FAKTY
latest

reklama

Fakty

fakty

EDUKACJA

EDUKACJA

Tylmanowa: Sześcioraczki obchodzą swoje pierwsze urodziny


20 maja 2019 roku w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie urodziły się sześcioraczki.  Filip, Tymon, Zosia, Kaja, Malwina i Nela obchodzą dzisiaj roczek. 


foto: instagram-szescioraczkipl

Dzieci urodziły się w 29. tygodniu ciąży. Ważyły od 890 g do 1300 g.

"Dokładnie rok temu o godzinie 10.08 na świecie pojawił się Filip - pierwszy z sześcioraczków. Później co minutę na świat przyszły Zosia, Tymon, Nela, Kaja i... kiedy myślałam, że wszystkie dzieciaki są już w inkubatorach, okazało się, że jest z nami jeszcze Malwina-nasza niespodzianka" – napisała ich mama na Instagramie. Do wpisu dołączyła zdjęcia swoich pociech.


Filip, Tymon, Zosia, Kaja, Malwina i Nela, życzymy Wam zdrowia, radości oraz cudownego życia!

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Instagram/rmf24

Pijana załoga śmieciarki. Najwięcej "wydmuchał" kierowca


Kompletną nieodpowiedzialnością wykazali się pracownicy jednej z firm odbierają-cych śmieci na terenie powiatu strzelecko-drezdeneckiego. W czasie opróżniania koszy przy jednej z posesji kierowca śmieciarki uszkodził ogrodzenie i cała ekipa od-jechała z miejsca zdarzenia. Powiadomieni o sytuacji policjanci ze Strzelec Krajeń-skich zatrzymali śmieciarkę kilka kilometrów dalej. Okazało się, że cała załoga pojaz-du jest nietrzeźwa. Kierowca miał pawie 2,5 promila, natomiast pozostała załoga od-powiednio: półtora i pół promila alkoholu w organizmie.


foto: policja



We wtorek /19 maja br./ policjanci ze Strzelec Krajeńskich przeprowadzili nietypową interwencję. Około godziny 12 do dyżurnego trafiła informacja o uszkodzonym ogrodzeniu w miejscowości Bronowice pod Strzelcami Krajeńskimi. Uszkodzenia miała dokonać ekipa śmieciarki, a następnie odjechać z miejsca zdarzenia. Policjanci, którzy zostali skierowani na tę interwencję zatrzymali wskazany w zgłoszeniu pojazd kilka kilometrów od miejsca zdarzenia. 


Mundurowi szybko zorientowali się, że z kierowca śmieciarki i jego załoga mogą być pod działaniem alkoholu. Badania policyjnym alkomatem szybko te przypuszczenia potwierdziły. Okazało się, że cała trójka jest nietrzeźwa, a najbardziej kierowca. Nic dziwnego, że w stanie jakim się znajdował uszkodził ogrodzenie. Mężczyzna miał w organizmie niemal 2,5 promila alkoholu. Można stwierdzić, że tylko cud sprawił, że skończyło się na uszkodzeniu ogrodzenia, bo 60-latek był kompletnie pijany.


 Miał duży problem z opuszczeniem pojazdu, a przecież kierował wielotonową ciężarówką stwarzając duże zagrożenie w ruchu drogowym. Okazało się, że dwaj pozostali członkowie niefortunnej ekipy są również nietrzeźwi. Reszta załogi wydmuchała odpowiednio: półtora i pół promila alkoholu. Policjanci zatrzymali kierowcy prawo jazdy i po wykonaniu wszystkich czynności śmieciarka pojechała dalej w trasę, oczywiście z wymienioną załogą.

Pilne – młoda matka walczy z rakiem! Błaga o pomoc



Monika ma 27 lat. Jest mężatką, a 13 października 2019 roku została mamą. Synek urodził się jako wcześniak. W czasie ciąży okazało się, że Monika ma dużego guza na prawym jajniku.


zdjęcia: archiwum rodzinne

 Został on usunięty w trakcie cesarskiego cięcia. Wycinek wysłano do badań histopatologicznych, które wykazały, że guz jest przerzutem z guza znajdującego się w żołądku. Stopień złośliwości – IV. 


Monika zaczęła walczyć o życie. Przeszła 6 cykli chemioterapii, którą bardzo źle zniosła. 
Kobieta nadal walczy, gdyż chce żyć, aby wychować swojego synka Ignasia. 
Możecie jej pomóc w tej walce. Każda, nawet niewielka wpłata, ma ogromne znaczenie.

