Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

fakty

fakty

kraj

kraj

świat

świat

Kraj

kraj/ block-3

Świat

świat/ block-3

Polityka

polityka/ block-11
randomposts2

Kronika policyjna

Kronika policyjna/ block-3

Kultura

KULTURA/block-3

Nauka

nauka/block-3

zdrowie

zdrowie/block-3

Gospodarka

gospodarka/block-7

Smacznego

Smacznego/block-3

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles


czwartek, 12 grudnia 2019

Poznań: Tragedia w szpitalu. Tuż po porodzie zmarła 36-letnia kobieta. Osierociła czworo dzieci

36-letnią, ciężarną kobietę, przyjęto do Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu. Wystąpiło u niej niewielkie krwawienie. Zaplanowano więc, że nazajutrz ciąża zostanie rozwiązana za pomocą cięcia cesarskiego. Niestety, jeszcze przed operacją, u pani Katarzyny doszło do nagłego krwawienia. Natychmiast przeprowadzono cesarskie cięcie i na świat przyszedł zdrowy chłopczyk. Matki noworodka nie udało się jednak uratować. Kobieta osierociła czworo dzieci w wieku 3, 13, 19 lat i nowo narodzonego synka. 


foto: CHCEmisie

Ginekolodzy uważają, że przyczyną dramatycznych wydarzeń było łożysko centralnie przodujące. Prawdopodobnie w trakcie operacji u kobiety doszło do kwasicy i zawału mięśnia sercowego. 


Dyrekcja podjęła decyzję o wszczęciu wewnętrznego postępowania, które ma wyjaśnić okoliczności tragedii. Kobieta w czasie ciąży była pod opieką poradni w innym szpitalu. Tam, w czasie badań USG, nie wyryto żadnych patologii.


Dyrekcja szpitala w informacji przesłanej Gazecie Wyborczej przekazała, że operację i akcję ratunkową utrudniały zrosty po wcześniejszych operacjach, otyłość (kobieta ważyła 148 kg) oraz zaburzenia krzepnięcia krwi. Po drugim cesarskim cięciu chorowała ona na posocznicę. W 2013 roku przeszła natomiast operację usunięcia nerki. Szpitalny personel twierdzi, że kobieta miała bezwzględny zakaz chodzenia. Mimo to, wychodziła ona z sali, żeby zapalić. 


Na rzecz osieroconych dzieci Fundacja CHCEmisie prowadzi zbiórkę pieniędzy. Gromadzone są też dary rzeczowe dla nowo narodzonego maluszka oraz środki czystości dla rodziny. 

Osoby, które zechcą wesprzeć tę rodzinę, zapraszamy do kontaktu z Fundacją CHCEmisie. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Onet/Fundacja CHCEmisie

Pijana matka wyrzuciła z pokoju malutkie dzieci. W domu znaleziono narkotyki. Była też poszukiwana

Policjanci z Zabierzowa zatrzymali 28-latkę, która odpowie za posiadanie narkotyków i opiekę nad dziećmi w stanie nietrzeźwości. Podczas interwencji okazało się też, że jest poszukiwana do odbycia kary 3 miesięcy pozbawienia wolności.


foto ilustracyjne: lop



Do interwencji policji doszło w niedzielę (8 grudnia br.), w jednym z mieszkań w gminie Zabierzów, gdzie według zgłoszenia pijana matka miała wyrzucić z pokoju swoje dzieci, nad którymi sprawowała opiekę. Płacz jednego z dzieci doprowadził do powiadomienia o tym fakcie policji. Na miejsce niezwłocznie został skierowany patrol. Policjanci zastali w mieszkaniu 28-latkę, jej 3 letnią córkę i 14 miesięcznego syna, obecni byli też rodzice kobiety.



 Jak ustalili policjanci tego dnia od rana kobieta sprawowała opiekę nad swoimi dziećmi w stanie nietrzeźwości. Od 28-latki było czuć wyraźną woń alkoholu - wydmuchała ponad 0,6 promila. Na widok mundurowych zachowywała się agresywnie i nerwowo, krzyczała biegając po pokoju. 



W jej mieszkaniu policjanci ujawnili też narkotyki - ponad 55 gramów marihuany, 0,1 grama amfetaminy i tabletkę z cechami substancji psychoaktywnych. Po sprawdzeniu 28-latki w systemie policyjnym okazało się, że jest poszukiwana przez sąd do odbycia kary 3 miesięcy pozbawienia wolności za … posiadanie narkotyków. Kobieta do pomieszczeń dla zatrzymanych, a dziećmi zajęli się dziadkowie.


