Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

fakty

fakty

kraj

kraj

świat

świat

Kraj

kraj/ block-3

Świat

świat/ block-3

Polityka

polityka/ block-11
randomposts2

Kronika policyjna

Kronika policyjna/ block-3

Kultura

KULTURA/block-3

Nauka

nauka/block-3

zdrowie

zdrowie/block-3

Gospodarka

gospodarka/block-7

Smacznego

Smacznego/block-3

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

poniedziałek, 25 marca 2019

Ukradł babci 10 tys. złotych. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności

Wykorzystał nieuwagę własnej babci i ukradł jej 10 tys. złotych. Mężczyzna dwa dni po zdarzeniu został zatrzymany przez policjantów prewencji z Piaseczna. Dochodzeniowiec z komisariatu Policji na Targówku przedstawił Adamowi S. zarzut karny. Za tego typu czyn może mu teraz grozić kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.


18 marca policjantów z komisariatu przy ul. Chodeckiej o pomoc poprosiła zdenerwowana 89-letnia mieszkanka dzielnicy, która twierdziła, że została okradziona.

Miał tego dokonać jej wnuk, który w tym dniu złożył jej wizytę. Kobieta zeznała, że 33-latek zabrał jej 10 tys. złotych, po czym uciekł z mieszkania. Policjanci znając tożsamość mężczyzny rozpoczęli swoje czynności.

Adam S. wpadł podczas legitymowania na terenie Mokotowa. Funkcjonariusze prewencji z Piaseczna zatrzymali go i przekazali dochodzeniowcom z Targówka. Mężczyzna w prokuraturze usłyszał zarzut kradzieży, do której się przyznał. Niestety, nie udało się odzyskać pieniędzy bowiem, jak wyjaśniał 33-latek sam został napadnięty i okradziony.

Prokurator zastosował wobec mężczyzny policyjny dozór. Teraz 33-latek musi stawiać się w komisariacie na Targówku raz w tygodniu.

ea/po

Partia Razem chce zniesienia opłat od rodziców za pobyt przy dziecku w szpitalu

Partia Razem chce całkowitego zniesienia opłat, które muszą wnosić rodzice czuwający nad dzieckiem w szpitalach. Dziś rozpoczęli zbiórkę pod internetową petycją w tej sprawie.


foto: 
Razem

Partia Razem rozpoczęła zbiórkę podpisów pod petycją do Ministerstwa Zdrowia. Członkowie partii założyli na platformie WeMove petycję domagającą się bezpłatnych pobytów w szpitalach rodziców i opiekunów chorych dzieci. Po uzbieraniu odpowiedniej liczby podpisów złożą dokument w ministerstwie, a także w sejmowej komisji do spraw petycji.

W petycji Partii razem podkreślono, że rodzice godzą się płacić szpitalom, ponieważ chcą być przy swoich dzieciach, opiekować się nimi, uspokajać, kiedy są przerażone.
"To nie są wakacje. To ciężka praca opiekuńcza, za którą musimy jeszcze płacić" - czytamy.
Jak zaznaczono, trudna sytuacja finansowa szpitali nie uzasadnia pobierania opłat.


W styczniu rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta; wprowadza on zakaz pobierania opłat od rodziców lub opiekunów za pobyt z dzieckiem albo osobą niepełnosprawną w stopniu znacznym w szpitalu. Według Ministerstwa Zdrowia projekt wychodzi naprzeciw oczekiwaniom rodziców, którzy z powodu opieki nad hospitalizowanym dzieckiem często ponosili dodatkowe koszty związane z pobytem w placówce medycznej. Projekt obecnie znajduje się w sejmowej podkomisji.



źródło: bankier/ radiokrakow/ wyborcza/ PolsatNews

Co zrobić, żeby młody człowiek się nie upijał

Niektórzy rodzice uważają, że jak z nastolatkiem przy stole wypiją lampkę wina czy piwo z jakiejś okazji, to takie oswojenie go z alkoholem uchroni pociechę przed ryzykownym piciem. Nie tędy droga - badania naukowe skuteczności tego rodzaju „profilaktyki” nie potwierdzają. Sprawdź, co jest lepszą metodą.


foto: pixabay


Z pewnością rodzice mogą wiele zrobić, aby zmniejszyć ryzyko kłopotów alkoholowych i wszelkich związanych z tym powikłań u swoich dzieci. Według specjalistów postawa rodziców wobec alkoholu ma bowiem kluczowe znaczenie dla przyszłych kontaktów z tą używką młodego człowieka.
Rodzic nadaje kierunek

Naukowcy z University of Adelaide pokazali, że rodzice wywierają wyraźny wpływ na to, czy ich dzieci będą miały kłopoty z alkoholem. Australijski zespół, wśród prawie 3 tys. młodych osób w wieku od 12 do 17 lat przeprowadził ankiety sprawdzające picie nastolatków oraz różne czynniki, które na ewentualne spożycie alkoholu mogły wpłynąć.

Okazało się, że większość z ankietowanej młodzieży miało kontakt z etanolem do osiągnięcia wieku 16 lat, a aż jedna trzecia piła przynajmniej okazjonalnie. Nie to jednak najbardziej zaciekawiło naukowców.

- Jeden z głównych wniosków płynących z naszego badania jest taki, że rodzice silniej oddziałują na decyzje ich nastoletniego potomstwa odnośnie używania alkoholu, niż prawdopodobnie zdają sobie sprawę. Zachowanie i nastawienia rodziców związane z alkoholem naprawdę mają znacznie i mogą zapobiec piciu dzieci w młodym wieku - przekonuje kierująca pracami Jacqueline Bowden.


Jak nastolatki piją w Polsce?

Z najnowszej wersji badania HBSC wynika, że w Polsce odsetek 15-letnich chłopców pijących alkohol co tydzień wynosi 12,6 proc., a dziewcząt - 9,2 proc.

Jak pokazał projekt, dorośli mogą oddziaływać na swoje potomstwo w kilku obszarach. Między innymi przekazując im wiedzę, a z tym, jak się okazało, jest krucho. Na przykład tylko 28 proc. nastolatków wiedziało o tym, że alkohol zwiększa zagrożenie nowotworami, a taka informacja może – jak pokazało badanie - zniechęcić do nadużywania alkoholowych napojów.

Młodzi ludzie pili także mniej, jeśli rodzice wykazywali dezaprobatę dla spożywania alkoholu przez nieletnich. Jednocześnie piciu sprzyjała akceptacja takiego zachowania przez rówieśników, a jeśli jakiś nastolatek zaczął już regularnie pić, to o dalszym rozwoju wydarzeń decydowała w dużej mierze dostępność alkoholu.

- Dowody te podkreślają potrzebę edukowania młodych ludzi na temat konsekwencji spożywania alkoholu i prezentowania przez rodziców odpowiedzialnych, związanych z alkoholem zachowań. Musimy informować o tym, że coś, co wydaje się niegroźną zabawą, w rzeczywistości niesie konsekwencje na całe życie - zwraca uwagę Lincoln Size przewodniczący Cancer Council SA - organizacji, która pomogła zorganizować badanie.

