Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

loading...

wtorek, 8 października 2019

Tragedia w Lubsku. 26-latka znaleziona po pożarze została zamordowana



Sekcja zwłok 26-latki znalezionej po wczorajszym pożarze mieszkania w jednej z kamienic w Lubsku wykazała, że kobieta została zamordowana. Do sprawy został zatrzymany jej mąż – poinformował we wtorek PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Zbigniew Fąfera.


foto ilustracyjne: policja



Do pożaru na poddaszu kamienicy przy ulicy Krakowskie Przedmieście w Lubsku doszło w poniedziałek, około godziny 15.00. Po opanowaniu żywiołu w kamienicy znaleziono ciało 26-letniej kobiety, matki dwójki dzieci.

Strażacy przez siedem godzin walczyli z pożarem. Gdy zakończyli akcję, pracę zaczęli policjanci oraz prokurator. Przeprowadzono oględziny mieszkania oraz zwłok, które w nim znaleziono.

Krótko po pożarze, na podstawie przeprowadzonych przez prokuratora i medyka sądowego oględzin ciała zmarłej pojawiło się podejrzenie, że kobieta mogła być zamordowana.

Przeprowadzona we wtorek sekcja zwłok wykazała, że 26-latka zmarła na skutek zadanych jej licznych ran kłutych ostrym narzędziem – najprawdopodobniej nożem. Obraz obrażeń wykazany w czasie sekcji nakazuje prowadzenie śledztwa w kierunku dokonania zbrodni zabójstwa – powiedział PAP prokurator Fąfera.

Tego samego dnia zatrzymano do wyjaśnienia męża kobiety. Zamordowana
 osierociła dwójkę małych dzieci, które są teraz pod opieką jej rodziny.

źródło: Rmf24/ dziennik/ Tvn24


Wybuch bomby w Kuźni Raciborskiej. Dwie osoby zginęły



Do eksplozji doszło na terenie leśnym – potwierdziły służby kryzysowe wojewody śląskiego.  Dwie osoby zginęły, a czterech  saperów zostało rannych w wyniku wybuchu bomby w Kuźni Raciborskiej. To saperzy z Gliwic, którzy mieli rozbroić niewybuch.


zdjęcie: screen-wideo

Jak poinformowała rzeczniczka śląskiej straży pożarnej Aneta Gołębiowska, w akcji na miejscu wypadku uczestniczy osiem zastępów strażackich. Na miejsce skierowano też śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz karetki pogotowia.


W wyniku eksplozji rannych zostało sześciu żołnierzy - saperów z jednostki w Gliwicach - potwierdziła policja. Ze wstępnych informacji wynika, że jeden z rannych doznał poważnych obrażeń.

Pocisk został znaleziony trzy dni temu. Od tamtej pory był zabezpieczony do czasu przyjazdu.
źródło:

OSP chwali Biedronia, policja twierdzi, że to kobieta pomogła dziecku



W mediach pojawiła się informacja o wypadku samochodowym, którego poszkodowanych miał uratować lider Wiosny Robert Biedroń. Informacje te zdementował rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak.



foto: 
OSP REGUT

W poniedziałek na fanpagu OSP Regut (woj. mazowieckie) pojawiła się informacja o wypadku w miejscowości Tabor z udziałem tira i samochodu osobowego, do którego doszło przed godz. 19.

Jak się okazało, świadkiem wypadku był europoseł Robert Biedroń, który przed przyjazdem strażaków ruszył na pomoc poszkodowanym.
OSP Regut opublikowała zdjęcie strażaków z Biedroniem z akcji ratunkowej. - "Trzeba pochwalić postawę tego Pana, który przed przyjazdem straży pożarnej udzielił pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach na dk 50 w miejscowości Tabor (woj. mazowieckie - red.). Poszkodowanego kierowcę wraz ze swoim dwuletnim synem wydostał z płonącego samochodu i schronił w swoim volkswagenie i jak prawdziwy strażak ruszył na płonący samochód z gaśnicą. Przed odjazdem pochwalił strażaków za bardzo szybki przyjazd i całą akcję. Kto poznaje tego Pana?" - napisano.

Rzecznik prasowy nadkom. Sylwester Marczak poinformował, że do zdarzenia doszło w poniedziałek o 18:40 w miejscowości Tabor w powiecie otwockim. Powiedział, że poszkodowany kierowca jest policjantem. To właśnie on, podróżując z 2-letnim synem, spowodował kolizję, wymuszając pierwszeństwo.

– Gdy doszło do kolizji, kierowca od razu wyszedł z samochodu i wyjął synka z fotelika. Kiedy upewnił się, że dziecku nic się nie stało, przekazał dziecko pod opiekę kobiecie, która widząc zdarzenie, zatrzymała się i zaproponowała pomoc - mówił Marczak.