Kolejnego dnia mundurowi doprowadzili zatrzymaną do zakładu karnego, gdzie spędzi najbliższe 3 miesiące, odsiadując wcześniej zasądzoną karę. W międzyczasie 28-latka usłyszy zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków oraz sprawowania opieki nad małoletnimi w stanie nietrzeźwości, czym naraziła ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Za te przestępstwa grozi jej do 10 lat więzienia. Kwestią jej opieki nad dziećmi zajmie się też sąd rodzinny.

Tragiczny wypadek w Ełku. Auto wpadło do rzeki, zginęła 20-letnia kobieta

Policjanci pod nadzorem prokuratury wyjaśniają dokładne okoliczności tragicznego wypadku w Ełku. 20-letnia kierująca wjechała samochodem do rzeki. Kobieta nie przeżyła tego zdarzenia.


foto: policja


Do zdarzenia doszło w nocy między 1.00 a 1.30 na ul. Wojska Polskiego w Ełku. Z dotychczasowych ustaleń policjantów wynika, że 20-letnia kierująca mazdą z nieustalonych przyczyn zjechała na chodnik, uderzyła w lampę, a następnie pojazd ze skarpy wpadł do rzeki. 


Strażacy za pomocą specjalistycznego sprzętu wydobyli auto. Kobieta była reanimowana na miejscu, zabrana do szpitala, gdzie stwierdzono zgon.

Policjanci pod nadzorem prokuratora wyjaśniają szczegóły tej sprawy. Decyzją prokuratora ciało zostało zabezpieczone do dalszych badań.

Gmina Płońsk: 27-latek brutalnie zgwałcił swoją matkę

Dramat 59-letniej kobiety rozgrywał się w jednej z miejscowości w gminie Płońsk. Jej 27-letni syn od dłuższego czasu był wobec niej agresywny. Kobieta zgłaszała to policji. W końcu doszło do brutalnego gwałtu kazirodczego. Sprawcę zatrzymano. Przerażające jest to, co powiedział śledczym. - Po powrocie do domu zabiję matkę.


foto ilustracyjne: lop

Pod koniec listopada syn zgwałcił swoją matkę. Wobec kobiety był bardzo brutalny. Gdy udało jej się uciec, zawiadomiła policję. 27-latek został zatrzymany. 


- Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie dokonania gwałtu kazirodczego, na osobie najbliższej, w tym przypadku na matce, gdzie poprzez stosowanie przemocy, bicia rękoma po twarzy, duszenia, dociskania kolanem gardła, kierowaniem gróźb, znieważania, 27-latek z gminy Płońsk zmusił matkę do czynności seksualnej. Zmuszał też kobietę do odbycia stosunku oralnego - powiedziała prokurator Ewa Ambroziak, szefowa Prokuratury Rejonowej w Płońsku w rozmowie z reporterami „Płońsk w Sieci”.


– Mężczyzna usłyszał m.in. zarzut obcowania płciowego z matką, co jest zagrożone karą od 3 do 15 lat więzienia – poinformowała Polską Agencję Prasową prokurator Ambroziak. Kolejne zarzuty to naruszenia nietykalności cielesnej policjantów oraz znieważenia funkcjonariuszy podczas interwencji w trakcie, której 27-latek był agresywny. Oprawca został aresztowany.


27-latek nie wyraził żadnej skruchy. Podczas przesłuchania powiedział, że po powrocie do domu zabije matkę za to, że poinformowała o wszystkim policję. 

Mężczyzna był już wcześniej karany za naruszenie nietykalności cielesnej i groźby. Portal „Płońsk w Sieci” poinformował, że poddany zostanie badaniom psychologicznym. Od ich wyniku zależy, czy zwyrodnialec będzie sądzony jako osoba niepoczytalna.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło:  Płońsk w Sieci/dzienniksledczy.pl

Tragedia w Zamościu. Samobójcza śmierć trzynastolatka

Do tragicznego zdarzenia doszło w Zamościu. Trzynastoletni Kuba popełnił samobójstwo. Powodem targnięcia się na życie miał być zawód miłosny. 


foto ilustracyjne: lop

Dramat rozegrał się w środę 4. grudnia. 

Kuba uczęszczał do Katolickiej Szkoły Podstawowej im. św. Ojca Pio w Zamościu. Był uczniem siódmej klasy. Był bardzo wrażliwym chłopcem. Miał całe życie przed sobą. Najprawdopodobniej zawód miłosny przyczynił się do tragicznej decyzji, którą podjął nastolatek. Chłopiec powiesił się na sznurówce. Nie zostawił listu pożegnalnego. 