Autorzy projektu radzą więc po pierwsze rozmowę z dziećmi na temat alkoholu - m.in. zwracanie uwagi na to, że nie każdy pije. Dobrze jest wiedzieć o sprzyjających piciu wydarzeniach w harmonogramie dziecka - wtedy należy przedstawiać odpowiednie oczekiwania wobec nastolatka. Warto też wziąć pod rozwagę własne picie w obecności dziecka - jak podają badacze, większość alkoholu dorośli spożywają w domu. Dobrym pomysłem są imprezy wolne od alkoholu. Badacze przestrzegają też przed częstowaniem alkoholem młodych ludzi.
„Oswajanie” z alkoholem nie pomaga

Tę ostatnią poradę wspierają też wyniki projektu badawczego zespół z University of New South Wales. Jak podają badacze, dosyć często zdarza się, że rodzice chcąc uchronić swoje dzieci przed pijaństwem, próbują oswoić je z etanolem w bezpiecznym środowisku.

W związku z tym pozwalają im na wypijanie czasami niewielkich ilości. Jak sugeruje australijski projekt badawczy z udziałem młodych ludzi w wieku od 12 do 18 lat, to zła strategia.

Wprawdzie nastolatki, które miały kontakt z alkoholem najpierw w domu, upijały się i miały związane z piciem problemy znacznie rzadziej niż ich rówieśnicy zdobywający alkohol z innych źródeł, jednak młodzież, którą rodzice wprowadzali w kontakt z alkoholem w danym roku, rok później aż dwukrotnie częściej zdobywała alkohol poza domem.

Na upijanie się i związane z piciem zaburzenia najbardziej narażone były tymczasem nastolatki, które piły jednocześnie w domu i poza nim.

- Podczas gdy rządy skupiają się na zapobieganiu picia z pomocą edukacji w szkołach i wprowadzaniu odpowiednich praw odnośnie wieku osób mogących kupić i pić alkohol, rola rodziców zwykle jest w tym względzie pomijana. Tymczasem rodzice, ustawodawcy i lekarze powinni zdawać sobie sprawę z tego, że dostarczanie młodzieży alkoholu przez rodziców wiąże się z ryzykiem, a nie z ochroną - twierdzi główny autor badania prof. Richard Mattick.
Kiedy rozmawiać z dzieckiem o alkoholu

Z kolei zespół z Pennsylvania State University doradza rodzicom odnośnie najlepszego czasu dla takich rozmów. Choć edukację na temat alkoholu lepiej jest z pewnością rozpocząć wcześniej, to badacze odkryli, że jeden z kluczowych momentów przypada na krótko, zanim młody człowiek rozpocznie studia. Autor badania prof. Robert Turrisi opracował broszurę (http://www.eactc.org/wp-content/uploads/Dr.-Turrisi-handbookcollege.pdf) ze wskazówkami mówiącymi, jak najlepiej rozmawiać z młodzieżą o alkoholu.

Kiedy rodzice niedługo przed rozpoczęciem nauki prowadzili ze swoimi dziećmi rozmowy według tych zaleceń, nasilenie picia u studentów było mniejsze. Przy czym trzeba umieć rozmawiać z nastolatkiem; wykłady ex cathedra raczej zaszkodzą niż pomogą. Nie pomoże też ocenianie nastolatka i niechęć do wysłuchania go.

Oprócz sposobu rozmawiania, liczył się jednak także czas - takie same rozmowy prowadzone już w trakcie trwania pierwszego semestru nie przynosiły tak dobrych rezultatów.

- Ponad 90 proc. nastolatków próbuje alkoholu poza domem, zanim ukończą szkołę średnią. Wiadomo, że mniej problemów powstaje z każdym rokiem, z którym upicie się jest opóźnione. Nasze badania prowadzone w ciągu ostatniej dekady pokazują, że rodzice mogą odegrać ogromną rolę w zminimalizowaniu picia przez młodzież w trakcie edukacji w koledżu, kiedy rozmawiają z nastolatkami, przed rozpoczęciem nauki” - zwraca uwagę prof. Robert Turrisi.
Zdrowe relacje w rodzinie - klucz do trzeźwości

Niebagatelna rolę odgrywa, jak się okazuje, także ogólne nastawienie do rodzicielstwa i do dzieci. Mówią o tym na przykład eksperci z Brigham Young University, którzy przeprowadzili badanie z udziałem pięciu tysięcy nastolatków wieku od 12 o 19 lat. Ten projekt badawczy pokazał, że w zapobieganiu upijania się przez nastolatków znacząco pomaga, kiedy rodzice jednocześnie w dostatecznym stopniu wiedzą, co i kiedy robi ich dziecko, a jednocześnie okazują mu wystarczająco dużo rodzicielskiego ciepła.

Młode osoby dorastające w takich domach aż trzykrotnie rzadziej upijały się, niż wychowywane przez rodziców oferujących dużo ciepła, ale mało kontroli i dwukrotnie rzadziej niż dzieci rodziców rygorystycznych, rozliczających nastolatków z przestrzegania ustanowionych zasad, ale okazujących niewiele ciepła. Wyniki pokazały przy okazji, że religijne nastolatki nie tylko rzadziej się upijały, ale w ogóle mniej piły.

Wiedząc, że alkohol ze sklepowych półek raczej nie zniknie i nasza pociecha po niego sięgnie, warto o zminimalizowanie ryzyka szkodliwego picia u naszych dzieci zadbać już wtedy, gdy są małe. Badania wskazują, że dzieci nieświadomie naśladują swoich rodziców – zarówno ich dobre, jak i złe zachowanie. Bywa, że przez całe życie.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Matka i jej konkubent przez dwa lata bili i gwałcili dziewczynki

Strzelecki sąd aresztował na trzy miesiące Katarzynę K. i Janusza Cz. podejrzanych o znęcanie psychiczne, fizyczne i gwałty na trójce małoletnich dziewczynek. Oboje nie przyznają się do zarzucanych im czynów.


foto ilustracyjne: g/w


Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu Stanisław Bar, sąd zastosował wobec podejrzanych trzymiesięczny areszt. Według ustaleń śledczych, pokrzywdzone dziewczynki w wieku od 8 do 11 lat, są córkami 36-letniej Katarzyny K. Do zdarzeń objętych postępowaniem miało dojść w latach 2016-2018, kiedy do podejrzanej wprowadził się jej konkubent, 47-letni Janusz Cz.

Kiedy do mieszkania wprowadził się konkubent matki Janusz Cz., wspólnie urządzali libacje alkoholowe. A co najgorsze, gwałcili dziewczynki - informuje "Nowa Trybuna Opolska".

Kiedy pracownicy pomocy społecznej z Krapkowic zaczęli podejrzewać, że w domu K. może dochodzić do czynów zabronionych, powiadomili sąd.

- Kobieta odmawiała pomocy, nie wpuszczała naszych pracowników, sąsiedzi alarmowali, że dziewczynki są zaniedbane, czasami wieczorami były wyganiane z mieszkania – mówi Marlena Kornaś, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Krapkowicach. - Pierwsze podejrzenia co do nieprawidłowości i to takich przekraczających normy etyczne, moralne, mieliśmy w maju 2016 roku. Wówczas od razu powiadomiliśmy sąd. Proces odebrania dzieci trwał w sądzie przez dwa lata.

Wiosną ubiegłego roku dzieci przekazano pod opiekę rodzinie zastępczej. Wówczas wyszło na jaw, że dziewczynki były wielokrotnie gwałcone i bite przez matkę i jej konkubenta.