Dodaje również, że będące na miejscu osoby, z uwagi na zimno, wskazały ojcu auto, w którym może usiąść z chłopcem. - Auto okazało się pojazdem pana Biedronia. W imieniu ojca Bartusia, który jest policjantem jeszcze raz chciałbym podziękować wszystkim, którzy udzielili im pomocy - powiedział nadkom. Sylwester Marczak.

Jak informuje KSP sprawca wypadku został ukarany mandatem w wysokości 220 zł i sześcioma punktami karnymi.



źródło: TvpIngo/ PolsatNews/ GlosWojewodzki

Brutalnie pobił koleżankę z klasy. Inni uczniowie nagrywali



12-latek zaatakował brutalnie swoją koleżankę z klasy w szkole podstawowej w Porębie (woj. małopolskie). Film z tego zdarzenia trafił do Internetu.


foto: pixabay


Uczeń bił rówieśniczkę , a później dusił ją do momentu, kiedy dziewczyna niemal straciła przytomność. Film z tego zdarzenia trafił do Internetu i wielu osób z tej niewielkiej miejscowości. Na miejscu relację zdał reporter Radia ZET Tomasz Maszczyk.


Dyrekcja szkoły i jej nauczyciele w rozmowie z Radiem ZET przyznali, że są wstrząśnięci sprawą. Atakowi na dziewczynkę, do którego doszło w szkole podstawowej w Porębie, przyglądało się kilkanaście osób. Nikt nie zareagował.


St. sierż. Dawid Wietrzyk, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Myślenicach, informuje, że ta na zlecenie sądu prowadzi czynności w tej sprawie. Kiedy zostaną one zakończone, materiały trafią do Sądu Rodzinnego w Myślenicach.

źródło: TvpInfo/ RadioZet/ wp.pl/ GazetaKrakowska

Biedroń uratował dwulatka i jego ojca z płonącego auta



Trzeba pochwalić postawę tego pana, który przed przyjazdem straży pożarnej udzielił pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach na dk 50 w miejscowości Tabor - czytamy w medium społecznościowym Ochotniczej Straży Pożarnej Regut, która zamieściła zdjęcie strażaków z liderem Wiosny Robertem Biedroniem.


foto: 
OSP REGUT

W poniedziałek na fanpagu OSP Regut (woj. mazowieckie) pojawiła się informacja o wypadku w miejscowości Tabor z udziałem tira i samochodu osobowego, do którego doszło przed godz. 19.

Jak się okazało, świadkiem wypadku był europoseł Robert Biedroń, który przed przyjazdem strażaków ruszył na pomoc poszkodowanym.
OSP Regut opublikowała zdjęcie strażaków z Biedroniem z akcji ratunkowej.
- "Trzeba pochwalić postawę tego Pana, który przed przyjazdem straży pożarnej udzielił pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach na dk 50 w miejscowości Tabor (woj. mazowieckie - red.). Poszkodowanego kierowcę wraz ze swoim dwuletnim synem wydostał z płonącego samochodu i schronił w swoim volkswagenie i jak prawdziwy strażak ruszył na płonący samochód z gaśnicą. Przed odjazdem pochwalił strażaków za bardzo szybki przyjazd i całą akcję. Kto poznaje tego Pana?" - napisano.

źródło: PolsatNews/ FaktyInteria/ wiadomosci.gazeta/ PAP

Niemcy: Ciężarówka staranowała 8 samochodów. Policja nie wyklucza, że był to zamach



Osiem osób zostało rannych, kiedy mężczyzna prowadzący skradzioną ciężarówkę staranował w poniedziałek po południu osiem samochodów w miasteczku Limburg w Hesji w środkowych Niemczech. Policja nie wyklucza, że był to zamach. Lekko ranny sprawca został ujęty.


foto: 
@sinnsturm

Incydent miał miejsce w poniedziałek wieczorem. Ciężarówka zmiażdżyła kilka samochodów. Siedem z ośmiu poszkodowanych osób trafiło do szpitala. Jedna została opatrzona na miejscu zdarzenia. Kierowca ciężarówki został zatrzymany”, poinformowała policja z zachodniej Hesji.

Według relacji świadków, którzy udzielali pierwszej pomocy kierowcy ciężarówki, miał on wciąż powtarzać słowo "Allah".

Chwilę przed zdarzeniem sprawca ukradł na innym skrzyżowaniu ciężarówkę. "Stałem na czerwonym, kiedy nagle otworzył drzwi od strony kierowcy i gapił się na mnie wytrzeszczonymi oczami. Zapytałem go: Czego chcesz?" - opowiada o momencie kradzieży kierowca tira. "Nie powiedział ani słowa, więc go zapytałem jeszcze raz. Wtedy wyciągnął mnie z kabiny i odjechał" - dodaje.

Policja nie ujawnia, czy sprawca mówił cokolwiek o swoim motywie i czy przed skrzyżowaniem widać ślady hamowania.