Pomóc Monice można tu >>>
i tu>>>

Maseczka powodem poważnych oparzeń twarzy u pielęgniarki


Pielęgniarka po całodziennym noszeniu maseczki trafiła na ostry dyżur z oparzeniami twarzy.

foto: Facebook

Olga Ovinnikova, pielęgniarka z rosyjskiego szpitala na początku swojego dyżuru założyła na twarz maseczkę ochronną. Po kilkudziesięciu minutach czuła ból i pieczenie. Kobieta nie była świadoma tego, że maseczka, którą otrzymała była już używana i że została ona zdezynfekowana silnym środkiem chemicznym, prawdopodobnie wybielaczem.  


Część szpitali w Rosji nie ma wystarczającej ilości sprzętu ochrony osobistej dla personelu medycznego. Medycy muszą sobie radzić i często ponownie wykorzystują zużyte już maseczki, które dezynfekują silnymi środkami chemicznymi. 

Pielęgniarka na ostrym dyżurze spędziła kilka godzin, następnie wróciła do domu. Lokalne media w Rosji informują, że przypadek ten nie jest odosobniony. 

Kobieta złożyła oficjalną skargę do władz. Liczy na pomoc Anastasii Burakovej, prawnika ds. praw człowieka

Emmanuil Zdanovsky, przedstawiciel szpitala, w rozmowie z lokalnymi mediami zaprzeczył, że placówka używa wybielaczy do sterylizacji maseczek i odzieży ochronnej. Jednak policja stwierdziła liczne naruszenia.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: visaotv.com.br/Rzeczpospolita

Oświadczenie Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży po filmie „Zabawa w chowanego”


Film „Zabawa w chowanego”, który obejrzałem, ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży. Mam na myśli sposób traktowania osób pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli niewypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne.

foto: episkopat
Każda prawdopodobna wiadomość o wykorzystaniu seksualnym osoby małoletniej przez księdza, która wpływa do biskupa lub do kurii, musi być w Kościele uznana za zawiadomienie zobowiązujące do wszczęcia dochodzenia kanonicznego oraz do ograniczenia duchownego w czynnościach. Niedopuszczalne jest przesuwanie podejrzanego księdza do miejsca, w którym może mieć jakikolwiek kontakt z dziećmi.

Ze  względu na przedstawione w filmie informacje, jako Delegat Episkopatu Polski ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, zwracam się poprzez Nuncjaturę do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania nakazanego przez motu proprio papieża Franciszka dotyczącego zaniechania wymaganego prawem działania.
Dziękuję osobom pokrzywdzonym, które decydują się opowiedzieć o doznanej krzywdzie. Apeluję, aby każdy, kto posiada wiedzę o wykorzystaniu seksualnym osoby małoletniej, pamiętał, że jest zobowiązany w sumieniu – i przepisami prawa  – do złożenia zawiadomienia. Proszę księży, siostry zakonne, rodziców i wychowawców o to, by nie kierowali się fałszywą logiką troski o Kościół, skutkującą ukrywaniem sprawców przestępstw seksualnych.
Z bólem słyszę o cierpieniu każdej osoby pokrzywdzonej przez duchownego. Jest to zawsze wynik nadużycia zaufania, jakim obdarzony jest przedstawiciel Kościoła. Dlatego każda osoba pokrzywdzona powinna szybko uzyskać ze strony biskupa natychmiastową ofertę pomocy psychologicznej, duszpasterskiej i prawnej, z której mogłaby skorzystać, jeżeli będzie tym zainteresowana. Jest to podstawowy wyraz solidarności i odpowiedzialności Kościoła.

Chcę równocześnie podkreślić, że zasadę współpracy między prokuraturą a Kościołem w celu ochrony osób małoletnich i ukarania sprawców uważam za rzecz potrzebną i dobrą. Taka obustronna współpraca musi być zawsze prowadzona w sposób przejrzysty i uczciwy, z zachowaniem wszystkich procedur. Dzięki niej nie tylko prokuratura otrzymuje potrzebne informacje od Kościoła, ale także instytucje kościelne mogą otrzymać dostęp do wyników postępowania dowodowego prowadzonego przez organy ścigania. Umożliwia to unikanie kilkukrotnego przesłuchiwania osób pokrzywdzonych oraz pozwala sprawniej i bardziej efektywnie prowadzić postępowanie kanoniczne.

Historie z filmu nie są prawdą o zdecydowanej większości księży. Nie możemy pozwolić na to, by skandaliczne przypadki przekreśliły dobro, które jest w Kościele. W zdecydowanej większości księża i siostry zakonne to ludzie z powołaniem, sumiennie wypełniający swoje obowiązki. Nie ma wśród duchownych miejsca dla osób wykorzystujących seksualnie małoletnich. Nie ma zgody na ukrywanie ich przestępstw. Ścigamy sprawców również po to, by stanąć po stronie dobrych księży i wraz z nimi pomagać wszystkim wiernym w odkrywaniu Bożej miłości.
+ Wojciech PolakArcybiskup Metropolita Gnieźnieński, Prymas Polski
Delegat KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży
Gniezno, 16 maja 2020 r.

