FAKTY
latest

reklama

Fakty

fakty

Świat

Świat

fakty

fakty

Slider Right

randomposts4

wiadomości

kraj

fakty

fakty/ block-7

WYDARZENIA

kraj/block-1

świat

świat/ block-7

Gospodarka

gospodarka/block-3

Kronika Policyjna

Kronika policyjna/ block-3

polityka

polityka/block-7

kultura

KULTURA/block-7

Religia

RELIGIA/block-1

ciekawostki

ciekawostki/block-7

Siepomaga

SiePomaga/ block-1

smacznego

Smacznego/block-1

EDUKACJA

EDUKACJA

Trwa rozpaczliwa walka o życie małego Leosia


Mały Leoś umiera w samotności a OIOM-ie... Rodzice mogą widzieć synka tylko 10 minut co dwa dni. Większość czasu spędzają pod drzwiami, za którymi maluszek tak strasznie cierpi...


Nasz synek umiera! Jest na OIOM-ie, nie możemy go nawet zobaczyć, przytulić… Niezwykle rzadka i ciężka choroba zabija go sekunda po sekundzie. W Polsce możemy tylko czekać, aż mózg przestanie pracować, nic nie da się zrobić… Zrozpaczeni szukamy ratunku na całym świecie. Wiemy już, że cena za ratowanie życia Leosia będzie gigantyczna, to będą setki tysięcy złotych. Trzymamy właśnie w ręku diagnozę, a łzy płyną strumieniami. Błagamy o ratunek, jak tylko błagać może rodzic umierającego dziecka…

Dopiero niedawno skończył roczek… Właśnie wtedy trafił do szpitala, było już tak źle. A potem dowiedzieliśmy się, że wszystkiemu winna jest śmiertelna choroba, wada w genie SCO2 - jest to choroba mitochondrialna o podłożu genetycznym. Wyniszcza organy o największym zapotrzebowaniu energetycznym, czyli mięśnie serce i mózg. Dzieci dożywają 1,5-roczku… Czy można usłyszeć coś gorszego z ust lekarzy?

Gdy Leoś się urodził, był cały siny. Mimo wszystko dostał 10 punktów i wypisali nas do domu. Po miesiącu zaczął się prężyć, a potem zupełnie przestał się rozwijać. Chodziliśmy od lekarza do lekarza. Jeden mówił, że niektóre dzieci tak mają, nie ma się czym przejmować. Inny zlecił dokładne badania. Szukaliśmy przyczyny wszędzie, a z Leosiem było coraz gorzej. Wyskoczyły plamy na ciele, ból wykrzywiał jego maleńkie ciało, rehabilitacja nie pomagała. Potem przyszedł koronawirus i zamknął wszystkich w domu - lekarzy i rehabilitantów też.

Dwa dni przed swoimi pierwszymi urodzinami Leoś trafił do szpitala. Najpierw było podejrzenie, a potem już potwierdzenie - śmiertelna choroba, nic nie da się zrobić. Szalejemy z rozpaczy, daleko od synka. Nasza starsza córeczka Pola powiedziała niedawno: “Szkoda Leosia, taki malusieńki, nie poznał jeszcze świata. Niech nie umiera…”

W otchłani rozpaczy pojawiła się maleńka nadzieja. Iskierka, która oświetla mrok choroby. Dowiedzieliśmy się o Adusiu - maleńkim Aniołku, który walczył z tym samym potworem. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że w Niemczech walczą o takie dzieci - starają się ustabilizować ich stan jak najdłużej się da i co najważniejsze - zminimalizować zmiany w mózgu. Kolejnym krokiem jest wylot do Indii na przeszczep komórek macierzystych. Ta metoda to dla nas jedyna nadzieja na uratowanie mózgu Leosia, na uratowanie jego maleńkiego życia…

Wszystko dzieje się teraz, jesteśmy w ferworze walki. Trudno nawet opisać rozpacz, jaka jest w naszych sercach. Złamała je, przecięła na pół… Musimy posklejać nasze serca miłością do synka, do naszej rodziny i walczyć. Bo póki trwa życie, dopóty jest nadzieja… Obiecaliśmy Leosiowi, że mama i tata się nie poddadzą, że będziemy do ostatniego tchu szukać ratunku. Medycyna wciąż się rozwija, ciągle pojawiają się leki na choroby, które dotąd były nieuleczalne. Dlatego wierzymy, że znajdziemy nadzieję na życie dla naszego synka.