"Obojgu podejrzanym przedstawiono zarzuty. Żadne z nich nie przyznaje się do winy. Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec obojga byłych opiekunów dziewczynek trzymiesięczny areszt tymczasowy" - powiedział prokurator Bar.
Za zarzucane czyny Katarzynie K. i Januszowi Cz. grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.

źródło: FaktyInteria/ rmf24/ wp.pl/ radioOpole

Dziewczynka dotkliwie pogryziona przez psa. Właścicielka obwinia… dziecko



W lipcu 2018 roku, 4-letnią wówczas dziewczynkę dotkliwie pogryzł pies. Mimo, iż minęło kilka miesięcy od tego tragicznego zdarzenia, malutka nadal zmaga się z jego konsekwencjami. Właścicielka pitbulla winą obarcza dziecko.


foto: lep

Tillie Vasey bawiła się z innymi dziećmi w parku, gdy zaatakował ją pies, który pogryzł jej twarz w okolicy oka. Świadkowie powiedzieli, że zwierzę zachowywało się jakby było w szale. Rzuciło się na 4-latkę i zaczęło ją szarpać jak lalkę. Dziewczynka mogła zginąć, a rany były tak poważne, że było widać kości. Gdyby pies chwycił ją kilka centymetrów dalej, to straciłaby wzrok. 


Tillie trafiła do szpitala. Przeszła kilka operacji, w tym jedną dziewięciogodzinną, a jeszcze jedna przed nią. W tym zdarzeniu przerażające jest także zachowanie właścicielki czworonoga, która obwinia o tę tragedię dziewczynkę. Kobieta uważa, że malutka była nieodpowiedzialna, gdyż przeszła za blisko pitbulla co sprowokowało go do takiej reakcji. 

Na sali sądowej powiedziała, że nie rozumie zamieszania wokół jej psa, a jej zdaniem pitbull chciał tylko odgonić 4-latkę. Dodała także, że pies w ogóle nie ugryzł dziewczynki, a obrażenia powstały, gdyż Tillie uderzyła się o pień drzewa. Dawn Holt w sądzie pozostała niewzruszona nawet na dowody, które przedstawiono w tej sprawie. Sędzia nie mógł zrozumieć postawy kobiety i tego, że nie wykazała ona nawet cienia skruchy. 

Sędzia nakazał zgładzenie 12-letniego pitbulla o imieniu Cezar.

Dawn Holt została skazana na karę trzech miesięcy w zawieszeniu na osiemnaście miesięcy, 140 godzin prac społecznych oraz dożywotni zakaz trzymania psów. 



Renata Zalewska-Ociepa
źródło: lep.co.uk/popularne.pl

Nowa Sól: Ciało 2-letniego chłopca znaleziono w rowie

Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli (Lubuskie) wyjaśnia okoliczności śmierci 2-letniego chłopczyka. 2- latek oddalił się od opiekunów, a następnie został odnaleziony w przydrożnym rowie melioracyjnym.



foto: policja


Jak poinformował Prokurator Rejonowy w Nowej Soli, wczoraj tj. 24.03.2019 r. (niedziela) w godzinach popołudniowych w m. Książ na terenie prywatnej posesji, podczas spotkania rodzinnego 2 letni chłopczyk oddalił się od opiekunów, a następnie został odnaleziony w przydrożnym rowie melioracyjnym. Prowadzona na miejscu akcja reanimacyjna nie powiodła się - chłopczyk zmarł.



Na miejsce przybyli prokurator oraz grupa dochodzeniowa KPP z Nowej Soli. ustalono, że matka dziecka w chwili zdarzenia była trzeźwa.

Prokurator Rejonowy w Nowej Soli wszczął w tej sprawie śledztwo mające na celu wyjaśnienie okoliczności i przebiegu zdarzenia.

W najbliższych dniach przeprowadzona zostanie sekcja zwłok.

Zbigniew Fąfera - rzecznik PO

Olsztyn: 6-letnia Maja zmarła z powodu powikłań po ospie

6- letnia dziewczynka zmarła z powodu powikłań po przebytej ospie. Dziecko nie było zaszczepione przeciwko ospie - poinformowała powiatowy inspektor sanitarny w Szczytnie Grażyna Sosnowska.


foto ilustracyjne: g/w


6-latka zmarła z powodu powikłań po przebytej ospie. – To pierwszy tak dramatyczny przypadek w naszym powiecie od 11 lat – mówi Grażyna Sosnowska, szefowa szczycieńskiego sanepidu. – Nie wyobrażam sobie, jak cierpią rodzice tej dziewczynki – dodaje.

Dziewczynka trafiła do lekarza z objawami ospy pod koniec lutego. Zastosowano leczenie, które nie przyniosło żadnego efektu. Po trzech dniach dziewczynka czuła się znacznie gorzej. Trafiła do szpitala w Szczytnie, a stąd została przewieziona na oddział zakaźny Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie, a potem na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Niestety stan Mai wciąż się pogarszał. Dziewczynka mimo wielu prób podejmowanych przez olsztyńskich lekarzy zmarła.

Z naszych informacji wynika, że powodem zgonu dziewczynki było zapalenie móżdżku, czyli powikłanie po ospie wietrznej. To bardzo poważne powikłanie, a jednocześnie stosunkowo rzadkie. Niestety, w tym przypadku ono nastąpiło, to jest tragiczne - powiedziała Sosnowska.To pierwszy taki przypadek od bardzo, bardzo wielu lat - podkreśla z kolei Janusz Dzisko.

Szpital nie komentuje sprawy. Rzecznik prasowy potwierdził jedynie, że faktycznie doszło do śmierci dziecka.

Ospa wietrzna uważana jest lekką chorobę zakaźną wieku dziecięcego. Wyjątkowo zdarzają się jednak groźne powikłania, które mogą doprowadzić nawet do śmierci. I tak było w przypadku niespełna 6-letniej Mai z Wielbarka.


źródło: rmf24/ radiozet/ mamadu

W domu zwyrodnialec, w pracy przykładny policjant

Warszawska Praga, lata wstecz. Piotr B. jest tam dzielnicowym, interweniuje w domu kobiety, której mąż awanturuje się pod drzwiami. Dzień później jest tam ponownie, następnie zostaje na noc, z czasem zamieszkuje, jako nowy partner kobiety. Okazuje się, że nie jest to przykładny partner i ojciec. Jednak dopiero w październiku 2017 r. st. asp. Piotr B. zostaje zatrzymany i zawieszony w czynnościach służbowych. 


foto: policja

Dotąd pracował w dochodzeniówce w wydziale walki z przestępczością gospodarczą oraz korupcją. Był stanowczy i nieco porywczy, ale w tym zawodzie, w dodatku na Pradze to atut. Dobrze oceniano jego pracę, choć był dość małomówny. Świetnie spisywał się na interwencjach, radził sobie z łobuzerką i szybko blokował agresywnych oprychów, którym wyłaniał się nóż z kieszeni. 


Obecnie wydalono mężczyznę ze służby, trwa dochodzenie. Gdy zjawił się na służbie, jako policjant, by wsadzić do radiowozu awanturnika, jego „nowa córka” miała wówczas 8 lat. Musiała zaakceptować „nowego ojca”, tak chciała mama. Trzeba usiąść mężczyźnie na kolanach, dać się przytulić, słuchać się... Robić wszystko co dziecko robi z rodzicem, ale mała Madzia ma opory przez nazywaniem Piotra tatą. 

