Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

fakty

fakty

kraj

kraj

świat

świat

Kraj

kraj/ block-3

Świat

świat/ block-3

Polityka

polityka/ block-11
randomposts2

Kronika policyjna

Kronika policyjna/ block-3

Kultura

KULTURA/block-3

Nauka

nauka/block-3

zdrowie

zdrowie/block-3

Gospodarka

gospodarka/block-7

Smacznego

Smacznego/block-3

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

wtorek, 18 czerwca 2019

Zamość: Trzylatek zranił się siekierą. Zatrzymany pijany opiekun


Zarzuty narażenia 3 letniego chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu usłyszał zatrzymany przez policjantów 46-latek. Pijany mężczyzna sprawował opiekę nad swoimi krewnymi w wieku 3 i 8 lat. Pod jego "opieką" młodszy z chłopców wziął siekierę. Zabawa tym niebezpiecznym narzędziem zakończyła się poważnymi obrażeniami dłoni. Dziecko trafiło pod opiekę lekarzy zamojskiego szpitala.


foto ilustracyjne: g/w


Nawet 5 lat pozbawienia wolności grozi 46-latkowi, który opiekując się nieletnimi krewnymi w wieku 3 i 8 lat w organizmie miał ponad 3,5 promila alkoholu i nie zauważył, jak 3-latek w czasie zabawy najprawdopodobniej siekierą poważnie uszkodził sobie palce dłoni.

O nieszczęśliwym wypadku z udziałem 3-letniego chłopca, do którego doszło na posesji położonej w jednej z miejscowości gm. Skierbieszów dyżurny zamojskiej policji został poinformowany w sobotnie popołudnie. Ze zgłoszenia wynikało, że do szpitala w Zamościu został przywieziony 3-latek z raną ciętą ręki, która powstała prawdopodobnie w wyniku uderzenia siekierą.

Policjanci pojechali na posesję, gdzie 3-latek bawił się wspólnie z 8-latnim bratem. Zastali tam 46-letniego krewnego chłopców, który w chwili zdarzenia sprawował nad mini opiekę. Matka chłopców w tym czasie poszła do pobliskiego sklepu.

Mężczyzna był nietrzeźwy, badanie alkomatem wykazało w jego organizmie ponad 3,5 promila alkoholu. Jak wstępnie ustalili policjanci, chłopcy bawili się na podwórzu, w tym czasie 46-latek przebywał z drugiej strony posesji. 3-latek prawdopodobnie z niezamkniętej na klucz drewutni wziął siekierę i uderzył nią w swoją dłoń powodując poważne obrażenia palców. Został przetransportowany do specjalistycznego szpitala, gdzie fachowy personel medyczny zajął się ratowaniem zdrowia dziecka.

46-latek został zatrzymany i po wykonaniu czynności procesowych osadzony w policyjnym areszcie. Wczoraj usłyszał zarzuty narażenia 3-latka, którym miał się opiekować na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Przestępstwo to w kodeksie karnym zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 5.

Policjanci wyjaśniają szczegółowy przebieg zdarzenia i apelują o rozsądek oraz czujność w czasie opieki nad nieletnimi. Pamiętajmy, że zachowanie małych dzieci może być nieprzewidywalne, dlatego też sprawując nad nimi opiekę należy zabezpieczyć przedmioty, którymi mogą zrobić sobie krzywdę. Należy również zawsze mieć je w zasięgu wzroku i kontrolować ich zachowanie. Natomiast nietrzeźwy rodzic lub też opiekun powinien liczyć się z konsekwencjami prawnymi swojego nieodpowiedzialnego zachowania.

D.K-B.

33-latek molestował dzieci sąsiadów. Jedno z nich opowiedziało o tym w przedszkolu


Policjanci z powiatu krakowskiego zatrzymali 33-latka, pod zarzutem molestowania małoletniego, prezentowania mu treści pornograficznych oraz demonstrowania jeszcze trojgu innym dzieciom czynności seksualnych. Mężczyzna został zatrzymany, usłyszał zarzut i trafił do aresztu. Grozi mu do 12 lat więzienia.


foto ilustracyjne: lol


Do zgłoszenia sprawy doszło w czwartek (13 czerwca br.) Opowieści jednego z dziecka o pokazywaniu przez sąsiada intymnych części ciała zaniepokoiły wychowawczynie w przedszkolu, które o tym fakcie powiadomiły matkę oraz policjantów, którzy niezwłocznie zajęli się tą sprawą.


 Policjanci ustalili, że 33-latek z powiatu krakowskiego rzeczywiście demonstrował czworgu dzieciom, poniżej 15 roku życia, wykonywanie czynności seksualnych między innymi na ich własnych maskotkach.

 Dodatkowo mężczyzna jednego z małoletnich dotykał w intymne części ciała oraz prezentował mu treści pornograficzne, które odtwarzał z telefonu. Tego samego dnia 33-latek został przez policjantów zatrzymany i usłyszał w prokuraturze zarzut molestowania małoletniego, prezentowania mu treści pornograficznych oraz demonstrowania czynności seksualnych (art. 200 § 1, 3 i 4 kk). Następnie prokurator zawnioskował o tymczasowe aresztowanie mężczyzny, a sąd przychylił się do tego wniosku. 17 czerwca br. podejrzany został doprowadzony do aresztu, gdzie spędzi najbliższe trzy miesiące. Za popełnione przestępstwa grozi mu do 12 lat więzienia. 