Rzecznik heskiej policji, dopytywany przez dziennikarzy, czy był to zamach, odpowiedział: "W tym momencie niczego nie wykluczamy". Jednocześnie na Twitterze ukazał się komunikat z prośbą o powstrzymanie się od spekulacji. We wtorek władze mają podać więcej informacji o zdarzeniu.


źródło: Gosc/ PAP/ PolsatNews

Kierowca omijał pijanego pieszego. Sam wpadł do rowu



Tarnogórscy policjanci wyjaśniają przyczyny i okoliczności wypadku drogowego, do którego doszło na drodze krajowej nr 11. Kierujący jeepem, chcąc uniknąć potrącenia mężczyzny, ominął go ale stracił panowanie nad samochodem i wpadł do przydrożnego rowu. Kierowca samochodu odniósł obrażenia ciała i trafił do szpitala. Pieszy trafił do izby wytrzeźwień, bo w jego organizmie znajdowało się blisko 3,5 promila alkoholu.

foto: Policja Śląska

Do wypadku doszło w minioną sobotę tuż przed godziną 21.00, na drodze krajowej nr 11 pomiędzy Tarnowskimi Górami a Tworogiem. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 40-letni kierujący jeepem, chcąc uniknąć potrącenia mężczyzny, ominął go, lecz stracił panowanie nad pojazdem i wpadł do przydrożnego rowu. 



Mieszkaniec powiatu tarnogórskiego, który kierował samochodem odniósł obrażenia ciała i trafił do szpitala. Dzięki przytomnemu zachowaniu kierującego, pieszemu nic się nie stało. 


Policjanci ustalili, że 37 - latek był pijany. W jego organizmie znajdowało się blisko 3,5 promila alkoholu. Ponadto nie posiadał żadnych elementów odblaskowych, dzięki którym kierujący samochodem mógłby odpowiednio wcześniej dostrzec go na drodze.

Pożar zabytkowego kościoła w Orłowie



Ogień w drewnianym kościele św. Barbary w Orłowie (woj. pomorskie) wybuchł wieczorem, prawdopodobnie po godzinie 21:00, strażacy zgłoszenie otrzymali o 21:27.


foto: screen-wideo


– O g. 21:28 otrzymaliśmy zgłoszenie o dymie wydobywającym się spod drzwi kościoła. Na miejsce zostało zadysponowanych siedem zastępów straży pożarnej. Już w czasie dojazdu pożar objął cały budynek kościoła. Zostały zadysponowane dodatkowe jeszcze siły i środki – poinformował mł. asp. Michał Skalski z nowodworskiej komendy straży pożarnej.

- Spaleniu uległo 2/3 dachu kościoła. Na szczęście nie zawalił się strop i nie spadł na nawę główną. Trwają prace rozbiórkowe i dogaszanie pożaru - powiedział mł. bryg. Łukasz Zblewski, rzecznik prasowy Powiatowej Straży Pożarnej w Nowym Dworze Gdańskim. - Nikt nie ucierpiał w pożarze.

W chwili obecnej nie są znane przyczyny pożaru w zabytkowym kościele.



źródło: TvpInfo/ DziennikBaltycki/ misyjne


 

Nie żyje Janusz Kondratiuk, reżyser filmowy i scenarzysta



Nie żyje Janusz Kondratiuk, reżyser filmowy i scenarzysta. Przekazał w rozmowie z Polską Agencją Prasową szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski.


foto: screen-wideo-YouTube


Urodził się w 1943 roku w Ak-Bułak w Kazachstanie, w rodzinie polskich zesłańców. Był absolwentem łódzkiej Filmówki (1975).


Wczesne fabularne filmy telewizyjne – w tym najgłośniejsze: „Dziewczyny do wzięcia” z 1972 i „Czy jest tu panna na wydaniu?” z 1976 r. ujawniły talent reżysera.

Janusz Kondratiuk chorował na raka trzustki, mimo to nie przestał nałogowo palić papierosów. - Palę, bo nic innego mi nie zostało. Nie mam już trzustki, więc dlaczego miałbym się bać nikotyny. To ostatnia moja przyjemność. Dlatego palę, ile się da! - mówił w wywiadzie dla "Faktu".

Ostatni film Janusza Kondratiuka to "Jak pies z kotem" z 2018 roku z Olgierdem Łukaszewiczem i Robertem Więckiewiczem w rolach głównych. Obraz był inspirowany relacjami Janusza Kondratiuka z jego starszym bratem Andrzejem - również filmowcem.

Był młodszym bratem reżysera Andrzeja Kondratiuka oraz mężem aktorki Ewy Szykulskiej.