IV Międzynarodowy Protest Przeciw Przymusowi Szczepień


6 czerwca 2020 roku o godzinie 12.00 w Warszawie odbędzie się IV Międzynarodowy Protest Przeciw Przymusowi Szczepień. 

foto: screen-wideo

IV Międzynarodowy Protest Przeciw Przymusowi Szczepień ma się odbyć 6 czerwca 2020 roku o godzinie 12.00 w Warszawie, w całej Polsce oraz w innych państwach. Dołączenie do wydarzenia potwierdziła Bułgaria, Ukraina, Kanada i Irlandia. Czekamy na kolejne państwa! Niech ten protest stanie się wyrazem społecznego sprzeciwu w każdym zakątku Ziemi! 


Do udziału w wydarzeniu zapraszamy każdego bez względu na wiek, światopogląd i poglądy polityczne, jak co roku apelując do całego świata o udział, żeby protest miał charakter globalnego sprzeciwu wobec przymusu szczepień.

Generowany medialnie „kryzys koronawirusowy“ i szczepionki mają być wykorzystane do masowej i stałej ekspansji globalnej kontroli i wdrażania totalitarnych rozwiązań.
Protestując planujemy przejść ulicami Warszawy z placu Zamkowego do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, informując też o alternatywnych formach protestu w zależności od sytuacji – bezpiecznych dla rodzin z dziećmi.

Stowarzyszenie STOP NOP i społeczność International Revolution for Choice


Zaginęła 26 lat temu. Czy osobą, która skontaktowała się z rodziną jest Monika Bielawska?

Z legnicką rodziną skontaktowała się kobieta, która poinformowała ich, że jest zaginioną 26 lat temu Moniką Bielawską. Czy te przypuszczenia się potwierdzą? Potrzebne są badania DNA.


zdjęcia: Śledztwa, zaginięcia, sprawy kryminalne

Do rodziny z Legnicy zatelefonowała ze Stanów Zjednoczonych kobieta. Twierdzi ona, że jest zaginioną w 1994 roku Moniką Bielawską. W chwili zniknięcia dziewczynka miała 1,5 roku. W celu potwierdzenia lub wykluczenia pokrewieństwa konieczne jest wykonanie badań DNA. Bliscy Moniki czekają na testy. 


Kobieta, która skontaktowała się z rodziną ma 27 lat. Mieszka w Stanach Zjednoczonych i nie mówi po polsku. Niedawno dowiedziała się, że rodzice, którzy ją wychowali, nie są jej rodzicami biologicznymi. Zaczęła szukać informacji na temat swoich korzeni i ustaliła, że trop prowadzi do Legnicy. Przypuszcza ona, że została sprzedana przez swojego biologicznego ojca, a następnie wywieziona za granicę. 

Pani Julia Markowska, babcia Moniki Bielawskiej, ma nadzieję, że kobieta, która się z nimi skontaktowała nie pomyliła się i że będzie to Monika. 

Monika Bielawska zaginęła 16 lipca 1994 roku. Wraz z dziadkami i ojcem dziewczynka była u lekarza, po wizycie udali się do apteki. Gdy kobieta weszła do apteki, jej zięć z dzieckiem pozostał na zewnątrz. Gdy wyszła, obojga już nie było. Nie wrócili również do domu. Ojciec Moniki, Robert B., odnalazł się cztery lata później. Przebywał w Austrii. Jednak, córki z nim nie było.  


W 2008 roku ojcu dziewczynki postawiono zarzut uprowadzenia i sprzedania Moniki. W toku postępowania Robert B. wielokrotnie zmieniał swoje zeznania. Raz informował, że sprzedał córkę parze bezdzietnych Polaków, którzy wywieźli 1,5 roczną wówczas dziewczynkę do Austrii. Innym znów razem powiedział, że wypadła ona z wózka i się zabiła, a jej ciało zakopał w lasku. Funkcjonariusze przeszukali wskazane miejsce, ale zwłok nie odnaleziono. 

Sąd Okręgowy w Legnicy skazał ojca Moniki Bielawskiej na 15 lat więzienia. Przed uprawomocnieniem się wyroku mężczyzna uciekł z kraju. W 2009 roku Robert B. został zatrzymany w Austrii i deportowany do Polski. Przebywa on obecnie w więzieniu. 

