FAKTY
latest

reklama

Fakty

fakty

EDUKACJA

EDUKACJA

Jest śledztwo w sprawie podejrzenia nielegalnej sprzedaży dzieciom hormonów

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia nielegalnej sprzedaży dzieciom środków farmakologicznych wspomagających modyfikację płci. Zawiadomienie w tej sprawie złożył Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak.


foto ilustracyjne: lp


Prokuratura Regionalna w Warszawie poinformowała, że zawiadomienie rzecznika zostało jej przekazane przez Prokuraturę Krajową, do której wpłynęło.

„Tygodnik Solidarność” w artykule „Zmień sobie płeć, dzieciaku” (nr 32, sierpień 2020) opisuje dziennikarskie śledztwo, które ujawniło, że na internetowych czatach dla transaktywistów osoby małoletnie – np. 14-letnia dziewczynka – są informowane m.in. o nielegalnych sposobach zdobycia środków hormonalnych, które „wpływają na cechy płciowe”. Trwa tam również wymiana informacji np. o nagich zdjęciach dzieci.


W opinii Rzecznika Praw Dziecka artykuł zawiera wysoce uprawdopodobnione informacje o przestępczym procederze z udziałem dzieci. Nakłanianie dzieci do zażywania poza kontrolą lekarską środków farmakologicznych wpływających na cechy płciowe zagraża ich zdrowiu a nawet życiu, i musi spotkać się z natychmiastową i zdecydowaną reakcją organów ścigania.

Wcześniej zawiadomienie dotyczące tego samego problemu złożył do Prokuratury Warszawa-Wola dziennikarz „Tygodnika Solidarność”. Prokuratura ta wszczęła postępowanie w kierunku art. 126 b ust. 1 i 3 ustawy Prawo farmaceutyczne, czyli nielegalnej sprzedaży produktów leczniczych. Sprawy te decyzją Prokuratora Regionalnego w Warszawie będą prowadzone w ramach jednego postępowania.

37-latek porażony prądem podczas włamania

37- letni mężczyzna doznał ciężkich oparzeń tuż po tym, jak włamał się do stacji transformatorowej. Ze wstępnych ustaleń wynika, że chciał on ukraść miedziane elementy. Przestępstwo usiłowania kradzieży z włamaniem zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 10. Jednak może ono skończyć się również śmiercią lub kalectwem.


foto ilustracyjne: policja


Policjanci służby dyżurnej z Piaseczna otrzymali informację od dyspozytora zakładu energetycznego o włamaniu do jednej ze stacji transformatorowej w Józefosławiu. Z ustaleń wynikało również, że osoba, która tam wtargnęła, została najprawdopodobniej porażona prądem. Policjanci szybko ustalili, że do jednego ze szpitali na terenie powiatu piaseczyńskiego zgłosił się poparzony mężczyzna. Funkcjonariusze z wydziału kryminalnego i dzielnicowi w szpitalu zastali znanego im 37-latka.


Już wiadomo, że mężczyzna włamał się do stacji z zamiarem kradzieży elementów miedzianych, jednak po wejściu wytworzył się łuk elektryczny, który dotkliwie go poraził. Przestępstwo usiłowania kradzieży z włamaniem zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 10. Może ono jednak skończyć się również śmiercią lub kalectwem.

nadkom. Jarosław Sawicki/ea

Szedł z nożem po ulicy - ugodził dwa psy

Do 3 lat więzienia grozi 40-latkowi z Lubartowa, który wczoraj w godzinach popołudniowych ugodził nożem dwa psy, które znajdowały się na jednej z posesji. Chwilę wcześniej trzymając nóż szedł ulicami Lubartowa. Mężczyzna jest znany policjantom z innych interwencji. Został zatrzymany i przewieziony do lubartowskiej komendy.


foto: Policja Lubelska

Wczoraj w godzinach popołudniowych do dyżurnego lubartowskiej komendy wpłynęła informacja o mężczyźnie, który trzymając nóż w ręku idzie ulicami Lubartowa. Mężczyzna ten wg. oświadczenia zgłaszającego zachowywał się dziwnie i nerwowo.


Dyżurny natychmiast wysłał w to miejsce patrol prewencji, który zatrzymał 40-latka przy garażach. Po chwili na miejscu pojawił się zgłaszający, który oświadczył, że mężczyzna ten przez płot ugodził nożem dwa psy rasy York. Na miejsce dotarły również właścicielki czworonogów, które natychmiast przewiozły psy do lecznicy.

Podczas interwencji policjanci znaleźli przy mężczyźnie nóż, którym najprawdopodobniej ugodził zwierzaki. Nie są znane przyczyny jego zachowania i agresji wobec psów. 40-latek został zatrzymany i przewieziony do lubartowskiej komendy. Mężczyzna ten był już wcześniej znany policjantom z innych interwencji. Za znęcanie nad zwierzętami grozi mu teraz nawet do 3 lat pozbawienia wolności.

J.S.

Chciał zamordować własnego psa uderzając go w głowę drewnianym kołkiem

Policjanci z Kłodzka zatrzymali mężczyznę, który chwilę wcześniej próbował uśmiercić własnego psa uderzając go w głowę drewnianym kołkiem. Konające zwierzę zauważyła przechodząca nieopodal kobieta, która zaalarmowała funkcjonariuszy. Sąd zastosował już wobec podejrzanego tymczasowy areszt na 2 miesiące. Za uśmiercenie zwierzęcia grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. W sytuacji, gdy sprawca działa ze szczególnym okrucieństwem, kara ta może wzrosnąć nawet do lat 5.


foto: policja



Policjanci z Kłodzka otrzymali zgłoszenie o odnalezieniu konającego psa. Mieszkanka powiatu kłodzkiego, spacerując po lesie na terenie gminy Radków usłyszała przeraźliwy skowyt psa. Zaniepokojona tymi odgłosami, idąc w głąb lasu odnalazła w zaroślach konające zwierzę. Natychmiast zaalarmowała policjantów.