źródło: TvpInfo/ Rmf24/ RadioZet/ PolsatNews/ Rp.pl

poniedziałek, 7 października 2019

Tragedia w Lubsku. Nie żyje 26-letnia kobieta, osierociła dwoje dzieci



W poniedziałek wybuchł pożar w kamienicy w Lubsku w pow. żarskim (Lubuskie). W mieszkaniu, w którym się paliło, strażacy znaleźli zwłoki 26-letniej kobiety. Kobieta została zamordowana, po czym zabójca podłożył ogień.


foto ilustracyjne: policja

Do pożaru na poddaszu kamienicy przy ulicy Krakowskie Przedmieście w Lubsku doszło w poniedziałek, około godziny 15.00. 



Jak podaje portal Fakt24- Po opanowaniu żywiołu w kamienicy znaleziono ciało 26-letniej kobiety, matki dwójki dzieci. Kobieta została zamordowana, po czym zabójca podłożył ogień. Policja zatrzymała mężczyznę.

W akcji gaśniczej brało udział kilka zastępów staży pożarnej. Na czas ich działań ewakuowano mieszkańców tego i przyległych budynków. Po ugaszeniu ognia policjanci rozpoczęli oględziny miejsca zdarzenia.




źródło: RadioZet/ Rmf24

ŚLĄSK: Dziesięciolatka uciekła z domu. Zostawiła list



„Przepraszam, uciekłam z domu”. Taki zapisek pozostawiła 10-latka z Bielska-Białej, która zaginęła wczoraj późnym popołudniem. Dziewczynki szukała rodzina, policjanci, strażnicy miejscy, słuchacze Radia Bielsko i kierowcy MZK. Tuż po 23.00 odnalazł ją jeden z kierowców miejskiego autobusu. Całe i zdrowe dziecko wróciło pod opiekę rodziców.

foto: Policja Śląska

Wczoraj wieczorem zaniepokojeni rodzice zawiadomili o zaginięciu swojej 10-letniej córki. Kiedy wrócili do domu z pracy znaleźli krótki zapisek: „Przepraszam, uciekłam z domu”. Według ustaleń policjantów dziecko zaginęło późnym popołudniem. Oficer dyżurny bielskiej jednostki natychmiast postawił na nogi patrole policyjne oraz funkcjonariuszy z Samodzielnego Pododdziału Prewencji Policji w Bielsku-Białej. W poszukiwania zostali zaangażowani strażnicy miejscy i kierowcy autobusów MZK. 



Dyżurny zawiadomił również Straż Ochrony Kolei na wypadek, gdyby dziewczynka chciała odjechać pociągiem. Za pośrednictwem Radia Bielsko o poszukiwaniach zostali powiadomieni mieszkańcy miasta. Zastępca Komendanta Miejskiego Policji w Bielsku-Białej ogłosił alarm dla drugiego komisariatu i w służbie stawili się wszyscy służący tam policjanci. Komendant niezwłocznie powołał grupę poszukiwawczą w wydziale kryminalnym bielskiej komendy, a w poszukiwania zostali zaangażowani przewodnicy psów służbowych.

Policjanci szukali dziewczynki w mieście, sprawdzając pustostany, miejsca gromadzenia się młodzieży, czy parki. W międzyczasie śledczy i strażnicy miejscy przeglądali zapisy kamer monitoringu miejskiego, starając się natrafić na ślad 10-latki.

Tuż po 23.00 całe i zdrowe dziecko odnalazł jeden z kierowców autobusu komunikacji miejskiej. Oficer dyżurny na miejsce skierował policjantów, którzy zaopiekowali się dziewczynką do czasu przekazania jej rodzicom.

Gwałciła w żłobku. „Najgorsza pedofilka w historii” wyszła na wolność



W Wielkiej Brytanii okrzyknięto ją „najgorszą pedofilką w historii”.  Vanessa George  opuściła więzienie.


foto: thesun

Vanessa George trafiła do więzienia w 2009 roku. Orzeczono wówczas, że o wcześniejsze zwolnienie będzie mogła ubiegać się po upływie siedmiu lat. Kobieta pracowała w żłobku Little Teds, gdzie krzywdziła dzieci. 


Przyznała się do wykorzystania seksualnego siedmiorga podopiecznych oraz do robienia i rozpowszechniania zdjęć o charakterze pedofilskim. Należała ona do siatki pedofilskiej, a wykonane przez siebie fotografie przekazywała partnerowi Colinowi Blanchardowi, który był szefem grupy. 

Śledczy ustalili, że ofiar kobiety, okrzykniętej na Wyspach mianem „najgorszej pedofilki w historii”, mogło być znacznie więcej. W toku postępowania Vanessa nigdy nie podała nazwisk wszystkich poszkodowanych dzieci. Nie zrobiła tego także przebywając w więzieniu. Rodziny maluchów, którymi „opiekowała się” w żłobku przeżywają piekło, gdyż nie mają pewności, czy ich dziecko również było wykorzystywane. 


Komisja do spraw zwolnień warunkowych stwierdziła, że nie ma obecnie przeciwwskazań, aby 49-letnia Vanessa George mogła wyjść na wolność. 