Bestialsko skatował bezdomnego... Mężczyzna walczy o życie


W miniony piątek w Czeladzi 20-latek dotkliwie pobił 62-letniego bezdomnego mężczyznę. Napastnik zaatakował zupełnie bez powodu. Najpierw pobił starszego od siebie mężczyznę przed sklepem przy ul. Wojkowickiej, a chwilę później skatował go w pobliskim parku. Ofiara z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi walczy o życie w szpitalu. Sprawca brutalnej napaści został zatrzymany przez policjantów. Grozi mu 10 lat więzienia.



Do tego bulwersującego zdarzenia doszło w miniony piątek około godziny 10.00 w Czeladzi przy ul. Wojkowickiej. 20-letni mieszkaniec tego miasta bez wyraźnego powodu zaatakował przebywającego przed sklepem 62-letniego mężczyznę, który nie posiadał stałego miejsca zamieszkania. Pobity bezdomny mężczyzna zdołał uciec do pobliskiego parku. 

Niestety jego oprawca nie miał zamiaru odpuścić i udał się za nim. Dalsza część dramatu 62-latka rozegrała się w pobliżu jednej z parkowych ławek, na której postanowił odpocząć. Napastnik dotkliwie go pobił. Skatowany mężczyzna w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi. 
Aktualnie w stanie śpiączki farmakologicznej walczy o życie. Sprawca pobicia uciekł z miejsca przed przybyciem policjantów, których powiadomili naoczni świadkowie zdarzenia. Dla stróżów prawa z czeladzkiego komisariatu sprawa pobicia bezdomnego mężczyzny stała się priorytetowa. 
Bardzo szybko ustalili dane osobowe sprawcy oraz miejsca, w których może się on ukrywać. W niedzielne popołudnie w rejonie jednej z kryjówek czeladzcy kryminalni zatrzymali 20-latka. O dalszym losie mężczyzny zdecyduje teraz sąd i prokurator. Grozi mu nawet 10 lat więzienia.

Dwoje małych dzieci "pod opieką" kompletnie pijanych rodziców


Policjanci z Brzeska interweniowali w stosunku do rodziców, którzy będąc pod wpływem alkoholu sprawowali opiekę nad 2-letnim i rocznym dzieckiem. O zdarzeniu zostanie powiadomiony sąd rejonowy, który zbada sytuację rodzinną małoletnich.


foto ilustracyjne: lol


Do interwencji doszło wczoraj, 17 czerwca br. w Brzesku. Tuż przed godziną 19.00 policjanci otrzymali zgłoszenie o dwójce małych dzieci, które znajdują się pod opieką nietrzeźwych rodziców. Funkcjonariusze pojechali we wskazane miejsce podejmując interwencję wobec spacerującej pary. 
Przeprowadzili badanie stanu trzeźwości rodziców, które wykazało u matki – 2,5 promila a u ojca – 0,69 promila alkoholu w organizmie. Materiały w sprawie czynu, którego dopuścili się rodzice, zostaną przekazane do Sądu Rejonowego Wydziału Rodzinnego i Nieletnich, który dokładnie sprawdzi sytuację małoletnich.
 Dodatkowo policjanci prowadzą postępowanie w sprawie narażenia małoletnich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia bądź życia. Za to przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności do lat 5.

Szymonka z Radomia odłączono od aparatury. Chłopiec nie żyje



Szymonka†, niespełna rocznego chłopczyka z Radomia, odłączono od aparatury podtrzymującej życie. Dzieciątko zmarło.


Odłączenia aparatury dokonano wbrew woli rodziców, którzy walczyli o życie synka. 


Szymonek przebywał w szpitalu w Warszawie od 22. stycznia br. Lekarze jego stan określali jako bardzo ciężki. Chłopiec nazywany był „polskim Alfiem Evansem”. Kilka dni po szczepieniu trafił do szpitala, gdzie walczył o życie. Dziś ta walka zakończyła się. 


Informacja o śmierci pojawiła się na stronie „Szymonku walcz”. Podała ją także Justyna Socha. 

Śpij spokojnie Aniołku. 

Rodzicom składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Facebook-Szymonkuwalcz.Oficjalna strona/Justyna Socha

Zmarł ks. Michał Łos. Chory na raka, który śluby wieczyste przyjął na szpitalnym łóżku


W warszawskim szpitalu odszedł 17. czerwca ks. Michał Łos. Miał 31 lat.


foto: Mariusz Talarek

- Z przykrością zawiadamiamy, że dzisiaj przed południem zmarł Neoprezbiter Zgromadzenia Księży Orionistów ks. Michał Łos FDP. Wierzymy, że spotkał się z Chrystusem Zmartwychwstałym, któremu tak mocno pragnął służyć jako Kapłan. Dziękujemy za wszelkie modlitwy i wsparcie – napisali na facebookowym profilu księża Orioniści.


