Śmierć w ramionach matki albo operacja warta fortunę - Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

loading...

środa, 25 lipca 2018

Śmierć w ramionach matki albo operacja warta fortunę


Po dwóch miesiącach walki o życie i borykania się ze skutkami niedotlenienia i wylewu krwi do mózgu, musiałyśmy od nowa zacząć wyrabiać u Oliwki odruch przełykania. Można powiedzieć, że od nowa uczyłyśmy się jeść i pić. Trzeba było robić to bardzo ostrożnie, krok po kroku, ponieważ po tym wszystkim, co przeszła Oliwka zachłyśnięcie mogłoby być tragiczne w skutkach. Oliwka nie ma czasu z jeszcze jednego powodu. Już pół roku po operacji było wiadomo, że Oliwia ma nadciśnienie płucne.oje modlitwy, ale nie tam, gdzie trzeba – tydzień po operacji OIOM, zapaść, gwałtowne pogorszenie i decyzja o cewnikowaniu serca.
zdjęcie: siepomaga

Spytacie w myślach, ile razy matka może patrzeć na umieranie własnego dziecka? Matka wytrzyma wszystko, jeśli na końcu dziecko do niej wróci, jeśli dziecko uda się ocalić, to nie znajdzie się taka siła, która pozwoli zwątpić.
Nikt nie ukrywał przede mną, że to maleńkie serduszko sobie nie poradziło. "Robimy krok wstecz, musimy zepsuć to, co naprawiliśmy, by uratować jej życie". W ciągu tygodnia drugi raz to samo miejsce, bez pożegnania, bo nie ma czasu, miny lekarzy, którzy sami nie wiedzą, co zobaczą na stole. Cisza, kiedy łóżko z Oliwką znika za drzwiami.

Duże, dorosłe szpitalne łóżko i mój mały, cały świat na nim…
Pierwszy raz wróciła z zabiegu na oddział podłączona pod respirator. Podczas cewnikowania doszło do krwawienia z dróg oddechowych i spadku saturacji do 40%. Przez otwór między komorami wytworzył się nieprawidłowy przeciek prawo-lewy, co powoduje osłabienie prawej komory serca – prawa komora w tej chwili pracuje za dwie, co zwiększa jej mięśniówkę, a zmniejsza obwód, a to powoli prowadzi do niewydolności serca. Gdy słuchałam tego, co mówił lekarz, płakałam, nie mogłam w to uwierzyć. Jak to jest możliwe, że za każdym razem, gdy odbijamy się od dna i idziemy coraz wyżej, życie szykuje nam upadek?
Zapytałam Profesora Carottiego co dalej, bojąc się tego, co usłyszę…

Do dzisiaj mam w uszach jego słowa. Przykro mi, ale nie mam planu na dalsze leczenie Pani córki… Zrobiło się ciemno, zimno i bardzo cicho.
Jej serce umiera, moje pęka na pół. Sine palce, sine ustka, zmęczenie i blada cera. Ona słabnie, bo napędza ją serce, które jest już wrakiem, paradoksalnie ja muszę mieć więcej sił, by ona miała jakąś szansę. Z pękniętym sercem matka kocha tak samo mocno...

Wiecie tak jak ja, że jest jeszcze jedno miejsce, gdzie jest jeszcze jedna szansa. Tę walkę może pomóc nam wygrać profesor Hanley z USA. Jest to człowiek, w tej chwili niezastąpiony. Specjalizuje się w ratowaniu takich serduszek, jakie ma Oliwka, tych bardzo chorych i skomplikowanych w swojej budowie. Dał nam nadzieję na rekonstrukcję tętnic płucnych oraz zamknięcie ubytku między komorami. Mówiąc wprost, jako jedyny na całym świecie dał mojemu dziecku szansę na życie!
Problemem jest cena operacji, bo trudno nawet policzyć wszystkie zera. Jeszcze większym problemem jest czas. Nie mogę zbierać pieniędzy dłużej niż 3 miesiące, bo utrwalone nadciśnienie płucne to śmierć. Nie możemy czekać. Niskie saturacje, ciągły strach i życie na słowo honoru. Jesteśmy bez operacji – myślę o tym od rana do wieczora. 

W Europie nie udało się do końca naprawić serduszka Oliwi. Teraz jest ono jak nie do końca sprawny silnik, który może w każdej chwili zgasnąć. Błagam was jako matka umierającego dziecka o cud, bo dla mnie ten wyjazd to będzie cud. Odliczam minuty, łączę je w godziny, odhaczam w kalendarzu kolejne dni… Nie planuję, nie umiem nic planować, dopóki na moim dziecku ciąży wyrok śmierci.

Nie wiem, czy zdążymy, ale wiem, że jest kilkoro dzieci, którym się udało. Nie wiem, czy Oliwka wytrzyma, ale dopóki mam cel, mogę mieć nadzieję…
Proszę Was, nie pozwólcie się zatrzymać jej sercu…
Mama
Oliwkę można wesprzeć na:

« PREV
NEXT »

Popularne

loading...