Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

fakty

fakty

kraj

kraj

świat

świat

Kraj

kraj/ block-3

Świat

świat/ block-3

Polityka

polityka/ block-11
randomposts2

Kronika policyjna

Kronika policyjna/ block-3

Kultura

KULTURA/block-3

Nauka

nauka/block-3

zdrowie

zdrowie/block-3

Gospodarka

gospodarka/block-7

Smacznego

Smacznego/block-3

Ciekawostki

ciekawostki/block-1

Religia

RELIGIA/block-1

Latest Articles

loading...

wtorek, 26 marca 2019

Antyszczepionkowcy.biz ufundują szczepionki charytatywne

Kampania crowdfundingowa gry antyszczepionkowcy.biz umożliwiła zebranie kwoty niezbędnej do wydania gry już w ciągu 14 minut (!) od oficjalnego startu zbiórki. Autorzy gry zakupią dzięki temu dwa razy więcej szczepionek na cele charytatywne, niż pierwotnie zakładała akcja towarzysząca przedsięwzięciu.


foto: 
naukawpolsce

Satyryczna gra karciana Antyszczepionkowcy.biz ma w przewrotny sposób uświadamiać graczom wartość szczepień ochronnych. Testową wersję gry można ściągnąć ze strony internetowej. "Graczy czeka przewrotny humor i rozrywka w gronie przyjaciół" - zapowiadają pomysłodawcy gry Antyszczepionkowcy.biz, Aleksandra i Jakub Stefaniak. Gra ma pokazać konsekwencje i realia działańbiznesmenów, zarabiających w obszarze medycyny alternatywnej.

Wydanie gry już w założeniu twórców miało być połączone z akcją zakupu szczepionek na cele charytatywne. Pierwotnie od każdego zakupionego egzemplarza miała być zakupiona jedna szczepionka. Do tej pory sprzedano ok. 1100 zestawów. "Dzięki ponad tysiącowi wspierających liczba szczepionek na cele charytatywne zostanie podwojona" - deklaruje Aleksandra Stefaniak, doktorantka na Uniwersytecie Medycznym im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, edukatorka Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny IFMSA-Poland.

Zbiórka odbywa się za pośrednictwem portalu PolakPotrafi.pl. Już pierwszego dnia - 16 marca - gra zgromadziła ponad ponad 500 proc. ustalonego progu wsparcia. Na dzień przed rozpoczęciem zbiórki Patronat Honorowy nad grą objął Dawid Ciemięga, Lider Roku 2018 w Ochronie Zdrowia. Dołączył tym samym do m.in. Marka Posobkiewicza (Główny Inspektor Sanitarny MSWiA), Łukasza Durajskiego (przewodniczący Zespołu ds. Szczepień Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie) oraz Dolnośląskiej Izby Lekarskiej i Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

PAP - Nauka w Polsce

2-letni chłopiec trafił do szpitala z poparzeniami I i II stopnia. Chłopiec poparzył się kwasem podczas zabawy na zjeżdżalni na placu zabaw

2-letni chłopiec trafił do szpitala w Bielsku-Białej (woj. śląskie) z poparzeniami I i II stopnia. Chłopiec poparzył się kwasem podczas zabawy na zjeżdżalni na placu zabaw. Ktoś prawdopodobnie żrącą substancją oblał zjeżdżalnię dla dzieci. Sprawę bada policja.


foto: pixabay

Wszystko wydarzyło się w minioną sobotę w małej miejscowości Biery pod Bielskiem-Białą. Dwulatek był na placu zabaw wraz z mamą. Po zabawie na zjeżdżalni okazało się, że ma poparzone uda i pośladki. Prawdopodobnie, ktoś oblał urządzenie kwasem lub inną żrącą substancją.


2-letni, poparzony chłopczyk trafił z oparzeniami ud i pośladków do szpitala pediatrycznego w Bielsku-Białej. Lekarze oceniają poparzenia na 1 i 2 stopień.


Sprawą zajęła się policja, na miejsce udali się funkcjonariusze wraz ze strażakami. – Podczas szczegółowo przeprowadzonych oględzin na zjeżdżalni oraz innych sprzętach do zabaw i urządzeniach siłowni zewnętrznej, ujawniono żrącą substancję chemiczną – relacjonowała Fakt24 oficer Jurasz.


Rzecznik bielskiej straży pożarnej Patrycja Pokrzywa poinformowała, że strażacy jeszcze w sobotę oczyścili wszystkie urządzenia na placu zabaw.

źródło: tvs/ fakt/ dziennikzachodni

Koniec zmiany czasu od 2021 roku



Europosłowie przegłosowali we wtorek nowe regulacje, które kończą z praktyką przesuwania zegarów o godzinę wiosną i jesienią. Zgodnie z przepisami ostatnia zmiana czasu nastąpi w 2021 roku. Państwa członkowskie zachowają jednak prawo do decydowania o swojej strefie czasowej.


foto: pixabay



Zgodnie z projektem nowelizacji dyrektywy, państwa UE, które zdecydują się na zachowanie czasu letniego, powinny dokonać ostatniej zmiany czasu w ostatnią niedzielę marca 2021 roku. Z kolei kraje, które zdecydują o utrzymaniu swojego standardowego (zimowego) czasu, będą mogły przestawić zegary w ostatnią niedzielę października 2021 roku.

Europosłowie poparli propozycję Komisji Europejskiej, aby zakończyć sezonowe zmiany czasu, ale głosowali za przesunięciem daty z 2019 na 2021 rok.

Ochrona rynku wewnętrznego

Posłowie chcą również, aby kraje UE i Komisja koordynowały decyzje w celu zapewnienia, że stosowanie czasu letniego w niektórych krajach i czasu zimowego w innych nie zakłóca rynku wewnętrznego.

Zgodnie z przyjetym projektem, jeśli Komisja Europejska uzna, że przewidywane ustalenia czasowe mogłyby znacząco i trwale utrudnić prawidłowe funkcjonowanie jednolitego rynku, będzie mogła przedłożyć wniosek o przesunięcie terminu stosowania dyrektywy o maksymalnie 12 miesięcy.

Przyjęty tekst jest stanowiskiem Parlamentu, które będzie przedmiotem negocjacji z ministrami UE w sprawie uzgodnienia ostatecznego kształtu przepisów.

Regulacja jest odpowiedzią na szereg inicjatyw obywatelskich w tej sprawie. W lutym 2018 r. PE wezwał Komisję do oceny dyrektywy w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego i, w razie potrzeby, do przedstawienia wniosku dotyczącego zmiany dyrektywy.

W następstwie oceny, która powstała na podstawie 4,6 mln odpowiedzi, z których 84% było za zakończeniem zmian czasu, Komisja przedłożyła wniosek, który teraz będzie musiał zostać uzgodniony przez europarlament i ministrów UE.