Ks. Michał został wyświęcony 24. maja. Ceremonia odbyła się w szpitalu w Warszawie, w którym od kwietnia kapłan leczył się onkologicznie. Święceń diakonatu i prezbiteratu dokonał biskup pomocniczy warszawsko-praski Marek Solarczyk. Wcześniej specjalnej dyspensy, na prośbę Księży Orionistów, udzielił papież Franciszek. Ks. Michał marzył o tym, żeby móc odprawić chociaż jedną mszę przed śmiercią. I odprawił, a na nabożeństwie, po błogosławieństwo prymicyjne, udał się prezydent Andrzej Duda. 


Historia młodego kapłana poruszyła wiele serc. Rodzinie oraz bliskim, składamy serdeczne wyrazy współczucia. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Orioniści - Prowincja Polska/stacja7

Tragiczny wypadek na DK 78 w Siewierzu


Będzińscy policjanci wyjaśniają przyczyny i okoliczności tragicznego wypadku, który miał miejsce wczoraj przed godziną 16.00 na drodze krajowej nr 78 w Siewierzu. Na tył stojącej na poboczu naczepy samochodu ciężarowego najechał dostawczy mercedes sprinter, za którego kierownicą siedział 40-letni będzinianin. W wyniku doznanych obrażeń śmierć na miejscu poniósł 23-letni pasażer mercedesa. 


foto: policja


Do tragicznego w skutkach wypadku doszło wczoraj przed godziną 16.00 na drodze krajowej nr 78 w rejonie obwodnicy Siewierza. Jak wynika ze wstępnych ustaleń policjantów, na tył stojącej na poboczu drogi naczepy ciągnika siodłowego renault najechał mercedes sprinter. 



Siedzący za kierownicą dostawczego mercedesa 40-letni mieszkaniec Będzina najprawdopodobniej nieprawidłowo wykonał manewr omijania znajdującego się na pasie awaryjnym samochodu. W wyniku uderzenia w tył naczepy ciężarówki śmierć na miejscu poniósł 23-letni mieszkaniec Piekar Śląskich.


 Policjanci z Będzina wyjaśniają szczegółowe okoliczności tego zdarzenia. Obecny na miejscu prokurator zarządził sekcję zwłok. Wiadomo już, że 40-letni kierowca mercedesa oraz kierowca ciągnika siodłowego w chwili zdarzenia byli trzeźwi. Od mężczyzn pobrano krew do dalszym badań laboratoryjnych.

Nadmierna prędkość, brak koncentracji i lekkomyślność to jedne z najczęstszych przyczyn poważanych zdarzeń na drodze. Pamiętajmy, że sami również mamy ogromny wpływ na własne bezpieczeństwo.

Zaplanowano konsylium lekarskie w sprawie o orzeczeniu śmierci mózgu Szymonka z Radomia

Na facebookowym profilu chłopca „Szymonku walcz” pojawił się wpis, że we wtorek o godzinie 10.00 ma odbyć się konsylium lekarskie w sprawie o orzeczeniu śmierci mózgu chłopca. „Znów nie mamy czasu na sprowadzenie lekarza z USA” - podano na profilu chłopca.


foto: Szymonku walcz

Mama Szymonka, pani Aneta, jest w stałym kontakcie z Rzecznikiem Praw Dziecka. Pod szpitalem na ulicy Niekłańskiej w Warszawie gromadzą się ludzie, którzy modlą się za chłopczyka. W sprawę bardzo mocno zaangażował się poseł Paweł Skutecki. 


Szymonek, niespełna roczny chłopiec z Radomia, kilka dni po szczepieniu przeciw pneumokokom trafił do szpitala. Lekarze nie dają mu szans, a jego stan określają jako bardzo ciężki. Rodzice chcą pozwolenia na leczenia ich synka, który jest pod opieką paliatywną. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Facebook-Szymonkuwalcz.Oficjalna strona

Straciła w karambolu pod Szczecinem pięcioro krewnych. Zbiera środki na ich pogrzeb



Pani Magdalena straciła w karambolu pod Szczecinem pięcioro krewnych. Kobieta założyła zbiórkę, aby zebrać środki na ich pogrzeb.


foto: Aleksandra Bil

Wypadek wydarzył się w niedzielę o godzinie 13.20 w odległości 500. metrów od zjazdu na Wielgowo w kierunku Świnoujścia. Zderzyło się sześć samochodów osobowych i ciężarówka. 


Jak wstępnie ustalono ciężarówka nie zdążyła wyhamować i uderzyła w stojące w korku samochody. Z tego powodu kierowca tira został zatrzymany. W karambolu zginęło sześć osób.


Wśród ofiar tragicznego wypadku pod Szczecinem jest pięcioosobowa rodzina ze Stargardu. To troje dzieci, ich mama i babcia. Wszyscy zginęli na miejscu. Pani Magdalena, krewna zmarłych, założyła zbiórkę, aby zebrać pieniądze na pogrzeb Filipa, Mai, Zuzi, ich mamy Olgi i babci Mirosławy. Cel zrzutki to 50 tysięcy złotych. 


