Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

fakty

fakty

kraj

kraj

świat

świat

Kraj

kraj/ block-3

Świat

świat/ block-3

Polityka

polityka/ block-11
randomposts2

Kronika policyjna

Kronika policyjna/ block-3

Kultura

KULTURA/block-3

Nauka

nauka/block-3

zdrowie

zdrowie/block-3

Gospodarka

gospodarka/block-7

Smacznego

Smacznego/block-3

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

piątek, 22 lutego 2019

Dramat w podlegnickiej miejscowości. Jeden pies zastrzelony, drugi ciężko ranny



W czwartek, 21. lutego, doszło do bardzo tragicznych wydarzeń. Około godziny 6.00 rano do domu pod Legnicą przyjechało 30. uzbrojonych policjantów. Mundurowi weszli na posesję pani Katarzyny. W tej samej sprawie byli już u niej 3 tygodnie wcześniej i nic wtedy nie znaleziono. Właścicielka posesji ma dwa psy, które w czasie poprzedniej wizyty nie były powodem problemów dla policjantów.



foto: toz

21. lutego policjanci, zaraz po wejściu na teren należący do pani Katarzyny, zastrzelili jednego z psów. Strzał padł prosto w serce. Drugi pies także został ranny. Miał przestrzelony na wylot pysk.


nt-size: large;">Ranny owczarek niemiecki biegał po posesji i w domu. Obficie krwawił. Wyraźnie cierpiał. Właścicielka domagała się możliwości wezwania lekarza do zwierzęcia, ale nie pozwolono jej. Świadkiem zdarzenia był 13-letni syn pani Katarzyny, który pytał mundurowych o psy i błagał ich by udzielili im pomocy.

Owczarek miał uraz twarzoczaszki, mimo to, policjanci kazali właścicielce nałożyć mu kaganiec. 
W czasie interwencji służb mundurowych do psa nie została wezwana pomoc.


Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt występuje w tej sprawie w imieniu pokrzywdzonych psów.
Inspektorzy o zdarzeniu zawiadomili Prokuratora Krajowego, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Komendanta Głównego Policji.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt

czwartek, 21 lutego 2019

Kolejna kobieta oszukana przez "amerykańskiego lekarza". Straciła 135 tysięcy złotych


O tym, że pomysłowość oszustów i ich przebiegłość nie zna granic przekonała się mieszkanka powiatu lubelskiego. Kobieta straciła ponad 135 tys. zł po tym, jak została oszukana przez mężczyznę podającego się za amerykańskiego doktora. Kilkukrotnie przelała pieniądze jako opłatę za przesłaną przez niego paczkę. Policjanci apelują o rozwagę podczas kontaktów z nieznajomymi.


foto: pixabay


Pomimo często nagłaśnianych przez Policję akcji profilaktycznych, zaangażowania środków masowego przekazu, wciąż dochodzi do oszustw. Sprawcy wymyślają cały czas nowe metody, chcąc uwiarygodnić swoją historię i wyłudzić pieniądze.

Wczoraj do Wydziału dw. z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, zgłosiła się kobieta, która w połowie stycznia poznała przez Internet mężczyznę. Nieznajomy przedstawił się za amerykańskiego doktora aktualnie przebywającego na misji w Syrii. Korespondencja pomiędzy nimi przebiegała w języku angielskim.

Wirtualna znajomość z rzekomym doktorem po krótkim czasie „nabrała tempa”, bowiem zaproponował wysłanie prezentu w formie paczki z biżuterią oraz pieniędzmi. Po kilku dniach do 38-latki odezwał się mężczyzna podający się za dyplomatę, który ma dostarczyć paczkę. Oświadczył, że jest na lotnisku w Turcji i potrzebne jest uiszczenie opłaty za paczkę. Ta sytuacja powtarzała się przez kilka dni i kobieta za pomocą firmy realizującej przekazy wpłaciła łącznie ponad 135 000 zł. Kiedy zorientowała się, że padła ofiarą oszusta zgłosiła sprawę na policję.

Teraz sprawcy poszukują lubelscy policjanci oraz apelują o rozwagę podczas kontaktów z nieznajomymi. Pamiętajmy, że podczas rozmów przez Internet nigdy nie mamy pewności, kto siedzi po drugiej stronie komputera. Czasem wystarczy po prostu zachować trzeźwość umysłu, by nie paść ofiarą wyrafinowanych naciągaczy.