- George stanowiła zagrożenie dla małych dzieci. Mam nadzieję, że komisja do spraw zwolnień warunkowych jest w pełni przekonana, że kobieta w przyszłości nie będzie stanowić zagrożenia dla żadnego dziecka – powiedział Harry Fletcher z Victims’ Rights Campaign.

Wyszła na wolność za dobre sprawowanie... Pedofilka przebywa w schronisku w Birmingham, przygotowując się do rozpoczęcia nowego życia.
Renata Zalewska-Ociepa
źródło: RadioZET/TheSun

Wólka Domaniowska/Brudnów: Martwy pies znaleziony w lesie. Zwierzę konało w męczarniach



Pan Jacek pojechał do lasu. Tam dokonał makabrycznego odkrycia. Do drzewa przywiązane były zwłoki psa. „Nie jestem w stanie wyobrazić sobie cierpienia tego psa. Konał tygodniami przywiązany w środku lasu do drzewa” - napisał mężczyzna na portalu społecznościowym. Sprawcy bestialskiego czynu szuka policja.


zdjęcia: Facebook


W niedzielę 6. października mężczyzna pojechał do lasu. Tam natrafił na zwłoki psa przywiązanego do drzewa. Zwierzę uwiązane było za szyję. Jego ciało było mocno wysuszone co świadczy o tym, że nie żyło od kilku tygodni. Konało w ogromnych cierpieniach.

„Nie jestem w stanie wyobrazić sobie cierpienia tego psa. Konał tygodniami przywiązany w środku lasu do drzewa. Brakuje słów, żeby opisać to co myślałem w tamtej chwili i co widzę nadal przed oczami, takie obrazy zostają w głowie na bardzo długo. Najgorsze w tym wszystkim, że sprawca najprędzej nigdy już nie zostanie ukarany za ten czyn.

Człowiek - niestety najgorsza istota, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. Niszczymy wszystko, siebie, bezbronne zwierzęta, przyrodę. W lasach są tony śmieci, ale ten widok był o wiele wiele smutniejszy.

Udostępniajcie, może jakimś cudem będzie możliwość, aby złapać osobę odpowiedzialną za ten czyn” - napisał Pan Jacek na portalu społecznościowym.

Renata Zalewska-Ociepa

źródło: facebook/profil J.K.




Policyjny pościg. Kierowca pod wpływem środków odurzających?



Kara pozbawienia wolności nawet do lat 5 grozić może mężczyźnie, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej, naruszył sądowy zakaz kierowania pojazdami, a próbując uniknąć zatrzymania uderzył w 2 radiowozy. Niewykluczone, że kierował on również pojazdem będąc pod wpływem narkotyków. Obecnie policjanci wyjaśniają szczegółowo wszystkie okoliczności tej sprawy. Teraz mężczyzna za popełnione czyny odpowie przed sądem. Policjanci razem z kierowcą zatrzymali również pasażera, który odpowie za posiadanie narkotyków.



foto: policja



Policjanci z Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze zatrzymali 41-letniego mieszkańca powiatu lwóweckiego podejrzewanego między innymi o niezatrzymanie się do kontroli drogowej i naruszenie zakazu sądowego. Podejrzewany jest również o kierowanie pojazdem pod wpływem środków odurzających. Ponadto funkcjonariusze zatrzymali 39-letniego pasażera, który podejrzewany jest o posiadanie narkotyków.

7 października 2019 roku około godziny 3.00 policjanci na jednym z parkingów w centrum miasta zauważyli pojazd marki BMW na austriackich numerach rejestracyjnych. Z informacji, którą posiadali wynikało, że pojazd ten kilka dni wcześniej uczestniczył w kolizji drogowej w Jeleniej Górze , a następnie kierowca uciekł z miejsca zdarzenia. Kiedy policjanci podchodzili do pojazdu, kierowca gwałtownie ruszył i zaczął uciekać. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać go do kontroli drogowej. 



Włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, kierowca jednak nie reagował na sygnały do zatrzymania i kontynuował ucieczkę. Policjanci ruszyli za nim w pościg, do którego włączyły się kolejne policyjne patrole. Do zatrzymania doszło zaraz po tym, jak na ul. Wolności w Jeleniej Górze kierowca stracił panowanie nad autem, a następnie uderzył w latarnię. Podczas próby zatrzymania kierujący uszkodził 2 policyjne radiowozy. 


Kierowcą okazał się 41-letni mieszkaniec powiatu lwóweckiego, który jechał wraz z 39-letnim pasażerem. Zachowanie kierującego wskazywało, że mógł on kierować pojazdem będąc pod działaniem środków odurzających. W związku z tym pobrano mu krew do badań. Okazało się, że kierowca posiada aktywny zakaz kierowania pojazdami. Pasażer natomiast posiadał kilka porcji metamfetaminy.

Obecnie policjanci wyjaśniają szczegółowo wszystkie okoliczności tej sprawy.