"Zakładamy zbiórkę na rzecz ceremonii, chcielibyśmy ich pochować tak, jakby sobie życzyli, w sposób, na jaki na to zasługują. Wiem, że są ludzie chętni do pomocy, dlatego zakładam zrzutkę. Jest to jedyna oficjalna zrzutka założona przez rodzinę" – napisała pani Magdalena na stronie zbiórki.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Onet

Mrowienie w palcach w nocy? Dowiedz się co to może być


Zespół cieśni nadgarstka to wbrew pozorom problem nie tylko osób pracujących przy komputerze. Przeczytaj, kogo przede wszystkim dopada ta choroba, jakie są jej objawy i kiedy trzeba pójść do specjalisty. Opowiada o tym ortopeda traumatolog Rafał Mikusek.Co to jest zespół cieśni nadgarstka?  

foto:pap. zdrowie
To choroba polegająca na tym, że jeden z nerwów dłoni, unerwiający pierwsze cztery palce powierzchni dłoniowej, czyli tam, gdzie jest grubsza skóra, jest uciśnięty. Nerw ten przebiega w nadgarstku, jest zamknięty razem ze ścięgnami od góry dosyć gruby więzadłem. Kiedy robi się za ciasno, daje dolegliwości bólowe. To jest trochę podobne do tego, co czujemy po uderzeniu w łokieć. Każdy wie, że w łokciu przebiega nerw i jak się w niego uderzymy, daje nieprzyjemne objawy. Dokładnie to samo dzieje się w nadgarstku, kiedy jest ucisk. 

Co jest przyczyną zespołu cieśni nadgarstka?  
Po pierwsze, mogą to być właściwości osobnicze, czyli część ludzi ma taką budowę anatomiczną, że kanał, w którym biegnie nerw i ścięgna, jest po prostu mały. Tacy się urodzili i tak mają. Drugą przyczyną są przeciążenia nadgarstka. Jeśli ktoś dużo pracuje fizycznie i ma czynniki anatomiczne predysponujące do zespołu cieśni, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że to schorzenie się u tej osoby rozwinie. Kolejny czynnik ryzyka to wiek. Jak jesteśmy młodzi, to jesteśmy elastyczni, łatwo robimy skłony, rozciągamy stawy. A gdy się starzejemy, nasz narząd ruchu staje się coraz mniej plastyczny. Tkanka łączna grubieje, a niektóre osoby mają jeszcze predyspozycje do nadmiernej przebudowy tkanki łącznej przy nadmiernych przeciążeniach. I wtedy też mamy podłoże tej choroby. 

Znane są Panu dane na temat odsetka osób, które cierpią na zespół cieśni nadgarstka?
Trudno powiedzieć, w mojej ocenie jest to najczęstsza przyczyna operacji wykonywanych na ręce. Pomijając zabiegi, które trzeba wykonywać w konsekwencji urazów. 
Co dominuje: przyczyna przeciążeniowa czy naturalna?
Obydwa czynniki mają wpływ. Innymi słowy: jeśli dana osoba ma predyspozycje i nie będzie nadwyrężała tej ręki, to ma mniejsze ryzyko rozwoju zespołu, albo w ogóle nie będzie miała cieśni. Ale jeśli będzie ciężko pracować fizycznie – choroba może się szybko pojawić.
Słyszałam, że zespół cieśni nadgarstka to dolegliwość osób pracujących przy komputerze?
Tak, u nich znacznie częściej występuje ten zespół, aczkolwiek u osób, które ciężko pracują fizycznie, przerost więzadła jest znacznie większy – jest ono bardzo grube, twarde i powoduje większy ucisk niż u osób pracujących przy komputerze.

Koniecznie przeczytaj: Jak smartfon może zrujnować kręgosłup?
Jakie objawy powinny zwrócić naszą uwagę?
Mrowienie w kciuku, palcu drugim, trzecim i połowie czwartego. Proszę zwrócić uwagę, że zespół cieśni nigdy nie daje objawów w najmniejszym z palców - palcu piątym, ponieważ jest on unerwiony z innego nerwu. Dość charakterystyczne jest to, że pacjent ma te objawy w nocy, budzi się, bo go boli ręka. Musi wstać, wstrząsnąć nią, poruszać, wtedy objawy ustępują. 