– Każde odchodzenie człowieka jest doświadczeniem niezwykle bolesnym. A kiedy rozłąka i przekraczanie wieczności następuje w tak młodym wieku, gdy po ludzku wszystko podpowiada, że jeszcze nie teraz, żadne słowa nie ogarną tego, co czujemy. Adwent Kuby skończył się zdecydowanie za wcześnie – powiedział w sobotę podczas nabożeństwa żałobnego ks. Mariusz Skakuj, dyrektor Katolickiej Szkoły Podstawowej w Zamościu. Kubę żegnał tłum. Była cała klasa, do której chodził chłopiec. Wszyscy mieli białe róże.


Trzynastolatek zostawił załamanych rodziców, siostrę i braciszka. 

Jak wynika z informacji, do których dotarł Tygodnik Zamojski, przyczyną tragedii mógł być zawód miłosny. Chłopiec korzystał z pomocy pedagoga. Znajomy ksiądz pomógł mu także znaleźć psychologa. Pomimo tych działań, chłopcu nie udało się pomóc. Młode życie zgasło.


Wśród dzieci i młodzieży rośnie liczba samobójstw. Warto zapisać te numery telefonów. Są bardzo ważne. 

800702222  – bezpłatny, całodobowy numer Centrum Wsparcia dla Osób w Stanie Kryzysu Psychicznego. Dostępna jest także strona internetowa - www.liniawsparcia.pl 
Spis organizacji pomocowych znajduje się na stronie www.samobojstwo.pl 
116111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży. Czynny codziennie w godzinach od 12.00 do 02.00. Warto ten numer zapisać dziecku w jego telefonie lub wpisać na kartce i powiesić ją w domu w widocznym miejscu.  

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Głos Wojewódzki/Tygodnik Zamojski/Fakt

Wjechał na czerwonym, potrącił matkę z córką, bo... nic nie widział przez zaszronioną szybę

Jako kierowca musiał mieć świadomość, że zaszronione szyby ograniczają pole widzenia. O dokładne oczyszczanie pojazdów apelowali ostatnio policjanci sochaczewskiej komendy. Młody sochaczewianin zlekceważył jednak podstawowe zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym i wytarł sobie „okienko” na wysokości oczu. 19-latek wjechał na przejście dla pieszych na czerwonym świetle i potrącił matkę z córką. Obydwie trafiły do szpitala. 


foto: policja


Wczoraj po południu, kiedy było już ciemno policjanci zostali powiadomieni o potrąceniu dwóch osób na przejściu dla pieszych. Z wstępnych ustaleń wynika, że 19-letni mieszkaniec Sochaczewa jechał seatem w stronę centrum miasta. Zlekceważył jednak jedną z podstawowych zasad – nie oczyścił szyb samochodu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że okres jesienno – zimowy jest trudnym czasem dla kierowców, nie zwalnia to jednak z myślenia, odpowiedzialności i w żaden sposób nie tłumaczy takiego lekceważenia podstawowych zasad bezpieczeństwa.


Samochód, którym jechał sochaczewianin miał zaszronione szyby. Kierowca, aby „poprawić” sobie widoczność, oczyścił jedynie kawałek szyby czołowej na wysokości swojej twarzy. Oczywistym jest, że nie mógł w ten sposób obserwować w prawidłowy sposób sytuacji na drodze, a także poza nią. Jego pole widzenia było bardzo ograniczone.


Skutki tej lekkomyślności mogły być jeszcze bardziej tragiczne. Wstępne ustalenia wskazują, że młody mężczyzna wjechał na przejście dla pieszych na czerwonym świetle, po czym potrącił dwie osoby – 41-letnią kobietę i jej 14-letnią córkę. Wezwani na miejsce policjanci, chwilę później byli już na miejscu i do czasu przyjazdu karetek pogotowia udzielali pierwszej pomocy przedmedycznej potrąconym osobom. Obydwie zostały zabrane do szpitala.


Badanie wykazało, że 19-latek był trzeźwy. Z uwagi na rażące naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, policjanci zatrzymali kierującemu prawo jazdy. Mundurowi na miejscu zdarzenia wykonali też czynności procesowe oraz ustalali świadków. Teraz będą dokładnie ustalać wszystkie przyczyny i okoliczności potrącenia pieszych.

