Malaria - niebezpieczny prezent od komara - Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

czwartek, 21 czerwca 2018

Malaria - niebezpieczny prezent od komara

W Polsce co roku notuje się nawet kilkadziesiąt przypadków malarii zawleczonej zza granicy. Kluczem do skutecznej terapii jest szybka diagnoza. Są też sposoby, by ryzyko zachorowania na malarię zmniejszyć.

zdjęcie ilustracyjne: pixabay

Malaria, zwana też czasami zimnicą, to choroba wywoływana przez zarodźce (Plasmodium), jednokomórkowe pierwotniaki przenoszone przez komary.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2015 roku odnotowano 214 milionów przypadków tej choroby, a 438 000 osób zmarło. Najwięcej przypadków (90 proc.) zanotowano na terenie Afryki, która, poza kilkoma państwami, stanowi region, gdzie malaria panuje w najlepsze. Z jej powodu umiera co setny chory.

Jak się chronić przed malarią?


Najlepiej nawet na kilkanaście tygodni przed egzotycznymi wakacjami udać się do lekarza, przy czym warto wizytę odbyć u specjalisty medycyny tropikalnej lub chorób zakaźnych. Planując egzotyczne wakacje należy zastanowić się, czy przed wyjazdem nie warto kupić środków przeciwmalarycznych. Są na receptę, dlatego trzeba się skontaktować z lekarzem – specjalistą od chorób tropikalnych.



- W różnych rejonach świata występują różne rodzaje malarii, bo różne są gatunki zarodźca. I na stronach WHO i Ministerstwa Zdrowia oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego znajdują się dane, w jaki sposób należy się zabezpieczyć – mówi dr Aleksandra Gliniewicz, kierownik Samodzielnej Pracowni Entomologii Medycznej i Zwalczania Szkodników w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego-Państwowym Zakładzie Higieny w Warszawie.
Warto również poprosić o radę ambasadę lub przedstawicielstwo kraju, do którego się udajemy. Tamtejsi urzędnicy mają najlepsze rozeznanie, w jakim rejonie można zetknąć się z komarami przenoszącymi zarodźce malarii. Na przykład jadąc do Indii w zimie, w styczniu-lutym, w okolicach Himalajów, trudno spotkać komary malaryczne.
Jeśli już zdobędziemy właściwe informacje, nie należy się wahać przed zażyciem leków przeciwmalarycznych.
- Z całą pewnością, jadąc w okolice, gdzie malaria występuje, bezpieczniej jest brać takie leki, niż ich nie brać. Gdy jadę z grupą w potencjalnie malaryczne rejony Afryki, zalecam ich branie – mówi podróżnik i dziennikarz, były redaktor naczelny National Geographic Polska, Dariusz Raczko.
Na temat „szkodliwości” tych preparatów krążą rozmaite mity w internecie. Ludzie nie chcą ich brać, bo obawiają się dolegliwości żołądkowych, bezsenności i dziesiątków innych komplikacji.



- W przypadku 2-3 osób w grupie zdarzają się efekty uboczne, człowiek czuje się nieco „skołowany”, ma gorsze samopoczucie, czasami dostaje gorączki. Trudno mi jednak ocenić, na ile stan ten jest wynikiem brania leków, a na ile zmiany klimatu z polskiego na tropikalny. Korzyści, jakie się odnosi dzięki tym preparatom wielokrotnie przewyższają ewentualne koszty. Z moich towarzyszy wypraw nikt nigdy nie zachorował na malarię – dodaje Raczko.
Jadąc w tereny, gdzie występuje malaria trzeba pamiętać o zabraniu moskitiery albo zainteresować się, czy tam, gdzie będziemy nocować, będzie moskitiera albo siatki w oknach, ponieważ komary malaryczne wlatują do pomieszczeń i kłują nocą. Co istotne: polskie komary mają tę irytującą cechę, że bzyczą, ale przynajmniej wiadomo, że krwiopijca krąży; tych tropikalnych nie słychać. Można też kupić w Polsce i zabrać ze sobą elektrofumigatory, czyli włączane do kontaktu urządzenia, które emitują środki chemiczne zabijające owady.
- Jeśli chodzi o repelenty, czyli preparaty w formie spreju, stosowane na ubranie i skórę, należy używać takich o stężeniu substancji aktywnych wyższym niż te, które stosujemy w Polsce. Na miejscu są na pewno lepsze niż nasze, produkowane do odstraszania miejscowych komarów – radzi dr Gliniewicz.



Kiedy do lekarza po egzotycznych wakacjach?

Czasami jednak jedziemy zagranicę na egzotyczny urlop, bo w ostatnim momencie kupiliśmy wycieczkę last minute, albo jadąc daleko, nie bierzemy leków przeciwmalarycznych, bo wydaje się nam, że akurat w tym rejonie nie ma teraz malarii. Jakie nietypowe objawy powinny zwrócić naszą uwagę?
- Każde. Idziemy do lekarza i bezwzględnie mówimy, że byliśmy w takim to a takim miejscu. Cokolwiek, co się zadzieje, co jest niestandardowe, powinno być powodem wizyty w przychodni. Różne objawy mogą towarzyszyć zachorowaniu na malarię, zależy to od typu zarodźca oraz naszej indywidualnej wrażliwości. Możemy mieć do czynienia także nie tylko z malarią, ale i innymi schorzeniami tropikalnymi – mówi dr Gliniewicz.
Warto zachować czujność, bo jak wynika z informacji zawartych w najnowszym raporcie: „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania”, w przypadku przywiezionej z tropików malarii (nawet kilkadziesiąt chorych każdego roku), zdarzają się zgony z powodu opóźnienia w identyfikacji choroby. Zdarza się też, iż pacjent zapomina powiedzieć lekarzowi, że był jakiś czas temu za granicą. Tymczasem w przypadku niektórych zarodźców choroba może rozwijać się ponad dwa tygodnie, a czasami i dłużej.



- Przychodzi pacjent z gorączką, ma objawy przeziębienia, zapracowany jest, choć tuż po urlopie, prosi o krótkie zwolnienie. W tym wypadku lekarz powinien zachować czujność – podsumowuje dr Gliniewicz.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że obraz kliniczny malarii coraz częściej odbiega od klasycznego, znanego choćby z literatury przygodowej (nawracająca w równych odstępach czasu gorączka z dreszczami). To zaś może komplikować trudności we wstępnym rozpoznaniu, zwłaszcza wtedy, kiedy pacjent nie poinformuje lekarza o tym, że przebywał w tropikach.
Od początku 2017 roku do połowy lipca zarejestrowano w Polsce już 43 przypadki malarii zawleczonej zza granicy.  
Nie warto ryzykować. Na malarię, mimo zastosowania ultranowoczesnych leków, wciąż umiera co setny chory.
Anna Piotrowska (www.zdrowie.pap.pl)
« PREV
NEXT »