Mężczyźni zostali zatrzymani w policyjnym areszcie. Teraz kierującemu za popełnione przestępstwa grozić może nawet do 5 lat pozbawienia wolności. Jeżeli badanie krwi potwierdzi, że kierował on autem będąc pod wpływem narkotyków odpowie on również za to przestępstwo. Z kolei 39-letni pasażer odpowie za posiadanie narkotyków za co grozić mu może nawet do 3 lat pozbawienia wolności.



Kradli luksusowe samochody w Polsce i w Niemczech. CBŚP zatrzymało 39 podejrzanych



CBŚP rozbiło grupę zajmującą się m.in. kradzieżami luksusowych samochodów na terenie Polski, Niemiec, a nawet Austrii. W sprawie występuje już 39 podejrzanych, z czego 28 usłyszało zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym jedna kierowania tą grupą. W ramach akcji przeprowadzonej pod koniec września zatrzymano 5 osób podejrzanych o paserstwo i wyłudzenia odszkodowań komunikacyjnych. Łączna wartość skradzionych pojazdów to 3 mln zł.


foto: 
 CBŚP

Funkcjonariusze Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim CBŚP z Wydziału w Zielonej Górze wraz z Prokuraturą Okręgową w Zielonej Górze prowadzą śledztwo dotyczące działalności zorganizowanej grupy przestępczej trudniącej się kradzieżami luksusowych samochodów na terenie zachodniej Polski i Niemiec, głównie aglomeracji berlińskiej, a także Austrii.

Z ustaleń śledczych wynika, że grupa działała w latach 2008 – 2019. Z uwagi na międzynarodowy charakter sprawy polscy funkcjonariusze współpracowali z policją niemiecką. W lipcu 2018 roku podpisano porozumienie pomiędzy Komendantem Głównym Policji i Prezydentem Policji w Berlinie, na mocy którego powołano wspólną, specjalną grupę operacyjno – śledczą. W jej skład, po stronie niemieckiej, weszli funkcjonariusze Krajowego Urzędu Kryminalnego w Berlinie, zwalczający przestępczość samochodową, natomiast z ramienia Polski, czynności wykonywali policjanci CBŚP z Wydziału w Zielonej Górze Zarządu w Gorzowie Wlkp.

Z ustaleń śledczych wynika, że łupem gangu były głównie samochody marek takich jak Audi, Mercedes, BMW oraz Volvo, a łączna wartość skradzionych pojazdów to nawet 3 miliony złotych. Do sprawy policjanci przejęli samochody w całości pochodzące z kradzieży, m.in. Mercedes – Benz klasy G, o wartości około pół miliona złotych oraz Audi Q3, której szacunkowy koszt to około 90 tysięcy złotych, ale także zabezpieczyli części samochodowe, w tym m.in. ponad 170 silników od pojazdów różnych marek.

Pod koniec września policjanci CBŚP przeprowadzili kolejną akcję w ramach tej sprawy, w wyniku której zatrzymali 5 mężczyzn w wieku od 30 do 46 lat. Wszyscy są mieszkańcami województw lubuskiego i dolnośląskiego. Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymani są podejrzani o paserstwo i handel częściami samochodowymi pochodzącymi z kradzieży luksusowych samochodów oraz o wyłudzenia odszkodowań komunikacyjnych.

Łącznie w całej sprawie występuje już 39 podejrzanych, którym ogłoszono ponad 180 zarzutów, w tym 28 dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a jednej kierowania tą grupą. Pozostałe zarzuty dotyczą podejrzenia popełnienia oszustw, paserstwa i kradzieży z włamaniem. W toku śledztwa 9 podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono także mienie w postaci samochodów oraz pieniędzy, na kwotę blisko 430 tysięcy złotych.




f1

f2


f3


f4



Chełm: Pijany kierowca, potrącił dwóch chłopców



Ponad 2 promile alkoholu w organizmie miał 44-letni kierowca toyoty, który potrącił wczoraj dwóch nastoletnich rowerzystów. Do zdarzenia tego doszło w miejscowości Żółtańce Kolonia (gmina Chełm). Pokrzywdzeni z obrażeniami ciała zostali przewiezieni do szpitala. Kierujący bezpośrednio po zdarzeniu odjechał. Zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej, po tym jak stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w ogrodzenie i zaparkowany samochód. Policjanci zatrzymali kierowcę. Gdy wytrzeźwieje usłyszy zarzuty spowodowania wypadku w stanie nietrzeźwości.


foto: policja



Wczoraj wieczorem dyżurny komendy otrzymał zgłoszenie o potrąceniu rowerzystów w miejscowości Żółtańce Kolonia. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący samochodem marki Toyota 44-letni mieszkaniec gminy Chełm podczas manewru wyprzedzania innego pojazdu potrącił jadących chodnikiem dwóch rowerzystów w wieku 16 i 19 lat. 