UE po raz pierwszy ujednoliciła uzgodnienia dotyczące czasu letniego w 1980 roku, w celu zapewnienia zharmonizowanego podejścia do zmiany czasu w ramach jednolitego rynku, wcześniej krajowe praktyki i harmonogramy dotyczące czasu letniego były rozbieżne. Obecna dyrektywa w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego nakłada na państwa UE obowiązek przejścia na czas letni w ostatnią niedzielę marca i powrót do standardowego czasu w ostatnią niedzielę października.

mp/

Matka miała w organizmie blisko 3 promile alkoholu. 6-latek musiał ratować 3-latka

Do tego niecodziennego zdarzenia doszło w Czechowicach-Dziedzicach na ul. Kochanowskiego. Gdy tylko 6-letni chłopczyk zauważył stojącego w oknie 3-latka, który próbował skoczyć na trawnik, natychmiast podbiegł i złapał dziecko. O wszystkim powiadomił swoją matkę. Na szczęście dzieciom nic się nie stało. Wezwani na miejsce policjanci zatrzymali 37-letnią kobietę – matkę 3-latka. Badanie alkomatem wykazało, że miała ona w organizmie blisko 3 promile alkoholu.


foto ilustracyjne: g/w



Wczoraj około 18.00 czechowiccy policjanci zostali wezwani na interwencję do jednego z mieszkań w Czechowicach-Dziedzicach przy ul. Kochanowskiego, gdzie matka pozostawiła bez opieki swojego 3-letniego syna. W rozmowie ze zgłaszającymi mundurowi ustalili, że 3-latek wspiął się na parapet mieszkania usytuowanego na I piętrze. Przez okno zobaczył bawiące się dzieci i chciał przyłączyć się do zabawy. 


Na szczęście zauważył go bawiący się na podwórku 6-latek. Chłopczyk natychmiast podbiegł pod okno i złapał 3-latka, który skoczył z wysokości około 3 metrów na trawnik. Na szczęście żadne z dzieci nie odniosło obrażeń ciała.

Rezolutny 6-latek zaprowadził kolegę do swojej mamy i opowiedział, co się wydarzyło. Po chwili na miejsce przyjechali policjanci. Po krótkim pukaniu do drzwi mieszkania, z okna którego wypadło dziecko, wybudzili ze snu jego matkę i dziadka. Oboje opiekunowie byli nietrzeźwi. Badanie alkomatem wykazało, że 37-letnia kobieta miała w organizmie prawie 3 promile alkoholu, a jej 58-letni ojciec o promil mniej. Policjanci zatrzymali kobietę, a jej synek został oddany pod opiekę krewnych. Sprawczyni została przewieziona do policyjnego aresztu. Kiedy wytrzeźwieje usłyszy zarzuty. Za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi jej do 5 lat więzienia. Jednocześnie materiały w tej sprawie zostały już skierowane do sądu rodzinnego.

Ciężarna kobieta trafiła do szpitala z bólem głowy, teraz może ruszać tylko oczami

20- letnia kobieta trafiła na SOR w Zawierciu z bólem głowy. Na pomoc musiała czekać kilka godzin, które sprawiły, że kobieta może ruszać jedynie oczami. Sprawę ma wyjaśnić wewnętrzna komisja szpitala.


foto: pixabay


10 marca kobieta narzekała na ból głowy i postanowiła się wcześniej położyć. Gdy o 23:00 chciała skorzystać z toalety, musiała poprosić o pomoc swojego partnera. Miała trudności z chodzeniem, zaczęła niewyraźnie mówić.


- Zauważyłem, że coś jest nie tak. Dziwnie stawiała kroki, zataczała się, więc zapytałem czy coś ją boli. Powiedziała, że jedynie zaczęła ją bardzo boleć głowa. Zaczęła niewyraźnie mówić i to bardzo intensywnie postępowało. Nie chciała jechać do szpitala. Zaczęła płakać, bo nie wiedziała co się z nią dzieje. Miała problem z wysłowieniem się, zapominała co chce powiedzieć. Po drodze do szpitala zdarzyło jej się wymiotować - opowiada Damian Kozioł, chłopak Pauliny.

Jak informuje TVN24, ciężarna Paulina trafiła na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu w nocy z 11 na 12 marca. 20-latkę bolała głowa, nie mogła mówić, przewracała się. Po przyjęciu na oddział, jej bliscy zostali odesłani do domu.

Rodzina była w SMS-owym w kontakcie z kobietą. 20-latka relacjonowała, że pobrano jej krew. Po pewnym czasie wiadomości zaczęły wskazywać na to, że 20-latka ma problem z pisaniem. Bliscy wrócili do szpitala.


O 6.00 lekarze poinformowali, że kobieta ma duży obrzęk mózgu, a jej stan określany jest jako ciężki. Trafiła na oddział udarowy Szpitala Powiatowego w Zawierciu. Później podjęto decyzję o jej przewiezieniu do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach. Trafiła tam 11 marca o godzinie 15.00. Wtedy powiedziano, że podane zostaną leki służące rozpuszczeniu zatoru, jednak zabieg ten nie udał się. Wiadomo jedynie, że ciąża rozwija się bez przeszkód.

Kobieta przebywa na Oddziale Intensywnej Terapii. Będzie wymagała długiej rehabilitacji. Partner 20-latki mówi również, że szpital z Zawiercia nie chciał przekazać dokumentacji medycznej do Katowic, jednak wydaje się, że to dopiero początek długiej listy przewinień placówki.

W mediach społecznościowych inni pacjenci zaczynają dzielić się swoimi historiami. Nazywają SOR w szpitalu w Zawierciu "umieralnią".
14 marca Kozioł złożył zawiadomienie do prokuratury. Śledczy prowadzą postępowanie w sprawie narażenia 20-latki na bezpośrednią utratę życia lub zdrowia przez personel zawierciańskiego szpitala.

źródło: radiopiekary/ mamadu/ wp.pl/ zawiercie.naszemiasto

Porwali, torturowali i próbowali gwałcić. Policjanci Archiwum X rozwiązali sprawę sprzed 12 lat

Dzięki policjantom ze specjalnej grupy tzw. " Archiwum X" powołanej w ramach Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP oraz Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga kolejna osoba podejrzana o brutalne przestępstwa sprzed kilkunastu lat odpowie za swoje czyny. Tomasz G. usłyszał już zarzuty za napaść, do której doszło 12 lat temu oraz za porwanie, które miało miejsce w 2008 roku. Za te przestępstwa grozi kara do 12 lat więzienia.


foto: pixabay

Ze zgromadzonego przez śledczych materiału dowodowego wynikało, że Tomasz G. który był w przeszłości karany i aktualnie przebywa w areszcie, ma związek z kolejnymi przestępstwami. Jak ustalono, do pierwszej napaści, w której miał uczestniczyć mężczyzna doszło jesienią 2007 roku lub na przełomie roku 2007/2008 w Stalowej Woli. Wówczas sprawcy pobili swoją ofiarę, a następnie ukradli pieniądze w kwocie około 15-20 tys. złotych. Kila miesięcy później, te same osoby miały wywieźć pokrzywdzonego do lasu, przykuć kajdankami do drzewa, pobić, zmusić do wypicia alkoholu, a następnie przewieźć do warszawskiego hotelu i przetrzymywać tam przez kilka dni. Chcieli w ten sposób zmusić mężczyznę do przekazania 40 tys. złotych, zabierając mu jednocześnie samochód o wartości 30 tys. złotych.