Funkcjonariusze po dotarciu na miejsce zgłoszenia bardzo szybko ustalili właściciela czworonoga oraz miejsce jego zamieszkania. Okazało się, że to 55-letni mężczyzna od kilku lat był opiekunem psa i to on próbował uśmiercić zwierzę. Został zatrzymany w policyjnym areszcie.


W tym samym czasie ranne zwierzę zostało przetransportowane do lekarza weterynarii. Jednak spowodowane przez sprawcę obrażenia były tak rozległe, że podjęto decyzję o eutanazji zwierzęcia.

Zatrzymany mężczyzna tłumaczył policjantom, że stracił właśnie pracę co spowodowało u niego atak agresji, którą wyładował na swoim psie. Okazało się, że 55-latek drewnianym kołkiem zadawał zwierzęciu ciosy w głowę w celu uśmiercenia go. Następnie ranne, konające zwierzę porzucił w zaroślach.

Podejrzany usłyszał już zarzut usiłowania zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem. Prokuratura Rejonowa w Kłodzku wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztu. Sąd na podstawie zgromadzonych materiałów i dowodów zastosował wobec zatrzymanego areszt na 2 miesiące.


Zgodnie z obowiązującymi przepisami, za uśmiercenie zwierzęcia grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności, natomiast w sytuacji, gdy sprawca działa ze szczególnym okrucieństwem, kara ta może wzrosnąć nawet do lat 5.

podkom. Wojciech Jabłoński

Wyprawki dla polskich pierwszoklasistów na Wschodzie i w Republice Czeskiej

„Bon Pierwszaka” to międzynarodowy projekt Kancelarii Prezesa Rady Ministrów realizowany od 2016 r. Dzięki wsparciu rządu polscy pierwszoklasiści z Białorusi, Litwy, Łotwy, Ukrainy i Czech otrzymują wyprawki szkolne. Całkowity koszt dofinansowania projektu w 2020 r. to blisko 1,5 mln zł. W latach 2016-2019 w ramach projektu przekazano ponad 5,6 tys. wyprawek szkolnych (plecak z wyposażeniem), a ponad 5 tys. uczniów uzyskało wsparcie w formie jednorazowego stypendium finansowego na łączną kwotę niemal 3 mln zł.


foto: KPRM


Dziś prezentujemy jeden z programów realizowany przez rząd polski, którego celem jest wsparcie Polaków poza granicami kraju. W szczególności kładziemy nacisk na Polaków pozostawionych na Wschodzie, mieszkających zarówno na kresach Pierwszej jak i Drugiej Rzeczypospolitej – powiedział minister Michał Dworczyk.

Jak podkreślił: Ten program to wyraz dbałości o to, żeby Polacy, nasi rodacy, niezależnie od tego gdzie mieszkają, mogli utrzymywać i kultywować polską kulturę, polski język i polskie obyczaje.

Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk i sekretarz stanu, pełnomocnik rządu do spraw Polonii i Polaków za Granicą Jan Dziedziczak wraz z prezesem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” Mikołajem Falkowskim przedstawili tegoroczną edycję projektu „Bon Pierwszaka” oraz podsumowanie jego realizacji w latach ubiegłych.
Prezentację uzupełniły filmy z polskich szkół za granicą uczestniczących w projekcie. Wychowujemy po polsku, w duchu patriotycznym, polskim, w atmosferze lojalności wobec kraju, w której dany młody człowiek jest obywatelem – powiedział minister Jan Dziedziczak

Pomoc Polakom, mieszkającym za granicą

Projekt „Bon Pierwszaka” to inicjatywa skierowana do Polaków na Wschodzie (Litwa, Łotwa, Białoruś, Ukraina) i w Republice Czeskiej. Beneficjentem środków i realizatorem projektu jest Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”.
W pierwszych dwóch edycjach w 2016 r. i 2017 r. obejmował pierwszaków, mieszkających na Litwie. Następnie od 2018 r. włączono Czechy, Łotwę i Ukrainę, zaś w 2019 r. – Białoruś. 
„Bon Pierwszaka” aktywnie wspiera rodaków żyjących poza granicami Ojczyzny i podnosi atrakcyjność polskich szkół w krajach objętych projektem. Jego realizacja wpływa też na  aktywizację środowisk uczniowskich oraz przyczynia się do promocji pozytywnego wizerunku Polski.
Pełnomocnik rządu do spraw Polonii i Polaków za Granicą wskazał, że na Litwie, Łotwie, Białorusi, Ukrainie i w Republice Czeskiej mamy polskie szkoły. Dlatego niezwykle istotne jest to, by jak najwięcej osób te szkoły wybierało i zdecydowało się na naukę w szkołach polskich. Jak dodał, „Kiedy dziecko rozpocznie cykl edukacyjny w polskiej szkole, mamy gwarancję, że po latach w niej spędzonych będzie mówiło świetnie po polsku, będzie także posiadało patriotyczne wychowanie.”
W latach 2016-2019 w ramach projektu przekazano 5 672 wyprawek szkolnych (plecak z wyposażeniem), zaś 5 125 uczniów uzyskało wsparcie w formie jednorazowego stypendium finansowego na łączną kwotę niemal 3 mln zł.

1,5 mln zł na „Bon Pierwszaka 2020”

W 2020 r. projekt został sfinansowany ze środków polonijnych, pozostających w dyspozycji Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Całkowity koszt dofinansowania projektu w tym roku to blisko 1,5 mln zł.

Stypendia finansowe dla ponad 2 tys. uczniów

W ramach projektu ufundowane zostaną jednorazowe stypendia finansowe w wysokości 400 zł na indywidualne potrzeby edukacyjne dla 2 010 uczniów z 96 szkół polskich w Republice Czeskiej, na Litwie, Łotwie i Ukrainie.