Następnie nie zatrzymując się pojechał dalej. Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów stracił panowanie nad pojazdem, w wyniku czego zjechał z drogi na polny parking uszkadzając przy tym ogrodzenie i zaparkowany tam samochód. 


Pokrzywdzeni z obrażeniami ciała zostali przewiezieni do szpitala. Policjanci zatrzymali mężczyznę. Badanie stanu trzeźwości wykazało, że miał w organizmie ponad 2 promile alkoholu. Gdy mężczyzna wytrzeźwieje będą z jego udziałem wykonywane dalsze czynności procesowe.
E.C.


Sędzia zgrubił pendrive’a z z danymi dotyczącymi świadków i wyroków



„Sąd Okręgowy w Łodzi uprzejmie informuje, że na skutek zagubienia pendrive przez jednego z sędziów, doszło do naruszenia bezpieczeństwa danych osobowych tam zapisanych. Poniżej Sąd przekazuje informacje dot. okoliczności zdarzenia, wraz z możliwymi skutkami i proponowanymi środkami zaradczymi” – czytamy w komunikacie opublikowanym na stronie Sądu.


foto: pixabay

„Na wskazanym nośniku zapisane były projekty orzeczeń czyli postanowień, wyroków oraz uzasadnień do nich, przygotowane przez sędziego Pawła Hajdysa. W związku z zaistniałym zdarzeniem, dostęp do danych tam zawartych może uzyskać osoba nieuprawniona. Zaistniała sytuacja nie ma wpływu na tok prowadzonych przez Sąd postępowań.


Dokumenty zawarte na pendrive zawierały szereg danych osobowych. Jeśli chodzi o wyroki – to tam, co do zasady, Sąd wskazuje imię i nazwisko strony oraz przedmiot sprawy. W przypadku postanowień, zakres danych uzależniony jest od ich przedmiotu. I tak – jeśli strona czy świadek  powoływały się na stan zdrowia (swój czy osób najbliższych) i tym uzasadniały np. niemożność stawiennictwa, wniosek o ustanowienie pełnomocnika, to Sąd wydając postanowienie odwoływał się do tych danych. Mogło dojść do opisania schorzeń, rokowań, wskazania czasokresu zwolnienia itp.  W przypadku wniosku o przyznawanie zwrotu kosztów dojazdu do sądu czy utraconego zarobku, pojawią się dane naszego pracodawcy, rodzaj środka lokomocji, jakim się poruszamy wraz z naszym numerem rachunku bankowego czy adresem, pod jaki ma trafić przelew. W dokumentach przechowywanych na pendrive mogły znaleźć się również dane dot. sytuacji rodzinnej, majątkowej czy sytuacji finansowej.


Z szerszym zakresem danych będziemy mieć do czynienia w uzasadnieniach, gdzie Sąd wykorzystuje dane zawarte w aktach sprawy i opisuje stan faktyczny spraw, okoliczności zdarzenia. Może się zdarzyć, że w uzasadnieniu – oprócz danych wskazanych powyżej – Sąd poda również numer telefonu czy adres mailowy. Nie możemy wykluczyć, ale raczej mało prawdopodobne jest, aby były tam takie dane jak numer pesel, numer i seria dowodu osobistego.

Opisana sytuacja dotyczy danych przetwarzanych w X i XIII Wydziale Gospodarczym Sądu Okręgowego w Łodzi i tych spraw, które były w referacie sędziego Pawła Hajdysa, tj.  wpłynęły do sądu w okresie od kwietnia 2016 roku do końca sierpnia 2019 roku, w szczególności tych, które  zakończyły się.


Obowiązkiem Sądu jest poinformować Państwa, że w związku z tym, iż doszło do zagubienia pendrive, możliwe, że ktoś będzie próbował wykorzystać dane tam zapisane. Ta sytuacja może również rodzić obawę, czy nie dojdzie do udziału w przedsięwzięciach, w których wystarczy wykazanie się przez podmiot jedną czy kilkoma danymi, jakie są dostępne na nośniku, aby działać w imieniu i na rzecz innej osoby.

W związku z powyższym, prosimy Państwa o czujność, a w przypadku uzyskania informacji o ewentualnych próbach wykorzystania Państwa danych, którymi dysponował Sąd - o niezwłoczne zawiadomienie organów ścigania oraz kontakt z Sądem. Może  bowiem dojść do naruszenia dobrego imienia, próby kradzieży tożsamości czy utraty kontroli nad własnymi danymi.


Niezależnie pragniemy poinformować, że ewentualne wykorzystanie danych zapisanych na nośniku przez osoby nieuprawnione, które wejdą w jego posiadanie, jest działaniem bezprawnym. W przypadku odnalezienia pendrive, prosimy o jego zwrot do Sądu.

Sąd poinformował o naruszeniu organ nadzorczy – Urząd Ochrony Danych Osobowych. 