A uczucie palenia pośrodku dłoni?  
Może też być. Zaczyna się od nadgarstka i biegnie do palców. Czasami od końcówek palców w druga stronę, czasami boli sam nadgarstek. 
Czy za każdym razem, kiedy czujemy mrowienie w palcach, albo zaczyna nas boleć nadgarstek, powinniśmy udać się do specjalisty?  
Zaczekajmy dwa – trzy tygodnie, by zobaczyć, czy te objawy się utrzymują. Nie każda zdrętwiała ręka to powód, by od razu biec do lekarza. Trzeba się trochę poobserwować. Jeżeli uczucie mrowienia nie ustępuje, na pewno warto skorzystać z porady specjalisty. I musimy pamiętać o bardzo istotnej rzeczy. Ręka oprócz tego, że jest narządem chwytnym, stanowi  również narząd zmysłu, którego używamy dosyć nieświadomie. Ten nerw pośrodkowy, o którym mówimy, jest nerwem czuciowym. Odpowiada za czucie, a mięśnie, jakie unerwia, to  mięśnie kłębu, czyli tej poduszki znajdującej się przy kciuku. Jeżeli bardzo długo zwlekamy z zabiegiem operacyjnym, w niektórych przypadkach dochodzi do trwałego uszkodzenia tego nerwu. Jeśli zaś jest on trwale uszkodzony, tracimy czucie w ręku, a to pociąga kolejne konsekwencje. Jeżeli nie mamy czucia w dłoni, tracimy czynność chwytną. Chwytamy przedmioty, ale ich nie czujemy i je upuszczamy. Tracimy więc bardzo ważną funkcję ręki. Jeśli nerw nie będzie działał prawidłowo, to, co robimy ręką musimy kontrolować wzrokiem. A często jest tak, że chwytamy różne rzeczy i nawet nie uświadamiając sobie tego, możemy je trzymać w ręku, obracać i robić różne rzeczy nawet na nie nie patrząc. Z uszkodzonym nerwem nie da się tego robić.  

Powiedział Pan, że zespół cieśni nadgarstka to jest najczęstsze schorzenie ręki, które wymaga operacji. Czy to zawsze prawa ręka?
Z moich obserwacji wynika, że jeśli u pacjenta zespół cieśni rozwinie się w prawej dłoni, to w lewej też istnieje takie ryzyko. 
Jakie jeszcze objawy, które dotyczą naszych rąk, powinny zwrócić naszą uwagę? Te niekoniecznie związane z cieśnią nadgarstka, a które powinny skłonić nas do obserwacji?
Często zdarza się ucisk nerwu łokciowego. Jest to nerw unerwiający palec najmniejszy i połowę czwartego. I wtedy pojawia się uczucie palenia, pieczenia idące do tych dwu palców. W tym przypadku sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, bo może być on uciśnięty w dwóch miejscach: w samym nadgarstku oraz w łokciu. To jest nerw unerwiający krótkie mięśnie dłoni i długotrwały jego ucisk powoduje duże deformacje spowodowane zanikiem tych mięśni. Ręka, oprócz tego, że traci czucie w małym palcu, traci swoją funkcję z powodu utraty precyzyjnych mięśni dłoni.

Zdarzają się też palce „zatrzaskujące”, które przy zgięciu przeskakują i pacjent nie może ich sam rozprostować, musi do tego użyć drugiej dłoni. Na szczęście to są takie schorzenia, na tyle pacjentom przeszkadzające, że sami zgłaszają się do ortopedy.
Dosyć częste są też gangliony, czyli guzy pojawiające się w obrębie nadgarstka lub w obrębie stawów ręki. Są to przepukliny torebki stawowej, w których uwypukla się płyn stawowy. Daje się to zauważyć, bo guz często przeszkadza i pacjent sam się zgłasza do lekarza.
Rozmawiała Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Pchnęła nożem partnera i wróciła do gotowania zupy


Na trzy lata pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Opolu 30-letnią Beatę S., która pchnęła nożem w klatkę piersiową swojego partnera, po czym zajęła się myciem naczyń i gotowaniem zupy.


foto ilustracyjne: lol

Do zdarzenia doszło w styczniu tego roku w Namysłowie. Według ustaleń śledztwa, od rana oskarżona piła z pokrzywdzonym alkohol. W pewnym momencie doszło między nimi do kłótni.

Mężczyzna w pokoju spryskał partnerkę dezodorantem, ta uciekła do kuchni. Kiedy pokrzywdzony poszedł za nią, pchnęła go nożem po lewej stronie klatki piersiowej. Ranny pobiegł do sąsiadów, którzy wezwali pogotowie. Szybka reakcja lekarzy uratowała mu życie.



W tym czasie kobieta zajęła się myciem naczyń i gotowaniem zupy. Przed sądem twierdziła, że nie pamięta zadania ciosu. Zapewniała, nie chciała zrobić mężczyźnie krzywdy.

Jak poinformowała Aneta Rempalska z biura prasowego opolskiego sądu, Beata S. została uznana winną usiłowania spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sąd wymierzył jej za to trzy lata więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.

źródło: TvpInfo/ Rmf24/ niezalezna/ FaktyInteria

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Ziobro: Podejrzany w sprawie zabójstwa Kristiny nie był typowany od początku


- Podejrzany o zabójstwo 10-latki nie był wytypowany od początku. W sprawie nastąpił przełom dzięki presji i ofensywności śledztwa - powiedział w poniedziałek, 17. czerwca, prokurator generalny, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.


zdjęcia: @ZiobroPL/ Facebook
Zatrzymanemu w niedzielę 22-latkowi Prokuratura Okręgowa w Świdnicy postawiła zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.  - We wtorek prokuratorzy wystąpią z wnioskiem o tymczasowy areszt dla podejrzanego. 


Nie jest tak, jak gdzieś słyszymy, że od początku był wytypowany sprawca. Nie, nie był- podkreślił minister. Ten przełom nastąpił dzięki presji, ofensywności tego śledztwa, zaangażowaniu wielu ludzi, ale też wielu obywateli, którzy przekazywali nam niezwykle cenne informacje – powiedział minister w TVP Info. 