K.K.

Tragedia w kopalni Murcki-Staszic w Katowicach. Nie żyje 2 górników

Tragiczne informacje z kopalni Murcki-Staszic w Katowicach. Zginęło dwóch górników, którzy stracili przytomność na poziomie 900 metrów w kopalni Murcki-Staszic w Katowicach nie żyje. Ich zgon potwierdził lekarz.


foto: pixabay


Poinformował o tym rzecznik Polskiej Grupy Górniczej, do której należy kopalnia, Tomasz Głogowski. Zginęło dwóch górników, którzy stracili przytomność na poziomie 900 metrów w kopalni Murcki-Staszic w Katowicach nie żyje. Ich zgon potwierdził lekarz.

21 lutego, przed godziną 12:00 w kopalni Murcki w Katowicach doszło do nieszczęśliwego wypadku. Dwóch pracowników działu wentylacji nagle zasłabło i straciło przytomność. Trwa akcja ratownicza.
Na chwilę obecną nie wiadomo, co było przyczyną zdarzenia. Nie odnotowano wstrząsu.


źródło: rmf24/ telewizjarepublika

Trwa akcja ratownicza w kopalni Murcki-Staszic w Katowicach

W kopalni Murcki-Staszic w Katowicach trwa akcja ratownicza. Dwóch pracowników działu wentylacji straciło przytomność na poziomie 900 metrów.Mężczyźni są nieprzytomni, niebawem mają być transportowani na powierzchnię.


21 lutego, przed godziną 12:00 w kopalni Murcki w Katowicach doszło do nieszczęśliwego wypadku. Dwóch pracowników działu wentylacji nagle zasłabło i straciło przytomność. Trwa akcja ratownicza.


Jak informuje Dziennik Zachodni- dwóch pracowników działu wentylacji jest nieprzytomnych - mówi Tomasz Głogowski, rzecznik prasowy Polskiej Grupy Górniczej. - Na miejsce udaje się teraz lekarz - podkreśla.
Na chwilę obecną nie wiadomo, co było przyczyną zdarzenia. Nie odnotowano wstrząsu.


źródło: DziennikZachodni/mojekatowice/ eska

29-latek podejrzany o zabójstwo swojej babci. Zabarykadował się w pokoju, później wyskoczył przez okno


Ząbkowiccy policjanci wraz z osobą postronną zatrzymali 29 - letniego mężczyznę, który jest podejrzany o zabójstwo swojej babci. Za to przestępstwo grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.


foto: g/w

W poniedziałkowe popołudnie zostali wezwani policjanci do Barda. Z informacji, które otrzymali wynikało, że od rana rodzina nie może dostać się do jednego z domów, a na pewno ktoś w nim jest. Dom zamieszkiwała 73 - letnia kobieta ze swoim dorosłym wnukiem. Po przyjeździe na miejsce postanowili wejść do budynku. 



Razem z osobą postronną, która znała układ domu, podstawili drabinę i weszli do wnętrza. Na ich widok mężczyzna zabarykadował się w jednym z pokoi. Gdy zobaczyli leżącą w przedpokoju starszą kobietę, siłą weszli do zamkniętego pokoju. Wówczas 29 - latek wyskoczył przez okno. Policjanci i pomagający im mężczyzna natychmiast pobiegli za uciekającym i jeszcze na terenie posesji zatrzymali go i obezwładnili.

Decyzją sądu wobec mieszkańca Barda został zastosowany środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące. W tym czasie będą wyjaśnianie wszelkie okoliczności tego tragicznego zdarzenia. Za zabójstwo polskie prawo przewiduje nawet dożywocie.

Makabryczne odkrycie w Kaliszu. Zwłoki bez głowy przy Urzędzie Skarbowym



W niedzielę, 17 lutego w godzinach południowych, spacerujący mieszkaniec Kaliszadokonał makabrycznego odkrycia. Na niezagospodarowanym terenie odkrył zwłoki mężczyzny, które znajdowały się w stanie daleko posuniętego rozkładu i były pozbawione głowy.


foto: policja


Mężczyzna, który odkrył zwłoki w okolicach Urzędu Skarbowego w Kaliszu natychmiast poinformował o tym policję. Ciało bez głowy było w stanie zaawansowanego rozkładu.


