TO JA PRZENOSZĘ MĘŻA PRZEZ PRÓG - Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

loading...

wtorek, 13 listopada 2018

TO JA PRZENOSZĘ MĘŻA PRZEZ PRÓG


Obcy ludzie potrafili zatrzymać ją na ulicy i powiedzieć, żeby zostawiła swojego chłopaka, bo był na wózku. Dzisiaj Monika i Janek są małżeństwem, kochają się nad życie. Jak trzeba, Monika bierze męża na ręce i przenosi go przez próg, schody, pod prysznic. Ich dzieci chorują, nie mają łazienki, jest ciężko. Ale wiedzą jedno: razem, pokonają każdą przeszkodę.


foto: szlachetnapaczka

Wszystko zaczęło się od pasji do motocykli. Od małego coś przy nich majstrował, naprawiał. Zaczynał od motorynek. Samego wypadku Janek nie pamięta, ale wie, że jechał wtedy WSK-ą 250-tką. Podobno miał jechać za szybko i podobno źle złożyć się do zakrętu. Uderzył w słup energetyczny albo w drzewo, bo tego też nie wiadomo.
 Kask roztrzaskał się w drobny mak. Złamany kręgosłup w odcinku piersiowym i paraliż od pasa w dół. I wyrok – wózek inwalidzki. Miał wtedy 17 lat. Janek postanowił się nie poddawać. Załatwił samochód z automatyczną skrzynią biegów, potrzebował tylko sposobu na obsługiwanie pedału hamulca i gazu. Mechanik dorobił mu dwie dźwignie, którymi wygodnie może obsługiwać pedały za pomocą jednej ręki. Dzięki temu może teraz wozić rodzinę.
Widziałam jego, nie wózek

Poznali się przez koleżanki. A właściwie o 7 lat młodsze siostrzenice Janka, z którymi Monika chodziła do klasy. Kiedy pierwszy raz go zobaczyła, strasznie się zawstydziła, bo taki przystojny. – Co mi się spodobało? On. On cały. Ja widziałam jego, a nie wózek. Rodzina mi potem odradzała, że się zmarnuję przy nim, bo on wymaga ciągłej opieki. 

Obcy ludzie potrafili mnie zatrzymać na ulicy i powiedzieć, żebym go zostawiła – wspomina Monika. Ale oni, wbrew wszystkiemu, zaczęli się spotykać. A zaczęło się niewinnie. – Tak przychodziłam do niego, a właściwie do dziewczyn. I kiedyś nagle dostałam sms’a: „ciągle chodzisz mi po głowie”. Zastanawiałyśmy się z dziewczynami, od kogo to może być, może jakiś kolega z klasy? Jakie byłyśmy wszystkie zdziwione, jak się okazało, że to Janek! I któregoś dnia jak u nich byłam, to spytał mnie w końcu: „A byłaś kiedyś na zamku w Janowcu”? No i tam mnie zabrał na pierwszą randkę.
Łazienka w nieogrzewanym przedpokoju
W przedpokoju za składanymi w harmonijkę drzwiami znajduje się toaleta. Kabinę prysznicową od przedpokoju oddziela już tylko zasłonka. Żeby Janek mógł się umyć, Monika musi go praktycznie wsadzić do brodzika, przy czym Monika mierzy 155 cm, a Janek 173. 
Czasem po prostu go noszę. Jak ostatnio u prawnika – lokal nie był dostosowany dla wózka, wszędzie były progi, więc stwierdziłam, że szybciej będzie wziąć Janka na ręce i go po prostu zanieść – mówi Monika. W przedpokoju pełniącym funkcję łazienki nie ma ogrzewania. Zimą temperatura spada tam do kilku stopni. Monika kąpie dzieci w miskach w kuchni. Ale co zrobi jak trochę podrosną? – Będziemy musieli sobie poradzić – odpowiada z uśmiechem.
Podrabiam jogurty dla syna
Bo oni sobie zawsze radzą, cokolwiek ich nie spotyka. Monika otwiera szafkę w kącie kuchni, całą zapełnioną plastikowymi kubeczkami i pojemnikami. Wszystko kupiła w hurtowni. Kiedy sprzedawca usłyszał po co są jej potrzebne, dał jej rabat. 