Zbigniew Ziobro podkreślił, że dzięki pracy śledczych, materiał dowodowy będzie bardzo mocny. Dodał, że nikomu nie powinno przyjść do głowy, aby go kwestionować. 
Minister dodał, że podejrzany był osobą, która pozostawała w relacjach z mamą, a dziewczynka go znała. Podkreślił, że zabójstwo było wykalkulowane, wykonane bez skrupułów i cienia najmniejszych wątpliwości.


- Ja nie kryję, że jestem zwolennikiem śmierci za takie najstraszniejsze zabójstwa, gdzie mamy tę premedytację, to szczególne okrucieństwo. Ta kara nie jest możliwa, bo jesteśmy w Unii Europejskiej- powiedział Zbigniew Ziobro.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: rmf24

Pijany kierowca z pijanym zięciem jechali tirem do Włoch


2,5 promila alkoholu miał kierowca samochodu ciężarowego, który w piątek po południu wjechał w Jeżowem do rowu. Mężczyzna miał przewieść ciągniki rolnicze do Włoch. Wcześniej pił alkohol ze swoim zięciem na stacji benzynowej, a potem razem wsiedli do samochodu i chcieli odjechać.


foto: policja

58-letni 
mieszkaniec Jasła, kierujący samochodem ciężarowym, pił alkohol na stacji benzynowej wspólnie ze swoim 30-letnim zięciem. Nie trzeźwiejąc, obaj wsiedli do pojazdu i wyruszyli z trzema ciągnikami rolniczymi na przyczepie, do Włoch. 


Kierowca ledwo zdążył wyjechać ze stacji paliw, jak stracił panowanie nad pojazdem i wjechał do rowu. Ciężarówka przewróciła się na bok, a kierowca i pasażer zostali uwięzieni w kabinie.

Obu mężczyzn z pojazdu wyciągnęli strażacy. Badanie ich stanu trzeźwości potwierdziło, że byli pijani, mieli po 2,5 promila alkoholu. Po kabinie walały się butelki po alkoholu.

Monitoring stacji benzynowej zarejestrował jazdę pijanego kierowcy. Nie było wątpliwości, który z nich siedział za kierownicą samochodu ciężarowego.

Policjanci zatrzymali prawo jazdy 58-letniemu mieszkańcowi Jasła. Pojazd po wyciągnięciu z rowu został odholowany na parking strzeżony. Obaj mężczyźni zostali przekazani pod opiekę rodzinie.

Guz mózgu zabija Kubusia! Zostało mało czasu na ratunek



Pół roku — tyle walczyliśmy o diagnozę. O to, by dowiedzieć się, że nasze ukochane dziecko umiera… Pół roku — tyle życia zostanie synkowi, jeśli nic nie zrobimy. W głowie Kubusia jest guz, glejak najgorszy z możliwych. To jest jak wyrok, w Polsce zostaje mu kilka miesięcy życia… Mieliśmy jednak szczęście w nieszczęściu, pojawiła się nadzieja, nowe badania kliniczne i leczenie w USA! Jeśli uzbieramy gigantyczną kwotę, zależy tylko od Was… Mamy tylko 5 tygodni, błagamy o pomoc!


foto: siepomaga


Kubuś jest pierwszym dzieckiem z Polski, które dostało się na badanie kliniczne Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco. To szansa dla wielu dzieci z Polski i przełom w leczeniu guzów mózgu. Bez Was nie mamy szans...

Jesteśmy świeżo po biopsji w Zurychu, bo w Polsce nikt nie chciał się jej podjąć. Badanie potwierdziło nasze najgorsze obawy: guz mózgu DIPG wielkości mandarynki, nieoperacyjny, z mutacją H3K27M. Nasza historia jest dramatyczna, jednak bardzo mocno wierzymy w jej szczęśliwe zakończenie… Pragniemy, by była przykładem, ale też przestrogą dla innych rodziców, którzy walczą lub w przyszłości będą walczyć o życie swoich dzieci…



Zaczęło się niewinnie, w czerwcu zeszłego roku, gdy robiliśmy synkowi zdjęcie do paszportu. Fotograf poprosił, by synek spojrzał prosto w obiektyw. Na zdjęciu zobaczyliśmy coś dziwnego — prawe oczko Kubusia uciekało. Poszliśmy do okulisty, zalecił okulary. Zez jednak nie pojawia się tak nagle, bez przyczyny! Szukaliśmy dalej… Kolejny specjalista zalecił ćwiczenia, a jak nie przejdzie za 2-3 lata, wtedy mieliśmy do niego wrócić. Mimo wszystko czuliśmy niepokój… Lekarz rodzinny stwierdził, że nie ma wskazań do zrobienia rezonansu i tomografu głowy. Odesłał nas do domu.