Dwaj podejrzani o te przestępstwa usłyszeli już zarzuty. Jeden z nich to Piotr M., członek zorganizowanej grupy przestępczej, która miała związek m.in. z brutalnym zabójstwem na terenie powiatu otwockiego w 2013 roku. Dzięki pracy operacyjnej i procesowej policjantów, kolejna osoba mająca związek z tymi sprawami usłyszała zarzuty. Z informacji funkcjonariuszy wynika, że Tomasz G. również działał w grupie przestępczej mającej na koncie włamania kradzieże i rozboje, których działania cechowała duża brutalność.

Mężczyzna został już doprowadzony do prokuratury. Tomasz G. jest podejrzany o rozbój oraz porwanie. Sąd zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu.

mb

Kapłani oskarżeni o pedofilę. Grozi im więzienie

Do 12 lat więzienia może grozić Marianowi B., który przed kilkoma laty pełnił posługę kapłańską w Cielczy w powiecie jarocińskim.


foto: pixabay


Byłemu księdzu postawiono zarzuty za obcowanie z osobą małoletnią poniżej 15 roku życia przy nadużyciu stosunku zależności. Prokuratura nie podaje informacji z jakiego powiatu pochodzi ofiara Mariana B., ale na pewno nie jest to powiat rawicki, gdzie jeszcze jako ksiądz oskarżony pełnił tam posługę.

Na liście poprzednich parafii, gdzie przebywał i służył ksiądz jest, między innymi Cielcza z powiatu jarocińskiego. W 2018 roku na tydzień przed Pierwszą Komunią Świętą z niewiadomych przyczyn ksiądz Marian B. złożył wniosek u arcybiskupa o przeniesienie do innej parafii, a jako powód podał przyczyny osobiste i prosił innych księży o niekomentowanie całej sprawy.

Marian B. przyjął święcenia kapłańskie w 1991 roku, a swoją posługę kapłańską pełnił, między innymi w Lesznie, Poznaniu, Solcu Nowym, Zbąszyniu, w powiecie wolsztyńskim oraz w Cielszy z powiatu jarocińskiego. Kapłan z parafii w Cielczy odszedł około 2 lata temu, gdzie proboszczem był przez 4 lata i pełnił także funkcję dziekana dekanatu nowomiejskiego.

Parafianie z Cielczy bardzo dobrze wspominają księdza Mariana B., który dokończył remonty swojego poprzednika, np. remont kościoła i przygotował uroczystości związane z 100-leciem tamtejszej świątyni. Wierni z parafii w Cielczy byli w szoku, gdy dowiedzieli się, że księdzu Marianowi postanowione zostały zarzuty o obcowaniu z osobą nieletnią poniżej 15 roku życia. Z Cielczy kapłan trafił do powiatu rawickiego.

24 maja 2018r. do organów ścigania w powiecie wolsztyńskim wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez księdza Mariana B, co mogło być przyczyną decyzji kapłana o przeniesieniu do innej parafii. Po śledztwie trwającym kilka miesięcy do sądu w Wolsztynie skierowany został akt oskarżenia, a wobec księdza zastosowano środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru, zakazu kontaktowania się i zbliżania do ofiary na odległość mniejszą niż 5 metrów.

Pierwsza rozprawa miała odbyć się już 14 marca 2019r. jednak ze względu na wniosek adwokata oskarżonego proces został odroczony i prawdopodobnie ruszy dopiero w kwietniu 2019 roku. Obecnie nie wiadomo czy środki zapobiegawcze wobec księdza zostaną utrzymane, ponieważ w momencie skierowania sprawy do sądu te środki są wyrejestrowywane i dalszą decyzję musi podjąć sąd.

Ze względu na bezpieczeństwo i dobro osoby pokrzywdzonej jak i jej rodziny proces został wyłączony z jawności. Na tą chwilę nie wiadomo również, czy ksiądz złożył jakiekolwiek wyjaśnienia w tej sprawie i czy przyznaje się do postawionych mu zarzutów. Nie wiadomo również, gdzie obecnie przebywa Ksiądz Marian B. Ze strony internetowej kurii możemy wyczytać jedynie, że pełni posługę kapłańską w jednej z poznańskich parafii, lecz nie tam, gdzie został przeniesiony w maju ubiegłego roku.

Kuria po otrzymaniu informacji i zgłoszeniu oskarżenia o molestowaniu osoby poniżej 15-roku życia przez księdza Mariana B. po rozpoznaniu sprawy przez Komisję ds Ochrony Dzieci i Młodzieży podjęła decyzję o zwolnieniu księdza z urzędu proboszcza. Wydano także zakaz kontaktowania się z osobą poszkodowaną i wnoszącą oskarżenie, a nawet innymi małoletnimi. Postępowanie kanoniczne wobec duchownego zgodnie z przepisami może ruszyć dopiero po wyroku sądu.

Warto zaznaczyć, że to już drugi przypadek księdza w powiecie jarocińskim, który został oskarżony o pedofilię. Podobny przypadek miał miejsce w Witaszycach w 2017 roku.


Witaszyce, powiat jarociński



ksiądz Kamil I. (32 l.)

Wikariusz z Witaszyc koło Jarocina (kaliszanin - red.) w grudniu 2017 zatrzymany za proponowanie seksu 14-latkowi. Duchowny pisał do chłopca SMS-y i wysyłał wiadomości za pomocą komunikatorów internetowych. Wkrótce okazało się, że są dwie kolejne ofiary poniżej 15 lat. Ksiądz wikariusz od 2 lat pracował jako katecheta w szkole podstawowej w Prusach. Dzień przed zatrzymaniem ksiądz został odwołany. Nie został aresztowany - ma obowiązek stawiania się trzy razy w tygodniu we wskazanej komendzie policji. Podejrzany ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 200 metrów i zakaz wykonywania zawodu nauczyciela. Kolejnym środkiem jest poręczenie majątkowe w wysokości 5 tys. zł. Grozi mu kara pozbawienia wolności do 2 lat.


źródło: infostrow

Główny Inspektor Farmaceutyczny wycofuje z obrotu serię szczepionki Rotarix



Główny Inspektor Farmaceutyczny wydał decyzję o wycofaniu z obrotu na terenie całego kraju, szczepionki doustnej Rotarix; przeciw rotawirusom. Numer serii to: AROLC214AE. 


foto: pixabay

Główny Inspektor Farmaceutyczny otrzymał informację w systemie Rapid Alert od Europejskiej Agencji Leków o tym, że producent GlaxoSmithKline Biologicals S.A. zaczął wycofywać z obrotu jedną z serii szczepionek doustnych Rotarix. 