Straszną historię Magdy czytamy w „Gazecie Wyborczej”. Obecnie dziewczyna, a w zasadzie kobieta ma 22 lata, mieszka w kamienicy na Starej Pradze razem z narzeczonym i trzytygodniowym synkiem. Opowiada, jak z pana, który uratował mamę i był powodem do zazdrości wśród koleżanek wyłonił się tyran. Zaczęło się, jak zawsze dość niewinnie. Kiedy dziewczynka została sama w domu z nowym tatą ten zawołał ją do siebie leżąc na łóżku. 

Poczuła jego rękę pod koszulką, z czasem zjechał ręką niżej. Śmiał się, pytał, czy lubi łaskotki. Połaskotał ją pod majtkami, później domagał się, aby i ona go połaskotała. Sąsiadom wydawało się, że nic lepszego tej rodziny spotkać nie mogło, ale niestety, prawda była zupełnie inna. Tylko za czterema ścianami wiadomo było co się dzieje. Rozpoczęło się od przekraczania granic intymności dziecka, bezpardonowego molestowania , a skończyło na przemocy fizycznej i psychicznej zarówno wobec Magdy, jak i jej mamy.
Mama Madzi zaszła w ciążę, a gdy była w szpitalu Piotr zawołał ją by spała obok niego. Pierwszy raz nie zgodziła się, a sprzeciw spotkał się z przemocą. 

Dziewczynka wylądowała za to rzucona na fotelu, a tyran zaczął ją dusić w amoku gniewu. Kiedy mała Magda doczekała się brata, wspomina sytuację, kiedy zauważyła kłótnię między mamą, a jej nowym tatą, który jedną ręką szarpał i popychał mamę, a w drugiej trzymał za rękę kilkumięsięcznego syna. W pewnym momencie rzucił nim na łóżko, Magda podbiegła i zabrała brata. Wzorowy policjant ukazał swe drugie oblicze, a jego nowa partnerka zakazała mu dotykania córki po miejscach intymnych. Oczekiwała normalnego domu, poczucia bezpieczeństwa, ale było coraz gorzej. Któregoś dnia, dziewięcioletnia wówczas dziewczynka, znalazła na komputerze zwyrodniałego ojca filmy pedofilskie i zoofilskie, co gorsza jej mały brat oglądał je z ojcem. A to jeszcze nie wszystko. Razem z nowym ojcem Magda miała nowych dziadków na Białołęce. Okazało się jednak, że nie jest to powód do radości, bo z dziadka, który lubił wspólnie pomajsterkować, czy zabrać wnuczkę na rower w piwnicy wyłonił się drugi ojciec. 


Poszli razem z dziadkiem po słoiki, a ten głaskał ją po pośladkach i macał dziewczynkę, tak jak porządny dziadek tego nie robi. Sytuacje zaczynały się powtarzać. Trzeba było coraz częściej uciekać do babci, spać z babcią i z duszą na ramieniu. Zachowania Piotra B. osiągnęły apogeum, nie mógł molestować dziewczynki, więc zaczął ją głodzić. Po czterech latach gehenny mama Magdy rozstała się z tyranem. Ten związał się z nową kobietą, mamą dwójki dzieci. Okazało się, że tym razem zarówno ojciec, jak i jego nowa żona, rodzona matka pastwili się nad chłopcami, molestowali dzieci, nagrywali filmy. 19 Marca za zamkniętymi drzwiami rozpoczął się proces 45-cio letniego obecnie Piotra B., który przebywał do tego czasu w areszcie śledczym. Z aktu oskarżenia wynika, że nie tylko Magda, ale również jej mama była molestowana, zmuszana do seksu grupowego oraz stosunków płciowych ze zwierzętami pod groźbą utraty dziecka.

 Został oskarżony także o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad Magdą, wykorzystywanie jej seksualnie poprzez „doprowadzanie do innych czynności seksualnych” jak również posiadanie różnych treści pornograficznych z udziałem małoletnich, w tym niemowląt. Sprawę prowadzi prokuratura w Nowym Dworze Mazowieckim. 
Oprócz Piotra B. oskarżenia postawiono także nowej partnerce mężczyzny oraz jego ojcu. Imiona na potrzeby artykułu zostały zmienione.

źródło: fakt/ mol

500 plus na każde dziecko budzi poczucie niesprawiedliwości wśród Polaków

Rozszerzenie programu „500 plus” na każde dziecko, niezależnie od poziomu dochodu rodziców, wywołuje mieszane odczucia. Co prawda, nieco ponad połowa Polaków (53%) ocenia takie rozwiązanie jako sprawiedliwe społecznie, ale jednocześnie większość jest zdania, że nie jest to w porządku, skoro brakuje pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli oraz podniesienie świadczeń osobom niepełnosprawnym (61%). Poczucie niesprawiedliwości budzi również fakt, że wypłata może objąć rodziny, których rodzice celowo nie chcą pracować, bo wolą utrzymywać się z zasiłków (68%) – tak wynika z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.


foto: pixabay


Najbardziej pozytywny odbiór rozszerzenia programu „500 plus” na każde dziecko, niezależnie od poziomu dochodów rodziców, jest wśród elektoratu PiS (75%). Popiera je też większość zwolenników Wiosny (59%) oraz połowa (50%) wyborców Koalicji Europejskiej.


Większość Polaków (61%) uważa jednak, że rozszerzenie programu „500 plus” na każde dziecko jest niesprawiedliwe w sytuacji, gdy brakuje pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli i podniesienie świadczeń osobom niepełnosprawnym.

Zdecydowana większość zwolenników Koalicji Europejskiej (75%) oraz Wiosny (82%) uważa takie rozwiązanie za niesprawiedliwe. Co ciekawe, wśród elektoratu partii rządzącej przeważają osoby dla których ta propozycja jest sprawiedliwa (39%).


Polacy w większości (68%) są sceptyczni wobec propozycji rozszerzania programu „500 plus” na każde dziecko w rodzinach, w których rodzice celowo uchylają się od pracy, bo wolą się utrzymywać z zasiłków. Podobnie jak w poprzednim pytaniu, zwolennicy KE (74%) i Wiosny (77%) mają większe poczucie niesprawiedliwości niż wyborcy PiS (48%).

Połowie badanych (50%) nie podoba się fakt, że „500 plus” na każde, w tym na pierwsze dziecko będą otrzymywać wszystkie rodziny, niezależnie od poziomu dochodów rodziców.

Takie rozwiązanie za niesprawiedliwe uważa 58% wyborców Koalicji Europejskiej i 50% wyborców Wiosny, podczas gdy zwolennicy PiS w większości (61%) oceniają je jako sprawiedliwe.

„Wyniki badania pokazują, że powiązanie wypłaty „500 plus” na każde dziecko z aktywnością zawodową rodziców czy wprowadzeniem kryterium dochodowego zyskałoby większe poparcie społeczne. Propozycja w obecnym kształcie, w sytuacji gdy brakuje pieniędzy dla nauczycieli czy osób niepełnosprawnych, budzi duże poczucie niesprawiedliwości, szczególnie wśród wyborców partii opozycyjnych. To może dodatkowo pogłębić podziały społeczne”- mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl.