Ustalono, że to ciało mężczyzny. Na razie nie wiadomo, co mogło doprowadzić do jego śmierci. Decyzją prokuratora zwłoki zabezpieczono do sekcji. – Mamy natomiast podejrzenia, kim jest ten człowiek, ale musimy potwierdzić jego tożsamość – dodaje mł. asp. Anna Jaworska-Wojnicz.


źródło: eska/ faktyKaliskie

Pomnik prałata Jankowskiego został przewrócony. Zdarzenie miało miejsce dzisiejszej nocy


„Oskarżamy instytucję Kościoła katolickiego i jej przedstawicieli, którzy z pełną świadomością zła czynionego przez Henryka Jankowskiego nie zareagowali, aby złu położyć kres, milczeli lub wręcz – jak Sławoj Leszek Głódź – tolerowali ryzyko pojawienia się kolejnych ofiar” - napisali aktywiści, którzy w nocy z 20 na 21 lutego przewrócili pomnik prałata Henryka Jankowskiego.


foto: screen-wideo

W nocy z 20 na 21. lutego br. trzej aktywiści przewrócili pomnik księdza Jankowskiego. Monument stoi u zbiegu ulic Mniszki, Katarzynki i Stolarskiej w Gdańsku, a odsłonięto go w 2012 roku. 


Mężczyźni założyli na szyję pomnika linę, podważyli cokół i za pomocą sznura przewrócili na ułożone wcześniej opony, które miały zapobiec jego zniszczeniu. Jak podkreślili „celem jest rozbicie fałszywego i ohydnego mitu Henryka Jankowskiego, nie zaś – materii jego pomnika”. Na leżącym pomniku, który oddzielił się od cokołu, ułożony został strój ministranta oraz dziecięca bielizna, która ma symbolizować cierpienia molestowanych przez duchownego dzieci.

Przypomnijmy, że po śmierci księdza pojawiły się informacje o tym, że prałat Jankowski miał być sprawcą molestowania dzieci. Informowaliśmy Państwa o tym w styczniu br. 
Już wtedy pojawiły się groźby zburzenia pomnika. 

Policja zatrzymała sprawców, którzy przewrócili pomnik. Mężczyźni zostali przewiezieni na komendę, gdzie prowadzone będą z nimi czynności. 
- Wstępnie zakwalifikowaliśmy to zdarzenie jako art. 261 kodeksu karnego, czyli znieważenie pomnika (…). Za tego typu przestępstwo może im grozić kara grzywny lub ograniczenia wolności – powiedziała w rozmowie z TVN aspirant Karina Kamińska z Komendy Miejskiej w Gdańsku.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: oko.press/ TVN/ Głos Wojewódzki

Śmiertelny wypadek w Pielgrzymowicach


Ostatnie dni przyniosły znaczący wzrost temperatury oraz, niestety, temperamentu kierowców. Wczoraj, pomimo dobrych warunków drogowych, doszło do śmiertelnego w skutkach wypadku w Pielgrzymowicach. W wyniku zderzenia forda z audi zginęła 32-letnia kobieta. Jej 5-letni syn oraz 23-letni kierowca audi zostali przewiezieni do szpitala. Policjanci z Pszczyny wyjaśniają dokładne okoliczności i przyczyny tego tragicznego wypadku.


foto: policja


Zgłoszenie o tym zdarzeniu dyżurny pszczyńskiej komendy odebrał wczoraj tuż przed 17.00. Wynikało z niego, że na ul. Cieszyńskiej doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Zderzenie pojazdów było na tyle silne, że pomimo wysiłku ratowników medycznych, nie udało im się uratować 32-letniej kierującej fordem. 


Podróżujący z kobietą jej 5-letni syn i 23-letni kierujący audi, trafili do szpitala. Na miejscu policjanci ustalili, że kobieta najprawdopodobniej skręcała w lewo. Na chwilę obecną wiadomo już, że kierowca audi był trzeźwy i jechał drogą z pierwszeństwem przejazdu. Jaki był dokładny przebieg tego zdarzenia, będą teraz wyjaśniali zajmujący się tą sprawą policjanci.

Nie podlega dyskusji fakt, że na drodze musi uważać każdy uczestnik ruchu. Kierowca, rowerzysta i oczywiście pieszy. Okoliczności zdarzeń bywają najróżniejsze, zawsze jednak liczą się sekundy. Pamiętajmy, na drodze trudno o margines błędu. Dlatego apelujemy: uważajmy i nie powodujmy sytuacji niebezpiecznych.