„Działania zostały podjęte w związku z wykryciem w produkcie nieprawidłowości podczas procesu wytwarzania, które mogły spowodować niedostateczne napełnienie 50 ostatnich aplikatorów doustnych ww. serii produktu leczniczego Rotarix, co skutkuje brakiem spełnienia wymagań jakościowych dla tej partii leku w zakresie parametru objętości”. 

W związku z tymi informacjami, GIF podjął decyzję o wycofaniu z obrotu na terenie całego kraju produktu leczniczego Rotarix o numerze serii AROLC214AE i z datą ważności do lutego 2021 roku.


foto1

foto2

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Główny Inspektor Farmaceutyczny

Zbiegł z miejsca wypadku. Zostawił bez pomocy mamę z dwójką małych dzieci



Do bardzo niebezpiecznego zdarzenia doszło na drodze pomiędzy miejscowościami Łazy Wielkie – Lasowice podczas którego „dachował” samochód osobowy, w którym jechała kobieta z dwójką małych dzieci. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a policjanci ustalają okoliczności zdarzenia i szukają kierowcy, który mógł przyczynić się do jego zaistnienia i odjechał z miejsca zdarzenia.


foto: policja



Do zdarzenia doszło kwadrans przed godziną 10 w czwartek 21 marca. Jak wykazały wstępne czynności przeprowadzone przez policjantów na miejscu zdarzenia, drogą w stronę miejscowości Łazy Wielkie jechała samochodem osobowym marki Renault 27-letnia mieszkanka gminy Milicz. 


Wraz z nią jechała dwójka małych dzieci – 7-letni chłopiec i prawie 3-letnia dziewczynka. W tym samym czasie z przeciwka nadjechał samochód osobowy marki Audi, którego kierowca prawdopodobnie zajechał drogę kierującej Renault. Gdy pojazdy się mijały samochód marki Renault zjechał najpierw na prawe pobocze, a następnie na lewe pobocze gdzie w przydrożnym rowie przewrócił się na dach.

 Kierowca Audi odjechał z miejsca zdarzenia, natomiast kierująca Renault po wyjściu z samochodu została przewieziona na rutynowe badania lekarskie do milickiego szpitala. Na szczęście kobiecie nic się nie stało i jeszcze tego samego dnia opuściła szpital. Także małym dzieciom nic się nie stało – dziećmi zaopiekowała się babcia.

Policjanci ustalili, że kierująca Renault była trzeźwa. Obecnie policjanci ustalają dane kierowcy, który kierował Audi i odjechał z miejsca zdarzenia. Trwa postępowanie mające na celu wyjaśnienie okoliczności tego niebezpiecznego zdarzenia.


W domu znaleziono zwłoki kobiety i zamkniętą w szafie córeczkę ofiary. Policjanci poszukują męża ofiary



Do zdarzenia doszło w sobotę przed godz. 12 w jednym z domów w miejscowości Trawniki (powiat świdnicki).Dyżurny świdnickiej Policji powiadomiony został o ujawnieniu zwłok 38-letniej mieszkanki gm. Trawniki w miejscu jej zamieszkania. Wstępne ustalenia i oględziny ciała wskazują, że do śmierci kobiety mogły przyczynić się osoby trzecie. Policjanci poszukują mogącego mieć związek z tą sprawą 35-letniego męża kobiety. Osoby, które posiadają wiedzę co do miejsca pobytu poszukiwanego proszone są pilny kontakt z najbliższą jednostką Policji lub z dyżurnym KPP w Świdniku pod numerem (81) 749-42-10.


foto: Facebook
W sobotę 24 marca, tuż przed południem dyżurny świdnickiej Policji powiadomiony został o ujawnieniu zwłok 38-letniej mieszkanki gm. Trawniki w miejscu jej zamieszkania. 




Ciało kobiety ujawnili krewi. 38–latka leżała w kałuży krwi! Była zmasakrowana. Morderca zadał jej aż 17 ciosów. Grzegorza nigdzie nie było, przed domem stał jego samochód, telefon leżał na stole. Ich 4- letnia córeczka została znaleziona zamknięta w szafie. Przerażonemu dziecku nic się nie stało. Zajęła się nim rodzina matki. Wszystko wskazuję, że mogła być świadkiem potwornej zbrodni.

Wstępne ustalenia i oględziny ciała wskazują, że do śmierci kobiety mogły przyczynić się osoby trzecie. Na miejscu do późnych godzin wieczornych pracowali policjanci pod nadzorem prokuratura.

W tej chwili poszukujemy męża ofiary. Z okoliczności wynika, że może coś wiedzieć” – mówi Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.



Policjanci poszukują mogącego mieć związek z tą sprawą męża kobiety, 35-letniego mieszkańca gm. Trawniki:

Grzegorza WŁODARCZYKA

Rysopis: wzrost 184 cm, waga około 100 kg, krępa budowa ciała, włosy ciemne krótkie, lewe ucho ze śladem po przekłuciu, oczy piwne, na lewej łydce posiada tatuaż – rysunek „gitary ze skrzydłami”.

Wszystkie osoby, które posiadają wiedzę co do miejsca pobytu poszukiwanego proszone są pilny kontakt z najbliższą jednostką Policji lub z dyżurnym KPP w Świdniku pod numerem 81 749-42-10.

Policjanci pod nadzorem prokuratury wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy. Dzisiaj od godzin porannych prowadzone są dalsze poszukiwania 35-latka. W działaniach wykorzystywany jest m.in. helikopter z Komendy Głównej Policji z kamerą termowizyjną.

E.D.

źródło: policja/ fakt

Pijana matka usiłowała karmić butelką niemowlę, jednak nie mogła trafić do buzi dziecka



Ponad 3 promile miała matka miesięcznej dziewczynki i 5 letniego chłopca. 32-latka usiłowała karmić butelką niemowlę jednak nie mogła trafić do buzi dziecka. Wezwany na miejsce partner kobiety i jednocześnie ojciec dziewczynki miał prawie 2 promile. Pijani rodzice trafili do policyjnego aresztu i usłyszą zarzuty narażenia dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.


foto: policja



Zgłoszenie policjanci otrzymali wczoraj około godziny 10:00. Patrol został skierowany do niewielkiej wsi w gminie Potok Górny. Policjanci w mieszkaniu zastali 32 letnią kobietę i dwójkę dzieci, 1 miesięczną dziewczynkę i 5 letniego chłopca. Kobieta znajdująca się w stanie upojenia alkoholowego usiłowała karmić butelką niemowlę nie mogła jednak trafić do buzi dziecka, wypowiadała się bełkotliwie i nie racjonalnie.


 Policjanci natychmiast wspólnie z babcią, która poinformowała ich o sytuacji zajęli się dziećmi i na miejsce wezwali karetkę pogotowia. Ponadto policjanci ustalili miejsce pobytu 39 letniego konkubenta kobiety, który po niedługim czasie pojawił się na miejscu interwencji. Jak wykazało badanie alkomatem oboje znajdowali się w stanie nietrzeźwości. Kobieta miała w organizmie ponad 3 promile alkoholu a jej partner prawie 2. Dzieci zostały przewiezione do szpitala. 