Spośród osób, które uważają, że program „500 plus” powinien obejmować rodziny w zależności od dochodu, 17% twierdzi, że świadczenie na pierwsze dziecko nie powinno być wypłacane już przy dochodzie miesięcznym przekraczającym 1000 zł netto na osobę w rodzinie, prawie co trzeci (32%) – że powyżej 2000 zł na osobę, a 16% – że powyżej 3000 zł na osobę.

Nota metodologiczna: Badanie przeprowadzone na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna dla serwisu ciekaweliczby.pl Próba ogólnopolska N=1091 osób. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji Polaków wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 15 – 18 marca 2019 r.
Metoda CAWI.

Ariadna to ogólnopolski panel badawczy audytowany przez Organizację Firm Badania Opinii Rynku (OFBOR). Więcej na www.panelariadna.pl

źródło: ciekaweliczby

Krasnystaw: Sześć osób trafiło do szpitala po wypadku w Siedliskach Pierwszych

Do groźnego zdarzenia doszło wczoraj w miejscowości Siedliska Pierwsze. Osobowy renault uderzył w skręcające audi, które wypadło z drogi i dachowało. Sześcioro uczestników zdarzenia trafiło do szpitala. Obrażenia jednego z nich okazały się poważne.


foto: policja


Wczoraj około godziny 11:30 krasnostawscy policjanci otrzymali zgłoszenie o wypadku, do którego doszło w miejscowości Siedliska Pierwsze (gm. Fajsławice). Przybyli na miejsce funkcjonariusze ustalili, iż kierujący samochodem marki Audi, 21-latek skręcał w lewo na posesję. W tym czasie w jego auto uderzył wyprzedzający go renault, którym podróżowało małżeństwo i trójka dzieci w wieku 3, 6 i 12 lat.

W wyniku uderzenia audi wypadło z drogi i dachowało. Wszyscy uczestnicy zdarzenia (mieszkańcy gminy Fajsławice) zostali przewiezieni do szpitala. Po badaniach stwierdzono, że kierujący audi doznał poważnych obrażeń głowy i barku. U pozostałych stwierdzono ogólne potłuczenia i zadrapania.

Dokładne przyczyny wyjaśni policyjne dochodzenie. Wiadomo, że kierowcy byli trzeźwi.

P.W.

Nieudany rozbój z powodu... bariery językowej

Mundurowi z Rybnika zatrzymali mężczyznę, który napadł na obywateli Indii. Napastnik żądał od cudzoziemców pieniędzy, posługując się polskim językiem, którego mężczyźni nie znają. Nie dość, że sprawca był pijany, to jeszcze okazało się, że ma zakaz prowadzenia pojazdów, a skuter, którym jechał był kradziony. 25-latkowi grozi 12 lat więzienia.


foto: policja


Sprawca zajechał skuterem drogę mężczyznom, którzy szli do pracy. Zażądał od nich pieniędzy, jednak okazało się, że to obywatele Indii, którzy nie znają języka polskiego. Widząc, że cudzoziemcy go nie rozumieją, 25-latek zaczął zwracać się do nich po angielsku. Ostatecznie sprawca zaatakował mężczyzn, a kiedy ci zaczęli uciekać, obrzucał ich kamieniami. 


Powiadomieni o zdarzeniu policjanci z boguszowickiego komisariatu rozpoczęli poszukiwania sprawcy. Na jednym z osiedli zauważyli stojącego przy skuterze 25-latka. Mężczyzna został zatrzymany. Badanie alkomatem wykazało u niego ponad promil. Policyjne bazy danych wykazały, że wobec mężczyzny został orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów. Co więcej skuter, na którym jechał, był kradziony.

25-latek usłyszał zarzuty. Grozi mu nawet 12 lat więzienia.




mw

Tragedia na porodówce. Matka obwinia lekarzy o śmierć dziecka

Kobieta, której dziecko zmarło podczas porodu zgłosiła się do redakcji Echa Dnia z informacją, że lekarze nie zajęli się odpowiednio jej dzieckiem. 


foto ilustracyjne: g/w

– 22 stycznia tego roku przyjechałam na oddział ginekologiczny do Szpitala Specjalistycznego w Jędrzejowie. Byłam wówczas w 39 tygodniu i 1 dniu ciąży. Mimo, że akcja porodowa się rozpoczęła - odczuwałam bóle i skurcze - nie byłam w stanie urodzić siłami natury – mówi kobieta. (…) Lekarz prowadzący moją ciążę, przyjechał do szpitala około 3 godziny od rozpoczęcia akcji porodowej, zrobił "cesarkę", ale było już za późno – dodaje. Dziewczynka ważąca 3700 g zmarła.


Pani Amanda zdecydowała się zrelacjonować tragedię.