Niemal 2,5 tys. pierwszoklasistów otrzyma wyprawki szkolne

Wyprawki szkolne w postaci plecaka z wyposażeniem trafią do 2 491 uczniów klas pierwszych ze 108 polskich szkół w Czechach, na Litwie, Łotwie i Ukrainie. W przypadku Białorusi przewidziano wsparcie dla 5 polskich szkół społecznych, działających przy Związku Polaków na Białorusi. Dzięki temu 180 uczniów skorzysta z materiałów i pomocy dydaktycznych oraz sprzętu informatycznego.

Tragiczny wypadek w Sarniej Górze. Zginął ojciec i jego dwaj synowie

Do tragicznego wypadku doszło w miejscowości Sarnia Góra (woj. warmińsko-mazurskie). W zderzeniu samochodu osobowego z ciężarówką zginęli ojciec i jego dwaj synowie. Przyczyny i okoliczności zdarzenia bada policja.

zdjęcia: Policja/Facebook

Tragedia wydarzyła się 28 sierpnia około godziny 1.00 w nocy. Rodzina wracała do domu z pracy w Holandii. Na zakręcie osobowy Ford wpadł w poślizg i uderzył w nadjeżdżającą ciężarówkę-chłodnię wypełnioną mięsem. W wypadku zginęli wszyscy podróżujący samochodem osobowym. To 60-letni mężczyzna i jego dwaj synowie w wieku 28 i 33 lat. Rodzina poniosła śmierć zaledwie 34 kilometry przed domem.


Przyczyny tragedii bada policja. Wiadomo, że kierujący Fordem na zakręcie zjechał na przeciwległy pas i uderzył w prawidłowo jadący samochód ciężarowy.
Renata Zalewska-Ociepa źródło: Gazeta Olsztyńska/Fakt

Ekspedientka odmówiła obsłużenia klientki bez maseczki. Sąd ukarał ją grzywną

Sąd Rejonowy w Suwałkach ukarał grzywną w wysokości 100 złotych ekspedientkę, która odmówiła obsługi klientki bez maseczki. Sąd uznał, że powód ten był nieuzasadniony.


foto ilustracyjne: lp

Sytuacja wydarzyła się w lipcu br. w Suwałkach. Do jednego ze sklepów weszła młoda kobieta. Ekspedientka poprosiła ją, żeby zakryła usta i nos, jednak prośba ta została zignorowana. Kiedy klientka podeszła do kasy z zakupami, wówczas nie została obsłużona. 


Klientka zgłosiła tę sprawę na policji w Suwałkach. Funkcjonariusze skierowali do sądu wniosek o ukaranie sprzedawczyni. Odmowa sprzedaży towaru jest bowiem wykroczeniem w świetle kodeksu wykroczeń. Sąd podzielił zdanie mundurowych i ukarał ekspedientkę grzywną w kwocie 100 zł. 

Wyrok sądu jest nieprawomocny, a sprzedawczyni odwołała się od niego. Kolejna rozprawa przed Sądem Rejonowym w Suwałkach ma się odbyć 16 września.
Renata Zalewska-Ociepa
źródło: tvn24

Dziennikarka „Głosu Wielkopolskiego” Anna Karbowniczak zginęła w wypadku. Policjanci poszukują sprawcy

Policjanci z Chodzieży poszukują niebieskiego Renault Trafic lub Opla Vivaro. Kierowca takiego auta w czwartek potrącił śmiertelnie 35 letnią rowerzystkę i uciekł z miejsca wypadku. Komendant Powiatowy Policji w Chodzieży wyznaczył nagrodę finansową za pomoc w ustaleniu sprawcy.


foto: Facebook


Do tego tragicznego zdarzenia doszło w czwartek, 3 września około godz. 14.00. Na drodze pomiędzy Budzyniem a Wągrowcem, w pobliżu miejscowości Brzekiniec. 35-letnia Anna Karbowiczak jadąc sportowym rowerem typu kolarzówka została potrącona przez samochód. Zginęła na miejscu. Sprawca uciekł.


Policjanci na miejscu zabezpieczyli ślady wskazujące na to, że poszukiwany mógł poruszać się samochodem Renault Trafic albo Oplem Vivaro koloru niebieskiego. Oba samochody są bliźniaczo podobne i mają bardzo dużo wspólnych podzespołów oraz części.


W związku z tą sprawą prosimy o kontakt wszystkie osoby, które widziały takie auto z uszkodzeniami przedniej, prawdopodobnie prawej strony nadwozia (zderzak, pokrywa silnika, przednia szyba, prawe lusterko).


Policjanci proszą także o kontakt wszystkich kierowców, którzy w tym dniu poruszali się w okolicy, a ich samochody są wyposażone w rejestratory video.
Do kontaktu został uruchomiony specjalny numer telefonu - 694088659.


Komendant Powiatowy Policji w Chodzieży wyznaczył specjalną nagrodę finansową dla osoby, która przekaże istotne informacje, przydatne do identyfikacji pojazdu i sprawcy wypadku.

Anna Karbowniczak była dziennikarka lokalnych mediów w Wielkopolsce, m.in. "Głosu Wielkopolskiego" 

Andrzej Borowiak

Kuba jak najszybciej musi rozpocząć leczenie

Kuba choruje na bardzo rzadką chorobę, która ujawniła się u niego w pierwszym roku życia. Syn miał na twarzy znamię, które zaczęło być z miesiąca na miesiąc dużo bardziej widoczne. Wizyty u lekarzy, kontrole, badania i diagnoza – choroba Sturge'a-Vebera. Objawia się naczyniakiem płaskim, który jest bardzo widoczny, gdyż jest mocno ukrwiony i unerwiony. U Kuby dodatkowo stwierdzono epilepsję lekooporną. Ataki, kilkanaście razy dziennie powodują, że Kuba strasznie cierpi. W czasie napadu jego kończyny okropnie sztywnieją, sprawiając mu potworny ból. Nie możemy dłużej patrzeć na cierpienie naszego dziecka, dlatego postanowiliśmy poszukać dla niego pomocy…


foto: siepomaga


Zawsze będę o niego walczyć – mówi Pani Wioletta, mama Kuby, osoba, która od tylu lat cierpi razem z nim. Życie Kubusia nie zawsze wyglądało w ten sposób, bo do drugiego roku życia rozwijał się normalnie. Kubuś chodził, zaczynał mówić… To ataki padaczki, które pojawiły się nagle, zniszczyły to wszystko, co osiągnął. Ku rozpaczy swojej mamy chłopiec zaczął się cofać w rozwoju, a wdrożone leczenie tylko pogarszało jego stan.