Po wykonaniu niezbędnych badań 5 letni chłopiec został przekazany pod opiekę 69 letniej babci a jego miesięczna siostrzyczka pozostała w szpitalu na obserwacji. 32 latka i jej partner zostali zatrzymani i osadzeni w policyjnym areszcie. Po wytrzeźwieniu usłyszą zarzuty. Za narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia grozi im kara do 5 lat pozbawienia wolności.

Policjanci apelują i przypominają alkohol negatywnie działa na organizm człowieka. Tracimy zdolność koncentracji i poczucie rzeczywistości. Zdecydowanie wydłuża się zdolność oceny sytuacji a czas reakcji wydłuża się. Osoby upojone alkoholem często zapominają o obowiązku opieki nad dziećmi, które wymagają ciągłej kontroli.

JK

Gniezno: Tragiczna śmierć lidera młodzieżówki partii Biedronia



W ubiegły piątek z jedenastego piętra wieżowca na os. Jagiellońskim wypadł lider młodzieżówki partii Wiosna w Gnieźnie. Mężczyzna w maju skończyłby 21 lat. Na razie niewiele wiadomo o tej tragedii.


foto ilustracyjne: policja

Jak informuje portal Gloswielopolski.pl, do tragicznego wypadku doszło w piątek ok. godziny 18.40. Dziś prokuratura ujawniła okoliczności zdarzenia.

- Wstępne oględziny miejsca, położenia zwłok oraz mieszkania, które było zajmowane przez mężczyznę i znajdowało się na 11. piętrze budynku, wskazały na nieszczęśliwy wypadek. Mężczyzna ten najprawdopodobniej mył okna i w czasie tych czynności doszło do upadku. 


– Na tę chwilę przyjmujemy wersję nieszczęśliwego wypadku, tym niemniej w tej sprawie wszczęto postępowanie przygotowawcze. Zwłoki zostały zabezpieczone do prowadzenia sekcji – powiedziała Małgorzata Rezulak-Kustosz.

źródło: Gloswielopolski/ onet/ RadioZet

Ratował zaniedbane zwierzęta. Za swoje dobre serce został… oskarżony



Asesor Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze, Maciej Bogucki, przedstawił Konradowi Kuźmińskiemu, inspektorowi Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt szereg zarzutów związanych z prowadzonymi interwencjami na terenie Jeleniej Góry, podczas których zostały odebrane skrajnie zaniedbane zwierzęta. 


foto: dioz

Zdaniem prokuratury, inspektor ukradł psa Barona z restauracji w Jakuszycach. Właścicielka czworonoga jest oskarżona o znęcanie się nad tym psem. Zarzuca mu się także to, że dokonał kradzieży Marleya z osiedla łomnickiego w Jeleniej Górze, od kobiety, która jest oskarżona o znęcanie się nad psiakiem poprzez utrzymywanie go w stanie rażącego oraz skrajnego zaniedbania i niechlujstwa. 


Oskarża się go także o kradzież rozbójniczą Kostka ze Starej Kamienicy. Właścicielka skrajnie zagłodziła trzymanego przez siebie na łańcuchu psa, a podczas interwencji pobiła inspektorów. Oskarżony jest ponadto o oszustwo Urszuli P., która przez wiele miesięcy katowała swojego psa, co zarejestrowali na filmach jej sąsiedzi, którzy nie mogli dłużej patrzyć na krzywdę zwierzęcia i słuchać jego skowytu. 

Wszystkie zwierzęta zostały odebrane na podstawie art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt i w sprawie 3 odbiorów prowadzone są w dalszym ciągu postępowania administracyjne w przedmiocie ich odebrania, a w przypadku Barona, Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Jeleniej Górze wydało ostateczną decyzję, zgodnie z którą pies trafił pod opiekę Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Wszelkie formalności w tym zakresie zostały zachowane. 
Na pytanie, jak zarzuty mają się do prowadzonych postępowań wobec oprawców, prokurator odpowiedział „no i?” 

Właściciele wycenili swoje zwierzęta odpowiednio na 4000 zł, 501 zł, 1000 zł i 1 zł, natomiast DIOZ na leczenie psów wydał 16000 zł, a środki zostały zebrane dzięki wpłatom od darczyńców. Zdaniem prokuratury psom nic nie było i powinny one wrócić do właścicieli, którzy znęcali się nad nimi. DIOZ powinien odpowiedzieć za ich uratowanie – kradzież. Lekarze, którzy leczyli psiaki uważają, że stawiane inspektorowi zarzuty są absurdalne i gdyby nie natychmiastowy odbiór, psy prędzej czy później skonałyby w męczarniach. 

Asesor zastosował środki zapobiegawcze, a mianowicie dozór policyjny i zakaz wykonywania czynności wynikających z ustawy o ochronie zwierząt.

O sprawie został zawiadomiony Rzecznik Praw Obywatelskich i Prokurator Generalny. Przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości zapowiedział, że przyjrzy się tematowi.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt

Uczciwy złodziej! Zgłosił się na komisariat z zeszytem, w którym udokumentował swe kradzieże



Policjanci rozliczyli 39-letniego złodzieja, który zgłosił się na komisariat z zeszytem, w którym udokumentował swe kradzieże. Jego łupem padła markowa odzież oraz obuwie. Mężczyzna usłyszał 11 zarzutów. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.


foto ilustracyjne: policja



Nad sprawą rabusia, który okradał galerie handlowe, intensywnie pracowali kryminalni z Komisariatu Policji VIII w Krakowie. W wyniku czynności operacyjnych funkcjonariusze ustalili, iż sprawcą jest 39 – letni mieszkaniec Prądnika Czerwonego. 


Nie było obaw, że mężczyzna będzie próbował się ukrywać lub mataczyć w postępowaniu, więc policjanci wystawili mu wezwanie do stawiennictwa w komisariacie. W wyznaczonym terminie zgłosił się na przesłuchanie. Śledczy przedstawili mu 11 zarzutów kradzieży (art. 278 KK) odzieży i obuwia o łącznej wartości sięgającej 9500 zł. 

Mężczyzna przyznał się do popełnienia przestępstw, a na dowód skruchy przekazał policjantom „prezent” w postaci zeszytu, w którym opisał swe kradzieże i który został dołączony do materiału dowodowego. Podejrzanemu grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

Zmuszali sprzątaczkę do konsumpcji własnych wymiocin. Para zwyrodnialców skazana


 Małżeństwo z Singapuru otrzymało wyroki za znęcanie się nad pomocą domową, którą zatrudniło. Kobieta przełamała się i na jaw wyszło, jak męczyła się pod dachem dwojga zwyrodnialców. 


foto: Guillaume

Moe Moe Than  pochodzi z Birmy, ma 32 lata. Kiedy w 2012 r. przyjechała do Singapuru do pracy u dwojga bogaczy, rozpoczęła się jej życiowa trauma.