Czy badania DNA potwierdzą, że kobietą, która skontaktowała się z rodziną w Legnicy jest Monika Bielawska? Czas pokaże.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: 24legnica.pl

Belgia: Polka zamordowana na oczach trójki dzieci


37-letni mężczyzna został zatrzymany po tym, jak zamordował swoją żonę na oczach trójki dzieci. Sprawca sam zadzwonił na policję i przyznał się do popełnienia zbrodni.


foto: 
telegraaf

Jak poinformowała holenderska gazeta "Het Laatste Nieuws" koszmar wydarzył się 11 maja w nowym bloku przy ulicy Steenvelt w Uccle. Około 10.30 na miejsce przybyło pogotowie, ale życia Polki nie udało się uratować. Kobieta mieszkała w budynku wraz z trojgiem dzieci oraz 37-letnim mężem, również obywatelem Polski. To on wezwał służby i przyznał się do zadania ciosu.

Według sąsiada, "była słodką, spokojną i piękną damą". - Nigdy nie widziałem jej zdenerwowanej ani wściekłej. Ona, podobnie jak jej chłopak, pochodzili z Polski - powiedział i dodał, że para miała córkę i dwóch synów.

37-letni mężczyzna zaatakował nożem swoją żonę. Na oczach trójki dzieci zadał jej kilka ciosów, które doprowadziły do śmierci. Według bruzz.be mężczyzna cierpiał na poważną depresję. Zgodnie z relacjami sąsiadów na krótko przed zamknięciem granic przyjechał z Polski, co bardzo ucieszyło trójkę dzieci, które radośnie witały go z balkonu. Nic nie wskazywało na tak tragiczną sytuację w rodzinie.

37-latek został aresztowany. Trójka dzieci trafiła pod opiekę dziadków.



źródło: TvpInfo/ PolsatNews/ FAKT24/ O2

Zambrów: Pogrzeb noworodka znalezionego w sortowni odpadów


18 maja w Zambrowie odbył się pogrzeb noworodka znalezionego w sortowni odpadów w Czerwonym Borze. W uroczystości udział wzięło około 30 osób.


foto: screen-wideo-zambrow.org

8 maja w sortowni odpadów w Czerwonym Borze znaleziono zwłoki noworodka. Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie. Funkcjonariusze szukają matki chłopczyka. 

Pogrzeb został zorganizowany przez Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Zambrowie. W uroczystości uczestniczyło około 30 osób. 


Ciało noworodka znaleziono 8 maja na terenie Zakładu Przetwarzania i Unieszkodliwiania Odpadów w Czerwonym Borze. W Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku ustalono, że przyczyną śmierci maleństwa był uraz wielomiejscowy. Okoliczności zabójstwa chłopczyka wyjaśniają policjanci z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: zambrow.org

Były muzyk „Antyquariatu” twierdzi, że Niedźwiecki brał pieniądze za miejsca na liście przebojów. Swój wpis jednak szybko skasował


Tomasz Pawlak, były muzyk „Antyquariatu” oskarżył Marka Niedźwieckiego o korupcję. Swój wpis opublikował na portalu społecznościowym, jednak post szybko skasował.


zdjęcia: YouTube/ Facebook


Tomasz Pawlak, podpisujący się jako Tomaldo Banjo, na portalu społecznościowym opublikował post, w którym zarzucił Markowi Niedźwieckiemu to, że otrzymywał on pieniądze za umieszczanie utworów na podium „Listy Przebojów Programu Trzeciego”. Swój wpis szybko skasował, jednak jego fragmenty opublikował portal tvp.info. Jego dziennikarze skontaktowali się z autorem oskarżeń, który wyjaśnił im, że post usunął, gdyż nie chce się sądzić z Markiem Niedźwieckim.

Pawlak oskarżył Niedźwieckiego o to, że brał on pieniądze za umieszczanie piosenek na podium listy przebojów Trójki. Były muzyk twierdzi, że w latach 90. trzecie miejsce kosztowało 20 tysięcy złotych.

1998. notowanie listy przebojów Programu III Polskiego Radia zakończyło się ogłoszeniem, że wygrywa piosenka Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój". Głosowanie zostało unieważnione, a redaktor naczelny stacji wyjaśnił, że podczas głosowania złamany został regulamin i do głosowania trafiła piosenka spoza listy. Wówczas Marek Niedźwiecki wydał oświadczenie, w którym oznajmił, że odchodzi z Trójki. "W związku z sytuacją, która zaistniała wokół piątkowego notowania LP3 oraz posądzeniem mnie o nieuczciwość w przygotowywaniu audycji, którą prowadzę od ponad 35 lat, kończę współpracę z Programem III Polskiego Radia" – napisał dziennikarz.