Kuba został poddany dwóm operacjom. W trakcie pierwszej rozdzielono jego półkule mózgowe, to miało zatrzymać rozwój naczyniaka i zminimalizować ataki padaczki. Jednak się nie skończyły. Przeprowadzono drugą operację i Kubie wszczepiono stymulator. Ataki jednak nie ustąpiły. Mama Kuby wszystkie je zapisuje w notesie. 


Małe kropki to niewielkie ataki, te puste w środku, to duże wyładowania w głowie, które wtrącają Kubusia w przepaść, z której coraz trudniej go wydostać. Po leczeniu stan Kubusia się poprawił, próbował nawet od nowa uczyć się chodzić. Niestety choroba okazała się silniejsza. Ataki wróciły i wyeliminowały Kubę z normalnego życia. Czy to ostateczny wyrok?

Każdy z takich ataków padaczki, to nie dość, że ogromny krok wstecz w rozwoju Kuby, to jeszcze dodatkowo wiąże się z potwornym bólem, który trudno opisać sowami.

W czasie napadu jego kończyny okropnie sztywnieją, sprawiając mu potworny ból. Nie możemy dłużej patrzeć na cierpienie naszego dziecka, dlatego postanowiliśmy poszukać dla niego pomocy.

Szansą na zminimalizowanie ilości ataków i ich osłabienie jest podanie Kubie komórek macierzystych. Chcielibyśmy tego spróbować dla naszego dziecka i ulżyć w jego cierpieniach. Jednak taka forma leczenia jest nierefundowana i jesteśmy zmuszeni prosić o pomoc. Pierwsze podanie Kuba ma mieć już w kwietniu. Proszę, nie dajcie mu dłużej cierpieć.

Mama Kuby

Zasiłek dla bezrobotnych w górę

Od września wzrasta zasiłek dla bezrobotnych. W pierwszych 90 dniach wyniesie on 1200 zł oraz 942,30 zł w pozostałym okresie posiadania prawa do zasiłku. Wyższe zasiłki otrzymają wszyscy bezrobotni.


foto: MRPiPS
Podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych zakłada ustawa o dodatku solidarnościowym, która weszła w życie w drugiej połowie czerwca. Ustawa powstała z inicjatywy Prezydenta Andrzeja Dudy. 
Na jej mocy wprowadzony został dodatek solidarnościowy, który – w wysokości 1400 złotych – przysługiwał osobom, które straciły pracę w wyniku kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa. 

Dodatek był przyznawany maksymalnie na 3 miesiące, w okresie od dnia 1 czerwca do dnia 31 sierpnia 2020 roku. 
Nikogo nie zostawiliśmy bez pomocy. Dodatek solidarnościowy wprowadziliśmy z myślą o osobach, które utraciły pracę w czasie epidemii. Jednocześnie, dzięki inicjatywie prezydenta Andrzeja Dudy, ustawa zakładała podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych. Podwyżka zaczyna obowiązywać od września – mówi minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg.
Wysokość zasiłku dla bezrobotnych od 1 września 2020 roku

Zasiłek wzrośnie do 1200 zł. Kwota ta będzie obowiązywała w okresie pierwszych 90 dni posiadania praw do zasiłku. Później zasiłek będzie przysługiwał w wysokości 942,30 zł. Przypomnijmy, że dziś to odpowiednio 881,30 zł i 692,00 zł.
– Podwyższoną kwotę zasiłku otrzymają wszyscy bezrobotni – nie tylko nowo rejestrujący się, ale też bezrobotni, którzy już pobierają zasiłek – zaznacza minister Marlena Maląg.
Podwyższenie kwoty zasiłku dla bezrobotnych wiąże się z podwyższeniem wszystkich świadczeń, których wysokość uzależniona jest od wysokości zasiłku dla bezrobotnych, np. stypendium przysługującego w okresie odbywania szkolenia, stażu czy przygotowania zawodowego dorosłych, dodatku aktywizacyjnego czy świadczenia integracyjnego dla uczestników Centrów Integracji Społecznej. 
Pozostałe zasady dotyczące przyznawania obniżonej oraz podwyższonej kwoty zasiłku, w zależności od stażu pracy, pozostaną niezmienione.

Zmiana w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy
W ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy wprowadzona została również zmiana, która zakłada zaliczenie do 365 dni pracy warunkujących możliwość nabycia prawa do zasiłku dla bezrobotnych okresu pracy w obniżonym wymiarze etatu i z obniżoną wysokością wynagrodzenia poniżej minimalnego wynagrodzenia za pracę w przypadku osób, którym na podstawie art. 15g ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, zmniejszono wymiar czasu pracy skutkujący obniżeniem wysokości wynagrodzenia poniżej minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Ostatnie trzy miesiące z prawem jazdy w kieszeni

W tym roku Mikołajki będą dzień wcześniej (przynajmniej dla kierowców)! Od 5 grudnia nie będziemy musieli wozić ze sobą prawa jazdy, będziemy mogli je mieć w telefonie. Minister cyfryzacji Marek Zagórski podpisał dziś dokument, dzięki któremu staje się to możliwe.


grafika: g/w



Dotrzymujemy słowa
- Dwa lata temu podjęliśmy decyzję, dzięki którelj Polacy nie muszą mieć przy sobie dowodu rejestracyjnego samochodu oraz dokumentu potwierdzającego jego ubezpieczenie. Dzisiaj zrobiliśmy kolejny krok – mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski. - Za trzy miesiące będziemy mogli zostawić prawo jazdy w domu albo skorzystać z aplikacji mObywatel, do czego zresztą bardzo zachęcam – dodaje szef MC.
Te wyczekiwane zmiany to efekt tzw. pakietu deregulacyjnego dla kierowców (a dokładnie ustawy z 14 sierpnia 2020 r. o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw). To tam zapisano, że trzy miesiące po podpisaniu przez ministra cyfryzacji odpowiedniego komunikatu – zniknie obowiązek wożenia ze sobą prawa jazdy. 