 W nowym domu panowały surowe zasady. Określony czas na korzystanie z toalety, znęcanie się emocjonalne, jak i fizyczne.  Pracodawcy bili kobietę, pomiatali nią, dawali bardzo niewiele racji żywnościowych. 


Gdy w końcu odważyła się powiedzieć, że jest głodna zaczęli karmić ją na siłę jak zwierzę, wsypując jej mieszaninę ryżu z cukrem przez lejek do gardła. Moe Moe zaczęła się krztusić, uciekła do toalety i zwymiotowała. Para Singapurczyków pobiegła za nią z workiem, kazali kobiecie zebrać wymioty i je zjeść. Znęcano się nad nią psychicznie, zastraszano, że jeśli piśnie chociaż słowo to jej rodzina zostanie zabita. 

Para sadystów usłyszała wyrok – mężczyzna spędzi w więzieniu 24, a kobieta 47 miesięcy. Otrzymali również zarzuty za pastwienie się nad inną sprzątaczką pochodzącą  z Indonezji. Kobietę nękano i bito, a także poniżano i zmuszano do pracy w samej bieliźnie. Za to przestępstwo mężczyzna został skazany na ponad 2 lata więzienia, a jego żona na dwa miesiące.

 Tego typu praktyki i bestialskie traktowanie osób zatrudnianych do pomocy w domu są niestety w Azji dosyć częste. W 2017 r. inna para z Singapuru otrzymała karę 10 miesięcy więzienia, gdyż okazało się, że ich służąca z Filipin była przez nich głodzona. Głośno było także o okrucieństwie singapurskiego biznesmena, który zmuszał swoją sprzątaczkę do polewania się wrzątkiem. Dostał za to 3 lata więzienia.

źródło: FaktyInteria/ mol

Brutalne pobicie 10- latki w Krakowie. Policja szuka świadków



W ubiegły piątek 10- letnia dziewczynka została brutalne pobita przez dwie nastolatki. Świadków zdarzenia, bądź osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje na temat zdarzenia oraz sprawczyń pobicia dziewczynki, proszone są o kontakt z Komisariatem Policji VII w Krakowie, tel. 12 61 52 911 lub 997.


foto ilustracyjne: g/w



Do pobicia doszło między godz. 14.00 a 14.30. 10-letnia Wiktoria wracała ze szkoły. Kiedy była na os. Jagiellońskim przy rondzie Hipokratesa, zaatakowały ją dwie nastolatki.

- Jedna chwyciła za mój plecak i coś powiedziała. Potem obie zaciągnęły mnie za piekarnię i tam pobiły. Jedna mnie przytrzymywała, a druga waliła pięściami. Po chwili uciekły powiedziała portalowi 10-latka.

Dziewczynka trafiła do szpitala z podejrzeniami złamania żeber i uszkodzenia śledziony oraz trzustki. Na szczęście obrażenia nie okazały się tak poważne. Wiktoria po trzech dniach wróciła do domu. Nadal jest obolała, leży w łóżku.


Niestety nie udało się zatrzymać nastolatek, które zaatakowały 10-latkę.

Mama dziewczynki zaapelowała na portalu społecznościowym prosząc o pomoc:
-22.03.2019 o godzinie 14:00 a 14:30 została podbita przez dwie dziewczyny moja córka Wiktoria na rondzie hipokratesa w hucie. Wiktoria leży w szpitalu bardzo proszę osoby te które widziały te zajście gdyż potrzebuje dowiedzieć się jak te dziewczyny wyglądały i świadków tego pobicia. Jeżeli ktoś kolwiek widział to zajście bardzo proszę pisać do mnie. Dziękuję wszystkim za pomoc i udostępnianie tej wiadomości do swych znajomych może ktoś widział i nam pomoże złapać te bezlitosne główniary.

Świadków zdarzenia, bądź osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje na temat zdarzenia oraz sprawczyń pobicia dziewczynki, proszone są o kontakt z Komisariatem Policji VII w Krakowie, tel. 12 61 52 911 lub 997.


źróło: dziennikpolski24/ fakt/ wyborcza/ wp.pl

poniedziałek, 25 marca 2019

Ukradł babci 10 tys. złotych. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności

Wykorzystał nieuwagę własnej babci i ukradł jej 10 tys. złotych. Mężczyzna dwa dni po zdarzeniu został zatrzymany przez policjantów prewencji z Piaseczna. Dochodzeniowiec z komisariatu Policji na Targówku przedstawił Adamowi S. zarzut karny. Za tego typu czyn może mu teraz grozić kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.


18 marca policjantów z komisariatu przy ul. Chodeckiej o pomoc poprosiła zdenerwowana 89-letnia mieszkanka dzielnicy, która twierdziła, że została okradziona.

Miał tego dokonać jej wnuk, który w tym dniu złożył jej wizytę. Kobieta zeznała, że 33-latek zabrał jej 10 tys. złotych, po czym uciekł z mieszkania. Policjanci znając tożsamość mężczyzny rozpoczęli swoje czynności.

Adam S. wpadł podczas legitymowania na terenie Mokotowa. Funkcjonariusze prewencji z Piaseczna zatrzymali go i przekazali dochodzeniowcom z Targówka. Mężczyzna w prokuraturze usłyszał zarzut kradzieży, do której się przyznał. Niestety, nie udało się odzyskać pieniędzy bowiem, jak wyjaśniał 33-latek sam został napadnięty i okradziony.

Prokurator zastosował wobec mężczyzny policyjny dozór. Teraz 33-latek musi stawiać się w komisariacie na Targówku raz w tygodniu.

ea/po

Partia Razem chce zniesienia opłat od rodziców za pobyt przy dziecku w szpitalu

Partia Razem chce całkowitego zniesienia opłat, które muszą wnosić rodzice czuwający nad dzieckiem w szpitalach. Dziś rozpoczęli zbiórkę pod internetową petycją w tej sprawie.


foto: 
Razem

Partia Razem rozpoczęła zbiórkę podpisów pod petycją do Ministerstwa Zdrowia. Członkowie partii założyli na platformie WeMove petycję domagającą się bezpłatnych pobytów w szpitalach rodziców i opiekunów chorych dzieci. Po uzbieraniu odpowiedniej liczby podpisów złożą dokument w ministerstwie, a także w sejmowej komisji do spraw petycji.

W petycji Partii razem podkreślono, że rodzice godzą się płacić szpitalom, ponieważ chcą być przy swoich dzieciach, opiekować się nimi, uspokajać, kiedy są przerażone.
"To nie są wakacje. To ciężka praca opiekuńcza, za którą musimy jeszcze płacić" - czytamy.
Jak zaznaczono, trudna sytuacja finansowa szpitali nie uzasadnia pobierania opłat.


