Matka i dwoje dzieci niemal zabici przez szaleńca - Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

loading...

niedziela, 2 września 2018

Matka i dwoje dzieci niemal zabici przez szaleńca

„Filipku! Filipku!” W głowie wciąż słyszę przerażony krzyk mojej córeczki Karolinki. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Była godzina 8.10. Ania jak zwykle pojechała zawieźć dzieci do przedszkola. Ja pracowałem w domu. Pamiętam nawet, że zrobiłem sobie kawę i wtedy zadzwonił telefon. Nie podejrzewałem niczego złego. Odebrałem. Ania… Wypadek. Krzyk Karolinki…

zdjęcia: siepomaga/ Matka i dwoje dzieci niemal zabici przez szaleńca

zdjęcia: siepomaga/ Matka i dwoje dzieci niemal zabici przez szaleńca


Jak podaje oficjalny komunikat policji w Schiller Park, do poważnego wypadku z udziałem czterech pojazdów doszło w czwartek 17 listopada po 8 rano. Pięć osób trafiło do szpitala, z czego dwie – w tym dwuletni chłopczyk – są w stanie krytycznym. Jak napisała na swoim publicznym profilu facebookowym matka jednej z ofiar, „jakiś szaleniec najechał na nią (córkę – przyp. red.) jak wiozła dzieci do przedszkola”. Według dalszych opublikowanych przez nią informacji, w najcięższym stanie znajduje się chłopczyk, który walczy o życie. 
Ulica, znajdująca się niedaleko naszego domu, prawie stała się miejscem śmierci całej mojej rodziny. Potem się dowiedziałem, że siła uderzenia wynosiła 175 km/h… Policjanci zabronili mi nawet oglądać wrak samochodu. Kazali natychmiast jechać do szpitala. Gdy przyjechałem, wszyscy wiedzieli już, kim jestem. Gdy pytałem, co z Anią, co z dziećmi, milczeli. Bez słowa podali mi środki uspokajające. Potem dowiedziałem się, że w tym czasie Filipek umierał. Lekarze go reanimowali. Serce zatrzymało się na ponad 30 minut…

Ania ocknęła się we wraku auta. Chciała natychmiast wysiąść, by wyciągnąć dzieci. Nie mogła, drzwi się zablokowały. Potem lekarze uznali to za cud. Miała zmiażdżoną prawą nogę – otwarte złamanie stopy, złamanie pięty, liczne złamania piszczela – i pęknięty kręgosłup - drugi kręg szyjny C2. Gdyby wstała i wysiadła z auta, złożyłaby się jak harmonijka. Umarłaby na miejscu.
W wyniku wypadku samochodowego dziecko doznało wielu urazów, w tym pourazowego uszkodzenia mózgu, nastąpiło zatrzymanie akcji serca, niedotlenienie mózgu, złamanie kręgu szyjnego C2, niedowład wszystkich kończyn, z przewagą kończyn górnych.
Lekarze powiedzieli mi, że Filipek będzie rośliną, warzywem… Wciąż nie mogę spokojnie o tym mówić. Wzięli mnie na rozmowę. Powiedzieli, że nic już więcej nie mogą zrobić. Że synek nie ma żadnych szans… Że humanitarnie będzie skrócić jego cierpienie. Odłączyć go od aparatury i podać mu lekarstwa, żeby odszedł… Byłem załamany, Ania sparaliżowana, Karolinka przerażona… Był moment, w którym już chciałem się poddać. Bóg jednak nad nami czuwał… Dowiedziałem się wtedy o historii dziewczyny, którą spisano na straty podobnie jak Filipka. Była w śpiączce, nikt nie dawał jej szans. Doszła do siebie. Okazało się, że w stanie, w którym była wszystko słyszała… Tak zaczęła się nasza walka o Filipka.
Chłopiec przeszedł udaną, wysoce ryzykowną operację kręgosłupa, został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej i podejmuje próby samodzielnego oddychania bez respiratora. Szpital zrobił już wszystko, co mógł zrobić dla Filipa. Dziecko było hospitalizowane przez dwa miesiące z urazem mózgu i uszkodzeniami kręgosłupa. Codziennie przy jego łóżku czuwali na zmianę dziadkowie, matka Anna (hospitalizowana w sąsiedniej sali) i ojciec Łukasz Szczęsny, który musiał zrezygnować z pracy, by zaopiekować się rannymi.
Lekarze nie dawali mu żadnych szans, a mimo to Filipek codziennie pokazuje nam, że walczy i się nie poddaje. Od samego początku widzieliśmy, że reaguje na nas, na mnie, na Anię, na Karolinkę… Dziś nasz dom to właściwie szpital… Filipek wodzi za nami oczkami. Uśmiecha się, gdy do niego mówimy i jak łaskoczemy go w podeszwy stóp. Płacze. Choć ma ograniczone ruchy rączek i nóżek, staramy się wraz z rehabilitantami robić wszystko, by nauczyć go chodzić i stać. Jeśli jednak by go zostawić, po prostu będzie leżeć bezwładnie jak szmaciana lalka…
Rodzina nie tylko zmagała się z tragedią, ale znalazła się także na skraju przepaści finansowej. Aby sprostać ogromnym kosztom medycznym, tylko częściowo pokrytym przez ubezpieczenie, małżeństwo zaciągnęło pożyczki, m.in. pod zastaw domu.

Jedyną opcją na leczenie Filipka, jaką daje nam medycyna, jest przeszczep komórek macierzystych, stosowany przy urazach mózgu. Być może pozwoli odbudować część tego, co uszkodzone, w główce Filipka… Syn został zakwalifikowany do leczenia w Krakowie, ma za sobą kilka podań, potrzebne jednak są kolejne. Jesteśmy pełni nadziei, codziennie wypatrujemy zmian, a nawet te najmniejsze dają nam radość i wiarę na przyszłość. Jedyne, co nam teraz stoi na drodze to są koszty związane z leczeniem. Nie mamy za co go opłacić… Dlatego bardzo prosimy o pomoc dla Filipka. To wszystko jest dla niego, by dać mu drugą szansę na to, by znów mógł się uśmiechać, biegać i cieszyć się życiem. Pierwszą brutalnie mu odebrano.
Ania wciąż utyka, gdy chodzi. Karolinka panicznie boi się jazdy samochodem… Facet, który prawie zabił moją rodzinę, wyszedł z wypadku prawie bez szwanku… Został skazany tylko za łamanie ruchu drogowego. W trakcie jazdy miał ponoć zapaść… Oprócz auta Ani, uderzył jeszcze w inny samochód. Policja uznała to za nieszczęśliwy wypadek.
loading...
« PREV
NEXT »

Popularne

loading...