Pakiet deregulacyjny dla kierowców to wspólna inicjatywa naszego ministerstwa i resortu infrastruktury.
Przepisy stanowiące podstawę do wydania komunikatu ministra cyfryzacji weszły w życie dzisiaj. I dziś, czyli w pierwszym możliwie terminie, szef MC podpisał odpowiedni komunikat. Dzięki temu dokładnie od 5 grudnia 2020 r. ruszając w trasę nie będziemy musieli stresować się tym, że prawo jazdy zostało na szafce w korytarzu lub w innej torebce.
- Nie chcieliśmy zwlekać, mieliśmy mnóstwo próśb od obywateli w tej sprawie – mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski. - Dotrzymujemy słowa. Tak jak obiecaliśmy – niebawem polscy kierowcy wszystkie niezbędne dokumenty samochodowe będą mogli mieć w telefonie, a dokładnie w aplikacji mObywatel – dodaje.
W trasie z mObywatelem

Z pobraniem mObywatela nie warto czekać do 5 grudnia. Ściągnijcie i korzystajcie z niego już dziś, bo już dziś każdy kierowca znajdzie tam m.in. mPojazd, czyli odzwierciedlenie danych z dowodu rejestracyjnego, polisy OC i karty pojazdu.
- Z tego rozwiązania mogą korzystać właściciele i współwłaściciele pojazdów. A więc wszyscy ci, którzy są zarejestrowani w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP) jako posiadacze samochodów, motorów, skuterów itd. – mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski.
Usługa pokazuje informacje o obowiązkowym ubezpieczeniu OC pojazdu – w tym nazwę ubezpieczenia, serię i numer polisy, okres ubezpieczenia oraz jego wariant. Mało tego, jeśli nie pamiętacie o terminach ważności posiadanego ubezpieczenia lub zbliżającego się przeglądu pojazdu – aplikacja na 30 dni przed terminem wygaśnięcia OC lub przed końcem ważności badania wyświetli Wam komunikat z przypomnieniem.
W mPojeździe znajdziecie także dane pojazdu: markę i model, rok produkcji, numer rejestracyjny, numer VIN, termin badania technicznego. 

Wraz z mPrawem Jazdy w mObywatelu pojawi się także możliwość sprawdzenia od ręki liczby punktów karnych.
mObywatel to aplikacja, którą polecamy jednak nie tylko kierowcom.
- To swoisty wirtualny portfel na dokumenty, do którego regularnie dokładamy nowe elementy – mówi szef MC. – Poza mPojazdem jest już tam także m.in. mTożsamość, czyli odzwierciedlenie danych z dowodu osobistego. Możemy z niej korzystać wszędzie tam, gdzie nie jesteśmy wprost zobowiązani do okazania dowodu osobistego lub paszportu, np. podczas kontroli biletów w pociągu lub przy odbiorze przesyłki poleconej na poczcie – dodaje Marek Zagórski.
Aplikacja mObywatel jest bezpłatna i w pełni bezpieczna. Gwarantuje to m.in. profil zaufany (PZ), którego potrzeba, by ją uruchomić. 
W zależności od tego z jakiego telefonu korzystacie, można ją pobrać ze sklepu Google Play lub AppStore.

Minister zdrowia ogłosił strategię walki z pandemią koronawirusa na jesień

Włączenie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej do systemu testowania oraz utworzenie trzech poziomów zabezpieczenia szpitalnego – to tylko niektóre założenia strategii walki z koronawirusem na jesień.


foto: MZ


Minister zdrowia dr Adam Niedzielski przedstawił w czwartek plan walki z epidemią koronawirusa na jesień. W konferencji prasowej wzięli udział także wiceminister zdrowia Waldemar Kraska oraz konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych prof. Andrzej Horban.

Minister Adam Niedzielski podkreślił, że czeka nas trudny okres z powodu wielu infekcji, które pojawią się w okresie jesiennym i będą występowały razem z koronawirusem.


- Mamy za sobą etap obrony przed pandemią, gdzie stosowaliśmy bardzo drastyczne środki, lockdown, rozwiązania stosowane w skali całego kraju - podkreślił szef resortu zdrowia Niedzielski. - Teraz zmieniamy charakter naszego działania, odchodzimy od środków stosowanych w ujęciu ogólnokrajowym, na rzecz środków dedykowanych do regionów. Strategia jest odpowiedzią na zmianę charakteru pandemii. Składa się z czterech obszarów - dodał.

Strategia zakłada duże zmiany związane z wykonywaniem testów w kierunku SARS-COV-2.
Testowanie

Główne cele w tym obszarze to skoncentrowanie testowania na pacjentach, którzy mają objawy oraz ochrona grup ryzyka.

- Będziemy chcieli przede wszystkim testować tych pacjentów, którzy pokazują standardowe objawy, czyli gorączka, duszność, kaszel – powiedział minister Niedzielski.

Wskazano cztery grupy obciążone szczególnym ryzykiem, które będą testowane, mimo braku objawów:

przed pobytem w sanatorium,

skierowani do zakładu opiekuńczo-leczniczego,

skierowani do hospicjum,

umieszczeni (decyzją administracyjną) w domu pomocy społecznej.