Błagamy o to, byście byli z nami w najczarniejszym momencie naszego życia. Byście nie pozwolili nam stracić wiary, że tę śmiertelną chorobę uda się pokonać właśnie jemu, naszemu dzielnemu synkowi. Leoś jest teraz w szpitalu w Katowicach. Walczy o życie, ale nie jest leczony. Każda godzina jest ważna, każdy dzień… My wysyłamy jego dokumenty wszędzie tam, gdzie jest choć cień nadziei. Nie możemy po prostu bezradnie czekać, aż nasz promyk zgaśnie na zawsze…

Patrycja i Darek, rodzice Leosia


Szczęśliwy finał poszukiwań 2-latka, który zaginął w lesie


Kilkudziesięciu kieleckich policjantów wszystkich pionów poszukiwało w czwartkowe popołudnie 2-latka. Przebywającego z matką chłopczyka w pewnym momencie zabrał ojciec dziecka i oddalił się. Dzięki intensywnym działaniom po niespełna 2 godzinach dziecko całe i zdrowe zostało odnalezione przez mundurowych z drogówki i trafiło pod opiekę matki. Z kolei 52-letni ojciec został zatrzymany i usłyszy zarzuty.


foto: policja

Całą sytuacja wydarzyła się wczoraj, 12.07.br., po godzinie 12:00 na kieleckiej Podkarczówce. Wówczas 33-letnia kobieta wraz ze swoim dzieckiem spotkała się z 52-latkiem. Pomiędzy dorosłymi doszło do sprzeczki i nagle mężczyzna chwycił 2-latka i oddalił się w kierunku centrum miasta. Wystraszona kobieta przyszła do pobliskiego komisariatu i poinformowała o całej sytuacji mundurowych. 


Z pierwszych informacji wynikało, że chłopczyk może potrzebować pomocy, bowiem 52-latek najprawdopodobniej był pod wpływem alkoholu, a ponadto nie jest prawnym opiekunem dziecka. Dyżurny jednostki przekazał informację do wszystkich patroli na terenie miasta i powiatu, jak również nawiązał kontakt z innymi służbami oraz m.in. przewoźnikami. W poszukiwania malca zaangażowali się stróże prawa z poszczególnych komisariatów i wszystkich pionów Komendy Miejskiej Policji w Kielcach, tj. prewencji, kryminalnych, a także ruchu drogowego. 


To właśnie funkcjonariusze z kieleckiej drogówki mając informacje, że 52- latek prawdopodobnie jedzie w kierunku Łagowa, zatrzymali w Radlinie kursowego busa, w którym przebywał mężczyzna wraz z zaginionym chłopczykiem. Nieodpowiedzialny 52-latek miał w organizmie ponad 2,3 promila alkoholu i trafił do policyjnej celi. Z kolei 2-latek cały i zdrowy wrócił do swojej mamy.

Dzięki pełnej zaangażowania pracy kieleckich policjantów chłopczyk został bardzo szybko odnaleziony. Sprawą 52-latka zajmie się teraz sąd. Mężczyźnie może grozić nawet 5 lat za kratkami.

(KWP w Kielcach / mw)

Gdański sanepid szuka klientów restauracji 04.08.2020, 12:11


Gdyński sanepid prosi o kontakt osoby, które w dniach 26-30 lipca 2020 r. odwiedziły meksykańską restaurację Pueblo w Gdyni.


foto: Facebook


W związku z prowadzonym dochodzeniem epidemiologicznym, związanym z zakażeniem wirusem SARS-CoV-2, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Gdyni prosi o kontakt osoby, które w dniach 26-30 lipca 2020 r. były klientami Restauracji Pueblo w Gdyni przy ulicy Antoniego Abrahama 56 (wejście od ul. Władysława IV):


tel: 58 620-18-38 wew. 326 lub tel. kom.: 605-462-480
e-mail: epidemiologia@psse.gdynia.pl
W przypadku wiadomości przesłanej na adres e-mail proszę o zamieszczenie numeru telefonu oraz informacji o dniu i godzinie pobytu w restauracji Pueblo w Gdyni.