Za spowodowanie wypadku drogowego, 19-latkowi grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Będzie musiał również żyć ze świadomością, że całe zdarzenie mogło skończyć się jeszcze tragiczniej.

Tragedia w Lubuskiem. Pięć młodych osób nie żyje. 180 km/h na liczniku? NAGRANIE W ARTYKULE

Do tragicznego wypadku doszło miejscowości Skąpe niedaleko Świebodzina w województwie lubuskim. Samochód, którym podróżowało 5 osób, wpadł do rozlewiska. Mimo długiej reanimacji, nikogo nie udało się uratować. Ofiarami są młodzi ludzie w wieku od 17 do 19 lat (dwie 18-latki, 17-latek i dwóch 19-latków). W sieci pojawiło się nagranie. Może ono wiele wyjaśnić.


zdjęcia: Policja/ Facebook

Do wypadku doszło we wtorek, 10. grudnia, około godziny 6.00. Na trasie Cibórz-Skąpe samochód osobowy z niewyjaśnionych przyczyn zjechał z drogi i wpadł do pobliskiego stawu. Służby powiadomił przejeżdżający tą trasą kierowca, który zauważył wyłamane barierki i dach auta zanurzonego w wodzie. Strażacy wyciągnęli pojazd z pięcioma osobami w środku. Pomimo natychmiast przeprowadzonej akcji reanimacyjnej, nikogo nie udało się uratować. Do wypadku zadysponowany został także śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. 


Przyczyny i okoliczności tego tragicznego wypadku ustalają śledczy. Na 12. grudnia zaplanowana została sekcja zwłok ofiar. Ma ona wyjaśnić, czy młodzi ludzie zginęli w wyniku ran odniesionych po zderzeniu z barierą energochłonną, czy utonęli w stawie, do którego wpadło Audi.

Reporterka Polsat News ustaliła, że ofiary wypadku jechały pożyczonym samochodem. Kierująca autem 18-latka prawo jazdy miała od sierpnia br. Obie dziewczyny, które siedziały z przodu Audi miały zapięte pasy. Trzej mężczyźni, którzy siedzieli z tyłu pojazdu w chwili wyłowienia auta nie mieli zapiętych pasów, ale czy były one zapięte w trakcie jazdy nie będzie już najpewniej wyjaśnione. 


Śledztwo prowadzi Prokuratura w Świebodzinie. Sprawdzi ona m.in. to, czy droga w miejscu tragedii była właściwie oznaczona oraz czy naprawione były uszkodzenia barier energochłonnych po październikowym wypadku. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Zbigniew Fąfera powiedział w rozmowie z Polsat News, że będzie to sprawdzane oraz ustalić należy to, czy czy ewentualny brak barier w tym miejscu mógł mieć wpływ na tragiczne skutki wypadku.


W Internecie pojawił się filmik. Miał on być zarejestrowany wewnątrz Audi, którym wczesnym rankiem 10. grudnia jechali nastolatkowie. 
Z nagrania wynika, że auto, którym podróżowały dwie kobiety mogło jechać z prędkością 180-190 km/h. Zarejestrowano je o godzinie 22.58, a w jego tle słychać okrzyki „180, 190!”. Filmik został zabezpieczony przez śledczych. 


Bezpośrednio po wypadku mówiono o złych warunkach jakie panowały w okolicach Ciborza. Był wówczas przymrozek, a na jezdni mógł być tzw. czarny lód i mogło być ślisko.

Sprawę wewnętrznie wyjaśnia także starostwo. Starosta powiatu świebodzińskiego Zbigniew Szumski powiedział w rozmowie z Polsat News, że na temat wypadku jest wiele spekulacji i należy zaczekać na ustalenia prokuratury. Dodał także, że miejsce wypadku zostało zabezpieczone zgodnie z prawem. Naprawa barier miała zostać wykonana między 9 a 13 grudnia.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Głos Wojewódzki/Polsat News




Uderzył w twarz kobietę na przejściu. Kierowca porsche skazany

Na rok więzienia skazał sąd w Środzie Wielkopolskiej mężczyznę, który kierując porsche zaatakował kobietę na przejściu dla pieszych. Zajście miało miejsce w lipcu na jednej z ulic Leszna.

foto: screen

Michał N. odpowiadał przed sądem nie tylko za zaatakowanie pieszej, ale i za wcześniejszą sprawę: usiłowanie wymuszenia zwrotu wierzytelności.