Minister podał, że strategia zakłada, że do systemu testowania zostaną włączeni lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Niedzielski podkreślał, że jeżeli wynik testu będzie ujemny, to pacjent zostanie pod opieką lekarza POZ. Natomiast, jeżeli będzie pozytywny, to taki pacjent zostanie skierowany na tzw. ścieżkę zakaźną realizowaną w sieci jednostek zajmujących się leczeniem chorób zakaźnych.

Minister przypomniał, że nadal fundamentalne w walce z koronawirusem są działania prewencyjne. - Dezynfekcja, dystans i maseczki pozostają bardzo ważnymi elementami walki z pandemią – zaznaczył. - Bardzo ważne jest, żebyśmy wszyscy brali odpowiedzialność za poziom zachorowań, jaki mamy w kraju – powiedział minister, akcentując potrzebę przestrzegania obostrzeń.

Trzy poziomy zabezpieczenia


Powstanie trzech poziomów zabezpieczenia szpitalnego zapowiedział wiceminister zdrowia Waldemar Kraska.

- Do tej pory głównymi jednostkami, które zajmowały się pacjentami z koronawirusem były szpitale jednoimienne. W tej chwili to pojęcie już znika. Lecznictwo szpitalne dla pacjentów z koronawirusem zostało podzielone na trzy poziomy – powiedział wiceminister Kraska.

Wskazał, że na trzecim, najwyższym poziomie znalazły się szpitale wielospecjalistyczne. Będą w nich m.in. oddziały: internistyczny i chorób zakaźnych, chirurgii ogólnej, położnictwa i neonatologii, kardiologiczny, intensywnej terapii i ortopedyczny. Takich szpitali będzie w Polsce dziewięć:

4. Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką SP ZOZ we Wrocławiu

Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr Władysława Biegańskiego w Grudziądzu

SPZOZ Puławy w Puławach

Szpital Uniwersytecki w Krakowie

Centralny Szpital Kliniczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie

Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Kędzierzynie -Koźlu

SPZOZ MSWiA w Białymstoku

Megrez sp. z o.o. w Tychach

Wielospecjalistyczny Szpital Miejski im. J. Strusia w Poznaniu

Wiceminister podkreślał, że do tych placówek będą trafiali pacjenci z rozpoznanym koronawirusem, którzy wymagają wysokospecjalistycznego leczenia. Jednak będzie można w nich udzielać świadczeń także osobom, które nie są zakażone koronawirusem. W tych szpitalach przygotowano ponad 2 tysiące miejsc.


W poziomie drugim znajdzie się 87 oddziałów zakaźnych i obserwacyjno-zakaźnych, które będą przygotowane na przyjęcie pacjentów z COVID-19. W sumie znajduje się w nich ok. 4 tys. miejsc dla pacjentów wymagających opieki typowo internistycznej, ale także np. podłączenia do respiratora.

Natomiast pierwszy poziom obejmie szpitale będące w tzw. sieci szpitali. - Takich szpitali, które są w sieci jest w Polsce ponad 600, więc myślę, że tych łóżek będzie wystarczająca liczba – powiedział.

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska podał, że obecnie funkcjonuje 21 izolatoriów posiadających 2025 miejsc dla pacjentów z COVID. Jest także ok. 200 zespołów wymazowych, w których pobiera dziennie średnio ok. 4400 wymazów.

Obecnie działa również 148 karetek wykorzystywanych do transportu pacjentów z COVID19.

Strategia zakłada także rozszerzenie sieci punktów pobrań. Zwiększy się dostępność do punktów m.in. przez zwiększenie liczby godzin, w których działają.

Po 10 latach wytężonej pracy policjanci z Bielawy dotarli do sprawcy zabójstwa

Policjanci z Bielawy po 10 latach wytężonej pracy dotarli do sprawcy zabójstwa. W 2009 r. mężczyzna ten był przesłuchiwany, ponieważ widział pokrzywdzonego jako ostatni, jednak jedyny świadek, uczestnik wspólnej libacji alkoholowej, dawał mu alibi. Pokrzywdzony poszukiwany był jako osoba zaginiona. Dzięki uporowi funkcjonariuszy różnych pionów sprawca został zatrzymany i decyzją sądu trafił do aresztu. Teraz czeka na rozprawę. Grozi mu dożywocie.


foto: policja


1 maja 2009 r. w Pieszycach na Dolnym Śląsku doszło do zaginięcia młodego mężczyzny. Do Komisariatu Policji w Bielawie zgłosiła się ciężarna partnerka zaginionego, która martwiła sie o swojego chłopaka gdyż nie wrócił do domu na noc. Wcześniej mu się to nie zdarzało, nie miał on też konfliktów z prawem.

Jak ustalili śledczy, w tym dniu chłopak uczestniczył w libacji alkoholowej wraz ze swoimi dwoma starszymi znajomymi. Podczas spotkania między właścicielem domu a pokrzywdzonym doszło do sprzeczki. Starszy z nich zaczął bić młodego chłopaka wielokrotnie po całym ciele do momentu, aż ten przestał się bronić. Pozostawił go leżącego, nieprzytomnego na ziemi. Odciągnął go jedyny świadek zdarzenia, ich wspólny znajomy. I tu historia nabiera innego znaczenia, gdyż śledczy bazowali na zeznaniach właśnie tego jedynego świadka. Zeznał on bowiem, że wyszedł z posesji ok. godz. 22:00 i nie wiedział co dalej stało się z młodym znajomym. Natomiast sam właściciel domu twierdził, że poszedł spać, a jak wstał to poszkodowanego u niego na posesji juz nie było.