Mijały tygodnie, Kuba czuł się coraz gorzej. Chodził jak małe dziecko, podpierał się ściany. Gdy zaczął kuleć na prawą nóżkę, zgłosiliśmy się na SOR. Badanie tomografem nic nie wykazało (potem okazało się, że nie miało prawa nic wykazać — guz był zbyt głęboko), inne objawy lekarze zbagatelizowali, powiedzieli, że z Kubą wszystko jest dobrze, dali nam wypis, kolejny raz wróciliśmy z niczym. To nas trochę uspokoiło — skoro tak wielu lekarzy badało synka i wszyscy mówili, że jest dobrze, to może my przesadzamy, mamy jakąś paranoję?

Tak bardzo byśmy chcieli, żeby to okazało się prawdą… Niestety, Kubuś coraz bardziej kulał, a w międzyczasie przedszkole skierowało nas na badania psychologiczno-pedagogiczne, by znaleźć przyczynę osłabionego napięcia mięśniowego. Skończyliśmy je w styczniu tego roku i znaleźliśmy się w punkcie wyjścia… Wróciliśmy do naszego lekarza rodzinnego. Pani doktor była w szoku, że jeszcze nie mamy żadnej diagnozy. Ale jak mieliśmy ją zdobyć, skoro wszyscy odsyłali nas z kwitkiem?! W internecie wyczytaliśmy, że objawy Kuby pasują też do boreliozy, zrobiliśmy testy. Te wykluczyły chorobę. Wtedy pojawił się jeszcze większy strach…

Kolejny specjalista, tym razem prywatnie. Dał nam w końcu skierowanie na rezonans na… grudzień! Poprosiliśmy o skierowanie w trybie pilnym, ale odparł, że to niemożliwe, bo objawy pojawiły się już dawno. Czuliśmy, jakbyśmy znaleźli się w centrum jakiejś tragicznej komedii… W ogromnym poczuciu bezradności i żalu kolejny raz pojechaliśmy na SOR. Powiedzieliśmy, że nie wyjdziemy, póki nie postawią diagnozy i nie zrobią wszystkich badań. Że jeśli trzeba, zadzwonimy na policję, do telewizji i wszędzie, gdzie się da. Przyjęli nas z łaską, ale najważniejsze, że Kuba w końcu miał zrobione badania. Neurolog od razu podejrzewała, że coś jest nie tak. Zapytaliśmy tylko, czy objawy wskazują na guza. Potwierdziła, a nam dreszcz przeszedł po plecach…

Kolejne wyniki kazały lekarzom zrobić rezonans w trybie pilnym, już na drugi dzień rano. W końcu, po wielu miesiącach mieliśmy odpowiedź… Ordynator zaprosiła nas do swojego gabinetu, a to oznaczało, że jest bardzo źle. Modliliśmy się, żeby to był tętniak, coś, co można usunąć. To było jednak coś znacznie gorszego…


Kuba ma w głowie ogromnego guza — tylko tyle wiedzieliśmy. Skoro nie da się go wyciąć, mogą nam zaproponować chemię i radioterapię. Jak, skoro nie wiadomo, z czym mamy do czynienia, skoro nikt nawet nie zrobi biopsji?! Niestety, tak wygląda protokół leczenia w Polsce. Mieliśmy kilka dni na decyzję. W międzyczasie znaleźliśmy forum rodziców, których dzieci mają DIPG. Dzięki temu mogliśmy podjąć jedyną słuszną decyzję.

Diagnoza Kubusia zapadła 14 lutego, a dzień później w Zurychu otworzyła się klinika, w której pracuje dr Sabine Meller — lekarka, która od 25 lat zajmuje się badaniami nad DIPG. Udało nam się uzbierać pieniądze, pojechaliśmy na biopsję, której nie dało się wykonać w kraju. 22 marca Kubuś pojechał na zabieg, a niedługo potem lekarze potwierdzili nasze najgorsze obawy. Pełna diagnostyka cały czas trwa — specjaliści sprawdzają jeszcze DNA guza i jego strukturę molekularną. Wiemy już jednak, że mamy tylko jedną szansę na ratunek…

Kubuś rozpoczął radioterapię w Warszawie w porozumieniu z kliniką w Zurychu. Po 6 tygodniach naświetlań i kontrolnym rezonansie musimy wylecieć do USA i tam zacząć leczenie. Został miesiąc, by zebrać gigantyczną kwotę na ratowanie życia naszego dziecka. Proszę, pomóżcie! Bez Was nie zdążymy!

Miał zrobić remont mieszkania, a opróżnił sejf


Policjanci z wydziału kryminalnego dąbrowskiej komendy zatrzymali nieuczciwego budowlańca, który zamiast zająć się zleconymi pracami remontowymi w mieszkaniu, " zajął się" sejfem właściciela, znikając z oszczędnościami zleceniodawcy. Zatrzymany przez stróżów prawa „fachowiec” nie dokończy już remontu – za kradzież z włamaniem grozi mu do 10 lat więzienia.


Właściciel jednego z mieszkań przy ul. Kasprzaka w Dąbrowie Górniczej po powrocie z urlopu zauważył, że z zamkniętego sejfu skradziono mu pieniądze w różnych walutach i biżuterię o łącznej wartości prawie 120 tys. złotych.