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: tvp.info/gazeta.pl





Tragiczny wypadek w Lubuskiem. Zginęło trzech nastolatków w wieku od 15 do 16 lat


Trzy młode osoby straciły życie w wyniku wypadku, do którego doszło w powiecie słubickim. Kierujący osobowym fordem stracił panowanie nad autem, zjechał na pobocze, uderzył w drzewo i dachując, ściął betonowy murem. Siła uderzenia była tak duża, że podjęte jeszcze przez funkcjonariuszy czynności resuscytacyjne nie powiodły się. To bardzo młode osoby bez uprawnień do kierowania w wieku od 15 do 16 lat.


foto: PKW



Informacja o tym zdarzeniu dotarła do służb od innego kierowcy tuż po godzinie 5 nad ranem w poniedziałek /18 maja/. Wszystko działo się na powiatowej drodze między miejscowościami Żabice, a Górzyca w powiecie słubickim. Wstępne okoliczności wskazują, że kierujący osobowym fordem fiesta stracił panowanie nad autem, zjechał na lewe pobocze, zahaczył o dwa drzewa i dachując ściął betonowe ogrodzenie.


 Siła uderzenia była tak duża, że trzy młode osoby, które podróżowały autem nie miały szans na przeżycie. Ale funkcjonariusze straży i policji jeszcze podjęli próbę przywrócenia czynności życiowych- bezskutecznie. To wielki dramat zwłaszcza, że to bardzo młode osoby. Nie posiadały jeszcze uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Bo nie mogli ich posiadać. To dwóch 16-latków i jeden 15-latek. Olbrzymi dramat, który nie powinien mieć miejsca.


 Pytania o okoliczności tej tragedii znajdą odpowiedź po analizie materiałów, śladów i dowodów zabezpieczonych na miejscu przez policjantów i prokuratora ze Słubic. W tej sprawie już toczy się śledztwo. Pomocne w nim będą kolejne ustalenia, ale na ten moment śledczy już zabezpieczyli sporo materiałów i dysponują dużą wiedzą mimo, że od tego potwornego wypadku minęło zaledwie kilka godzin. Na miejsce sprowadzono policyjnego psychologa, który był do dyspozycji rodzin.


 Zasadne z pewnością jest pytanie jak młodzi weszli w posiadanie kluczyków i auta. Słubiccy policjanci pod nadzorem prokuratury będą to ustalać. Pomocne dla postępowanie będa także wyniki badań prosektoryjnych zarządzone przez prokuratora.

KWP w Gorzowie Wlkp

"Przenoszony z parafii do parafii zamiast do celi"



"Biskupie czas na sąd ostateczny", "Jesteśmy z ofiarami" Na ogrodzeniu Kurii Diecezjalnej w Kaliszu zawieszono dziecięcą bieliznę i buciki.


foto: InfoSklamierzyce
Tłumy mieszkańców pojawiły się w niedzielę o godzinie 21.00 pod budynkiem Kurii Diecezjalnej w Kaliszu. To efekt drugiego filmu dokumentalnego Tomasza i Marka Sekielskich "Zabawa w chowanego".



Uczestnicy mieli ze sobą transparenty: "Biskupie czas na sąd ostateczny", "Jesteśmy z ofiarami". Dziecięca bielizna i buciki zawisły na ogrodzeniu Kurii. Organizatorzy przygotowali petycję, w której domagają się, żeby miasto nie zapraszało biskupa Edwarda Janiak na oficjalne uroczystości.



Tragedia w Lubuskiem. Nie żyje trzech młodych mężczyzn


Do tragicznego wypadku doszło dziś rano w pobliżu Górzycy w Lubuskiem. Zginęło trzech młodych mężczyzn. Okoliczności tragedii ustala policja i prokuratura.


foto: screen-wideo-PolsatNews



Do tragicznego w skutkach wypadku doszło około godziny 5:32. Służby ratownicze z powiatu słubickiego otrzymały zgłoszenie dotyczące wypadku samochodu osobowego na drodze powiatowej w pobliżu miejscowości Górzyca w kierunku na Żabice.

Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kierowca forda z nieustalonej jeszcze przyczyny stracił panowanie nad samochodem, zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Następnie auto dachowało i na koniec rozbiło się o betonowe ogrodzenie.

W wypadku na miejscu zginął młody kierowca - mieszkaniec pow. słubickiego oraz jadący z nim dwaj młodzi mężczyźni. Z uwagi na trwające czynności na razie nie możemy podać ich wieku i miejsca zamieszkania - mówiEwa Murmyło z Komendy Powiatowej Policji w Słubicach.