W styczniu rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta; wprowadza on zakaz pobierania opłat od rodziców lub opiekunów za pobyt z dzieckiem albo osobą niepełnosprawną w stopniu znacznym w szpitalu. Według Ministerstwa Zdrowia projekt wychodzi naprzeciw oczekiwaniom rodziców, którzy z powodu opieki nad hospitalizowanym dzieckiem często ponosili dodatkowe koszty związane z pobytem w placówce medycznej. Projekt obecnie znajduje się w sejmowej podkomisji.



źródło: bankier/ radiokrakow/ wyborcza/ PolsatNews

Co zrobić, żeby młody człowiek się nie upijał

Niektórzy rodzice uważają, że jak z nastolatkiem przy stole wypiją lampkę wina czy piwo z jakiejś okazji, to takie oswojenie go z alkoholem uchroni pociechę przed ryzykownym piciem. Nie tędy droga - badania naukowe skuteczności tego rodzaju „profilaktyki” nie potwierdzają. Sprawdź, co jest lepszą metodą.


foto: pixabay


Z pewnością rodzice mogą wiele zrobić, aby zmniejszyć ryzyko kłopotów alkoholowych i wszelkich związanych z tym powikłań u swoich dzieci. Według specjalistów postawa rodziców wobec alkoholu ma bowiem kluczowe znaczenie dla przyszłych kontaktów z tą używką młodego człowieka.
Rodzic nadaje kierunek

Naukowcy z University of Adelaide pokazali, że rodzice wywierają wyraźny wpływ na to, czy ich dzieci będą miały kłopoty z alkoholem. Australijski zespół, wśród prawie 3 tys. młodych osób w wieku od 12 do 17 lat przeprowadził ankiety sprawdzające picie nastolatków oraz różne czynniki, które na ewentualne spożycie alkoholu mogły wpłynąć.

Okazało się, że większość z ankietowanej młodzieży miało kontakt z etanolem do osiągnięcia wieku 16 lat, a aż jedna trzecia piła przynajmniej okazjonalnie. Nie to jednak najbardziej zaciekawiło naukowców.

- Jeden z głównych wniosków płynących z naszego badania jest taki, że rodzice silniej oddziałują na decyzje ich nastoletniego potomstwa odnośnie używania alkoholu, niż prawdopodobnie zdają sobie sprawę. Zachowanie i nastawienia rodziców związane z alkoholem naprawdę mają znacznie i mogą zapobiec piciu dzieci w młodym wieku - przekonuje kierująca pracami Jacqueline Bowden.


Jak nastolatki piją w Polsce?

Z najnowszej wersji badania HBSC wynika, że w Polsce odsetek 15-letnich chłopców pijących alkohol co tydzień wynosi 12,6 proc., a dziewcząt - 9,2 proc.

Jak pokazał projekt, dorośli mogą oddziaływać na swoje potomstwo w kilku obszarach. Między innymi przekazując im wiedzę, a z tym, jak się okazało, jest krucho. Na przykład tylko 28 proc. nastolatków wiedziało o tym, że alkohol zwiększa zagrożenie nowotworami, a taka informacja może – jak pokazało badanie - zniechęcić do nadużywania alkoholowych napojów.

Młodzi ludzie pili także mniej, jeśli rodzice wykazywali dezaprobatę dla spożywania alkoholu przez nieletnich. Jednocześnie piciu sprzyjała akceptacja takiego zachowania przez rówieśników, a jeśli jakiś nastolatek zaczął już regularnie pić, to o dalszym rozwoju wydarzeń decydowała w dużej mierze dostępność alkoholu.

- Dowody te podkreślają potrzebę edukowania młodych ludzi na temat konsekwencji spożywania alkoholu i prezentowania przez rodziców odpowiedzialnych, związanych z alkoholem zachowań. Musimy informować o tym, że coś, co wydaje się niegroźną zabawą, w rzeczywistości niesie konsekwencje na całe życie - zwraca uwagę Lincoln Size przewodniczący Cancer Council SA - organizacji, która pomogła zorganizować badanie.

Autorzy projektu radzą więc po pierwsze rozmowę z dziećmi na temat alkoholu - m.in. zwracanie uwagi na to, że nie każdy pije. Dobrze jest wiedzieć o sprzyjających piciu wydarzeniach w harmonogramie dziecka - wtedy należy przedstawiać odpowiednie oczekiwania wobec nastolatka. Warto też wziąć pod rozwagę własne picie w obecności dziecka - jak podają badacze, większość alkoholu dorośli spożywają w domu. Dobrym pomysłem są imprezy wolne od alkoholu. Badacze przestrzegają też przed częstowaniem alkoholem młodych ludzi.
„Oswajanie” z alkoholem nie pomaga

Tę ostatnią poradę wspierają też wyniki projektu badawczego zespół z University of New South Wales. Jak podają badacze, dosyć często zdarza się, że rodzice chcąc uchronić swoje dzieci przed pijaństwem, próbują oswoić je z etanolem w bezpiecznym środowisku.

W związku z tym pozwalają im na wypijanie czasami niewielkich ilości. Jak sugeruje australijski projekt badawczy z udziałem młodych ludzi w wieku od 12 do 18 lat, to zła strategia.

Wprawdzie nastolatki, które miały kontakt z alkoholem najpierw w domu, upijały się i miały związane z piciem problemy znacznie rzadziej niż ich rówieśnicy zdobywający alkohol z innych źródeł, jednak młodzież, którą rodzice wprowadzali w kontakt z alkoholem w danym roku, rok później aż dwukrotnie częściej zdobywała alkohol poza domem.

Na upijanie się i związane z piciem zaburzenia najbardziej narażone były tymczasem nastolatki, które piły jednocześnie w domu i poza nim.

- Podczas gdy rządy skupiają się na zapobieganiu picia z pomocą edukacji w szkołach i wprowadzaniu odpowiednich praw odnośnie wieku osób mogących kupić i pić alkohol, rola rodziców zwykle jest w tym względzie pomijana. Tymczasem rodzice, ustawodawcy i lekarze powinni zdawać sobie sprawę z tego, że dostarczanie młodzieży alkoholu przez rodziców wiąże się z ryzykiem, a nie z ochroną - twierdzi główny autor badania prof. Richard Mattick.
Kiedy rozmawiać z dzieckiem o alkoholu

Z kolei zespół z Pennsylvania State University doradza rodzicom odnośnie najlepszego czasu dla takich rozmów. Choć edukację na temat alkoholu lepiej jest z pewnością rozpocząć wcześniej, to badacze odkryli, że jeden z kluczowych momentów przypada na krótko, zanim młody człowiek rozpocznie studia. Autor badania prof. Robert Turrisi opracował broszurę (http://www.eactc.org/wp-content/uploads/Dr.-Turrisi-handbookcollege.pdf) ze wskazówkami mówiącymi, jak najlepiej rozmawiać z młodzieżą o alkoholu.

Kiedy rodzice niedługo przed rozpoczęciem nauki prowadzili ze swoimi dziećmi rozmowy według tych zaleceń, nasilenie picia u studentów było mniejsze. Przy czym trzeba umieć rozmawiać z nastolatkiem; wykłady ex cathedra raczej zaszkodzą niż pomogą. Nie pomoże też ocenianie nastolatka i niechęć do wysłuchania go.

