się poratować kuchenką mikrofalową i podgrzać w niej pierogi ze szpinakiem. Też będzie zdrowo!

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Policja zatrzymała "hienę cmentarną"


Nawet 8 lat więzienia grozi 43 – letniemu mieszkańcowi Skarżyska, który podejrzewany jest o ograbianie grobów na skarżyskim cmentarzu przy ul. Langiewicza. Policjanci zabezpieczyli u mężczyzny siekierę oraz plecak z zawartością zrabowanych krzyży i innych elementów ozdabiających nagrobki.

foto: policja

W sobotę około 16 dyżurny skarżyskiej jednostki Policji przyjął zgłoszenie o kradzieży liter z nagrobka na cmentarzu komunalnym przy ul. Langiewicza. Na miejsce skierowani zostali dzielnicowi. 63 – letnia zgłaszająca wskazała policjantom nagrobek swojego męża, z którego oderwane i skradzione zostały mosiężne litery o wartości około 800 złotych. 


Na cmentarzu obecny był także 30 – latek, który oznajmił stróżom prawa, że z nagrobka jego ojca ktoś ukradł mosiężny krzyż wart 250 złotych. Funkcjonariusze podejrzewali, że ze sprawą może mieć związek mieszkający nieopodal, doskonale im znany 43 – latek. Ich przypuszczenia potwierdziły się. W domu mężczyzny ujawnili plecak z zawartością mosiężnych krzyży, figurek Jezusa i innych elementów ozdobnych wykonanych prawdopodobnie z mosiądzu. 

Gospodarz posesji trafił do policyjnej celi. Podczas zatrzymania miał pól promila alkoholu w organizmie. Policjanci będą ustalać teraz groby, z których pochodzą zabezpieczone przedmioty.
Dziś 43 – latek zostanie doprowadzony do prokuratury, gdzie zapadnie decyzja co do jego dalszego losu. Za godne potępienia zachowanie grozić mu może do 8 lat pozbawienia wolności.
Opr. JG



loading...