źródło: Rmf24/ PolsatNews/ NewsLubuski

13-latek zhakował e-lekcję. Odpowie za to przed sądem dla nieletnich



13-letni mieszkaniec Gdańska odpowie przed sądem dla nieletnich za zhakowanie e-lekcji prowadzonej przez nauczyciela jednej z gdańskich szkół podstawowych. Nieletni sprawca opowie także za demoralizację, ponieważ podczas lekcji online wyzywał dwoje uczniów. Policjanci materiał dowodowy zabezpieczony w tej sprawie przekazali już do sądu rodzinnego.


foto ilustracyjne: lp

W związku z pandemią koronawirusa i zamknięciem szkół, od kilku tygodni nauczyciele prowadzą lekcje za pośrednictwem platform oraz aplikacji internetowych. W ten sposób pomagają uczniom w przyswojeniu wiedzy, a także sprawdzają zakres zdobytych przez nich informacji. Jak się okazuje, spotkania online stanowią dla niektórych osób okazję do "zaistnienia”.

Wczoraj policjanci z komisariatu w Oliwie przyjęli zawiadomienie o zhakowaniu zdalnej lekcji. Do zdarzenia doszło kilka tygodni temu podczas e-lekcji prowadzonej przez nauczyciela jednej z gdańskich szkół podstawowych. W trakcie zajęć online, w których uczestniczyli uczniowie klasy 8, do grupy dołączył uczeń spoza szkoły i zaczął przeszkadzać w zajęciach oraz wyzywać ósmoklasistów. Sprawca, przekonany o swojej bezkarności i anonimowości przełamał zabezpieczenia i bez uprawnienia dołączył do grupy, zwracał się do uczniów po imieniu i kierował do nich obraźliwe pytania.

Sprawą od razu trafiła do funkcjonariuszki zajmującej się profilaktyką oraz przestępczością wśród nieletnich. Policjantka dokładnie przeanalizowała zabezpieczone nagranie lekcji, sprawdziła login włamywacza i dzięki dobremu rozpoznaniu szybko ustaliła, że podejrzanym o to przestępstwo jest 13-letni chłopak. Policjantka zabezpieczyła materiał dowodowy, który przekazała do sądu rodzinnego.

Przypominamy, że nikt w Internecie nie jest anonimowy, a konsekwencje prawne takich zachowań są bardzo poważne. Za popełnienie tych przestępstw przez osoby, które ukończyły 17 lat, w przypadku nieuprawnionego dostępu do systemu teleinformatycznego grozi kara 2 lat więzienia, za znieważenia grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Natomiast sprawca, który nie ukończył 17 lat, odpowiada za swój czyn przed sądem dla nieletnich.

(KWP w Gdańsku / kp)

Po 35 latach pracy w radiowej Trójce Marek Niedźwiecki odchodzi


Marek Niedźwiecki jest kolejną osobą, która wczoraj odeszła z Trójki. „Nasza Trójka już nie istnieje. Nie możemy się dać zniewolić tej bolszewickiej polityce, musimy bronić naszej wolności, inaczej zostanie nam „zniewolony umysł” - napisał kompozytor Zbigniew Preisner.

foto: green-wideo- radio trójka

Niedźwiecki rozpoczął swoją pracę w Programie III Polskiego Radia 5 kwietnia 1982. W 2007 roku przeszedł do Radia Złote Przeboje, a do Trójki wrócił po ponad dwóch latach. O odejściu dziennikarza poinformował kompozytor Zbigniew Preisner. „Moi Drodzy. Wczoraj w Programie Trzecim Polskiego Radia wydarzyła się historia, która nawet w najgorszych czasach PRL byłaby nie do pomyślenia. 


Kazik ze swoją piosenką „Twój ból jest lepszy niż mój“ wygrał notowanie Listy Przebojów Marka Niedźwieckiego. Kilka godzin później tak zwany redaktor naczelny Trójki, Tomasz Kowalczewski, ogłosił, że redakcja unieważniła głosowanie, informując, że „wprowadzono piosenkę spoza listy, nadto dokonano manipulacji przy liczeniu głosów oddawanych na poszczególne piosenki, co zafałszowało wynik końcowy“. Miarka się przebrała! Marek Niedźwiecki jest kolejną osobą, która odeszła z Trójki. Nasza Trójka już nie istnieje. Nie możemy się dać zniewolić tej bolszewickiej polityce, musimy bronić naszej wolności, inaczej zostanie nam „zniewolony umysł” – napisał Zbigniew Preisner.