 – Jedyne co możemy zrobić dla naszej córki to dążyć do sprawiedliwości i ostrzec inne kobiety, by uniknęły takiej tragedii jak my. Jesteśmy młodym małżeństwem. Inga była naszym pierwszym dzieckiem, upragnioną, wyczekiwaną córeczką. Od 6-tego tygodnia ciąży na wszystkie wizyty oraz badania chodziłam prywatnie do doktora, który jest pracownikiem szpitala w Jędrzejowie. Podkreślam, że zawsze wszystkie moje wyniki badań jak i badania Ingi były prawidłowe. Cały okres ciąży przebiegał książkowo, bez żadnych komplikacji nic nie wskazywało na tak tragiczny finał. (...) 22 stycznia 2019 roku w godzinach wieczornych zaczęłam odczuwać lekkie bóle z krzyża, to był 39 tydzień i 1 dzień ciąży, więc przygotowałam się i wraz z mężem i ogromną radością, że zaraz zobaczymy naszą malutką Ingunię, udaliśmy się do szpitala w Jędrzejowie. Na oddziale ginekologicznym byłam już o godzinie 18.40. Czekaliśmy do godziny 19, ponieważ była zmiana dyżuru dwóch położnych i nikogo nie zastaliśmy na oddziale. Moje bóle postępowały, z każdą minutą były coraz silniejsze. Zmierzono mi miednicę, położne stwierdziły, że jestem bardzo wąska i mogę mieć trudności z porodem naturalnym. Po godzinie 19 zostałam podłączona do aparatu KTG, po upływie 30 minut położne zaczęły sygnalizować lekarzowi dyżurnemu, że KTG się nie spełnia. Lekarz kazał kontynuować zapis KTG i wyszedł. Po godzinie 20 położne po raz kolejny znów wezwały lekarza i sygnalizowały, że KTG się nadal nie spełnia i jest niepokojące. Lekarz kazał odłączyć mnie od aparatu KTG i wykonał z jedną z położnych badanie dopochwowe, które było bolesne. Oboje jednogłośnie stwierdzili, że nie mam rozwarcia i poród może potrwać nawet 10 godzin. Lekarz skomentował, że ma za krótkie palce i nie może nic wyczuć, za to położna włożyła niemal całą dłoń do pochwy. Po tym badaniu bóle stały się już nie do zniesienia i pokazała się krew z dróg rodnych co zauważyłam przy oddawaniu moczu do badania, o czym poinformowałam personel, który stwierdził, że tak się może dziać. Lekarz wykonał jeszcze USG brzucha badając przepływy, tak zwany doppler, uspokoił mnie, że z córką jest wszystko idealnie i wykazuje 100 % funkcji życiowych – tak stwierdził . Powiedział też, że córka waży około 3 700 gramów. Sygnalizowałam, że słabo czuję córeczkę wówczas udzielono mi odpowiedzi, że to przez spiętą macicę mogę mniej odczuwać ruchy płodu. Następnie lekarz kazał mi iść na salę co zdziwiło położne, bo według nich powinnam iść już na porodówkę. Lekarz kazał wrócić o 21 na kolejny zapis KTG. Na sali dostałam do uzupełnienia tak zwany plan porodu, a moje skurcze były już wtedy nie do zniesienia, odczuwałam je co chwilę. O 21 zostałam znów podłączona pod KTG. Po upływie około 30 minut tętno mojej córki zanikło. Położne po raz kolejny wezwały lekarza, który zamiast zainteresować się mną, ciągle przebywał w pokoju lekarskim, od początku nie był zainteresowany moim stanem ani dziecka – opisuje pobyt w szpitalu matka zmarłej dziewczynki. 
– Następnie wezwano telefonicznie mojego lekarza prowadzącego. Położne podłączyły mi jakąś kroplówkę. Czekając na mojego lekarza zaczęto mnie szykować do cesarskiego cięcia. Przed blokiem operacyjnym położne kłóciły się, bo jedna z nich stwierdziła, że słyszy tętno córki i po co to zamieszanie. Dwie pozostałe położne krzyczały, że to moje tętno. Wtedy odeszły mi wody płodowe. Pamiętam, że wtedy ironicznie stwierdzono, że teraz to już trzeba zrobić cesarkę. O godzinie 22 pojawił się mój lekarz. Wszyscy czekali na niego tak jakby doktor, który był na dyżurze, nie potrafił sam zrobić cesarki, by ratować nasze ukochane dziecko. O godzinie 22.15 mój lekarz prowadzący wykonał cesarskie cięcie. Córka została od razu zabrana, a mnie nie udzielono wtedy żadnej informacji. Dopiero po zakończeniu czynności związanych z zabiegiem cesarki, czyli o godzinie 23, otrzymałam informację, że moje dziecko nie żyje. Nagle lekarz, który był na dyżurze zniknął bez słowa wyjaśnienia, a pojawił się inny lekarz, którego nie było przy całym zdarzeniu i porównał naszą tragedię do wypadku samochodowego. Zapytałam co się stało, a on odpowiedział, że tak się czasem dzieje. Nie udzielono nam żadnej, logicznej informacji i nie pozwolono nam zobaczyć dokumentacji medycznej. – Przewieziono mnie na salę, a mąż przyniósł mi martwą Ingę. Nosząc ją pod sercem 9 miesięcy mogłam ją trzymać w ramionach tylko przez chwilę, chwilę którą zapamiętam do końca życia... teraz nie ma już nic, pustka i cierpienie. Na drugi dzień nikt nie przyszedł na obchód z lekarzy, tylko położne podawały mi leki przeciwbólowe. Mój prowadzący lekarz udzielił mi informacji, że doktor który pełnił dyżur tamtego dnia już nie pracuje. Powiedział też, żebyśmy tego nie odpuszczali tylko walczyli o prawdę – relacjonuje kobieta. – W trzecią dobę po śmierci córeczki, mój doktor pozwolił mi na wypis do domu, lecz lekarz, który porównał naszą tragedię do wypadku samochodowego to utrudniał i chciał żebym podpisała dokument, że wychodzę na własne żądanie. Niczego nie podpisałam i wyszłam do domu po czterech dobach, nadal nie wiedząc dlaczego nasza córka zmarła. Doktor neonatolog, która reanimowała naszą córeczkę powiedziała nam, że Inga była okazem zdrowia, piękne zdrowe dziecko. Badanie gazometrii, które doktor wykonała, wykazało według niej, że córka się udusiła – mówi zrozpaczona kobieta i dodaje:

– Jesteśmy pewni, że udusiła się, bo zwlekano z cesarką. Położne mówiły nam, że jest to błąd lekarza, że powinien cesarkę zrobić po pierwszym KTG, które się nie spełniało. Mój lekarz prowadzący, do którego chodziłam całą ciążę – od 6-tego tygodnia prywatnie – zawsze mnie uspokajał, że w razie komplikacji szpital go natychmiast wezwie. Dlaczego nie wezwano go w tym dniu, skoro KTG było wątpliwe już po upływie 30 minut? Ja do szpitala przyjechałam ze zdrowym, żywym dzieckiem. Moim zdaniem lekarz dopuścił się do zaniedbań i błędnie zinterpretował wiele czynników i wskazówek. Opóźniał decyzję o cesarskim cięciu, nie interesował się mną i doprowadził do śmierci naszej zdrowej córki. (…) Cały personel dopuścił się niedbalstwa i braku kompetencji. Zniszczono nam życie, które straciło sens i zamieniło się w koszmar. Nie mamy słów by wyrazić co czujemy. Tęsknota, żal, ból, cierpienie, bezsilność to za mało powiedziane. Odebrano nam możliwość bycia rodzicami, poczuć jak smakuje macierzyństwo. Nasza miłość do siebie stworzyła nowe życie – Ingę, Ingę którą nam zabrano i już nic nam jej nie zwróci nigdy. Nigdy nie pogodzimy się z tym co nas spotkało. Nigdy, ponieważ córka była zdrowa i nikt nie wmówi nam, że było inaczej – mówi Pani Amanda. 

– Mogę jedynie potwierdzić, że otrzymaliśmy zgłoszenie. Prowadzone jest śledztwo pod nadzorem prokuratury – zaznacza aspirant sztabowy Michał Kowalczyk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jędrzejowie.

 – Sprawa jest w toku, dlatego nie chciałbym wychodzić przed szereg i wypowiadać się, zanim nad sprawą nie pochylą się powołane do tego organy, które rozstrzygną, czy doszło do jakichś zaniedbań. Na tym etapie, nie chciałabym komentować i mówić o tej sprawie. Myślę, że jest to olbrzymia tragedia, dlatego także z tego względu, nie chciałbym się teraz wypowiadać – mówi dyrektor Szpitala Specjalistycznego imienia Władysława Biegańskiego w Jędrzejowie, dr hab. Maciej Wróbel. 

Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Kielcach. 

/red
źródło: echodnia.eu

GIS ostrzega: Wykrycie pałeczek Salmonella, kiełbasa surowa, metka łososiowa MAP oraz Mięso garmażeryjne z łopatki wieprzowej

Ostrzeżenie publiczne dotyczące żywności: wykrycie pałeczek Salmonella spp. w produktach: Kiełbasa surowa metka łososiowa MAP oraz Mięso garmażeryjne z łopatki wieprzowej


Zagrożenie:

Obecność bakterii Salmonella spp. wykryto w trakcie badań zleconych przez producenta.
Szczegóły dotyczące produktów:

Produkt – Kiełbasa surowa metka łososiowa MAP
Producent – P.W. KIER Elżbieta Klimacka, Zakład Przetwórstwa Mięsnego, 86-140 Drzycim, Jastrzębie 30, weterynaryjny numer identyfikacyjny 04140203
Numer partii – 72
Data produkcji – 13.03.2019 r.
Data przydatności do spożycia – 03.04.2019 r.


Produkt – Mięso garmażeryjne z łopatki wieprzowej
Producent – P.W. KIER Elżbieta Klimacka Zakład Przetwórstwa Mięsnego, 86-140 Drzycim, Jastrzębie 30, weterynaryjny numer identyfikacyjny 04140203
Numer partii – 72
Data produkcji – 13.03.2019 r.
Data przydatności do spożycia – 24.03.2019 r.