Trwały poszukiwania chłopaka na szeroką skalę. Przeczesano posesję, gdzie spożywał alkohol, dom znajdujący się na niej i okolice. Rozmawiano z sąsiadami, nadano komunikat poprzez media o jego poszukiwaniu. Przyjęto wówczas, że być może jest gdzieś przetrzymywany wbrew własnej woli. Rozmyła się ta teza wówczas, kiedy zaczęły napływać informacje od osób postronnych, że zaginiony był widziany np. we Wrocławiu na dworcu czy nawet w miejscowości, w której mieszkał. W związku z tym, że nie natrafiono na żaden ślad mogący świadczyć o tym, że poszkodowanemu stała się krzywda, a znaleźli się świadkowie, którzy twierdzili, że widzieli chłopaka całego i zdrowego, postępowanie z art. 189 par. 1 kk umorzono. Być może rzeczywiście ten młody mężczyzna postanowił nagle porzucić swoją rodzinę i się wyprowadził. Mimo tego poszukiwania operacyjne trwały. Policjantom z Bielawy nie dawało to spokoju. Co jakiś czas monitorowali, czy mężczyzna nie rejestrował się w jakichś urzędach w Polsce, czy nie odbywał podróży zagranicznych, czy nie korzystał ze służby zdrowia, czy też nie zmienił nazwiska. Nie było po mieszkańcu Pieszyc śladu. Funkcjonariuszom wydawało się nierealne, by osoba niebędąca poszukiwanym przestępcą, nieposiadająca zasobów finansowych i osobowych, a dążąca jedynie do zerwania kontaktu z rodziną, ukrywała się skutecznie przez ponad 10 lat, nie pozostawiając po sobie żadnego tropu.

Przełomem w sprawie okazało się ponowne przesłuchanie w 2019 r. jedynego świadka, który zdążył wyprowadzić się z Pieszyc i nawet zmienić nazwisko. Mężczyzna przyznał wówczas, że jak opuszczał posesję kolegi przed dziesięciu laty, to zaginiony chłopak nie dawał już oznak życia. Wówczas starszy kolega zagroził mu, że jeśli komuś coś powie, to skończy jak ten młodszy znajomy. Groźby takie słyszał przez wiele lat, stąd decyzja o wyprowadzce, ucięciu kontaktów ze znajomymi i zmiana nazwiska. Świadek w obawie o swoje życie chciał odciąć się od, jak się okazało, sprawcy zabójstwa. Od momentu tych zeznań zaczęła się znów bardzo mozolna i trudna praca śledczych z Bielawy i Wrocławia. Nikt nie wiedział, gdzie mogły zostać ukryte zwłoki młodego chłopaka. Policjanci przekopali cały ogród i posesję należące do właściciela domu sprzed 10 lat. Zwłok szukano w szambie zalanym betonem, wyburzano posadzkę w garażu oraz piwnicy, szukano zwłok w ścianach. Poszukiwania te zakończyły się fiaskiem, ale śledczy nie poddawali się, bo czuli, że są blisko rozwikłania tej zagadki. Przeczesywali tereny pobliskie miejscu libacji w 2009 r., zalesione tereny czy nawet okoliczne stawy. Do akcji wykorzystywane były psy tropiące, pomagali strażacy czy grupa GOPR. Nadal bez większych rezultatów. Nie wpadli nawet na najmniejszy ślad, a weryfikowana była każda informacja jaka wpłynęła do policjantów.


Dopiero w maju 2020r., 2 km od tragicznego miejsca, policjanci natknęli się podczas poszukiwań na wyschnięty zbiornik wodny, a w nim na szczątki ludzkie. Widać było, że sprawca doskonale przygotował się do tej zbrodni. Ciało zostało nawet przygniecione czterema ciężkimi głazami, by w razie ulewnych deszczów nie wypłynęło w starym zbiorniku. Ponieważ identyfikacja szczątków nie była możliwa, zostały przeprowadzone badania DNA, które potwierdziły, że to zaginiony młody chłopak, który mieszkał niegdyś w Pieszycach i którego szukali przez 10 lat śledczy z Bielawy. Zwłoki ukryte były niedaleko miejsca zamieszkania sprawcy, w miejscu bardzo dobrze mu znanym, gdyż mieszkał on w Pieszycach od urodzenia. Było to też miejsce mało uczęszczane przez ludzi, trudno dostępne, o czym przestępca doskonale wiedział. Niegdyś zapełniony wodą staw, od lat był wyschnięty i znajdował się poza ogólnodostępnymi drogami czy ścieżkami.

Zatrzymano sprawcę, uczestnika libacji z 2009 r., właściciela niegdyś domu, gdzie doszło do zabójstwa. Ten uparcie nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Decyzją sądu podejrzany został aresztowany.

Niezwykła sprawa, przypominająca te z Archiwum X, pokazuje zaangażowanie policjantów, ich mozolną i trudną pracę, która przynosi efekty. Gdyby nie upór i zaangażowanie śledczych z Bielawy, być może do dzisiaj rodzina zaginionego młodego chłopaka nie zaznałaby spokoju, a winny tej zbrodni chodziłby bezkarnie po naszych ulicach.

(KWP we Wrocławiu / mw)

MEN: 3 września - stacjonarna nauka w blisko 100 proc. szkół i placówek

Zgodnie z informacjami uzyskanymi od kuratorów oświaty na podstawie danych od dyrektorów, 3 września w trybie stacjonarnym pracowało blisko 48,5 tys. przedszkoli, szkół i placówek oświatowych, co oznacza prawie 100 procent placówek pracujących w tradycyjny sposób (99,86 proc.).


foto: lp


Nauka w trybie mieszanym odbywała się jedynie w 15 placówkach, co daje wynik około 0,02 proc. wszystkich szkół i placówek. W 54 przypadkach w skali całego kraju nauka realizowana była w trybie zdalnym (tj. 0,11 proc. wszystkich placówek).

Dane te dotyczą szkół i placówek, w których powiatowa inspekcja sanitarna – po szczegółowym przeanalizowaniu sytuacji – wydała pozytywną zgodę na pracę szkoły w innym, niż stacjonarny tryb nauki.


Będziemy monitorować sytuację w szkołach i placówkach. Bezpieczeństwo uczniów, rodziców, dyrektorów szkół i nauczycieli jest dla nas najważniejsze.