Marek Niedźwiecki zrezygnował z pracy w Trójce, po kolejnych kontrowersjach stacji związanych z bieżącą polityką. Rozgłośnia dokonała cenzury, unieważniając wydanie Listy Przebojów Trójki, w którym wygrała piosenka Kazika Staszewskiego „Twój ból jest lepszy niż mój”. Utwór nawiązuje do nierównego traktowania społeczeństwa w dobie epidemii – gdy Jarosław Kaczyński odwiedzał cmentarze, większość Polaków była pozbawiona tego prawa.

Warszawa: Policja użyła gazu i siły fizycznej



W sobotę odbył się w Warszawie protest przedsiębiorców. Wobec uczestników demonstracji policja użyła gazu. Funkcjonariusze twierdzą, że byli atakowani.


foto: @MichalSzczerba


Protestujący na placu Zamkowym zaczęli zbierać się około godziny 15.00 w związku z kolejnym strajkiem przedsiębiorców. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce, kierowali do zebranych komunikaty o zachowanie zgodne z prawem i apelowali o rozejście się.


Na miejscu działania podejmował m.in. zespół antykonfliktowy. Według policji zgromadzenie było nielegalne. Odniosła się również do argumentów protestujących, którzy powołując się na postanowienie Sądu Apelacyjnego podkreślają, że zgromadzenie było legalne.


Policja użyła gazu i siły fizycznej. Funkcjonariusze twierdzą, że zostali zaatakowani przez protestujących.

 - W związku z czynną napaścią na funkcjonariuszy policji, użyto środka przymusu bezpośredniego w postaci gazu i siły fizycznej - stwierdził rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak, którego zapytano o sytuację podczas zgromadzenia na placu Zamkowym. 





Nagrania opublikowane w Internecie przeczą słowom policjantów. Uczestnicy i świadkowie informują, że mundurowi nie byli atakowani.



źródło: PolsatNews/ Rmf24/ RadioZet

Edyta Górniak odpowiada ministrowi Szumowskiemu. Mocny wpis artystki



Edyta Górniak odpowiedziała ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu w sprawie szczepień przeciwko koronawirusowi. Skierowany do niego list otwarty, opublikowała na portalu społecznościowym. 


foto: Edyta Górniak

Kilka dni temu artystka udzieliła wywiadu, w którym powiedziała, że dopóki żyje, nie da się zaszczepić przeciwko koronawirusowi. Dodała również, że nie pozwoli zaszczepić się swojemu synowi. Jej wypowiedź jest szeroko komentowana, zareagował na nią nawet minister zdrowia, który ostro skrytykował wokalistkę. Dzisiaj artystka postanowiła mu odpowiedzieć i opublikowała na portalu społecznościowym list otwarty skierowany do Szumowskiego.


„Szanowny Panie Szumowski,
Jestem bardzo szczęśliwa, iż opinia moja dotycząca przymusowych szczepień Polaków zwróciła Pana uwagę. Odbieram to jako namiastkę troski o ludzi żyjących w Naszym pięknym kraju.
Porównanie szczepień do lotów samolotem jakkolwiek mocno abstrakcyjne.. zrzucę na kark Pana stresu z powodu publicznego wystąpienia..

Niezależnie, nie musi Pan w żadnym stopniu rozumieć jak zbudowany jest samolot wsiadając do niego. Jednak nikt do tego Pana nie zmusza.
Chciałabym zwrócić Pana uwagę także na fakt, iż jako osoba przyjmująca stanowisko obrony zdrowia swoich Rodaków dość mało promuje Pan zdrowy tryb życia w Polsce.
Jako kardiolog wie Pan z pewnością dokładnie, w jaki sposób zbudowany jest i funkcjonuje organizm ludzki. Zgodzi się Pan więc ze mną jak sądzę, że na ten sam lek / szczepienie każdy organizm zareaguje inaczej. Może nawet reagować w sposób dowolnie skrajny...
Przyznam natomiast rację w kwestii składu leków aptecznych. Faktycznie ich chemiczną kompozycję znamy tylko z dołączonych ulotek. Możemy zaufać temu lub nie. Jednak nikt NIE ZMUSZA ludzi do zażywania leków. To dość precyzyjna różnica, która wyklucza Pana argument.

Chętnie więc spotkam się jak Pan sugeruje „twarzą w twarz”, aby przekonał mnie Pan do swojej wiedzy w zakresie przymusowych szczepień. Proponuję jednak nie robić tego w miejscu publicznym, gdyż ryzykowałby Pan tytułami „Nowa miłość Edyty Górniak”… Spotkajmy się w miejscu bardziej publicznym, czyli przed kamerami, na oczach całego kraju.
Może jednak zmieni Pan zdanie, skoro zmienił Pan już raz choćby w temacie noszenia maseczek...
Co do publicznej debaty sprawdzę swój kalendarz i prześlę Panu propozycję terminu” – napisała Edyta Górniak. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Facebook-E.G.