35-latek usłyszał m.in. zarzuty znieważenia i uderzenia kobiety oraz zmuszenia jej do określonego zachowania. Akt oskarżenia jaki trafił do sądu objął także zarzut wymuszenia zwrotu wierzytelności w innej sprawie. Od sierpnia mężczyzna czekał na proces w areszcie.


Jak powiedział rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu, Michał N. został uznany winnym wszystkich zarzucanych mu czynów. Decyzją sądu mężczyzna ma zapłacić pokrzywdzonej 8 tys. zł, a pokrzywdzonemu, od którego N. miał próbować wymusić pieniądze – 15 tys. zł.

Do zdarzenia doszło w lipcu b.r.. Czarne porsche nadjechało od strony skrzyżowania z Marcinkowskiego w kierunku na wiadukt. 30-letnia mieszkanka Leszna, przechodząc przez przejście dla pieszych, musiała ominąć porsche panamera, za kierownicą którego siedział 35-Letni Michał N. Gdy kobieta mijała samochód, 35-latek wysiadł z auta, podszedł do kobiety i uderzył ją w twarz.


– Uderzył ją nasadą dłoni w policzek. To był bardzo silny cios. Z trudem kontaktowała po tym zajściu – mówi w rozmowie z portalem kobieta, która była świadkiem zajścia. Ona sama przyznała dziennikarzom, że uderzenie było „bardzo mocne”, a ona sama „roztrzęsiona i oszołomiona”. Gdy wsiadł z powrotem do pojazdu, oparła się o maskę. „Krzyknęłam, że nie dam mu odjechać. Wtedy ruszał, kilka razy ostro popychając mnie, bym zrobiła miejsce” – dodała.
źródło: TvpInfo/ PolsatNews/ SE.PL/ GlosWojewodzki

Puławy: Zadźgał dwóch mężczyzn. 36-letni Ukrainiec tymczasowo aresztowany

Sąd Rejonowy w Puławach zastosował dzisiaj trzymiesięczny areszt wobec zatrzymanego przez policjantów 36-letniego obywatela Ukrainy. Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo dwóch mężczyzn, również pochodzenia ukraińskiego, w miejscowości na terenie gm. Puławy. Do zdarzenia doszło w miniony weekend.


foto: policja



W niedzielę około godziny 13.00 dyżurny komendy otrzymał zgłoszenie o ujawnieniu ciał dwóch mężczyzn. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon, do którego mogły przyczynić się osoby trzecie. Czynności na miejscu zdarzenia prowadzone były pod ścisłym nadzorem prokuratora. Ustalono, że ofiary to obywatele Ukrainy, którzy pracowali na terenie gospodarstwa szkółkarskiego gdzie zostali znalezieni.


Już kilka godzin po otrzymaniu zgłoszenia, kryminalni zatrzymali 36 letniego obywatela Ukrainy. Zebrany w sprawie materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie mężczyźnie zarzutów zabójstwa dwóch mężczyzn, z którymi pracował w tym samym gospodarstwie szkółkarskim.


Dzisiaj Sąd Rejonowy w Puławach, na wniosek policji i prokuratury zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Zgodnie z przepisami kodeksu karnego zabójstwo zagrożone jest karą dożywotniego pozbawienia wolności.
E.R.K

środa, 11 grudnia 2019

Młynik koło Kłodawy. W śmiertelnym wypadku zginęła 13-letnia dziewczynka. Ojciec reanimował córkę

11 grudnia w środę po godzinie 17, w miejscowości Młynik pomiędzy Kłodawą a Dąbiem doszło do tragedii. Samochód, w którym znajdował się mężczyzna i jego 13-letnia córka uderzył w drzewo. Pomimo, że ojciec reanimował dziewczynkę, nie udało się jej uratować.

foto: policja

Jak podaje portal gloswielkopolski.pl dyżurny straży pożarnej w Kole poinformował dziennikarzy:
 - Samochód osobowy uderzył w drzewo. Podróżowały nim dwie osoby - kierowca wydostał się z auta o własnych siłach i przystąpił do reanimacji podróżującej z nim 13-letniej dziewczynki. 


Niestety, przybyły na miejsce lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon. Dyżurny dodał również, że rannego ojca dziewczynki przewieziono na szpitalny oddział. 13-letnia dziewczynka poniosła śmierć na miejscu.


Wypadek, który miał miejsce na  drodze wojewódzkiej nr 263 spowodował jej zablokowanie. Okoliczności zdarzenia wyjaśniane są przez policję.