 Dąbrowianin wcześniej wynajął ekipę remontową, która w trakcie jego wypoczynku miała przeprowadzić remont łazienki i sypialni w jego mieszkaniu. Okazało się, że jeden z fachowców zamiast zająć się zleconymi pracami, opróżnił sejf zleceniodawcy znajdujący się w mieszkaniu.


 Część w ten sposób uzyskanej gotówki przeznaczył na spłatę swoich zobowiązań. Dąbrowscy kryminalni szybko dotarli do nieuczciwego 22-latka z Sosnowca i odzyskali skradzione z sejfu 85 tys. złotych oraz biżuterię. Mężczyzna nie dokończy już zleconego remontu mieszkania. Za kradzież z włamaniem grozi mu teraz do 10 lat pozbawienia wolności.

Szczęśliwy finał akcji ratunkowej nad rzeką w Nowym Targu


W sobotę po południu w Nowym Targu na złączach Białego i Czarnego Dunajca doszło do bardzo niebezpiecznej sytuacji. Podczas kąpieli w rzece przy progu wodnym zaczęły się topić dwie osoby. Na ratunek topiącemu się 7-latkowi i jego opiekunowi ruszyło kilka osób. Dziecku nic się nie stało, zostało wyciągnięte z wody przez jednego z mężczyzn. Jego 32-letniemu opiekunowi również udało się wydostać na brzeg.


foto:
 Szymon Pyzowski

Niestety jeden z ratujących mężczyzn poślizgnął się na progu i wpadł do wody i zaczął się topić. Pozostali widząc co się dzieje natychmiast ruszyli mu na ratunek. W tej chwili przybyli na miejsce policjanci i strażacy. 


Mundurowi odebrali w wodzie nieprzytomnego 56-latka, wynieśli na brzeg i natychmiast wspólnie przystąpili do udzielania pomocy. Policjant ze strażakiem na zmianę wykonywali resuscytację i po kilku minutach udało się przewrócić akcję serca i oddech. W karetce mężczyzna odzyskał świadomość i został przewieziony do szpitala.


Przypominamy, że progi rzeczne to śmiertelne niebezpieczeństwo. Apelujemy o zachowanie ostrożności podczas wypoczynku nad wodą i wybranie do kąpieli miejsc do tego przeznaczonych i przede wszystkim bezpiecznych. Apelujemy o nadzór nad dziećmi, bo wystarczy chwila nieuwagi i może dojść do prawdziwej tragedii.

Autor zdjęć: Szymon Pyzowski

Tragedia na drodze. Zderzenie dwóch samochodów. Nie żyje jedna osoba


Tragiczny wypadek na drodze krajowej nr 11 w Pleszewie. Osobowy mercedes zderzył się tam z ciężarowym DAF-em. Jedna osoba zginęła. Droga jest zablokowana.


źródło: infostrow.pl


Do wypadku doszło około godz. 2.40 w poniedziałek, 17 na czerwca na drodze krajowej nr 11 w powiecie pleszewskim. 


– Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący mercedesem 54-letni mieszkaniec województwa małopolskiego z nieustalonych przyczyn , na łuku drogi, zjechał na przeciwległy pas jezdni i zderzył się ciężarówką marki Daf z naczepą – mówi asp. Monika Kołaska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pleszewie.


 – Ciężarówką kierował 30-letni mieszkaniec województwa wielkopolskiego, był trzeźwy. Kierowca samochodu osobowego w wyniku odniesionych obrażeń zmarł.

Policja prowadzi czynności w tej sprawie pod nadzorem prokuratora.

Zabójcy 10-letniej Kristiny grozi dożywocie. Tragedię skomentowała mama mordercy



Prokuratura poinformowała dzisiaj, 17. czerwca, że zabójcy Kristiny grozi dożywocie. 22-latek przyznał się do winy. Mama mordercy jest zszokowana. 


foto: screen-wideo

- Gigantyczna tragedia. Będę musiała z tym żyć do końca życia. Jestem w szoku - powiedziała mama 22-latka, Monika A. dziennikarzowi „Super Expressu”.


Podejrzanego o zabójstwo dziewczynki ujęto w niedzielę na terenie Dolnego Śląska. Po godzinie 20.00 przewieziono go do prokuratury w Świdnicy, gdzie przez około 5 godzin był przesłuchiwany. W nocy usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Dziewczynka zaginęła 13. czerwca około południa. Wyszła ze szkoły i wracała do domu, który od szkoły dzieli trochę ponad kilometr. Ostatni raz była widziała 200 metrów od domu.


Niestety po godzinie 20.00 w okolicy Imbramowic ujawniono zwłoki dziewczynki. Jej ciało było częściowo roznegliżowane, a sprawca zadał jej rany kłute w klatkę piersiową i szyję. 


- To nie była łatwa sprawa. Od samego początku ten podejrzany, który już się przyznał i złożył wyjaśnienia, tak to zaplanował i tak poprowadził dalsze swoje czynności, żeby wprowadzić w błąd zarówno policjantów, jak i prokuratorów - powiedział w TVN 24 rzecznik policji Mariusz Ciarka.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: se.pl/Głos Wojewódzki/wp.pl

Popularne na Facebooku