 Muszę Julciowi codziennie gotować to samo, co mają w przedszkolu, żeby nie czuł się gorszy. Jak oni mają pomidorówkę, to i ja mu robię pomidorówkę, a jak mają naleśniki, to ja też mu robię, ale na takiej specjalnej mące bezglutenowej, która go nie uczula – mówi Monika.
Najgorzej jest kiedy dzieci dostają na podwieczorek jogurt. Wcześniej dawała Julkowi dwa banany, bo trudno zastąpić laktozę, na którą jest uczulony. Ale ostatnio Monika wpadła na nowy pomysł: miksuje banana, jabłko, gruszkę i marchewkę, a całość przelewa do małego białego styropianowego kubeczka. – Na to przyklejam etykietkę jak z prawdziwego jogurtu, zamykam wieczkiem i gotowe! – cieszy się Monika. 
Musimy sobie poradzić
3-letni Julian jest uczulony na gluten, laktozę i kazeinę. Wielomiesięczne diagnozy potwierdziły także autyzm. Julian ma brata, prawie 2-letniego Sebastiana, który przez większość życia musiał być rehabilitowany po obrażeniach okołoporodowych. Ale to właśnie Julcia i Sebka rodzice kochają nad życie.
Monika ciągle powtarza „Ile możemy, tyle robimy”. 

Jej niesamowita energia wypełnia całe mieszkanie. Stara się jak może, zorganizować dom i życie tak, by funkcjonować normalnie. Jeśli ma urodziny, prosi koleżanki o drobne prezenty do domu – salaterki, miski, noże. Jej babcia jest krawcową i Monika śmieje się, że smykałkę do szycia ma w genach. Ostatnio kupiła na targu kocyk za 15 złotych. Przecięła go na pół, po czym wyciągnęła maszynę do szycia i zabrała się do pracy. – Chłopcy są mali, więc chcą wszystko takie same. Obszyłam brzegi i zrobiłam dwa identyczne kocyki – uśmiecha się Monika. 
Piekarnik na wagę złota
SZLACHETNA PACZKA dała im życiowego kopa. Chłopcy dostali nowe łóżka, a Monika piekarnik, który bardzo ułatwił jej zorganizowanie domowego życia. Piecze w nim specjalny chleb dla Juliana, który go nie uczula – jaglany, gryczany albo ze specjalnej bezglutenowej mąki. Specjalnej, bo jedyna, która nie szkodzi Julkowi jest produkowana we Włoszech. Niestety jej zapas się kończy, a od importera Monika dowiedziała się, że zaprzestano sprowadzania jej do Polski. Żywność dla Juliana, którą dostali w Paczce pomogła im zaoszczędzić pieniądze na remont pokoju chłopców. Stare odrapane ściany zmieniły się nie do poznania – teraz są gładkie i żółte, przed zaśnięciem nie straszy już sufit, bo teraz jest nowy, podwieszany. 

Monika chciałaby kontynuować tę dobrą passę. 

Skończyła rachunkowość i bardzo chciałaby podjąć pracę, żeby zapewnić byt rodzinie. Ostatnio była nawet na kilkumiesięcznym stażu w urzędzie. Musiała go jednak przerwać. – Jeśli ciągle trzeba jeździć z dziećmi do lekarzy, a ja codziennie muszę ugotować dwa obiady, bo osobny dla Julcia i zanieść mu do przedszkola, to jak ja mam podjąć stałą pracę? – smuci się Monika. Ale zaraz dodaje z uśmiechem, że musi sobie jakoś poradzić.
https://www.szlachetnapaczka.pl/wplacam 
« PREV
NEXT »

Popularne

loading...