źródło: gloswielkopolski.pl

Tomasz Lis trafił do szpitala. Jest na oddziale intensywnej terapii

Tomasz Lis trafił do szpitala w Olsztynie. Znany dziennikarz przechodzi badania na oddziale intensywnej terapii – informują portale se.pl i tko.pl.


foto: 
@TomaszLis.Fanpage

Lis trafił do szpitala we wtorek. Publicysta miał przeprowadzić wywiad z Pawłem Juszczyszynem, sędzią, który powołując się na wyrok TSUE zażądał od Kancelarii Sejmu list poparcia członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa.


– Potwierdzam, że Tomasz Lis jest w szpitalu i przechodzi badania na oddziale intensywnej terapii. Nie udzielamy dodatkowych informacji w tej sprawie – powiedział w rozmowie z „SE” jeden z lekarzy zatrudnionych w placówce, w której przebywa dziennikarz.

źródło: TvpInfo/ PolsatNews/ RadioZet

70-latek leżał na jezdni. Najechało na niego BMW

Kłobuccy kryminalni pod nadzorem częstochowskiego prokuratora wyjaśniają szczegóły tragicznego wypadku, do którego doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, na ul. Tartakowej w Borowiance. Ze wstępnych ustaleń policjantów z drogówki wynika, że na prostym odcinku drogi, 23-letni kierujący bmw najechał na 70-letniego mężczyznę, który prawdopodobnie leżał na jezdni. Niestety mężczyzna zmarł na miejscu.


foto: policja


Do zdarzenia doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, 9 grudnia około godziny 1:45, na ulicy Tartakowej w Borowiance (gmina Kłobuck). Ze wstępnych ustaleń policjantów z drogówki wynika, że jadący od Kamyka, 23-letni kierowca bmw, najechał najechał na 70-letniego mężczyznę, który prawdopodobnie leżał na jezdni.


Niestety na skutek obrażeń, 70-letni mężczyzna, mieszkaniec gminy Kłobuck, zmarł na miejscu.

Dokładna przyczyna zgonu oraz stan trzeźwości 70-latka będzie ustalony na podstawie zleconej sekcji zwłok.

Samochodem kierował mieszkaniec powiatu częstochowskiego, w chwili zdarzenia był trzeźwy. Dodatkowo od mężczyzny pobrano krew do badań na zawartość środków psychoaktywnych.


Podczas obsługi zdarzenia oględziny wykonywali policjanci z kłobuckiej drogówki wspólnie z technikiem kryminalistyki. Na miejscu zabezpieczono również samochód biorący udział w wypadku, w celu przeprowadzenia badań przez biegłego z zakresu stanu technicznego pojazdów.


Ponadto wypadek będzie przedmiotem badań biegłego z zakresu rekonstrukcji przebiegu zdarzeń drogowych, którego opinia zostanie wykorzystana w toczącym się postępowaniu.

Dodatkowo miejsce wypadku zbada zespół, w skład którego wchodzą policjanci z drogówki oraz przedstawiciele Zarządu Dróg Wojewódzkich.

Szczegółowe okoliczności tego wypadku sprawdzają śledczy z Kłobucka pod nadzorem częstochowskiego prokuratora.

Lublin: Tragiczny pożar w centrum Lublina

Policjanci z IV komisariatu wyjaśniają okoliczności wczorajszego pożaru w wyniku którego śmierć poniósł 71-letni mieszkaniec Lublina. Do zdarzenia doszło w jednym z mieszkań w centrum miasta. Na miejscu wykonano oględziny. Wstępnie biegły wykluczył udział osób trzecich.


foto: policja



Do pożaru doszło wczoraj po godzinie 17.00 przy al. Racławickich. Ogień pojawił się na ostatnim piętrze czterokondygnacyjnego budynku mieszkalnego. Strażacy po wejściu siłowym do jednego z mieszkań ugasili ogień.


 Okazało się, że wewnątrz ujawniono zwłoki 71-letniego mężczyzny. Na miejscu pod nadzorem prokuratora, policjanci wraz z biegły z zakresu pożarnictwa przeprowadzili oględziny. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich. Ciało mężczyzny zabezpieczono do sekcji zwłok.

KG

Świebodzin: Pod wpływem alkoholu chciał przewozić autokarem małe dzieci

Blisko setka małych dzieci nie pojechała na swoją pierwszą wycieczkę. Oba autokary, które wysłał po nie przewoźnik nie powinny były poruszać się po drodze. Pierwszy miał niesprawny element układu odpowiedzialnego za hamowanie, drugi brak badań technicznych. Na domiar złego kierujący jednym z autobusów był pod wpływem alkoholu.


foto: policja


Jedno z przedszkoli w Świebodzinie zorganizowało wycieczkę do teatru dla maluszków w wieku od 3 do 6 lat. Dla wielu z nich miała to być pierwsza wycieczka, a dla wszystkich na pewno ogromna przygoda. Podróż autobusem, przedstawienie w dużym teatrze w Zielonej Górze, to wszystko wśród przyjaciół. 