Działania podjęte przez przedsiębiorców i organy urzędowej kontroli:

Producent podjął działania w celu wycofania kwestionowanych partii produktów z obrotu. Dodatkowo, producent podjął decyzję o wycofaniu następującego produktu:

Produkt – Kiełbasa surowa metka łososiowa
Producent – P.W. KIER Elżbieta Klimacka, Zakład Przetwórstwa Mięsnego, 86-140 Drzycim, Jastrzębie 30, weterynaryjny numer identyfikacyjny 04140203
Numer partii – 72
Data produkcji – 13.03.2019 r.
Data przydatności do spożycia – 27.03.2019 r.

O wycofaniu ww. produktów producent poinformował zamieszczając na swojej stronie internetowej stosowny komunikat: http://www.pwkier.pl/o-firmie

Główny Lekarz Weterynarii poinformował Głównego Inspektora Sanitarnego o niezgodnych wynikach badań oraz o niezwłocznie podjętych działaniach mających na celu wycofanie kwestionowanych partii produktów z obrotu. Ponadto Powiatowy Lekarz Weterynarii w Świeciu, do czasu wyeliminowania zagrożenia w ww. zakładzie, zakazał produkcji surowych wyrobów mięsnych niepoddanych obróbce termicznej.

Państwowa Inspekcja Sanitarna monitoruje proces wycofywania kwestionowanych produktów z obrotu.
Zalecenia dla konsumentów:

Nie należy spożywać wskazanych w komunikacie partii produktów.

Jarek wyrzucił Olę z 4 piętra bo nie chciała seksu



Latem 2018 r. w wynajętym przez Jarosława B. (26 l.) mieszkaniu doszło do tragedii. Mężczyzna złapał Olę w pół i wyrzucił przez okno z IV piętra. Aleksandra K. (22l) z Lublina, która jęczała z w bólach zdążyła wyszeptać przechodniom, że to chłopakowi zawdzięcza taki los. 


foto ilustracyjne: g/w
– Kochaliśmy się wcześniej i usnąłem. Kiedy się obudziłem, jej już nie było. Musiała sama wyskoczyć przez okno – tłumaczył się w sądzie Jarosław K. – Wyglądała, jakby czołg po niej przejechał. Powykręcana, zakrwawiona. 


Ktoś wezwał pogotowie i policję – relacjonują sąsiedzi. A wszystko przez wypowiedziane przez Aleksandrę dwa słowa odmowy na amory chłopaka: ,,Nie teraz”. Ola miała pękniętą śledzionę, połamane żebra i uszkodzenie kręgosłupa. Lekarze cudem uratowali życie kobiety, ale skutki zdarzenia pozostaną do końca jej dni. Jarosław B. nie wykazał skruchy.
/red Źródło: Fakt24

Kto rozpoznaje tego zmarłego? UWAGA! Drastyczne zdjęcia

UWAGA! Informacja może zawierać materiały drastyczne.Wchodzisz na własną odpowiedzialność! Komunikat z prośbą o identyfikację zwłok nieznanego dotąd mężczyzny.


foto: policja
Ponawiamy komunikat z prośbą o identyfikację zwłok nieznanego dotąd mężczyzny. Mimo upływu 9 lat nie udało się ustalić, kim był zmarły. 



Ciało ujawniono 18 marca 2010 roku w przepuście wody pod torami kolejowymi na szlaku Gliwice – Gliwice Łabędy, na wysokości dzielnicy Szobiszowice. Mężczyzna był prawdopodobnie osobą bezdomną, zamieszkującą właśnie w wymienionym przepuście. Śmierć nastąpiła w wyniku nieleczonych za życia schorzeń.Uwaga, w linku znajdują się zdjęcia denata – mogą być drastyczne w odbiorze!


Wszelkie informacje mogące przyczynić się do ustalenia tożsamości mężczyzny prosimy kierować do Wydziału Kryminalnego KMP Gliwice, ul. Powstańców Warszawy 12, tel. 32 336 92 55, e-mail: kryminalny@gliwice.ka.policja.gov.pl

Pijany uciekając przed policją rozbił porsche. To nie pierwsza "wpadka" łodzianina



Ponad 2,5 promila alkoholu miał w organizmie 41-latek , który poruszał się porsche aleją Włókniarzy w Łodzi. Mężczyzna nie zatrzymał się do kontroli i nie reagował na polecenia funkcjonariuszy. W trakcie ucieczki przed patrolem drogówki rozbił auto. Okazało się, że 26 lutego 2019 roku był uczestnikiem podobnego zdarzenia. Teraz o jego losie zadecyduje prokurator i sąd.


foto: policja



21 marca 2019 roku około godziny 17:15 dyżurny łódzkiej komendy policji otrzymał informację, że al Włókniarzy w kierunku centrum miasta mknie porsche, kierowane najprawdopodobniej przez nietrzeźwego mężczyznę. W rejon wskazywany przez świadka natychmiast został skierowany patrol łódzkiej drogówki. 


Na skrzyżowaniu al. Włókniarzy z ul. Legionów policjanci zauważyli opisane porsche, którego kierujący nie dość, że nie miał zapiętych pasów, to jeszcze rozmawiał przez komórkę. Mundurowi nakazali zatrzymanie pojazdu. Wówczas siedzący za kierownicą mężczyzna zignorował polecenie, zawrócił na skrzyżowanie i zaczął oddalać się w kierunku ul. Pabianickiej. Policjanci natychmiast ruszyli w pościg za porsche. Na estakadzie zauważyli, że kierujący traci panowanie nad pojazdem uderzając w bariery energochłonne, po czym zjeżdża z estakady i zatrzymuje pojazd na pasie zieleni. Został zatrzymany.

 Podczas wykonywania czynności z 41 latkiem potwierdziło się zgłoszenie świadka. Badanie stanu trzeźwości wykazało 2,7 promila alkoholu w jego organizmie. W policyjnych bazach danych mundurowi ustalili, że 26 lutego br mężczyzna będąc w stanie nietrzeźwości kierował audi. Wówczas także uciekał przed patrolem policji doprowadzając do zdarzenia na skrzyżowaniu ul. Rzgowskiej z al. Bartoszewskiego w Łodzi. Z danych wynika, że w przeszłości był wielokrotnie odpowiadał za przekroczenia prędkości.

 Wkrótce 41 latek usłyszy zarzut kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz niezatrzymania do kontroli drogowej a także za popełnione wykroczenia. O jego dalszym losie zadecyduje prokurator i sąd. Grozi mu wysoka grzywna, dożywotni zakaz kierowania pojazdami a także kara do 5 lat pozbawienia wolności.

Marzanna Boratyńska

Rodzice obrzezali 5-miesięcznego synka w domu. Chłopiec zmarł

Nie żyje pięciomiesięczny chłopiec, który został obrzezany przez rodziców w swoim domu. Rodzicom postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.


foto ilustracyjne


22 marca do szpitala trafił w Bolonii, trafił 5- miesięczny chłopiec. Niestety, na pomoc lekarską było już za późno. W wyniku powikłań po amatorskim zabiegu obrzezania dziecko zmarło po zatrzymaniu akcji serca. W reakcji na wiadomość o tragicznej śmierci, burmistrz Scandiano, skąd pochodzą rodzice chłopca, życzył im surowej kary za „nieludzki czyn”.