Górnicy, pomimo zapowiedzi, nie będą protestować w Warszawie


Górnicy, pomimo zapowiedzi, nie będą protestować w Warszawie

foto ilustracyjne: baileyjavinscarter

Niestety z paru względów musimy odwołać manifestacje w Warszawie: 
-jak wszyscy dobrze wiemy Śląsk w ciągu ostatniego czasu stał się ogniskiem epidemii koronawirusa COVID-19 (30% zachorowań w skali kraju przypada na Śląsk)
- niebezpieczna jest jazda samochodem w grupach po 4-5 osób, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby powinniśmy ograniczyć liczbę osób w samochodach co jest niewykonalne,  pomimo tego, że większość z nas jest zdrowa lub przechodzi chorobę bezobjawowo, nie możemy narażać całego kraju na nagły wzrost zachorowań w związku z naszą manifestacją.




Brać Górnicza oficjalnie odwołuje wyjazd. Nie ponosimy odpowiedzialności za osoby, które na własną rękę pojadą do Warszawy.
Jako Brać Górnicza czekamy na plan naprawczy dla górnictwa, który ma być przestawiony przez rządzących do 10 czerwca. Mamy nadzieje, że zwróciliśmy na siebie uwagę rządzących i zdadzą sobie oni sprawę z powagi problemu polskiego przemysłu wydobywczego.

Pomimo braku naszego wyjazdu dalej wspieramy protest przedsiębiorców, mamy nadzieje na odniesienie sukcesu i dojście do kompromisu z rządzącymi. 
Jednocześnie informujemy, ze strona Brać Górnicza zawiesza działalność na bliżej nieokreślony czas z przyczyn od nas niezależnych.
Szczęść Boże redakcja Braci Górniczej.

Koronawirus w Polsce. Przerażająca relacja lekarki z Lądka Zdroju. Ciężko chory pacjent odwieziony na operację… w bagażniku


Przerażająca relacja lekarki z Lądka Zdroju. Opisała ona sytuację, która spotkała jej ciężko chorego pacjenta.


foto: Facebook

„Mojemu, ciężko choremu, pacjentowi odmówiono dziś pomocy, po raz kolejny. (…) 
Od siedmiu tygodni pozostaje w areszcie zwanym kwarantanną domową, bez wyroku sądowego. Decyzją biurw z Sanepidu. Zaraz po operacji, po przyjeździe do domu, dostał 2 tygodnie, bo u pielęgniarki z oddziału, na którym leżał – wymazano kowida. Oczywiście bezobjawowego. 


Po 2 tygodniach przyjechał Sanepid i pobrał mu wymaz. Wymaz wykazał kowida. Też bezobjawowego. 2 tygodnie kolejnego więzienia. Po kolejnych 2 tygodniach przyjechał Sanepid i pobrał kolejne wymazy, tym razem od całej rodziny. Pacjent ujemny, ale żona dodatnia. Też bezobjawowa i kolejne 2 tygodnie aresztu. W tym czasie nie przyjechał do niego nikt, choć wymaga specjalistycznego, dojelitowego karmienia specjalnymi preparatami. Bo koronawirus. Jakoś rodzina sobie poradziła. Do wczoraj. 

Wczoraj wypadła pacjentowi "rurka" z jelita. Rodzina spędziła kilkanaście godzin na telefonach szukając pomocy. Ostatecznie, po zadzwonieniu na numer alarmowy 112 udało się ustalić miejsce w najbliższym oddziale chirurgii celem zabiegu operacyjnego. Żeby pacjent mógł tam wyruszyć musi być "zdjęta" kwarantanna przez biurwy z Sanepidu. Biurwy tak zdejmowały, że nie zdjęły. Po pacjenta nikt nie przyjedzie, bo w kwarantannie. Może sobie co najwyżej, zgodnie z obowiązującym prawem - umrzeć!


Co było robić, przystosowałam swój samochód i w bagażniku, wraz z synem, też objętym kwarantanną zawieźliśmy ciężko chorego do szpitala. O cyrku, który tam zastaliśmy- szkoda mówić” – opisała zdarzenie lekarka (pisownia oryginalna; przyp. red). List pani doktor opublikowany został na portalu społecznościowym. 

Po odwiezieniu mężczyzny do szpitala, kobieta wraz z synem pacjenta pojechała prosto do prokuratury, żeby złożyć zawiadomienie przeciwko ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu. Z powodu epidemii urząd był nieczynny. Lekarka poinformowała, że zawiadomienie zostanie przesłane listownie. 

Renata Zalewska-Ociepa
źródło: Facebook-A.P.