Niestety ich wyjazd nie doszedł do skutku. Przezornie, dyrekcja przedszkola, zwróciła się do służb o skontrolowanie pojazdów, ponieważ na wycieczkę miało pojechać aż 92 dzieci. Na miejsce początkowo skierowany został patrol Inspekcji Transportu Drogowego. Kontrola stanu trzeźwości jednego z kierujących autokarem mężczyzn wykazała, iż może on znajdować się pod wpływem alkoholu.


 Na miejsce został natychmiast skierowany patrol policji. W toku wykonywanych czynności ustalono, że kierujący jest rzeczywiście po spożyciu alkoholu. Badanie wykazało 0,32 promila alkoholu w jego organizmie. Podczas kolejnych czynności funkcjonariusze ustalili, że pojazd nie posiada również badań technicznych dopuszczających go do jazdy oraz przewozu osób. Inspektorzy w trakcie kontroli drugiego pojazdu ujawnili także awarię sprężarki. W tego typu pojazdach (głównie autobusy i pojazdy ciężarowe) stosowany jest hamulec pneumatyczny.


 Wartość siły hamowania jest więc zależna od ciśnienia powietrza. W tym wypadku, szczególnie w takich warunkach drogowych, sprawność układu hamowania jest szczególnie istotna. Dzieci niestety nie udały się w podróż, ponieważ nie zdołałyby dojechać na czas, a nie było możliwości przesunięcia spektaklu. 


Ważniejszym jest jednak fakt, iż dzięki czujności dyrekcji przedszkola oraz sprawnemu i skutecznemu działaniu służb udało się zapobiec ewentualnej tragedii. Kierowca autokaru, który był w stanie po użyciu alkoholu za swoje czyny odpowie przed Sądem Rejonowym w Świebodzinie, na przewoźnika nałożone zostaną kary za stan techniczny pojazdów, które wysłał do przewozu dzieci.

f1


f2



f3



f4



Medyka: Ukraińscy celnicy nie wpuścili transportu ze świątecznymi paczkami dla Polaków na Ukrainie

Na polsko-ukraińskim przejściu granicznym Medyka–Szeginie ukraińscy celnicy nie wpuścili na terytorium Ukrainy kolejnego transportu ze świątecznymi paczkami. Są to dary dla naszych rodaków. Tym razem to 300 paczek od Stowarzyszenia Paczka dla Bohatera ze Szczecina.


zdjęcie ilustracyjne: gloswojewodzki

W ostatnich dniach to kolejny transport z darami zatrzymany przez ukraińskich celników. Po kilku godzinach oczekiwania na granicy zażądali oni oclenia transportu. Następnie pojazd przewożący podarunki został zawrócony do Polski. Jedynie 10 paczek i dwa chodziki trafiło na Ukrainę. Paczki te przeniesiono pieszo.


Kilka dni wcześniej na tym samym przejściu granicznym zawrócono do Polski transport z 830 paczkami. Dary te przygotowali społecznicy z Tarnowa.

Po nagłośnieniu sprawy przez media, na stronie internetowej Ambasady Ukrainy w Rzeczpospolitej Polskiej opublikowano oświadczenie o następującej treści: „W związku z tym, iż w polskich mediach pojawiła się informacja o nie przepuszczeniu przez ukraińską służbę celną prezentów świątecznych przeznaczonych dla polskiej społeczności w Ukrainie, informujemy:

Zgodnie z przepisami celnymi, obowiązującymi od dnia 1 stycznia 2019 r., na terytorium Ukrainy bez spłaty należności celnych można przewozić towary o wartości do 1000 euro i o wadze do 50 kg.
Jednocześnie zasady importu towarów, mogących należeć do kategorii pomoc humanitarna, wyznaczone są przepisami Ustawy Ukrainy o pomocy humanitarnej.
W szczególności odprawa celna towarów bez opłat celnych jest możliwa po otrzymaniu decyzji odpowiednich specjalnie upoważnionych organów państwowych, w czyjej kompetencji jest uznanie takich towarów za pomoc humanitarną. To - Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy oraz regionalne administracje państwowe. Oprócz tego, dla podjęcia pozytywnej decyzji niezbędne są pisemna propozycja dawcy skie
rowana do odbiorcy o udzieleniu takiej pomocy oraz pisemna odpowiedź odbiorcy o zgodę jej przyjęcia.

