Ojciec kat odebrał Anastazji wzrok - Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

loading...

wtorek, 23 stycznia 2018

Ojciec kat odebrał Anastazji wzrok

Anastazja miała kilka miesięcy, gdy ciężko skatowana przez ojca trafiła do szpitala w Poznaniu. Lekarze długo walczyli o jej życie. Udało się, choć brzemię tych potwornych wydarzeń 4-letnia Anastazja będzie dźwigać już do końca swoich dni. Dziewczynka nie mówi, nie siada samodzielnie, nie widzi. Siostry elżbietanki ze Wschowy na co dzień walczą z niepełnosprawnością Nastki. Niedawno podjęły też walkę o wzrok dziecka. Wielką nadzieję pokładały w amerykańskich lekarzach. Niestety, po konsultacji okazało się, że uszkodzenia mózgu, których dokonał ojciec kat, są zbyt poważne. Anastazja już nigdy nie odzyska wzroku.


Historia niespełna czteroletniej Anastazji dosłownie łamie serce. Dziewczynka urodziła się w pełni zdrowa, z szansą na normalne, szczęśliwe życie. Jednak już dwa miesiące po jej przyjściu na świat szanse te zostały przekreślone. Wszystko za sprawą ojca kata, który w domowym zaciszu znęcał się nad dziewczynką. Wydał na nią wyrok dożywotniego kalectwa, choć sam za swoje winy odsiaduje jedynie 13 lat więzienia.

Po raz pierwszy Anastazja trafiła do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu, podbitym okiem i krwotokami. Gdy miała 4,5 miesiąca, po raz drugi znalazła się na szpitalnym oddziale. Tym razem stan niemowlęcia był krytyczny. Lekarze musieli przeprowadzić trepanację czaszki, by uratować jej życie. Ojciec Anastazji, 21-letni wówczas Krzysztof J., skatował ją tak ciężko, że dziewczynka straciła wzrok, a w jej mózgu i układzie nerwowym zaszły nieodwracalne zmiany.

Według przewidywań lekarzy, Anastazja miała już do końca życia pozostać "roślinką". Prognozowano, że dziewczynka już zawsze będzie dzieckiem leżącym, bez żadnego logicznego kontaktu. Ale wtedy niemowlę trafiło pod opiekę sióstr elżbietanek w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci we Wschowie. 

- Pamiętam dzień, kiedy Nastka do nas przyjechała. Miała osiem miesięcy. Pamiętam, jak wzięłam ją po raz pierwszy na ręce, zobaczyłam te jej ciemne oczka. Była piękną dziewczynką. Wtedy postanowiłam, że zrobię wszystko, co będę mogła, żeby jej pomóc - mówi w rozmowie z Fakt24.pl siostra Paulina Szelejewska, opiekunka prawna Anastazji.

Walka o odzyskanie sprawności dziewczynki nie była i wciąż nie jest łatwa. Anastazja była niemal całkowicie bezwładna, nie trzymała główki i bała się dotyku. Okazało się jednak, że potężna dawka miłości i żmudna, codzienna praca przyniosły efekty.

- Początkowo Anastazja była rehabilitowana sześć razy dziennie, siedem dni w tygodniu. Pomimo tego przez pierwsze pół roku nie robiła postępów. Aż tu nagle zaczęła łączyć rączki. Potem zaczęła przekręcać się z plecków na brzuszek. Dziś fika nóżkami, nuci piosenki, potrafi nawet powtórzyć imiona swoich opiekunek. Lekarze mówią, że to mały cud - opowiada z radością siostra Paulina. 
Anastazja jest systematycznie rehabilitowana od kilku lat. Praca siostry Pauliny i sztabu specjalistów z dziewczynką przynosi efekty. 

- Małymi kroczkami idziemy do przodu, cały czas mamy nadzieję, że wkrótce Anastazja samodzielnie usiądzie. Ale te postępy są okupione strasznymi mękami, naprawdę kosztuje ją to wiele wysiłku. Pewnie gdyby widziała, miałaby więcej motywacji do ćwiczeń - mówi Linda Wyżkiewicz, rehabilitantka z Centrum Rehabilitacji Dzieci w Głogowie.

I właśnie to całkowite zaburzenie widzenia spędzało opiekunom Anastazji sen z powiek. Każdy chciał, by dziewczynka wreszcie ujrzała otaczający ją świat. Pod koniec września pojawił się cień nadziei na odzyskanie przez nią wzroku. Lekarze ze Stanów Zjednoczonych zgodzili się przyjrzeć przypadkowi dziewczynki.
- To była odpowiedź na moje modlitwy. Przesłaliśmy całą dokumentację, którą pewien dobry człowiek przetłumaczył dla nas za darmo. Otrzymaliśmy zielone światło, że Anastazja może być dalej diagnozowana - mówiła w październiku siostra Paulina.

Niestety, już wyniki rezonansu głowy zrobionego w Polsce osłabiły entuzjazm opiekunów dziewczynki. W grudniu okazało się, że ojciec Anastazji uszkodził jej płaty potyliczne mózgu, które są odpowiedzialne za widzenie. 
Wyniki Nastki skonsultowali właśnie amerykańscy lekarze. Ich diagnoza całkowicie pogrzebała nadzieję siostry Pauliny na to, że czterolatka kiedykolwiek będzie widziała.

- Niestety nie ma szans na jakąkolwiek pomoc. Nawet komórki macierzyste nie pomogą. Doszło do bardzo poważnych uszkodzeń mózgu i zaniku części odpowiedzialnych za widzenie. Lekarz odpisał, że dzisiejsza medycyna nie potrafi odbudować uszkodzonego mózgu ze zmianami zanikowymi - powiedziała w rozmowie z Fakt24.pl opiekunka prawna Anastazji.

Teraz pracownikom DPS we Wschowie nie pozostaje nic innego, jak codzienna rehabilitacja dziecka i walka z jej pozostałymi niepełnosprawnościami. A zapewnienie Anastazji prawidłowego rozwoju wiąże się z wysokimi kosztami. Dziewczynka musiała mieć zapewniony specjalistyczny wózek do poruszania się na co dzień, którego koszt to 11 tys. zł oraz wielofunkcyjne urządzenie Baffin będące jednocześnie fotelikiem do siedzenia, karmienia i pionizacji. Anastazja nosi też specjalne ortezy, które trzeba wymieniać co kilka miesięcy.

Choć Anastazja nigdy nie osiągnie pełnej sprawności, siostra Paulina robi, co może, by umożliwić jej stały rozwój i jak najbardziej ułatwić życie. Obecnie najpilniejszą potrzebą dziewczynki, którą trzeba zaspokoić, jest zakup specjalistycznego fotelika samochodowego dla dzieci niepełnosprawnych.

- Nastka już ledwo mieści się w swoim foteliku, a w zwykłym nie usiedzi. Musi mieć taki, który jest dostosowany do jej potrzeb. A koszt ponad 7 tys. zł znacznie przekracza nasze możliwości finansowe - mówi siostra Paulina.

Jeśli chcesz wesprzeć Anastazję w walce o lepsze życie, możesz to zrobić wpłacając pieniądze dla Anastazji bezpośrednio na nr konta: 37 1090 1290 0000 0001 2292 2089 należącego do Stowarzyszenia im. Siostry M. Iwony Król z dopiskiem "dla Anastazji".

« PREV
NEXT »

Popularne

loading...