Tragiczny wypadek w Zagrodach


Policjanci biłgorajskiej komendy, pod nadzorem prokuratury, ustalają okoliczności i przyczyny wypadku drogowego, do którego doszło wczoraj na DW 835. W wyniku czołowego zderzenia samochodu m-ki Fiat i ciągnika siodłowego śmierć poniósł 24 letni kierowca fiata.

foto: Policja Lubelska

Do tragicznego w skutkach wypadku drogowego doszło wczoraj około godziny 16:00 na DW 835 w miejscowości Zagrody. Wstępne ustalenia policjantów wskazują na to, że kierowca samochodu m-ki Fiat jadący z przyczepką z nieustalonej na chwilę obecną przyczyn zjechał na przeciwny pas ruchu wprost pod jadący z naprzeciwka ciągnik siodłowy m-ki Volvo z naczepą.



Doszło do czołowego zderzenia pojazdów, w wyniku którego 24 letni kierowca fiata, mieszkaniec pow. lubelskiego na skutek odniesionych obrażeń poniósł śmierć na miejscu. Ciało mężczyzny decyzją prokuratora zostało zabezpieczone do badań sekcyjnych. Jak ustalili policjanci kierowca volvo, 52 letni mieszkaniec pow. krakowskiego był trzeźwy. 


Na czas trwania czynności procesowych prowadzonych przez policjantów droga w miejscu wypadku była całkowicie zablokowana. Podróżujący byli kierowani przez mundurowych na wyznaczone objazdy.
Obecnie policjanci pod nadzorem prokuratury ustalają dokładne przyczyny i okoliczności tego tragicznego zdarzenia.

JK

Pijana matka wiozła 2,5– letnie dziecko


Policjanci z wieluńskiej „drogówki” zatrzymali do kontroli drogowej 40- latkę kierującą audi . Jak się okazało kobieta była pijana i przewoziła w samochodzie swoją 2, 5 - letnią córkę. Teraz będzie odpowiadała za swoje nieodpowiedzialne czyny przed sądem.


foto ilustracyjne: lp


3 sierpnia 2020 roku o godz. 9:40 w miejscowości Łagiewniki policjanci z wieluńskiej „drogówki” zatrzymali do kontroli drogowej audi. Za kierownicą samochodu siedziała 40- letnia mieszkanka powiatu wieluńskiego. Policjanci sprawdzili alkomatem stan trzeźwości kobiety. Okazało się że ma ponad 2,7 promila alkoholu w organizmie. 


Kobieta w takim stanie przewoziła w samochodzie swoją 2 ,5 - letnią córkę. Pijana kobieta natychmiast straciła prawo jazdy, a małoletnia pasażerka trafiła pod opiekę znajomego rodziny .Teraz nieodpowiedzialna kobieta, za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości odpowie przed sądem, za co grozi jej kara do 2 lat pozbawienia wolności oraz zakaz prowadzenia pojazdów. O sprawie powiadomiony zostanie również sąd rodzinny. Niewykluczone, że usłyszy także zarzuty dotyczące narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty zycia lub zdrowia co zagrozone jest w przypadku rodzica karą do 5 lat pozbawienia wolności.

Policjanci apelują do wszystkich kierowców o przestrzeganie zasady Piłeś? – nie jedź ! Pamiętajmy, że interweniując w przypadku pijanego kierowcy, możemy uratować nie tylko jego samego, ale również życie innych uczestników ruchu drogowego.


