Zabił ojca, by przerwać rodzinną gehennę? - Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

loading...

piątek, 19 stycznia 2018

Zabił ojca, by przerwać rodzinną gehennę?

Jarosław S. (23 l.), nawet kiedy przynosił świadectwa z czerwonym paskiem, słyszał od ojca, że jest głąbem. Bity przez niego po głowie zaczął się jąkać. Latami oglądał ojca pijanego, poniewierającego matkę. Kiedy Marek S. (†52 l.) po raz kolejny zaczął się awanturować wbił mu nóż w brzuch. Odpowiada za to przed sądem. Grozi mu dożywocie.

Zabił ojca, by przerwać rodzinną gehennę? 
To na pewno jedna z trudniejszych do oceny spraw, jakie rozstrzygał łódzki sąd. Z jednej strony ma przed sobą mordercę. Z drugiej trudno obojętnie słuchać tego, co na temat życia Jarosława S. mówi on sam i jego matka. Jego starszy brat nie chciał zeznawać. Teresa S. (55 l.), choć miała możliwość zamilknąć przed sądem, bo jest najbliższą osobą dla syna, chciała powiedzieć o piekle, jakie przechodzili z całą rodziną. 

– Powinnam była się dawno rozwieść z mężem. Bił mnie i moich dwóch synów. Urządzał awantury i wiecznie chodził pijany. Krzyczał na Jarka, że nie powinien się urodzić. Pijany chodził do niego do szkoły po pieniądze. Koledzy śmiali się z niego, że ma takiego ojca – mówiła roniąc łzy kobieta.

- W gimnazjum Jarek zaczął mieć problemy z mową. Logopeda powiedział, że jąkanie spowodowane zostało biciem po głowie. Marek często go uderzał w głowę – wspominała matka oskarżonego. 

Marek S. miał kuratora, sprawy karne za znęcanie się nad rodziną, po których na jakiś czas się uspokajał, a potem wracał koszmar. Teresa S. nie umiała przerwać gehenny słysząc ciągłe groźby ze strony męża, że nawet rozwód jej od niego nie uwolni. Tak było do 24 lipca 2014 roku. Wieczorem Marek S. przyszedł do domu kompletnie pijany. - Krzyczał, że nas zabije, powiedział, że dzisiaj się wszystko skończy, że nas zniszczy i będziemy przed nim klęczeć na kolanach – zeznała przed sądem matka oskarżonego. Potem wyszedł do kuchni po papierosa. Tam wszystkiemu przysłuchiwał się Jarosław. Gdy ojciec stanął koło niego wbił mu prawie 25-centymetrowy nóż w brzuch. Wcześniej polał go oliwą, by lepiej wszedł w ciało. Mężczyzna osunął się na krzesło. Jego syn wezwał policję. Marek S. zmarł kilka dni później w szpitalu. 

Jarosław S. został zatrzymany, ale przed sądem odpowiada z wolnej stopy. Został zwolniony z aresztu. To nietypowe przy sprawie o zabójstwo. – Przyznaję się, ugodziłem go nożem w brzuch. To był po prostu impuls – zeznał przed sądem. Za zabójstwo grozi mu nawet dożywocie. Dla jego obrońcy oczywiste jest, że na taką karę nie zasłużył. 

– Biegli sądowi wydali opinię, która stwierdza, że nie można wykluczyć działania w afekcie – mówi mecenas Paweł Kozanecki. – Oskarżony nie jest osobą wyrachowaną, przez kilkanaście lat praktycznie dzień w dzień był ofiarą dramatów, jakie rozgrywały się w czterech ścianach. Po prostu się bał ojca. Gdy ten zrobił awanturę, nie był w stanie się opanować i dopuścił się czynu, którego w normalnych warunkach by nie popełnił – dodaje Kozanecki. 

Obrona wnioskuje o zmianę kwalifikacji czynu na zabójstwo pod wpływem silnego wzburzenia, które jest zagrożone niższą karą. – Jeżeli dojdzie do zmiany kwalifikacji czynu to nasza propozycja kary 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat staje się w mojej ocenie realna – wyjaśnia mecenas Kozanecki.

« PREV
NEXT »

Popularne

loading...