Pochodzącym z Ghany rodzicom postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Prokuratura zleciła przeprowadzenie sekcji zwłok. Burmistrz Mammi w rozmowie "La Repubblicą" powiedział, iż ma nadzieję, że otrzymają najwyższy wymiar kary. Argumentował, że jeśli rodzice chcieli być wierni swoim przekonaniom, mogli skorzystać z usług profesjonalisty.

Każdego roku we Włoszech przeprowadza się około 5000 obrzezań, ale ponad jedna trzecia jest przeprowadzana nielegalnie. W kraju na Półwyspie Apenińskim mieszka wielu imigrantów z krajów muzułmańskich, w których obrzezanie traktowane jest jako religijny nakaz. 


źródło: wprost/ fakt/ PolsatNews

CBŚP zatrzymało hiszpańskiego rezydenta gangu

Narkotyki z Hiszpanii trafiały do Wielkiej Brytanii, Niemiec lub przez Polskę do Szwecji i Norwegii. W ten sposób mogli przemycić nawet 4 tony substancji odurzających i środków psychotropowych. Przestępczy proceder zakończyli policjanci CBŚP wspólnie ze służbami z Holandii, Szwecji, Norwegii, pod egidą Europolu. W działaniach brali udział również funkcjonariusz ze Straży Granicznej. Służby udaremniły przemyt blisko 800 kg haszyszu oraz 50 kg kokainy. Do sprawy zatrzymano 13 osób, którym w Prokuraturze Krajowej przedstawiono łącznie 63 zarzuty.


foto: cbśp


Sprawa jest wielowątkowa i bardzo skomplikowana. Śledztwo trwa od ponad trzech lat. Nad wyjaśnieniem i ustaleniem okoliczności oraz osób związanych z przemytem narkotyków pracują policjanci CBŚP z Gdańska, funkcjonariusze ze szwedzkiej i norweskiej Służby Celnej oraz policjanci z Holandii, Szwecji i Norwegii. Dzięki międzynarodowej współpracy, koordynowanej przez Europol funkcjonariusze ustalili, że na terenie Europy działa zorganizowana grupa przestępcza zajmująca się przemytem znacznych ilości narkotyków, a jej trzon stanowią Polacy z województwa pomorskiego. W działaniach prowadzonych na terenie Polski, policjantów CBŚP wsparli także funkcjonariusze z Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku.

W wyniku żmudnego i długiego śledztwa ustalono, że zorganizowana grupa przestępcza w latach 2013 – 2017 przemycała narkotyki z Hiszpanii i Włoch do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Łotwy, Danii, Szwecji, Norwegii i Polski. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że członkowie grupy łącznie mogli przemycić prawie cztery tony narkotyków, takich jak haszysz, marihuana i kokaina.

Ogromne zaangażowanie służb zapobiegło kilku przemytom. Funkcjonariusze na przestrzeni ostatnich trzech lat zabezpieczyli kilkaset kilogramów narkotyków, m.in. w Norwegii 390 kg haszyszu, w Holandii 50 kg kokainy, w Szwecji 355 kg haszyszu i w Polsce 50 kg haszyszu. Wszystkie sprawy dotyczące przejętych narkotyków na terenie Norwegii, Holandii, Szwecji i Polski zostały połączone w jedno śledztwo, które prowadzą policjanci z Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z prokuratorami z Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Z ustaleń policjantów wynika, że jeszcze w 2017 roku, niektórzy z podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej włamali się do magazynów Urzędu Celnego-Skarbowego pod Toruniem kradnąc z niego zabezpieczone maszyny wchodzące w skład trzech linii do nielegalnej produkcji papierosów. W wyniku bardzo intensywnych działań policjanci CBŚP wspólnie z KMP w Toruniu i Morskim Oddziałem Straży Granicznej w Gdańsku odzyskali skradzione maszyny produkcyjne, nie dekonspirując przy tym międzynarodowej operacji organów ścigania. Dzięki temu jeszcze w 2017 roku w Gdańsku został zatrzymany podejrzany o kierowanie grupą. Mężczyzna ten wpadł podczas wypakowywania ponad 50 kg haszyszu z ciężarówki, którą przyjechał z Hiszpanii.

W ostatnim czasie policjanci zatrzymali w Polsce mężczyznę, który według śledczych może być jednym z rezydentów grupy na teren Hiszpanii. Temu mężczyźnie przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przemytu narkotyków z Hiszpanii, głównie do krajów skandynawskich. Sąd Rejonowy w Gdańsku na wniosek Prokuratury Krajowej w Gdańsku aresztował podejrzanego na okres trzech miesięcy.

Do tej pory w sprawie zatrzymano już 13 osób, którym łącznie przedstawiono 63 zarzuty, w tym 10 zarzutów udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Miał ponad 2 promile i wiózł dzieci do szkoły



Dzięki czujności opiekunów dzieci z jednej z gminnych podstawówek oraz szybkiej reakcji raciąskich policjantów nie doszło do tragedii. Funkcjonariusze uniemożliwili dalszą jazdę pijanemu kierowcy szkolnego autobusu, który przewoził uczniów.


foto ilustracyjne: policja



Wczoraj po południu do Komisariatu Policji w Raciążu zadzwonił zaniepokojony dyrektor jednej ze szkół z terenu gm. Raciąż. Chwilę wcześniej dostał wiadomość od opiekunki dzieci dojeżdżających do szkoły autobusem, że kierowca "gimbusa" może być nietrzeźwy.

Raciąscy funkcjonariusze szybko zareagowali na zgłoszenie. Już kilka minut później w Ćwiersku zatrzymali szkolny autobus do kontroli. By to zrobić musieli zajechać mu drogę, gdyż kierowca początkowo nie chciał się zatrzymać.

Od 70-latka, który kierował gimbusem i miał wyraźne problemy z utrzymaniem równowagi, policjanci wyczuli alkohol. Został on przewieziony do komisariatu, gdzie funkcjonariusze przeprowadzili badanie trzeźwości alkometrem. Urządzenie wskazało, że kierowca ma w organizmie 2,3 promila alkoholu. Autobus został przekazany wskazanej przez właściciela firmy osobie.

Mężczyzna wykazał się skrajną nieodpowiedzialnością. Decydując się na jazdę w stanie nietrzeźwości ryzykował życiem nie tylko swoim ale i 15 dzieci, które przewoził. W czasie kontroli przeprowadzanej przez funkcjonariuszy wszyscy uczniowie podstawówki zostali odebrani przez rodziców.

Wkrótce mężczyzna odpowie za jazdę w stanie nietrzeźwości.
mg

Zielona Góra: 19-latek wypadł z okna podczas imprezy

Do tragicznego zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę, 24 marca w Zielonej Górze. 19-latek wypadł z okna mieszkania na trzecim piętrze. Chłopak przeżył, ale jego stan jest ciężki.


foto: policja
Impreza obywała się w mieszkaniu na trzecim piętrze w jednym z bloków w Zielonej Górze. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że w chwili wypadku 19-latek był sam w pokoju. Chwilę później został znaleziony nieprzytomny pod blokiem.

Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe oraz policję. Nieprzytomnego chłopaka odwieziono karetką do szpitala, jego stan jest ciężki.


źródło: fakt/ wp.pl/ FaktyInteria

Popularne na Facebooku