1 sierpnia ruszył bon turystyczny; w weekend niemal 3 tys. płatności


Od soboty, 1 sierpnia można aktywować bon turystyczny i z niego skorzystać. W weekend zapłacono nim już niemal 3 tys. razy na łączną kwotę ponad 2 mln zł.


foto: pixabay


500 zł na dziecko do 18. roku życia i dodatkowe 500 zł na dziecko z niepełnosprawnością – tyle wynosi świadczenie z tytułu bonu turystycznego. Za jego pomocą można opłacić np. wczasy, kolonie, obozy, tzw. zielone szkoły czy pobyt w hotelu na terenie Polski. Bony będą ważne do 31 marca 2022 r.

Ministerstwo Rozwoju poinformowało w mediach społecznościowych, że bonami zapłacono przez weekend już niemal 3 000 razy na łączną kwotę 2 286 023 zł. Bon można realizować w 8382 miejscach w Polsce.

„Pandemia dała się mocno we znaki regionom i samorządom zależnym od turystyki, takim właśnie jak my. Wszelkie inicjatywy i rządowe narzędzia mogące wspomóc ten sektor są jak najbardziej wskazane i wręcz pilnie potrzebne” – ocenia Olga Roszak - Pezała, burmistrz Mielna.

„Bon turystyczny został uruchomiony na półmetku tegorocznych wakacji, zatem trudno określić, czy dźwignie branżę jeszcze w tym sezonie, na co liczyli hotelarze i kwaterodawcy. Jest jednak szansa, że bon zachęci rodziny do podróżowania i będzie jednym z fundamentów odbudowywania krajowej turystyki” - dodaje burmistrz.

„Docierają do mnie sygnały, że nasi przedsiębiorcy będą chcieli zarejestrować się w bazie podmiotów umożliwiających płacenie bonem turystycznym” – mówi nam Agnieszka Kurczewska, wójt gminy Piecki.

„Co prawda na razie bardzo nie odczuliśmy zmniejszonego ruchu turystycznego i w lipcu nasze obiekty turystyczne miały pełne obłożenie, ale nie wiadomo, jak będzie w sierpniu. Jeśli dzięki bonowi kilka osób więcej zdecyduje się na wypoczynek w naszej gminie, to dobrze” – komentuje wójt.

Na lipcową poprawę na rynku turystycznym zwraca uwagę również prezydent Torunia Michał Zaleski. "Lipcową poprawę na rynku zawdzięczamy przede wszystkim polskim turystom indywidualnym, którzy w te wakacje wybierają najatrakcyjniejsze miejsca w Polsce, takie jak Toruń. Zauważalny jest wzrost liczby przyjazdów rodzinnych - mówi prezydent Zaleski. "Można się więc spodziewać, że Polski Bon Turystyczny jeszcze wzmocni tę tendencję - bo przecież jego bezpośrednimi adresatami są dzieci do 18 roku życia podróżujące najczęściej z rodzicami. Dlatego też w dalszym ciągu zachęcamy toruńskie firmy z branży turystycznej do zarejestrowania się w systemie i korzystania z płatności dokonywanych za pomocą bonu. Zakładamy, że przyniesie to dobre efekty dla gospodarki Torunia" - zaznacza.

Pomysł pozytywnie ocenia też Jan Harhaj, starosta lidzbarski. „Na podstawie rozmów z przedsiębiorcami z branży turystycznej, mogę powiedzieć, że pomysł jest bardzo dobry, ta pomoc jest potrzebna” – podkreśla w rozmowie z samorzad.pap.pl. Ale zauważa też mankamenty: „Szkoda, że bon wdrażany jest w okresie wakacyjnym - ci co mieli jechać na urlop w sierpniu, to i tak pojadą. Zachęta w postaci bonu bardziej potrzebna byłaby w tzw. martwym okresie turystycznym, np. w listopadzie” – wskazuje samorządowiec.

Starosta zwraca też uwagę, że ponieważ bon przysługuje na dziecko, w tym martwym sezonie ze względu na szkołę można będzie korzystać z niego tylko weekendy.

