Rodzinny dom dziecka i bliscy odmówili pochówku Kamila ,,Kamyczka”, chłopca chorego neurologicznie - Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama


niedziela, 3 listopada 2019

Rodzinny dom dziecka i bliscy odmówili pochówku Kamila ,,Kamyczka”, chłopca chorego neurologicznie

Dwumiesięczny chłopiec trafił do Hospicjum Stacjonarnego dla Dzieci Fundacji Gajusz. Rodzinny dom dziecka i bliscy chłopca odmówili pochówku. W internecie zorganizowano zbiórkę na pomnik. 

Dwumiesięczne dziecko trafiło pod opiekę „Pałacu”, Hospicjum Stacjonarnego dla Dzieci Fundacji Gajusz 27 maja. 27 czerwca chłopczyk zmarł. Zostawili go rodzice biologiczni i zastępczy. Natalia Pasiecznik, dyrektor hospicjum stacjonarnego Fundacji Gajusz powiedziała w rozmowie z Radio Lódź, że chłopczyk w tamtym czasie mógł związać się emocjonalnie z pielęgniarką. 


Z powodu licznych chorób neurologicznych dziecko bardzo cierpiało. Nie spało nocami i często płakało. 

Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezeska fundacji Gajusz w rozmowie z dziennikarzami Wyborcza.pl powiedziała, że chłopiec początkowo bał się dotyku. Szybko jednak pozwolił się utulić całemu zespołowi. Był również ulubieńcem Ewy – pielęgniarki, która nazwała go ,,Kamyczkiem”, ponieważ był bardzo malutki.  


Kamyczek żył tylko 7 tygodni i kiedy zmarł zarówno Rodzinny Dom Dziecka, jak i bliscy chłopca nie chcieli go pochować. Pogrzeb odbył się za sprawą Fundacji Gajusz i MOPS-u w Łodzi.

Dominika Sadowska, artystka z Łodzi wzruszyła się historią ,,Kamyczka” i zaprojektowała mu nieodpłatnie nagrobek, a mieszkańcy Łodzi zebrali 10 tys. złotych w jeden wieczór na budowę pomika, po tym jak Fundacja opowiedziała o chłopcu na Facebooku. Zbiórka przyniosła rezultaty. 


Tisa Żawrocka-Kwiatkowska mówi dziennikarzom Wyborcza.pl, że tych rodzin nie należy oceniać, bo ludzie reagują różnie. Być może mama chłopca była w traumie, a dostęp do pomocy psychologicznej w małych miejscowościach bywa bardzo utrudniony.  

Pogrzeb odbył się 1 listopada. Mszę na cmentarzu Wszystkich Świętych odprawił abp Grzegorz Ryś. Na uroczystości pojawiło się kilkadzieciąt osób, które były wolontariuszami lub pracownikami Fundacji. Na grób dziecka przychodzi regularnie tylko Ewa – pielęgniarka, która nawiązała z chłopcem wyjątkową więź.


źródło: lodz.wyborcza.pl/radiolodz.pl






« PREV
NEXT »

Popularne na Facebooku

Popularne