Przeżyliśmy horror! Dziecka połknęło ,,baterię”. Szpital odesłał nas do domu - Głos Wojewódzki
FAKTY
latest

reklama

loading...

niedziela, 14 kwietnia 2019

Przeżyliśmy horror! Dziecka połknęło ,,baterię”. Szpital odesłał nas do domu

Przeżyliśmy horror! mówią rodzice dziecka, które połknęło ,,baterię”. Szpital odesłał Gabrysia do domu.
foto ilustracyjne: g/w

–  Połknąłem baterię – zakomunikował synek Justyny Kadłubowskiej z Lubska. Rodzice czterolatka przeżyli horror, jakiego nikomu nie życzą.

W niedzielę około godziny 18., lekko przerażony Gabryś przybiegł do swojej mamy.


–  Połknąłem coś metalowego... –  Pieniążek? Kawałek zabawki? –  dopytywała pani Justyna Kadłubowska. W jej głowie myśli galopowały jak szalone. –  A może bateria?! Ostatnio wymienialiśmy w zegarku, może gdzieś upadła? Pokazała szybko synkowi zapasową, którą wyjęła z szafki. –  Tak, to połknąłem –  powiedział czterolatek.
Przerażona mama pojechała z dzieckiem w te pędy do szpitala ratunkowego w Żarach. Po zrobieniu zdjęcia RTG okazało się, że w żołądku malucha znajduje się mały, metalowy przedmiot. –  Lekarz nas uspokoił, że dziecko baterię wydali, że wystarczy je pilnować i sprawdzać stolec. Wróciliśmy do domu –  wspomina kobieta. Jednak myśl o tym, że bateria może przecież się wylać i poparzyć synkowi wnętrzności nie dawała jej spokoju. Postanowiła działać. 


Mąż przerażonej kobiety w nocy wykonał telefon do szpitala w Zielonej Górze. Usłyszał zapewnienia od lekarki z chirurgii dziecięcej, że nie ma powodu do zmartwień. Rodzice jednak wciąż bali się o swoje dziecko. Ze śpiącym na rękach Gabrysiem wsiedli do samochodu i pojechali na zielonogórski SOR. Była północ. Tutaj jednak także usłyszeli podobne treści wypowiedziane przez lekarza. –  Miałam wrażenie, że lekarze patrzą na nas jak na wariatów i panikarzy. Bo skoro lekarka nam powiedziała, że nic się nie stało, to po co przyjechaliśmy... –  relacjonuje pani Justyna. Otrzymali skierowanie do chirurga i zalecenie, że w razie niepokojących sygnałów powinni jak najszybciej przyjechać. Całą noc nie zmrużyli oka, czuwali przy dziecku. 

Z samego rana w poniedziałek udali się do gabinetu chirurga. Była niesamowita kolejka. Nie chcieli czekać i wyruszyli w drogę do Wrocławia, aby dalej szukać pomocy. Na obwodnicy Żar Gabryś zaczął bardzo płakać, krzyczał, że boli go brzuch. Zawrócili i udali się do Szpitala na Wyspie w Żarach, na oddział dziecięcy. Lekarz skierował ich w trybie nagłym do szpitala do Zielonej Góry. W wypisie widnieje informacja: „Czteroletni chłopiec przyjęty z powodu ciała obcego –  baterii zegarkowej (...) zostaje wypisany do domu w stanie dobrym. (...) W razie niepokojących objawów (...) - pilna kontrola w tutejszym oddziale”.

–  Mówiliśmy, że wczoraj byliśmy i że nas nie przyjmą, ale lekarz uspokoił, że to nagłe, bo nie wiadomo, co się dzieje. I że na pewno zostaniemy przyjęci. Gabryś trafił na oddział. Znów RTG, USG. Mieliśmy nadzieję, że już jest bezpieczny – uśmiecha się z cieniem goryczy pani Justyna. Z cieniem goryczy, ponieważ aż do czwartku przebywała z Gabrysiem w szpitalu, czekając, aż synek wydali baterię. Funkcjonowali ,,od kupki do kupki”. Przedmiot dalej jednak tkwił w brzuchu dziecka. Później zostali poinformowani o wypisie, uzasadnionym faktem, że na wydalenie przedmiotu mogą czekać spokojnie w domu. 