Przypomnijmy, że przygotowaliśmy odpowiednie regulacje prawne i wytyczne, które pozwalają na wprowadzenie w szkołach odpowiednich rozwiązań w przypadku wystąpienia ogniska zakażenia. Dzięki temu dyrektorzy szkół i placówek dostali narzędzia pozwalające na odpowiednią organizację zajęć, szczególnie, jeśli sytuacja epidemiczna zagraża zdrowiu uczniów.

Po otrzymaniu pozytywnej opinii powiatowego inspektora sanitarnego i zgody organu prowadzącego dyrektorzy mogą wprowadzać model mieszany pracy szkoły i placówki czy nauczania zdalnego. Są to elastyczne rozwiązania, które mogą być odpowiednio dostosowywane do skali zagrożenia i potrzeb z tym związanych oraz możliwości organizacyjnych.

W załączeniu nagranie mp3 dotyczące aktualnej sytuacji w szkołach i placówkach.

centrum prasowe pap

kom/ osz/ mhr/

Premier na Śląsku: „Solidarność” to drugie imię Polski, to również nasza przyszłość

40 lat temu w wyniku fali strajków w całej Polsce oraz podpisania Porozumień Sierpniowych powstał NSZZ „Solidarność”. Dwa z czterech porozumień zostały podpisane na Śląsku. Dało to początek Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności”. Premier Mateusz Morawiecki wziął udział w regionalnych obchodach rocznicy. Podczas wizyty spotkał się też z przedsiębiorcami na XII Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach oraz zwiedził Zabytkową Kopalnię Węgla Kamiennego Guido w Zabrzu.



foto: KPRM

40. rocznica powstania NSZZ „Solidarność” świętowana jest w całym kraju. Szef rządu uczestniczył we mszy św. w Archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach, która rozpoczęła regionalne obchody. Wzięli w niej udział m. in. sygnatariusze Porozumienia Jastrzębskiego i Porozumienia Katowickiego.
Patrząc na dzieje „Solidarności”, jestem przekonany, że to dopiero pierwsze 40 lat. Solidarność to azymut naszego działania. To kierunek, który powinien wytyczać politykę każdego dobrego rządu, ale również tych, którzy reprezentują świat pracy– powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas uroczystej Nadzwyczajnej Sesji Walnego Zebrania Delegatów Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”. Na  tegoroczne obchody zostali zaproszeni wszyscy członkowie Zarządu Regionu począwszy od 1980 r.

„Solidarność” przyszłością Polski

Szef rządu podkreślił, że w dziejach naszego państwa „Solidarność” opisywana będzie zawsze jako wielki narodowo-społeczny ruch niepodległościowy. Ruch, który miał na celu walkę o godne życie każdego człowieka w Polsce i nie tylko – mówił premier.
Solidarność wtedy i dzisiaj jest w naszych sercach. To drugie imię Polski, to również nasza przyszłość. To fenomen, który przekracza nasze granice – kontynuował premier, podkreślając solidarność Polaków z narodem białoruskim. Chcemy pomagać im przetrwać ten trudny czas. Znowu Solidarność pokazuje swoje piękne oblicze, dziękuję za to – mówił.
Uroczystości w Hali Widowiskowo-Sportowej „Pogoń” w Zabrzu zakończyła projekcja filmu „Zbuntowany Region” pokazującego historię czterech dekad działalności śląskich związkowców.

Pielęgnowanie górniczej spuścizny

Premier odwiedził też Zabytkową Kopalnię Węgla Kamiennego Guido w Zabrzu, która wraz z kopalnią Królowa Luiza i Główną Kluczową Sztolnią Dziedziczną stanowi pomnik historii Zabrze – zespół zabytkowych kopalni węgla kamiennego. To autentyczne świadectwo historii polskiego górnictwa.
To miejsce to przykład świetnej współpracy z samorządem i rządem – mówił premier. Jak dodał, w regionie realizowany jest duży projekt inwestycyjny, w ramach którego 4 mln zł dofinansowania zostało przyznane Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu.
Premier przypomniał, że kopalnia została otwarta w 1855 r. i pracowała do lat 60-tych. Jest to perła turystyczna Górnego Śląska oraz historia, która unaocznia ogromny wysiłek pracy górników – podkreślił premier.

Europejski Kongres Gospodarczy w Kielcach

Podczas wizyty na Śląsku premier spotkał się z przedsiębiorcami na XII Europejskim Kongresie Gospodarczym. To forum wymiany doświadczeń i opinii o polskiej i europejskiej gospodarce oraz o wielowymiarowych uwarunkowaniach jej rozwoju.
Z uwagi na trwającą pandemię koronawirusa, 2020 r. jest dla gospodarki czasem szczególnych wyzwań. W ich obliczu priorytetem rządu było i jest ratowanie gospodarki. Dzięki Tarczy Finansowej i Tarczy Antykryzysowej udało się uratować miliony miejsc pracy. Teraz rząd zachęca przedsiębiorców do inwestycji. Tym samym odbywający się od ponad dekady Kongres, jest w tym roku szczególnie ważnym punktem w kalendarzu polskiej przedsiębiorczości.
***

Region Śląsko-Dąbrowski NSZZ „Solidarność”

Śląsko-Dąbrowska „Solidarność” jest jedną z regionalnych struktur ogólnopolskiej organizacji związkowej – Niezależnego Samorządnego Związek Zawodowego „Solidarność”, którego podstawowym celem do dziś pozostaje walka o prawa pracownicze.
NSZZ „Solidarność” powstał w wyniku strajków z 1980 r. oraz podpisania Porozumień Sierpniowych. Dwa z czterech porozumień zostały podpisane na Śląsku. 3 sierpnia 1980 r. sygnowano porozumienie w Jastrzębiu-Zdroju, zaś 11 września 1980 r. – w Hucie Katowice (Dąbrowa Górnicza).
Podpisanie Porozumień Sierpniowych i powstanie „Solidarności” stało się początkiem przemian z 1989 r.