Ze względu na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku, prosimy o uwzględnienie istniejących przepisów w sprawie bezcłowego przewozu towarów na Ukrainę.”

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: nowiny 24/Ambasada Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej

Ks. Tymoteusz Szydło rezygnuje z kapłaństwa. Oświadczenie duchownego


Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego


foto: screen-wideo-YouTube


Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. 


Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu.


 Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną.


 Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.


Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.


Autor: Tymoteusz Szydło

Wydminy: Pijany ksiądz przyjechał samochodem … odprawić nabożeństwo pogrzebowe


W Wydminach (woj. warmińsko-mazurskie) miała odbyć się uroczystość pogrzebowa. Wikary, który przyjechał samochodem odprawić nabożeństwo, był kompletnie pijany. Jeden z uczestników pogrzebu o fakcie tym zawiadomił policję. 


foto: pixabay

32-letni duchowny wrócił po chwili do parafii, tam czekali na niego policjanci, którzy przewieźli go do Giżycka. Wówczas księdza przebadano alkomatem. Miał 2,5 promila w organizmie. Mężczyzna w takim stanie prowadził pojazd i miał odprawić nabożeństwo.


Lokalne media podały, że wikary na ceremonię pogrzebową już nie wrócił, a nabożeństwo odprawił proboszcz.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Fakt/Radio ZET

Kuklin: Jarosław Gowin w rządowej limuzynie, która zderzyła się z tirem

W środę na trasie S7 w Kuklinie (woj. mazowieckie) doszło do kolizji z udziałem samochodu Służby Ochrony Państwa przewożącego osobę ochranianą - potwierdził PAP rzecznik SOP ppłk Bogusław Piórkowski. W wyniku zdarzenia nikt nie ucierpiał.


foto: GlosWojewodzki


Jak informuje RMF FM samochód SOP zderzył się z tirem na drodze krajowej numer 7 w województwie warmińsko-mazurskim w kierunku Olsztyna. Limuzyna prowadzona przez funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa miała mieć włączoną sygnalizację świetlną i dźwiękową.


"Potwierdzam informację, że w zdarzeniu drogowym na drodze krajowej nr 7 wziął udział samochód SOP przewożący wicepremiera Jarosława Gowina. Nikomu nic się się stało" - napisała na Twitterze rzecznik MNiSW.


Ze wstępnych ustaleń wynika, że ciężarówka nie ustąpiła przejazdu samochodowi SOP, który jechał środkiem jednopasmowej w tym miejscu trasy - czytamy na rmf24.pl.


źródło: Deon/ WiadomosciGazeta/ polskatimes/ poranny/ Polsatnews/ Rmf24

Adam Słodowy nie żyje



Nie żyje Adam Słodowy, który w latach 70. i 80. XX wieku prowadził w Telewizji Polskiej program „Zrób to sam”. Słodowy odszedł 10 grudnia wieczorem. Miał 96 lat.


screen-YouTube



Adam Słodowy, gdy tylko pojawił się na ekranach telewizorów ze swoim programem "Zrób to sam", od razu podbił serca młodych majsterkowiczów pomysłowością, wyobraźnią oraz talentem do przekazywania wiedzy. Zrobiło się o nim głośno w całej Polsce.


Na wniosek dzieci, 21 marca 1974 roku został Kawalerem Orderu Uśmiech, a w roku 1983 otrzymał nagrodę literacką Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich jako autor najpoczytniejszych książek w bibliotekach publicznych.

Powstawały nawet dowcipy z Adamem Słodowym w roli głównej. W jednym z nich Gierek miał zapytać Słodowego "Pomożecie?". Na co popularyzator nauki odpowiedział "Zrób to sam". Adam Słodowy nazywany był także żartobliwie polskim MacGyver'em.


Adam Słodowy był również autorem wielu książek, poświęconych samodzielnemu majsterkowaniu. W "Lubię majsterkować" zamieścił niektóre informacje prezentowane wcześniej w telewizji, a także projekty wielu nowych zabawek i urządzeń. Nakład tej książki sięgnął ponad 560 tysięcy egzemplarzy.

Zmarł we wtorek 10 grudnia 2019 roku w wieku 96 lat. Informację o śmierci Adama Słodowego potwierdziła jego żona, pani Bożena.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: rmf24

Popularne na Facebooku