PILNE: Bez leczenia wada serca może doprowadzić do jego śmierci w ciągu kilku dni - Głos Wojewódzki
Najnowsze Wiadomości
latest

reklama

loading...

wtorek, 27 listopada 2018

PILNE: Bez leczenia wada serca może doprowadzić do jego śmierci w ciągu kilku dni



Walka o życie tego dziecka rozgrywa się na naszych oczach! Maleńki Piotruś walczy o życie, a jego słabe, wspomagane lekami serce – o każde uderzenie… Potrzebna jest kolejna operacja, inaczej Piotruś znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Rodzice chłopczyka błagają o Twoją pomoc – liczy się każdy dzień. Pomóż, by serce ich synka nie przestało bić!


foto: siepomaga


"Siedzimy przy łóżeczku naszego synka, nie spuszczamy go z oczu nawet na chwilę. Boimy się czasem, że gdy tylko zamkniemy oczy, Piotruś zniknie, już go z nami nie będzie. Piotruś jest w stanie, który lekarza określają „na granicy stabilności”. Nawet dłuższy płacz to wysiłek, który może jego stan pogorszyć… Dźwięk EKG, odmierzającego każde kolejne uderzenie serca, to dla nas najpiękniejsza melodia. Cisza – to jej się boimy.



Na świecie wybuchają i kończą się wojny, my mamy własną, dla nas najważniejszą. Wojnę o życie naszego dziecka. Piotruś ma już ponad dwa miesiące… Od momentu narodzin jego domem jest Klinika Uniwersytecka w Munster, szpital, w którym ratuje się dzieci z najcięższymi wadami serca, dzieci, które gdzie indziej nie miałyby szans na życie. Jesteśmy pewni, że gdyby Piotruś urodziłby się gdzie indziej, nie byłoby go już z nami. Pierwszą operację Piotruś przeszedł zaraz po narodzinach. Bez leczenia wada serca doprowadziłaby do jego śmierci w ciągu kilku dni.

foto: siepomaga
Piotruś przyszedł na świat z krytyczną wadą serca. HLHS, hipopoplazja – niedorozwój – lewej komory serca. Zamiast całego serduszka ma tylko pół… Z połową serca można jednak żyć, w trakcie dorastania trzeba je jednak trzykrotnie zoperować… Moment, w którym lekarze zabierają dziecko, jest straszny. Zostaje pustka, strach i bezradność. Serce wali ci tak, że zagłusza każdą myśl, robi się ciepło, ciemno, drżą ręce, nogi. Poddajesz się jednak, bo zwycięża rozsądek. Wiesz, że bez operacji Twoje dziecko umrze. Lekarze znikają, zabierając Twój największy skarb, a Ty zostajesz. Jedyne, co możesz zrobić, to modlić się o to, by Bóg pozwolił mu żyć. I tak bez końca, każdego dnia.

foto: siepomaga


Po pierwszej operacji wydawało nam się, że to koniec naszych trosk, przynajmniej na pewien czas. Dzieci dochodzą do siebie w ciągu kilku dni… Wracają do domu. Stało się jednak inaczej. Wiesz, jak smakuje strach, strach o życie dziecka? Mamy nadzieję, że nigdy się nie dowiesz… My wiemy. Na początku stan Piotrusia był stabilny. Potem nagle się załamał… Nasz synek kiepsko znosił swój nowy układ krążenia. Myśleliśmy, że spędzimy na Oddziale Intensywnej Terapii może kilka dni… Nie kilka tygodni. Tak bardzo ucieszyliśmy się na wieść o planowanych przenosinach na kardiologię, bo to krok bliżej w stronę wypisu ze szpitala. Niestety, stan Piotrusia znów się pogorszył… Reoperacja. Powrót na OIOM!
Piotruś wciąż walczy, oddycha samodzielnie… Jeśli jego stan się jednak nie poprawi, konieczna będzie kolejna pilna operacja! Operacja Glenna to drugi etap leczenia wady serca, zazwyczaj robi się, gdy dziecko ma pół roku… Wcześniej wykonuje się ją tylko w wyjątkowych przypadkach, ratujących życie. Piotruś jest właśnie takim wyjątkowym przypadkiem. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ale nie sądziliśmy, że aż tak… 
Kolejne dzieci przyjeżdżają, są operowane, dochodzą do siebie, wracają do domu… Piotruś walczył i walczy o nadal. Lekarze dwoją się i troją, wykonują kolejne zabiegi, badania, procedury. Ani przez chwilę nie odbierają nam jednak nadziei. Gdybyśmy ją stracili, co by nam zostało? Nie pamiętamy już jednak, czym jest spokój… Nasze życie to emocjonalny rollercoaster, jeden krok do przodu i dwa w tył, chwile radości, potem znów rozpacz.
Nie odróżniamy już dnia od dnia. Kolejne doby w szpitalu mnożą się… a razem z nim coś jeszcze. Zera na rachunku, który musimy uregulować w szpitalu za leczenie naszego synka. Suma, którą zebraliśmy, okazało się kroplą w morzu… A musimy zapłacić za to, co jest bezcenne, za życie naszego dziecka! Piotruś kilka dni przeszedł cewnikowanie serca, mające poszerzyć łuk aorty… Przed nim kolejna operacja. Oprócz niej być może będzie też konieczna plastyka zastawki. Baliśmy się o jego życie, o długu wobec szpitala nawet wtedy staraliśmy się nie myśleć, bo zamiast strachu wpadlibyśmy w panikę.
Jadąc do Niemiec pod koniec sierpnia, byliśmy pewni, że po kilku tygodniach będziemy pakować się do szczęśliwego powrotu do domu, do Polski. Byliśmy naiwni. Ile jeszcze tu zostaniemy? Nie wiemy… Wierzymy jednak w to, że wyjdziemy stąd z Piotrusiem w naszych ramionach. O innym scenariuszu nawet nie myślimy.  Chcieliśmy tylko jednego, tego, czego chcemy teraz – by Piotruś żył. Byśmy mogli być jego mamą i tatą… Prosimy – spraw, by tak się stało. To dzięki Wam Piotruś jest dzisiaj z nami, dzięki Wam Piotruś jest tutaj. Nie mamy słów, by wyrazić naszą wdzięczność… Toczymy jednak wojnę i błagamy o Wasze wsparcie. Uda nam się wygrać tylko wtedy, gdy dołączy do nas armia… Armia ludzi o dobrych sercach, dzięki którym to małe, słabe serduszko naszego synka będzie mogło dalej bić"...
Kasia i Paweł - rodzice Piotrusia

« PREV
NEXT »

Popularne

loading...