Bestialsko zabijał jeże, podpalał i tłukł butelką. Spędzi w więzieniu 1,5 roku



Sąd Rejonowy w Zielonej Górze skazał 23-letniego Przemysława P. na półtora roku bezwzględnego więzienia. Mężczyzna w lipcu ubiegłego roku ze szczególnym okrucieństwem uśmiercił w stolicy województwa Lubuskiego kilkanaście zwierząt.


foto: policja



Pierwszy spalony jeż został znaleziony 4 lipca rano na ul. Anny Jagiellonki. Biedne zwierzę jeszcze żyło i zostało odwiezione do kliniki weterynaryjnej. Niestety nie udało się go uratować. Kolejnych 9 martwych jeży – 5 dorosłych osobników i 4 młode – mieszkańcy osiedla znaleźli  9 lipca na ul.Zamoyskiego obok jednej z działkowych altanek. Martwe zwierzęta zostały przekazane weterynarzowi, który przeprowadził sekcję zwłok. Kolejne dwa spalone jeże znalezione zostały 15 lipca w centrum miasta obok Pl.Piłsudskiego.


Policjanci już od pierwszego incydentu intensywnie pracowali nad sprawą, przesłuchując świadków oraz prowadząc działania operacyjne. Do wszystkich policjantów jednostki trafiły zdjęcia z monitoringu jednego z pobliskich sklepów, gdzie widoczny był mężczyzna podejrzewany o spalenie pierwszego z jeży. Zaangażowanie policjantów oraz dobra znajomość rejonu działania policjantów jednego z prewencyjnych patroli doprowadziło do wytypowania 23-letniego Przemysława P. jako podejrzewanego o te bestialskie czyny.
Trzy jeże zostały przez 23-latka podpalone, 5 dorosłych i 4 młode brutalnie zatłuczone butelką. Podejrzany powiedział, że nie wie dlaczego to zrobił. Był pod wpływem narkotyków i alkoholu. Nie pamięta dlaczego przyszło mu to do głowy – tym bardziej, że jak powiedział, pomieszkując w altance działkowej na ul.Zamoyskiego dokarmiał jeże kupując specjalnie karmę dla kotów. Potem jednego dnia zatłukł je butelką. Nie wie skąd pomysł podpalania bezbronnych zwierząt.

Sąd skazał 23-latka na 18 miesięcy więzienia. Musimy przeanalizować to orzeczenie i wtedy zdecydujemy, czy będziemy się odwoływać – stwierdził prokurator Przemysław Rataj.

Z wyrokiem nie zgadza się opiekująca się jeżami w Zielonej Górze Katarzyna Burak:

Ten człowiek oprócz tego, że bił te zwierzęta, on je także maltretował, łamał łapki, rozcinał powłoki brzuszne, podpalał. To było znęcanie ze szczególnym okrucieństwem, te zwierzęta były masakrowane – twierdzi aktywistka. Domaga się maksymalnej możliwej kary, również nie widzi skruchy w postawie skazanego.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Prawdziwy horror! Rodzice rozpuścili swoje dziecko w kwasie



Monica Dominguez (37 l.) i Gerardo Zavala Loredo (32 l.) z Teksasu (USA) dopuścili się potwornego czynu. To nie rodzice, to bestie.


foto: KGNS

Do domu wyrodnych rodziców, zaniepokojeni sąsiedzi wezwali policję. Śledczy natknęli się w sypialni na wiadro, w którym były, rozpuszczone w żrącym kwasie, szczątki dwuletniej Rebecki. 


Monica tłumaczyła mundurowym, że zostawiła córeczkę samą w wannie i dziewczynka utonęła. Gerardo, zamiast wezwać pomoc, pomógł jej pozbyć się ciała ich córeczki. 

Na ten momenty śledczy nie mają pewności, czy rodzice mówią prawdę. Czekają na wyniki badań, które mają wykazać, czy dziewczynka nie została zamordowana. Mówią, że w tej sprawie jest więcej pytań niż odpowiedzi.