Zapewniamy, że Sąd dokłada starań, by wyjaśnić w pełni okoliczności zaistniałego naruszenia. Podjęliśmy działania,  aby nie dopuścić do wystąpienia podobnej sytuacji w przyszłości. 

Jeśli będą Państwo mieć dodatkowe pytania, czy zechcą nam przekazać dodatkowe informacje dotyczące zdarzenia, mogą się Państwo kontaktować z powołanym w Sądzie inspektorem ochrony danych Mileną Skonieczną – w naszej siedzibie,  mailowo (iod@lodz.so.gov.pl ), a także telefonicznie (42 677 89 06)”. 

źródło: Sąd Okręgowy w Łodzi

Wybuch gazu w Janówce. Odnaleziono ciała dwóch mężczyzn pod gruzami



W domu jednorodzinnym w Janówce koło Łodzi doszło do wybuchu gazu. Pod jego gruzami strażacy odnaleźli ciała dwóch mężczyzn. Ciężko ranne zostało 9-letnie dziecko. Przyczyną eksplozji mogło być celowe działanie młodszego z mężczyzn.


foto: 
foto. KP PSP Koluszki

Do zdarzenia doszło w niedzielę po południu w Janówce przy ul. Głównej w powiecie łódzkim-wschodnim. W wyniku wybuchu gazu zawalił się dom jednorodzinny, wybuchł też pożar.

9 -letnie dziecko, które zostało ranne w wyniku wybuchu, w ciężkim stanie przetransportowano śmigłowcem Lotniczego pogotowia Ratunkowego do Szpitala Matki Polki w Łodzi. Lekarze walczą o jego życie.


Pod gruzami domu przy ulicy Głównej w Janówce od niedzielnego popołudnia specjalna ekipa z psami poszukiwała dwóch mężczyzn przebywających w budynku w chwili wybuchu gazu. Ratownicy odnaleźli oba ciała późnym wieczorem.



Według wstępnych ustaleń policji, eksplozja mogła nie być przypadkowym wypadkiem, lecz celowym działaniem znalezionego pod gruzami 28-latka.

Sąsiedzi rodziny zgodnie opowiadają o Damianie S., który miał problem z dopalaczami. W niedzielę przyszedł do swojego dziadka, by wziąć od niego pieniądze na dopalacze. Gdy starszy mężczyzna odmówił, mężczyzna wpadł w szał. Krzyczał, że wszystkich ich wysadzi.

Poszedł do pomieszczenia gospodarczego, w którym jego rodzina trzymała większą liczbę butli gazowych i wziął jedną z nich. Idąc podwórkiem odkręcał zawór. Kierował się do garażu. Przerażony dziadek pobiegł za mężczyzną. Obaj byli w garażu, gdy 28-latek wyjął zapalniczkę.
Policja potwierdziła, że uratowany 9-latek to syn agresywnego 28-latka.

źródło: GlosWojewodzki/ Rmf24/ wiadomosci-lodz










niedziela, 6 października 2019

Neumann rezygnuje z przewodniczenia klubowi PO-KO



Sławomir Neumann składa rezygnację z przewodniczenia klubowi parlamentarnemu PO-Koalicja Obywatelska. Rezygnacja ma związek z opublikowanymi w piątek przez TVP Info nagraniami z jego udziałem.

foto: @slawekneumann

„Rezygnuję z przewodniczenia klubowi parlamentarnemu Platforma Obywatelska-Koalicja Obywatelska" – przekazał Sławomir Neumann w rozmowie z Polską Agencją Prasową.


W piątek TVP Info opublikowało "taśmy Neumanna". Rozmowa Sławomira Neumanna, która została nagrana i opublikowana w TVP Info, miała miejsce pod koniec 2017 roku, w biurze PO w Gdańsku. Szef klubu PO-KO (wówczas Platformy) spotkał się z lokalnymi działaczami PO z Tczewa. Rozmowa dotyczyła tworzenia list przed wyborami samorządowymi w 2018 roku. – Rzygam tym Tczewem. Słowo honoru ci daję, rzygam Tczewem [...] Dlatego, mówiąc szczerze, nie chcę zajmować się Tczewem, bo tam są same p***by, naprawdę – mówił podczas rozmowy Neumann.

"W nagraniach z 2017 r. z rozmowy z lokalnymi działaczami partii znalazły się słowa, których głęboko żałuję. Wypowiedziane w emocjach, nie naruszają one w niczym prawa, są jednak sprzeczne z moimi wartościami i wartościami Platformy Obywatelskiej. Wiem, jak wysokie są standardy PO, dlatego rezygnuję z przewodniczenia klubowi parlamentarnemu PO-KO" - napisał Neumann w oświadczeniu przekazanym w niedzielę PAP. 



źródło: PolsatNews/ Rmf24/FaktyInteria/ DoRzeczy

Popularne na Facebooku