Oprócz sposobu rozmawiania, liczył się jednak także czas - takie same rozmowy prowadzone już w trakcie trwania pierwszego semestru nie przynosiły tak dobrych rezultatów.

- Ponad 90 proc. nastolatków próbuje alkoholu poza domem, zanim ukończą szkołę średnią. Wiadomo, że mniej problemów powstaje z każdym rokiem, z którym upicie się jest opóźnione. Nasze badania prowadzone w ciągu ostatniej dekady pokazują, że rodzice mogą odegrać ogromną rolę w zminimalizowaniu picia przez młodzież w trakcie edukacji w koledżu, kiedy rozmawiają z nastolatkami, przed rozpoczęciem nauki” - zwraca uwagę prof. Robert Turrisi.
Zdrowe relacje w rodzinie - klucz do trzeźwości

Niebagatelna rolę odgrywa, jak się okazuje, także ogólne nastawienie do rodzicielstwa i do dzieci. Mówią o tym na przykład eksperci z Brigham Young University, którzy przeprowadzili badanie z udziałem pięciu tysięcy nastolatków wieku od 12 o 19 lat. Ten projekt badawczy pokazał, że w zapobieganiu upijania się przez nastolatków znacząco pomaga, kiedy rodzice jednocześnie w dostatecznym stopniu wiedzą, co i kiedy robi ich dziecko, a jednocześnie okazują mu wystarczająco dużo rodzicielskiego ciepła.

Młode osoby dorastające w takich domach aż trzykrotnie rzadziej upijały się, niż wychowywane przez rodziców oferujących dużo ciepła, ale mało kontroli i dwukrotnie rzadziej niż dzieci rodziców rygorystycznych, rozliczających nastolatków z przestrzegania ustanowionych zasad, ale okazujących niewiele ciepła. Wyniki pokazały przy okazji, że religijne nastolatki nie tylko rzadziej się upijały, ale w ogóle mniej piły.

Wiedząc, że alkohol ze sklepowych półek raczej nie zniknie i nasza pociecha po niego sięgnie, warto o zminimalizowanie ryzyka szkodliwego picia u naszych dzieci zadbać już wtedy, gdy są małe. Badania wskazują, że dzieci nieświadomie naśladują swoich rodziców – zarówno ich dobre, jak i złe zachowanie. Bywa, że przez całe życie.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Matka i jej konkubent przez dwa lata bili i gwałcili dziewczynki



Strzelecki sąd aresztował na trzy miesiące Katarzynę K. i Janusza Cz. podejrzanych o znęcanie psychiczne, fizyczne i gwałty na trójce małoletnich dziewczynek. Oboje nie przyznają się do zarzucanych im czynów.


foto ilustracyjne: g/w



Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu Stanisław Bar, sąd zastosował wobec podejrzanych trzymiesięczny areszt. Według ustaleń śledczych, pokrzywdzone dziewczynki w wieku od 8 do 11 lat, są córkami 36-letniej Katarzyny K. Do zdarzeń objętych postępowaniem miało dojść w latach 2016-2018, kiedy do podejrzanej wprowadził się jej konkubent, 47-letni Janusz Cz.

Kiedy do mieszkania wprowadził się konkubent matki Janusz Cz., wspólnie urządzali libacje alkoholowe. A co najgorsze, gwałcili dziewczynki - informuje "Nowa Trybuna Opolska".

Kiedy pracownicy pomocy społecznej z Krapkowic zaczęli podejrzewać, że w domu K. może dochodzić do czynów zabronionych, powiadomili sąd.

- Kobieta odmawiała pomocy, nie wpuszczała naszych pracowników, sąsiedzi alarmowali, że dziewczynki są zaniedbane, czasami wieczorami były wyganiane z mieszkania – mówi Marlena Kornaś, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Krapkowicach. - Pierwsze podejrzenia co do nieprawidłowości i to takich przekraczających normy etyczne, moralne, mieliśmy w maju 2016 roku. Wówczas od razu powiadomiliśmy sąd. Proces odebrania dzieci trwał w sądzie przez dwa lata.

Wiosną ubiegłego roku dzieci przekazano pod opiekę rodzinie zastępczej. Wówczas wyszło na jaw, że dziewczynki były wielokrotnie gwałcone i bite przez matkę i jej konkubenta.


"Obojgu podejrzanym przedstawiono zarzuty. Żadne z nich nie przyznaje się do winy. Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec obojga byłych opiekunów dziewczynek trzymiesięczny areszt tymczasowy" - powiedział prokurator Bar.
Za zarzucane czyny Katarzynie K. i Januszowi Cz. grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.

źródło: FaktyInteria/ rmf24/ wp.pl/ radioOpole

Dziewczynka dotkliwie pogryziona przez psa. Właścicielka obwinia… dziecko



W lipcu 2018 roku, 4-letnią wówczas dziewczynkę dotkliwie pogryzł pies. Mimo, iż minęło kilka miesięcy od tego tragicznego zdarzenia, malutka nadal zmaga się z jego konsekwencjami. Właścicielka pitbulla winą obarcza dziecko.


foto: lep

Tillie Vasey bawiła się z innymi dziećmi w parku, gdy zaatakował ją pies, który pogryzł jej twarz w okolicy oka. Świadkowie powiedzieli, że zwierzę zachowywało się jakby było w szale. Rzuciło się na 4-latkę i zaczęło ją szarpać jak lalkę. Dziewczynka mogła zginąć, a rany były tak poważne, że było widać kości. Gdyby pies chwycił ją kilka centymetrów dalej, to straciłaby wzrok. 


Tillie trafiła do szpitala. Przeszła kilka operacji, w tym jedną dziewięciogodzinną, a jeszcze jedna przed nią. W tym zdarzeniu przerażające jest także zachowanie właścicielki czworonoga, która obwinia o tę tragedię dziewczynkę. Kobieta uważa, że malutka była nieodpowiedzialna, gdyż przeszła za blisko pitbulla co sprowokowało go do takiej reakcji. 

Na sali sądowej powiedziała, że nie rozumie zamieszania wokół jej psa, a jej zdaniem pitbull chciał tylko odgonić 4-latkę. Dodała także, że pies w ogóle nie ugryzł dziewczynki, a obrażenia powstały, gdyż Tillie uderzyła się o pień drzewa. Dawn Holt w sądzie pozostała niewzruszona nawet na dowody, które przedstawiono w tej sprawie. Sędzia nie mógł zrozumieć postawy kobiety i tego, że nie wykazała ona nawet cienia skruchy. 

Sędzia nakazał zgładzenie 12-letniego pitbulla o imieniu Cezar.

Dawn Holt została skazana na karę trzech miesięcy w zawieszeniu na osiemnaście miesięcy, 140 godzin prac społecznych oraz dożywotni zakaz trzymania psów. 



Renata Zalewska-Ociepa
źródło: lep.co.uk/popularne.pl

Popularne na Facebooku