Rodzice usłyszeli na razie zarzut zbezczeszczenia zwłok i zniszczenia kluczowych dowodów rzeczowych. Matkę oskarżono także o narażenie życia dziecka. 
Czworo pozostałych dzieci, w wieku od roku do 11. lat, odebrała rodzicom opieka społeczna. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Fakt

Starsza kobieta potrącona na przejściu dla pieszych. Nagranie przeraża

Policjanci z wydziału dochodzeniowo-śledczego wyjaśniają okoliczności wypadku drogowego, do którego doszło wczoraj na warszawskim Mokotowie. Wstępnie wiadomo, że 79-letnia kobieta przechodząaca przez przejście dla pieszych została potrącona przez forda mondeo. Piesza z urazem kończyn dolnych została przewieziona do szpitala.


foto: policja


Ze wstępnych ustaleń wynika, że do zdarzenia doszło około godziny 11:40 na skrzyżowaniu ulic Puławskiej i Olszewskej na warszawskim Mokotowie, podczas gdy kierująca fordem mondeo wyjeżdżała z ulicy Olszewskiej i włączała się do ruchu z ulicą Puławską. Przechodząca przez przejście dla pieszych 79-latka została potrącona przez kierującą pojazdem. 


Poszkodowana piesza z urazem kończyn dolnych została przewieziona do szpitala. Funkcjonariusze ze stołecznej drogówki przeprowadzili oględziny miejsca zdarzenia, rozpytali świadków oraz zabezpieczyli ślady niezbędne do ustalenia okoliczności wypadku. Zabezpieczony został również pojazd biorący udział w zdarzeniu. Kierująca fordem była trzeźwa.

Policja apeluje o rozwagę i ostrożność na drodze. Wystarczy chwila nieuwagi i może dojść do tragedii.
rk

Ujawnili aż 700 tys. litrów odpadów niewiadomego pochodzenia


Żorscy policjanci wspólnie z pracownikami WIOŚ oraz żorskiego urzędu miejskiego, na terenie jednej z prywatnych posesji, ujawnili 14 naczep ciężarowych wypełnionych zbiornikami z nieznaną substancją. Śledczy przypuszczają, że może to być nowy sposób przestępców na nielegalne pozbywanie się odpadów. Kolejny raz ostrzegamy przed bezprawnym procederem składowania odpadów.


foto: policja


Odpady zostały ujawnione podczas wspólnych działań żorskiej Policji, przedstawicieli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Urzędu Miasta w Żorach. Na jednej z prywatnych posesji na terenie Żor ujawniono pojemniki zawierające płynną substancję o niewiadomym składzie. 


Zbiorniki o pojemności 1000 litrów każdy, były umieszczone na 14 naczepach ciężarowych. W sumie na naczepach znajdowało się około 700 tysięcy litrów substancji. Na miejsce zdarzenia wezwano również Państwową Straż Pożarną w Żorach, jednostkę chemiczną Państwowej Straży Pożarnej z Bielska – Białej oraz biegłego sądowego z zakresu fizykochemii i chemii sądowej, który nadzorował pobieranie próbek substancji. Teren prywatnej posesji jest zabezpieczony przez żorskich policjantów, aby zapobiec kolejnym możliwym transportom odpadów. Policjanci czekają na wyniki badań, które pozwolą ustalić, czy płynna substancja zabezpieczona przez mundurowych stanowi zagrożenie dla środowiska.

Ze wstępnych policyjnych ustaleń wynika, że możemy mieć do czynienia z nowym sposobem nielegalnego pozbywania się odpadów przez przestępców. Naczepy ciężarowe, na których pozostawiono pojemniki, były w bardzo złym stanie technicznym. Prawdopodobnie posłużyły jako magazyn do nielegalnego składowania i porzucenia odpadów.

Ostrzegamy właścicieli gruntów oraz magazynów przed oszustami, zajmującymi się nielegalnym pozbywaniem się odpadów poprodukcyjnych i niebezpiecznych. Firmy wynajmują magazyny i inne nieruchomości, w których później gromadzone są odpady. Po wypełnieniu takiego obiektu wynajmujący znika, pozostawiając kłopotliwy ładunek właścicielom, na których później spoczywa obowiązek kosztownej utylizacji. To ogromny wydatek liczony nawet w milionach złotych. Nie zapominajmy też o środowisku, które w wyniku takich działań często zostaje poważnie zdegradowane. Składowanie odpadów na naczepach ciężarowych może stanowić kolejny sposób magazynowania środków, a następnie bezprawnego pozbywania się odpadów przez przestępców.