Wypis informował: „Czteroletni chłopiec przyjęty z powodu ciała obcego - baterii zegarkowej (...) zostaje wypisany do domu w stanie dobrym. (...) W razie niepokojących objawów (...) –  pilna kontrola w tutejszym oddziale”.
O godzinie 15 w czwartek dziecko już było w domu. Rodzice nie spali całą noc. Po głowie krążyły im przerażające myśli: ,, A jeśli bateria rozleje się? A jeśli poparzy jelita? A jeżeli coś złego się wydarzy?


W piątek z samego rana rodzina przyjechała na SOR w Szpitalu Klinicznym w Szczecinie. Rodzice opowiedzieli lekarzom całą historię połknięcia baterii, pokazali wypis ze szpitala w Zielonej Górze. Szczecińscy lekarze zrobili wielkie oczy. Natychmiastowo przyjęli dziecko na oddział gastrologii dziecięcej. Była to już szósta doba, gdy dziecko miało baterię w brzuszku, więc czas działał na niekorzyść. Po wykonaniu dokładnych badań okazało się, że bateria utknęła w jelicie dziecka. Lekarze musieli przekonać się, czy to na pewno jest bateria. Po wykonaniu kolejnych zdjęć RTG jeden z lekarzy stwierdził, że bateria to prawdopodobnie...nakrętka na śrubkę.
We wtorek podczas pełnej narkozy wykonano kolonoskopię i usunięto przedmiot. Okazało się, że faktycznie syn połknął nakrętkę. Nikt wcześniej jednak nie mógł o tym wiedzieć. 

Dlaczego Szpital w Zielonej Górze wypuścił czteroletnie dziecko do domu?

– Bo on w ogóle nie powinien do szpitala trafić – stwierdził dr Emil Korczak, chirurg dziecięcy i naczelny lekarz szpitala. Standardem postępowania z ciałami obcymi jest czekanie, aż dziecko samo je wydali i to niekoniecznie w szpitalnych warunkach.
–  Jedynymi oddziałami, gdzie można endoskopowo usunąć ciało obce (z żołądka lub skrajnie rzadko z jelita grubego) u dziecka, są oddziały gastroenterologiczne dla dzieci - nie posiadamy takiego w naszym szpitalu –  dodaje dr Korczak. 
–  Nie mieliśmy szczęścia uzyskać w powtarzanych badaniach RTG takiego obrazu ciała obcego, który pozwoliłby na wykluczenie ciała obcego jako baterii – obecność metalicznego, cylindrycznego ciała obcego w połączeniu z kategorycznymi zapewnieniami rodziców, że była to na pewno bateria, nie pozwoliła nam na wykluczenie takiego faktu. Jednakże sam fakt, że jednak nie była to bateria, świadczy o tym, że tym bardziej nasze postępowanie było słuszne – kończy swoją wypowiedź lekarz.

Rzecznik Szpitala Klinicznego w Szczecinie dr n. med. Joanna Woźnicka informuje w przesłanych komunikatach na temat postępowania w przypadku połknięcia ciała obcego przez dziecko. „Jelito cienkie i grube dzięki żywej perystaltyce rzadko ulegają perforacji przez ogniwo – połknięte baterie są zwykle wydalane ze stolcem. Dlatego gdy okaże się, że bateria znajdzie się w jelicie cienkim czy grubym – odstępujemy od endoskopii, pozostawiamy dziecko na obserwacji w szpitalu. Podajemy środki przeczyszczające, aby szybko doszło do wydalenia baterii drogami naturalnymi. Większość ciał obcych po przejściu przez odźwiernik z żołądka do opuszki dwunastnicy przejdzie też przez zastawkę Bauhina z jelita krętego do jelita grubego i zostanie wydalona naturalnie”. Doktor oświadcza również, że bardzo rzadko bateria jest usuwana kolonoskopem. Usunięcie operacyjne i otwarta laparotomia to również ostateczność. 


–  Przeżyliśmy horror. Nie życzę nikomu takiego strachu, jaki my przeżyliśmy. Jesteśmy ogromnie wdzięczni oddziałowi gastrologii dziecięcej w Szczecinie za uratowanie zdrowia i życia naszego małego Gabriela – mówią Kadłubowscy, którzy zgłosili już sprawę do prokuratury. Zapowiadają również zgłoszenie skargi w szpitalu zielonogórskim.


źródło: Gazeta Lubuska






 














 


« PREV
NEXT »

Popularne na Facebooku

Popularne