Aby skorzystać z bonu, trzeba mieć profil na PUE ZUS. Osoby, które chcą skorzystać z dodatkowego bonu przysługującego na dziecko z niepełnosprawnością, powinny złóżyć na PUE ZUS „Oświadczenie osoby uprawnionej w celu ustalenia prawa do dodatkowego świadczenia w formie Polskiego Bonu Turystycznego”.

„Za pomocą bonu będziesz mógł płacić wielokrotnie, aż wyczerpiesz pełną kwotę. Kwotę do wykorzystania będziesz widział na swoim profilu na PUE ZUS” – wyjaśnia rząd. „Aby zapłacić bonem za usługę turystyczną, podasz osobie przyjmującej płatność za usługę hotelarską lub imprezę turystyczną kod obsługi płatności przypisany do Twojego bonu. A następnie jednorazowy kod autoryzacyjny, który dostaniesz SMS-em” - czytamy w rządowej instrukcji.

aba/ kurier.pap

Kompletnie pijana matka upuściła na schodach roczne dziecko. Dziewczynka z poważnymi obrażeniami ciała


45-latka z gm. Hanna najbliższe 2 miesiące spędzi w areszcie, po tym gdy mając ponad 2,5 promile alkoholu opiekowała się rocznym dzieckiem, które z obrażeniami ciała trafiło do szpitala. Kobieta miała upuścić dziecko schodząc po schodach. Jak już informowaliśmy została zatrzymana nocy z czwartku na piątek przez włodawskich policjantów. Sprawę wyjaśnia parczewska prokuratura.

foto ilustracyjne: lp


W sobotę Sąd Rejonowy w Radzyniu Podlaskim zastosował środek zapobiegawczy wobec 45-latki z gm. Hanna, która w nocy z czwartku na piątek została zatrzymana przez włodawskich policjantów po tym jak jej dwunastomiesięczna córeczka trafiła do szpitala z poważnymi obrażeniami ciała.

Prokuratora Rejonowa w Parczewie prowadzi śledztwo w tej sprawie. Kobieta jest podejrzana, o to że naraziła swoją córkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia opiekując się nią w stanie nietrzeźwości w efekcie czego 45-latka upuściła dziecko schodząc po schodach powodując ciężki uszczerbek na zdrowiu u dziecka. 45-latka najbliższe dwa miesiące spędzi w areszcie.

ET.

Policjanci i obrońcy praw zwierząt interweniowali. Zwierzęta zostały odebrane i przekazane pod właściwą opiekę


W miniony weekend garwolińscy policjanci otrzymali informację, że na jednej z posesji na terenie gminy Sobolew znajdują się skrajnie wyczerpane, zaniedbane i głodne zwierzęta. 68-letniej właścicielce zwierząt grozi za znęcanie się nad czworonogami do 5 lat więzienia.


foto: policja


Garwolińscy policjanci otrzymali zgłoszenie, że w jednym z gospodarstw położonych w gminie Sobolew znajdują się zwierzęta przetrzymywane w niewłaściwych warunkach. Na teren posesji pojechali policjanci wspólnie z przedstawicielami stowarzyszenia „Pogotowie dla Zwierząt” oraz lekarzem weterynarii. 


Na miejscu znaleźli zwierzęta przetrzymywane w fatalnych warunkach, było to 37 psów rasy mieszanej. Zwierzęta były zaniedbane, skrajnie wygłodzone i w bardzo złym stanie fizycznym. Podczas sprawdzenia posesji policjanci ujawnili dwa padłe kundle, w różnym stanie rozkładu. Wszystkie zwierzęta zostały odebrane i przekazane pod opiekę weterynaryjną.

Właścicielem zwierząt była 68-letnia kobieta. Mieszkanka gminy Sobolew przetrzymywała psy w klatkach w stodole oraz we własnym domu. Za znęcanie się nad zwierzętami, poprzez trzymanie ich w niewłaściwych warunkach bytowania, w stanie rażącego zaniedbania oraz niezapewnienia im niezbędnej opieki lekarsko-weterynaryjnej kobiecie może grozić do 5 lat pozbawienia wolności.

Autor: sierż. szt. Małgorzata Pychner